Do tej pory czuję na plecach ciarki, jakie towarzyszyły mi podczas gry w Fahrenheita. Do tej pory czekam również na udany emulator Heavy Rain na pecety. Ostateczny cios w serce zadaje Detroit: Become Human, gdyż nie zagram weń w zaciszu domowego ogniska.

Chyba że jutro potknę się o konsolę na ulicy.

Detroit: Become Human, czyli dlaczego żałuję, że nie mam PS4


Ciężko stwierdzić, czy wybory moralne są trudniejsze w grach, czy w codziennym życiu

Kac nie jest najgorszym wrogiem człowieka. Jest nim kac moralny. „Moralniaka” można mieć niemal w każdej życiowej sytuacji, jednak te z gier nie dają mi spać po nocach. Choć Ola pisała już o najtrudniejszych moralnych wyborach, ja również muszę dorzucić swoje parę groszy.

Kupić prawdziwe, 82-procentowe masło, czy tańszą margarynę? Złapać stopa, gdy autobus uciekł, czy iść na piechotę? Rzucić nielubianą pracę, choć zostanę na lodzie? Ukraść, gdy nikt nie patrzy? Zagadać czy nie zagadać? Spotykamy się z wyborami częściej, niż byśmy chcieli. I choć te ważne, moralne zagadnienia decydują o naszym życiu, nie poświęcamy im należytej uwagi. Najzwyczajniej w świecie nie mamy na to czasu.

Tak to bowiem jest z trudnymi życiowymi decyzjami: nie sposób się na nie przygotować i nie sposób wygospodarować sobie czasu na ich podjęcie. Nawet wtedy, gdy mamy go mnóstwo – czy to cały okres nauki aż do wyboru studiów, czy całe studia aż do wyboru pracy – zawsze brakuje czasu. Czy zabraknie go również w nowej produkcji Quantic Dream?

Detroit: Become Human, czyli dlaczego żałuję, że nie mam PS4


Czy rzeczywiście potrafisz stać się człowiekiem?

Jest rok 2038. Raptem 21 lat do przodu. Świat stworzony przez studio Quantic Dream na moje oko jest trochę zbyt odważny jak na niedaleką przyszłość, ale kto wie, czy właśnie tak nie będzie ona wyglądać. W futurystycznym Detroit androidy z trudem współegzystują wraz z ludźmi, coraz częściej przejawiając ludzkie zachowania, odczuwając ludzkie emocje i miewając ludzkie dylematy.

W Detroit: Become Human będziemy wcielać się w trzy osoby: Karę, nowo stworzonego androida, który uciekł z fabryki; Markusa, uwolnionego od własnego programu rebelianta-androida, oraz Connora, specjalnego członka policji: chłodnego, opanowanego, trzeźwo myślącego androida.

Tym ostatnim udało mi się zagrać w czasie tegorocznego Warsaw Games Week. I muszę przyznać, że była to rozgrywka, której brakowało mi od bardzo dawna. I w ogóle się tego nie spodziewałem.

Detroit: Become Human, czyli dlaczego żałuję, że nie mam PS4


Co jest ważniejsze: życie dziewczynki czy prawdomówność?

Odpowiedź jest niemal oczywista. Niemal. Gdy jesteś androidem z prawdomównością zaprogramowaną na pierwszym miejscu, odpowiedź na to pytanie przestaje być tak klarowna. Na szczęście to my, gracze, dokonujemy wyborów. Jak poradzimy sobie z psychologicznym złamaniem wrogiego (?) androida? Twórcy Heavy Rain dają nam wolną rękę. A dowolność, jak wiadomo, to miecz obosieczny.

Piętnastominutowa rozgrywka w Detroit: Become Human zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zapoczątkowała również gorączkowe rozmyślania nad moralnymi wyborami, które nie zawsze można zmienić. Na niektóre już jest za późno, na niektóre za wcześnie. Niektóre jednak są w punkt. Teraz, zaraz, już.

Czekam, aż futurystyczne Detroit odsłoni przede mną moją własną moralną zgniliznę i zmusi do przechodzenia gry wielokrotnie. W grze zawsze można próbować od nowa. Przed Wami trailer rozgrywki, którą sam przechodziłem podczas tegorocznego WGW:

Ja nie mogę się doczekać, a Wy?

Podziel się.

O autorze

Uwielbiam górskie wędrówki i leśne spacery. W chwilach tak wolnych, jak i bardzo szybkich czytam książki i zatapiam się w niezmierzone światy gier komputerowych. Jestem ciekawy świata i staram się go tak poznawać, jak i tworzyć.