Warsaw Games Week 2016 już minęło, stąd też ta pogoda za oknem – chmury aż płaczą z tęsknoty. Organizatorzy imprezy zaoferowali graczom setki stanowisk z najnowszymi produkcjami, poza tym w pierwszy dzień targów miała miejsce premiera gogli PlayStation VR. Zastanawiacie się więc, jaka gra zebrała wokół siebie najwięcej zainteresowanych? Otóż to – Final Fantasy XV na tegorocznym WGW pokonało największe hity ostatnich miesięcy.

Gdy tylko zobaczyłam gigantyczny plakat przedstawiający czwórkę bohaterów z Final Fantasy XV, od razu pobiegłam w jego kierunku i to właśnie przy tej produkcji spędziłam najwięcej czasu podczas całej imprezy. Zresztą, nie tylko ja – w piątek, 14 października, pewien jegomość siedział przy piętnastym Finalu niemalże dwanaście godzin. I nic dziwnego, bo gra naprawdę wciąga i doskonale równoważy sekwencje pełne akcji oraz te spokojne, relaksujące momenty.

Nie jest zatem zbyt nudno, ale też nadmiar walk nie męczy. Pytanie brzmi, czy to właśnie na to czekaliśmy przez te dziesięć lat. Czy to, co otrzymamy pod koniec listopada, było warte cierpliwości? Spójrzcie, jak wyglądał pierwszy zwiastun produkcji, która wtedy jeszcze nosiła tytuł Final Fantasy Versus XIII.


Final Fantasy XV dla nowicjuszy?

Na samym początku na ekranie pojawia się komunikat, informujący, że Final Fantasy XV przeznaczone jest zarówno dla wyjadaczy serii, jak i kompletnie niedoświadczonych graczy. Cóż, nie jest to prawdą – fakt, że „piętnastka” znacznie odchodzi od kanonów serii wcale nie oznacza, że nowicjusze bezproblemowo się w niej odnajdą. Ba, ta gra nawet dla starych fanów może być zbyt chaotyczna.

Dzieje się tak dlatego, że Final Fantasy XV praktycznie nie posiada żadnego fabularnego wprowadzenia. Myślicie, że to trzynasta odsłona cyklu była skomplikowana i niezrozumiała? Tu jest jeszcze gorzej. Początkowa akcja dzieje się tak szybko, że wyglądało to tak, jakbym wczytała sobie jakiś zapis ze środka rozgrywki. Nie lubię, gdy prolog jest przeciągany, ale taki zabieg też nie jest do końca prawidłowy. Gdybym nie oglądała filmu Kingsglaive: Final Fantasy XV, nie wiedziałabym, o co w tym wszystkim chodzi. Chyba nie tak powinno to funkcjonować? Film miał być dodatkiem do gry – nie na odwrót.

Wybaczcie, pomyliłam się. Akcja wcale nie dzieje się zbyt szybko! Tak naprawdę wszystko jest idealnie wyważone, dzięki przeraźliwie długim loadingom. Boże, Buddo, Szatanie, jestem w stanie założyć się, że ten chłopak, który spędził przy stanowisku pół doby, przez połowę czasu bezczynnie gapił się w monitor.

Taki tam, inside joke po prawej stronie. Dla tego, kto odgadnie jego znaczenie, mam kod do jakiejś fajnej, dużej gry. Ot, na przykład Dying Light: The Following. Piszę to z ręką na sercu!

Ale wracając. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio czekałam tak długo na załadowanie gry. Chyba z piętnaście lat temu, gdy miałam jeszcze sprzęt z ery dinozaurów i odpalenie Simsów trwało na nim co najmniej godzinę. Piękne czasy.

Final Fantasy XV – czy na to czekaliśmy dziesięć lat?

Zdążyłam się powyższego tekstu nauczyć na pamięć i przetłumaczyć na dziesięć różnych języków, a to nadal się ładuje

Jeżeli się zastanawiacie – tak, na WGW 2016 mieliśmy do czynienia z pełną wersją Final Fantasy XV, nie z żadnymi wersjami demonstracyjnymi. Dzięki temu mogłam przetestować różne opcje, które wcześniej nie zostały udostępnione. Jako że nigdy nie przepadałam za samouczkami (a kto przepada?), tego byłam szczególnie ciekawa. Wyszło bardzo poprawnie – tutorial w FFXV polega na walce z członkiem drużyny, Gladiusem, w jakiejś pałacowej hali. Bardzo dobrze uczy i po przejściu całego nie miałam żadnych problemów we właściwej rozgrywce, podczas gdy ludzie obok mnie totalnie nie ogarniali sterowania. Szkoda zatem, że samouczek jest zbyt długi i, co gorsza, nudny. Jeżeli mamy do czynienia ze skomplikowaną mechaniką walki, poradnik powinien być przyjemniejszy, by nie chciało się go pomijać.

Muszę natomiast pochwalić Final Fantasy XV za to, że świetnie łączy elementy strategii turowej z pierwszych Finali oraz te zręcznościowe z nowych. Ja, co prawda, nadal bardzo chętnie pograłabym w coś ze starym systemem walki, ale przy takim też jestem w stanie dobrze się bawić. Podczas sięgania po potiony i magiczne eliksiry gra się zatrzymuje, zatem nie musimy się stresować, że nie zdążymy wykonać jakiejś czynności, jak w poprzednich częściach. To wszystko jednak powinniście już wiedzieć z tegorocznego Gamescomu, zatem skupmy się na rzeczach, które przedstawiono nam po raz pierwszy.

A na podsumowanie tej części tekstu – ja wciąż uważam, że piętnasty Final jest przeznaczony przede wszystkim dla wyjadaczy serii. Nowicjusz nie ma szans połapać się w tym wszystkim i nie będzie czerpał radości z odkrytych smaczków.


Starzejesz się, Noct

Jeżeli graliście w Platinum Demo lub Episode Duscae, dobrze wiecie, że optymalizacja w tych wersjach była do bani. Square Enix od dłuższego czasu pracowało nad nią i udało się – gra jest niezwykle płynna, spadki klatek praktycznie nie istnieją. Niestety odbyło się to kosztem grafiki oraz animacji poza cutscenkami. Postacie poruszają się nienaturalnie, a tekstury i cienie są po prostu brzydkie. Jeszcze kilka lat temu Final Fantasy XV miało być rewolucją – dziś jest zwykłe, niczym się nie wyróżniające. I choć wiadomo, że grafika w grach nie jest najważniejsza, to i tak trochę szkoda.

Ale koniec tego narzekania! Co z kolei mile mnie zaskoczyło – tak, dobrze czytacie – to wyraźna współpraca między postaciami. Nie tak, jak w Type-0 czy w „trzynastce”, gdzie każdy robił wszystko po swojemu. Tu podczas walk sypią się zabawne riposty i komentarze, a bohaterowie pomagają sobie nawzajem. Widać to również w trakcie rozmów z NPC-ami. Gdy nie wiecie, co zrobić, możecie zapytać o opinię swoich przyjaciół; szkoda jedynie, że nie polega to na zasadzie zaczerpnięcia porady, lecz automatycznie wybiera którąś z opcji… Zazwyczaj tę, której jednak nie chcieliście wybierać. W końcu, wiecie, jak to jest – rzucacie monetą, orłem jest wyjście A, reszką wyjście B. Wypada reszka, a Wy uświadamiacie sobie, że tak naprawdę wolicie opcję A.

Final Fantasy XV – czy na to czekaliśmy dziesięć lat?

Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem


Ostatnia kwestia – Noct czy Nokuto?

Prawie jak Naruto, nie wspominając już o tym, że Noctis wygląda jak Sasuke, he, he. Dobra, koniec tej suszy. Jeżeli, tak jak ja, od kilku lat zastanawiacie się nad ostatecznym wyborem wersji językowej w Final Fantasy XV, prawdopodobnie znalazłam odpowiedź – japoński jak nic! Angielski nadal w zbyt wielu miejscach brzmi dla mnie sztucznie, choć muszę przyznać, że został dopracowany.

Dubbing w Final Fantasy XV od dawien dawna przysparza mi wielu dylematów

Właśnie dlatego, że widzę starania zachodnich aktorów głosowych, uważam, że jeśli nie przepadacie za azjatyckim językiem, po prostu grajcie po angielsku. Fanom japońskiej animacji może i odbierałoby to emocje, ale Wam nie. Ja natomiast nie mogę odmówić sobie wysłuchania po raz kolejny głosu Miyano Mamoru (Light z kultowego Death Note) oraz Suzukiego Tatsuhisy (uroczy Makoto z Free!, anime o pięknych, pływających chłopcach).

Każda wersja ma swoje plusy; Japończycy chociażby nie są w stanie naśladować różnych akcentów, a Amerykanie już tak – w końcu w „piętnastce” podróżujemy po ogromnym świecie, zatem regionalne style mowy mile widziane. Ale angielscy aktorzy głosowi z kolei często jakby wstydzili się pokazać większe emocje i nie przekazują tego, co udało się stworzyć w oryginale.

Final Fantasy XV – czy na to czekaliśmy dziesięć lat?

Dacie wiarę, że Noctis będzie miał ten sam głos, co powyższy, kochany chłopak?

Jak wspominałam wcześniej, na Warsaw Games Week 2016 dostaliśmy pełną wersję piętnastego Finala, zatem wrażenia powinny być lepsze, niż po E3, gdzie przedstawiono dosyć słabe i chaotyczne demo. Mimo że na początku byłam odrobinę rozczarowana zbyt szybkim prowadzeniem fabuły oraz małym naciskiem na relacje między postaciami, hype nadal mi nie przeszedł.

Problem w tym, że choć jestem pewna, iż Final Fantasy XV zapewni mi kilkadziesiąt godzin niezwykle dobrej rozrywki, to nadal nie wiem, czy efekt końcowy produkcji będzie stać na wystarczającym poziomie. Mam jednak wrażenie (a może nadzieję?), że Square Enix ukrywa przed fanami dużą część historii Noctisa, by nie popsuć nam zabawy. Ma być to w końcu najsmutniejsza i najbardziej emocjonalna część ze wszystkich odsłon legendy.

Jak myślicie, czy Final Fantasy XV dobrze zapisze się na kartach historii gamingu?

Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.