Mass Effect: Andromeda – monolity Nekro…Porzuconych!

0

Kto miał przyjemność grywać w Warhammera 40000, ten od razu zrozumie, co mam na myśli. Konstrukcje, które mamy możliwość oglądać w czasie naszych podróży po Eos, chcąc nie chcąc, trochę kojarzą się mi z Nekronami.

Monolity, choć może nie przypominają zupełnie tych monolitów pradawnej rasy ze świata Młotka, mają w sobie coś, co jednak takie skojarzenie u mnie wywołało. Przynajmniej na samym wstępie. Gdy znajdziemy więcej śladów Porzuconych, to dam znać, czy nadal tak jest 😉


Drack, czyli żwawy krogański staruszek

Cholera, kto by nie chciał mieć takiej werwy będąc w jego wieku. Człowiek, nawet prowadzący aktywny tryb życia, po sześćdziesiątce potrafi stać się już nieco „ospały”. Tutaj natomiast podczas uruchamiania jednego z monolitów staruszek wita nas, rzucając nam wielkie ścierwo Upiora wprost pod nogi. Już go lubię. Nawet nie ze względu na to, że jest kroganinem, choć nie ukrywam, na pewno ten fakt też zwiększa moją sympatię do niego.

Mass Effect: Andromeda - monolity Nekro...Porzuconych!

Tiu tiu tiu z laserka!

Co więcej, jak zapewne spora część z Was już wie, Drack staje się w późniejszym etapie gry towarzyszem naszej podróży – nie mogę się doczekać aż „wypróbuję” jego zdolności w terenie. Ciekaw jestem, czy polubię go równie mocno co Wrexa lub Grunta. Będzie się musiał postarać, aby im dorównać.


Monolity niejedną kryją tajemnicę…

Co zresztą mamy okazję zobaczyć pod koniec odcinka. Po „odpaleniu” tych widocznych wyłoniło się skrzętnie ukryte wejście. Do czego? Tego jeszcze nie wiemy, ale wygląda to na swojego rodzaju kryptę bądź katakumby. Co najlepsze, czuć dookoła aurę tajemnicy, tym bardziej, że dookoła nas jest zupełnie obca nam technologia. Peebee jest chyba równie podekscytowana co i my, bo gdy tylko zeszliśmy na dół, od razu na własną rękę zaczęła eksplorację tego miejsca. Mam tylko cichą nadzieję, że ketty nie będą nam zbytnio przeszkadzać, bo nadal mam w pamięci Człowieka Iluzję, który za pomocą swoich ludzi kradnie nam nowe odkrycie wprost sprzed nosa…

Podziel się.

O autorze

Kamil „Sieciech” Lesiczko

Nietrafiony grafik, malarz figurkowy, hobbysta-rekonstruktor. Zwolennik broni białej, zapalony gracz komputerowy. Miłośnik krogan i Legionu Ciemności Algerotha. Wyznawca dobrej książki, strategii lub RPG-a. Wściekły pochłaniacz kawy, herbaty i bredni. Sympatyk gier z szafy i nabijania czasu na przechodniach w Carmageddonie.