Siadając do Absolvera byłem przygotowany na to, że dostanę tęgie baty zarówno od przeciwników AI, jak i żywych graczy. Nie wiedziałem jednak, że owe batożenie będzie tak srogie.

Gdybym na wstępie miał porównać Absolvera do innej produkcji, zdecydowanie byłoby to Dark Souls – i to w pozytywnym słowa tego znaczeniu.


Od zera do kun-fu mastera

Absolver to zaprojektowana z myślą o multiplayerze gra akcji od francuskiego studia Sloclap, osadzona w realiach fantasy. Głównym trzonem tytułu jest naparzanie się po twarzach przez graczy, którzy wykorzystać do tego mogą swoje kończyny oraz bogaty arsenał broni. W teorii brzmi to jak przepis na dobrego brawlara – musimy zafundować przeciwnikowi większy wycisk niż on nam. W praktyce każdy pojedynek to wojna nerwów, wyczucie czasu oraz wiedza na temat umiejętności swojej postaci. Zacznijmy jednak od tematu, który chyba został wciśnięty do tej gry na siłę – trybu single.

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku

Przygodę z tytułem od Sloclap zaczynamy od stworzenia naszego awatara. Nie ma tutaj wielkiej filozofii – wybór ogranicza się do kilku rodzajów fryzur, koloru włosów i skóry oraz stylu walki (o tym za chwilę). Po krótkim, ale za to bardzo enigmatycznym intrze lądujemy w grze. I tutaj spotyka nas pierwszy zgrzyt – autorzy stwierdzili, że historia dla pojedynczego gracza ma zostać stworzona chyba jako dodatek do tytułu, a raczej ma to być po prostu rozbudowany samouczek. Nie ma tutaj intrygującej historii, twistów fabularnych czy dobrze zarysowanych postaci. Naszym zadaniem, jako ucznia jednej z tajemniczych szkół walki, jest zostać członkiem elity wojowników – tytułowymi Absolverami. I tyle. Brak drugiego dna czy górnolotnych celów – masz być najlepszy i kropka.

Z jednej strony taki zabieg ma sens, gdyż Absolver od pierwszych zamysłów twórców miał być produkcją nakierowaną na rozgrywkę online. Z drugiej jednak warto było poświęcić trochę więcej czasu, aby gracze, którzy nie do końca preferują zabawę z żywym przeciwnikiem, mogli chociaż spróbować zagłębić się świat gry, który swoim wyglądem aż zachęca do eksploracji. Nie zmienia to faktu, że tło fabularne jakieś jest, a ile przyjemności z niego wyciągniemy – zależy od podejścia samego gracza.

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku


Rozwój przede wszystkim

Niezależnie, czy gracz zdecydował się na zabawę w pojedynkę, czy jednak od razu wsiąknął w rozgrywkę online, czeka go na początku ten sam schemat – srogi wpiernicz. Jak wspomniałem na początku recenzji, Absolver to nie typowy brawler, ale zaawansowany symulator walki w zwarciu. Nasza postać charakteryzuje się kilkoma rodzajami ataku (lekki, ciężki i tak dalej), które to z kolei są zależne od jednego z kilku stylów, które możemy wybrać na początku gry. Każdy z tych stylów daje inne bonusy podczas pojedynków – jeden sprawia, że łatwiej nam kontrować, inny wzmacnia nasze bloki. Sukcesem jest tutaj dobra znajomość wybranego stylu oraz cierpliwość – ślepe mashowanie guzików w celu wyprowadzenia jakiegokolwiek ciosu zazwyczaj kończy się spektakularną glebą naszego bohatera.

Tutaj dochodzimy do porównania ze wstępu, gdzie postawiłem na równi Absolvera i Dark Souls – giniemy tutaj często i gęsto, a punkt odrodzenia będziemy odwiedzać częściej niż różne miejsca na mapie świata. Nasi przeciwnicy (mowa tutaj o AI) praktycznie zawsze będą od nas silniejsi, a ich pokonanie będzie wymagało sporo wylanego potu i przeżutych przekleństw. Dlatego tak ważne jest zapoznanie się z wachlarzem ruchów naszej postaci i umiejętne z niego korzystanie. A jest w czym wybierać!

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku

Oprócz standardowych ciosów, o których wspomniałem wyżej, nasza postać potrafi kontrować, blokować oraz robić uniki. Dodatkowo wszystkie poznane podstawowe ruchy może połączyć w, hucznie nazwane w grze, kombinacje. Służy do tego specjalne menu treningu, gdzie możemy stworzyć własną sekwencję ciosów, która najlepiej będzie odwzorowywać nasz styl walki.

Prócz rozwijania ataków ważnym aspektem jest ulepszanie samej postaci. Naszego wojaka określa szereg cech, które możemy rozwijać przez punkty doświadczenia, które zdobywamy pokonując kolejnych oponentów lub też dostając od nich srogie baty. Każdy punkt doświadczenia jest tutaj na wagę złota, a inwestowanie w naszą postać to klucz do sukcesu. W ulepszaniu awatara pomagają również różne przedmioty, które znajdujemy podczas gry. W skrócie mówiąc – wszystko sprowadza się do grindowania. Bez tego ciężko będzie nam poradzić sobie.

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku


Pięści idą w ruch

Na osobny akapit zasługuje system walki, który jest swoistą wisienką na torcie w produkcji od Francuzów. Każdy pojedynek to kalkulacja, kiedy wykonać dany ruch, kiedy zrobić unik oraz czy zastosować blok. Przypomina to swoisty taniec z przeciwnikiem, z tą różnicą, że nasz partner/partnerka nie tylko chce nam nadepnąć na stopę, ale wręcz dąży do jej połamania, razem z resztą naszych kości. Trzeba jednak przyznać, że pojedynki, mimo że są bardzo wyczerpujące, dają sporo satysfakcji. Nic tak nie raduje, jak pokonanie przeciwnika, do którego przymierzało się n-ty raz.

Osobną sprawą jest walka z żywym oponentem. Wraz z rozwojem fabuły bardzo szybko zaczniemy spotykać żywych graczy na swojej drodze, z którymi walka jest jeszcze bardziej wymagająca niż z AI. Wszystko to z jednego, prostego powodu – żywy gracz jest po prostu nieprzewidywalny. Pojedynkując się z takim oponentem nie mamy pewności, jaki ruch wykona i jaką taktykę ma w głowie. W takim przypadku trzeba być podwójnie czujnym i jeszcze bardziej liczyć na swoje umiejętności oraz ekwipunek.

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku

Same pojedynki prowadzone są zazwyczaj w fazie 1 na 1. Niestety bardzo często przyjdzie nam walczyć z większą liczbą złych chłopaków, co jest jedną z większych bolączek tego tytułu. W przeciwieństwie do wspomnianego Dark Souls czy chociażby serii Batman: Arkham, w Absolver przeciwnicy atakują masowo i równocześnie. Nie ma czekania na swoją kolej, by wyprowadzić cios – w kupie siła, a komputer świetnie zdaje sobie tego sprawę. Dodatkowo walkę utrudnia system blokowania naszych ataków na jednym celu oraz szalejąca kamera, która często po prostu gubi się podczas większych zamieszek. Nie ma co ukrywać – gra najlepiej sprawdza się w pojedynkach „na solo” i w takim przypadku daje najwięcej satysfakcji. Walki z tłumem natomiast powodują po prostu większą frustrację. Warto wspomnieć, że nawet grając ze znajomymi nie możemy czuć się bezpieczni – w grze nie zaimplementowano systemu chroniącego nas przed ciosami współtowarzyszy (i vice versa), więc często w ferworze walki niekoniecznie przeciwnik może być naszym najgorszym zagrożeniem.

Jeśli już przy lekkim narzekaniu jesteśmy, nie mogę nie wspomnieć o niewielkim poczuciu zagubienia w grze. Autorzy nie prowadzą nas za rączkę i większość ścieżek musimy odkryć sami. Nie ma jasno przedstawionego miejsca, gdzie mamy się udać – jest określony tylko ogólny cel, którym zazwyczaj jest pokonanie jakiegoś przeciwnika. Świeży gracze przez takie nonszalanckie podejście do tematu logistyki mogą się po prostu od gry odbić. Ja miałem to szczęście, że posiadałem swoistego mentora (kolegę, który grę już ogrywa praktycznie od pierwszych testów), dzięki któremu szybko poznałem wszelkie przejścia i ścieżki. Lucky me!

Absolver – recenzja. Najlepszy symulator walki na rynku


Jest ładnie

Na koniec warto wspomnieć o oprawie audiowizualnej gry. W skrócie – jest ładnie. Specyficzny styl graficzny produkcji od Sloclap naprawdę cieszy oko. Poziomy są zaprojektowane ze sporą dbałością o szczegóły, jest kolorowo i rześko. Znajdziemy tutaj pradawne ruiny, zgniłe bagna czy pustynne oazy. Nie raz potrafiłem się po prostu zatrzymać i popatrzeć na majaczący w tle zamek, którego wieżyczki rozcinały chmury, a niedaleko spływał z hukiem wodospad.

Podobnie sprawa ma się z udźwiękowieniem gry, przy którym dźwiękowiec raczej wiele roboty nie miał. Do naszych uszu wpada głównie świst broni, mlaskający dźwięk uderzających pięści w przeciwnika, ciche pojękiwanie obolałych wojaków, zaś w tle słuchać przyjemne dźwięki przyrody, w której okolicznościach akurat się znajdujemy.

To wszystko sprawia, że Absolver jest produkcją dobrą. Na pewno nie jest to dzieło wybitne, ale bardzo dobrze wpasowujące się w niszę z symulatorami walki wręcz, która ma sporo fanów. Na chwilę obecną może jedynie odstraszać cena, gdyż wydawca życzy sobie za grę 30 euro (130 złotych). Biorąc pod uwagę jednak, że jest to tytuł online, a producent zagwarantował ze swojej strony częste i systematyczne aktualizacje, można się pokusić o zakup tytułu od Sloclap. Zwłaszcza, że od czasu pojawienia się Overgrowth (który jest w ciągłej becie) na rynku nie ma lepszego symulatora walki na pięści niż Absolver. Od nas mocne 7.

7.2 Dobra

PLUSY:
+ Jeden z lepszych symulatorów walki na rynku
+ Satysfakcjonujące pojedynki
+ Możliwość rozwoju postaci
+ Jest ładna

MINUSY:
- Singleplayer potraktowany po macoszemu
- Wariująca kamera
- Pojedynki z wieloma przeciwnikami na raz dają w kość
- Mogłaby być ciut tańsza

  • Grafika 8
  • Audio 7
  • Grywalność 8
  • Cena/Jakość 6
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.