Wybór między dobrem a złem towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. (Nie)stety świat nie jest podzielony na dwie barwy – czarną i białą, lecz występują w nim odcienie szarości. To samo dotyczy bohaterów gier, większości z nich nie da się w oczywisty sposób zaszufladkować. Twórcy lubią przedstawiać graczom protagonistów, którzy balansują na granicy dobra i zła.

Są to bohaterowie w stylu Hana Solo, bohatera Gwiezdnych Wojen. Człowieka, który na co dzień zajmuje się nielegalnym przemytem. Jest bezczelny, mówi, co myśli, i działa dla własnej korzyści. Widzowie wiedzą jednak, że pod kamizelką pewnego siebie łobuza kryje się dobre serce. Powstał nawet termin – syndrom Hana Solo. Oznacza to więc, że coś musi być na rzeczy. Dlaczego twórcy decydują się na stworzenie bohatera o mieszanej moralności? I dlaczego my jako gracze tak bardzo tych łobuzów lubimy?


By poczuć się lepiej

Wykreowanie postaci złej do szpiku kości, bądź wręcz przeciwnie, anielsko dobrej, umożliwia odbiorcom ucieczkę od codzienności. Eskapizm jest jednym z powodów, dla których gramy. W produkcjach, w których możemy sami decydować o losie swojego wirtualnego alter ego, często dopuszczamy się czynów, których w prawdziwym życiu byśmy nie dokonali. Oczywiście można powiedzieć, że przecież dokonujemy wyborów zgodnych z naszymi zasadami. Właśnie tak byśmy postąpili, gdybyśmy znaleźli się w identycznych okolicznościach. Przymknijmy jednak oko na naszą teoretyczną szlachetność czy bezwzględność. Powiedzmy sobie szczerze – bylibyście w stanie zabić Siostrzyczki z gry Bioshock? Albo oddać życie za ludzkość jak Cole Macgrath z Infamous?

Tak o najtrudniejszych wyborach moralnych w grach wideo pisała Ola

Dobre i złe decyzje podejmujemy z różnych powodów. Najbardziej banalny wiąże się z formami gratyfikacji za taki wybór, a nie inny. Za przykłady mogą posłużyć specjalne umiejętności dostępne po zapełnieniu czerwonego lub niebieskiego paska w KotOR czy Infamous. Bądź zmiana wyglądu głównego bohatera, jak miało to miejsce w Fable lub Mass Effect. Twórcy dokładają wszelkich starań, aby żadna ze stron nie czuła się gorzej. Stąd właśnie nagradzanie, które nikogo nie faworyzuje ani nie potępia. Jednak najważniejszym powodem jest wspomniany już wcześniej eskapizm.

Badania dowodzą, że większość graczy dokonuje tych dobrych wyborów, podąża ścieżką prawa. Po pierwsze pokazuje to, że dla ludzkości jest jeszcze nadzieja. Ale, co ważniejsze, jest dowodem na to, że będąc tym dobrym chcemy najzwyczajniej w świecie poczuć się lepiej, dowartościować się. I nie ma w tym nic złego. Co z pozostałą mniejszością? Często dokonujemy złych wyborów z powodu zwykłej ludzkiej ciekawości. Albo po prostu chcemy wykreować nasze wirtualne drugie oblicze będące naszym kompletnym przeciwieństwem. W taki oto sposób uciekamy od szarej codzienności.


Kropla w morzu

Jednak pomiędzy idealistą a kompletnym renegatem plasuje się bohater tego artykułu. Ktoś o mieszanej moralności, podejmujący niejednoznaczne decyzje pod wpływem niejasnej motywacji. Rozpatrzmy produkcje, w których protagoniści są już w zaawansowanym stopniu ukształtowani przez twórców, a nie graczy. W takich przypadkach często ciężko jest wyczuć, jak postąpi główny bohater. Jest to z jednej strony intrygujące i wzbudza dreszczyk emocji, ale z drugiej frustrujące, ponieważ nie mamy wpływu na poczynania postaci.

dlaczego tak bardzo lubimy łobuzów

Najlepszym przykładem takiego bohatera jest Joel z The Last of Us. Na co dzień dokonuje czynów moralnie wątpliwych bez względu na cenę, by po prostu przeżyć, a więc postępuje czysto egoistycznie. Z tych samych powodów nie chce mieszać się w misję ratowania świata. Dlatego też trzyma Ellie na dystans, ponieważ boi się, że ponownie będzie przeżywać koszmar utraty dziecka. W trakcie rozgrywki przechodzi przemianę odsłaniającą jego prawdziwe Ja, które ukrył 20 lat wcześniej. Koniec końców okazuje się, że to dobry człowiek. Ale czy na pewno? Zakończenie The Last of Us sugeruje coś zupełnie innego. Joel ratując Ellie, a więc zabierając szansę ludzkości na odnalezienie lekarstwa, skazał nasz gatunek na śmierć. Wynika z tego, że to on jest tym złym.

Kolejnym przykładem jest Chloe Frazer z serii Uncharted. Chloe jest złodziejką, gra na dwa fronty pomagając Finnowi i Drake’owi, oszukała Nate’a, a na koniec zdradziła swojego pracodawcę. Mimo wszystko jest to jedna z najbardziej lubianych postaci serii. Gracze uwielbiają ją za poczucie humoru, oczywiście, ale również mają pewność, że ostatecznie postąpi słusznie. Widać to w finale Uncharted: Pośród Złodziei, a przede wszystkim w Zaginionym Dziedzictwie, gdzie swoją postawą skłania Nadine i Sama do uratowania miasta.

Warto wspomnieć również o Johnie Marstonie z Red Dead Redemption. Bohater ma na sumieniu mnóstwo grzechów, zarówno małych, jak i tych ogromnych. Mimo wszystko gracz czuje do niego sympatię, a być może nawet mu współczuje. John ratując rodzinę próbuje odpokutować swoje dawne życie, co – jak wiemy – mu się udaje. Ale wysokim kosztem. Powyższe przykłady to kropla w morzu, nie można zapomnieć o takich bohaterach, jak: Nathan Drake, Geralt z Rivii, Dante z serii DmC, Max Payne i wielu innych.


Ucieczka od eskapizmu

Jak widać, wyżej wymienione postaci ciężko zakwalifikować do jednej z dwóch kategorii. Nie są do cna zepsute ani nie emanują heroizmem. Wydaje mi się, że właśnie dlatego tak bardzo je lubimy. Są bliższe zwykłym ludziom, którzy mają wady, ale pomimo tego starają się podejmować właściwe decyzje. Łatwiej jest nam się z nimi utożsamić, ponieważ odnajdujmy w nich cząstkę siebie samych. Brzmi to trochę patetycznie, ale tak to wygląda.

dlaczego tak bardzo lubimy łobuzów

W obliczu wizji, jaką karmią nas media, jak powinien wyglądać i jaki powinien być współczesny człowiek, wymienieni bohaterowie ratują nas od popadnięcia w obłęd. Pokazują, że bycie zwykłym, przeciętnym i przede wszystkim ludzkim jest w porządku. W porządku jest się bać, ludzkim jest troska o własne dziecko i przedłożenie jego bezpieczeństwa, życia nad los planety. Posiadanie wad oraz słabości jest cechą każdego z nas. Nikt nie rodzi się herosem ani tym złym. W przypadku tego typu bohaterów nie uciekamy do wirtualnego świata, by być kimś innym. Robimy to po to, aby utrwalić się w przekonaniu, że w byciu zwykłym człowiekiem nie ma nic złego.

Swoją drogą, dość zabawny jest fakt, że to właśnie gry w dużej mierze przekonują nas do tego, że w prawdziwym życiu bycie ludzkim jest dobre. A podobno to one stoją za plagami egipskim i połową zła na świecie.

A dlaczego Wy lubicie łobuzów? I który z nich jest Waszym ulubionym?

Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.