Ogromne społeczności graczy, własne serwery, wewnętrzna hierarchia i masa wspólnej zabawy – tak dla wielu ludzi powinny wyglądać gry multiplayer. Wszystko zaczęło się w grach MMO, jednak gracze zaczęli tworzyć społeczności również w innych tytułach. Od strzelanek przez World of Tanks aż po Euro Truck Simulator, wszędzie tam gracze chcieli poznawać nowych ludzi, rywalizować z innymi klanami i gildiami, a przede wszystkim bawić się razem w dużej grupie znajomych. Co więc się stało, że obecnie nowe tytuły praktycznie uniemożliwiają taki rodzaj zabawy? Otóż stały się wyniki sprzedażowe i postępujące upraszczanie gier.

Oczywiście trzeba zaznaczyć, że zorganizowane społeczności graczy jeszcze nie umarły, mało tego, są tytuły, w których stanowią one kluczowy element rozgrywki. Jednak są to w większości gry dość leciwe, opierające się na modelu abonamentowym bądź free to play. Największe żniwo wśród klanów nastąpiło niedawno, przy okazji premiery dość ciepło przyjętej gry. Mowa o Battlefieldzie 1, który zabił jeden z najważniejszych dla mnie elementów tej serii.

Żeby lepiej zrozumieć, co się stało, i dlaczego jest to tak niepokojące, powinniśmy cofnąć się nieco w czasie, do Battlefielda 3, który to był szczytowym okresem w serii, jeśli chodzi o rozwój społeczności. Wszystko zaczęło się od tego, że EA dało możliwość tworzenia plutonów, stawiania własnych serwerów i pełnej ich personalizacji. Gracze bardzo szybko dostrzegli obecny w tym potencjał, tym bardziej, że już Bad Company 2 miało ogromną rzeszę wiernych fanów, a więc było na czym budować. Wtedy też powstawały plutony, do których często należały setki osób, cała inicjatywa była całkowicie oddolna, a członkowie byli bardzo przywiązani do swoich klanów. Organizowano zrzutki pieniędzy, by możliwe było wynajęcie serwerów w grze i na Team Speaku, a dzięki wkładowi również finansowemu w przedsięwzięcie gracze byli bardziej świadomi, kulturalni i zaangażowani w to, co dzieje się w grze.

Powolny upadek gildii i klanów – moje obserwacje gier multiplayer

Battlefield 3 rozpoczął złotą erę cyklu

Ogromną zaletą prywatnych serwerów była często obecna na serwerze administracja, która mogła na bieżąco moderować rozgrywkę i przeciwdziałać toksycznym zachowaniom. Obecnie nie ma praktycznie sposobu, by pozbyć się z serwera osoby, która ewidentnie psuje zabawę reszcie graczy. Wtedy wystarczyło poprosić o sprawdzenie sprawy przez administratora. Możliwe było również ustawianie spersonalizowanych reguł występujących na serwerze, dzięki czemu można było z automatu pozbyć się części niechcianych zachowań i uprzyjemnić rozgrywkę. Wtedy też pojawiał się jednak jeden haczyk – wszystko było całkowicie niezależne od wydawcy gry, choć wtedy jeszcze nie było powodów, by komukolwiek to przeszkadzało.

Czas mijał, plutony rozrastały się do wciąż większych rozmiarów, zaczynała się również ekspansja na inne gry, takie jak World of Tanks czy Arma. Po trzeciej części Battlefielda przyszła część czwarta, która byłą naturalną ewolucją poprzedniej odsłony i poza aktualizacją map, oprawy graficznej czy niektórych mechanik niewiele się zmieniło. Otrzymaliśmy takie same możliwości związane z serwerami, wciąż można było tworzyć plutony i robić, co nam się tylko podoba. Powstała Polska Liga Battlefield 4, która to rozgrywana była właśnie na prywatnych, dostępnych tylko dla uczestników serwerach, a całość była zorganizowana przez graczy, nie przez wydawcę czy twórców. Sam również brałem w tym udział i muszę przyznać, że był to chyba najlepszy czas w całej historii Battlefielda.

Powolny upadek gildii i klanów – moje obserwacje gier multiplayer

Jak widać, plutony w Battlefield 4 zrzeszały ogromną liczbę osób


Dobre czasy jednak dobiegły końca

Wiadomo jednak, że nic nie trwa wiecznie, więc w końcu musiał przyjść Battlefield 1. Zapowiedzi twórców były bardzo obiecujące. Tytuł miał posiadać tryby stworzone pod e-sport, serwery miały być zapewnione przez EA, a dość przestarzały Battlelog odszedł w zapomnienie. Jednak w mojej głowie zapaliła się delikatna czerwona lampka, która po ograniu bety przerodziła się w mocny, czytelny sygnał: „NIE KUPUJ”. O co chodzi? Cóż, EA stwierdziło, że czas oddolnych inicjatyw dobiegł końca, a najlepiej, żeby gra była dużo prostsza i nie wymagała takiego zgrania całej drużyny, jak wcześniej.

Można powiedzieć, że jedną decyzją wywalono do kosza jeden z najważniejszych elementów cyklu. Niedzielni gracze pewnie byli wniebowzięci, że gra nie zmusza do nauki skomplikowanych mechanik strzelania i taktyk, jednak battlefileldowi weterani, którzy kupili „jedynkę”, grają obecnie w… Battlefielda 4. Czy kogoś to dziwi? Niestety, wydawca nie przejmuje się tym zbytnio, bo przecież sprzedaż „jedynki” jest bardzo dobra, a dzięki licznym uproszczeniom próg wejścia jest znacznie niższy. Całość jest jednak całkowicie bezduszna i nie różni się niczym od reszty strzelanek, w których gramy pięcioosobową ekipą, gdzie nie ma większego znaczenia, jaką klasę wybierzemy, bo w końcu i tak będziemy grali jedynie dla uzyskania wysokiego współczynnika k/d.

Spójrzmy teraz na trend szerzej. Czy jesteście w stanie wskazać jakąś grę, która zadebiutowała w 2017 roku i daje możliwość tworzenia rozbudowanych społeczności graczy? Obecne gry oferują niewymagającą zabawę dla pięciu osób, wrzuconych pośród dziesiątek innych graczy i walczących jedynie dla jak największej liczby zabójstw. Straciliśmy możliwość zabawy trzydziestoosobową ekipą, gry nie stawiają na taktyczne podejście, tylko na szczęście, jakie gracz ma w zastanej sytuacji, a całość rozgrywki jest dość płytka i na dłuższą metę szybko się nudzi. Jedynym światełkiem w tym nieprzyjaznym świecie jest wspomniany już WoT, który oferuje rozbudowane elementy klanowe, umożliwia rozgrywanie starć pomiędzy nimi i jest grą wciąż rozwijaną. Arma, choć popularna, to jednak nie ma aż tak dużej społeczności; jest to gra skierowana wyłącznie do ludzi lubujących się w militarnych symulatorach.

Powolny upadek gildii i klanów – moje obserwacje gier multiplayer

Jedynym krokiem do przodu w najnowszym Battlefieldzie jest grafika, wszystkie pozostałe elementy to jazda na wstecznym

A co mamy na horyzoncie? Cóż, niezbyt świetlaną przyszłość, bo – patrząc na obecną politykę EA – możemy zapomnieć o jakichkolwiek udogodnieniach dla tworzenia społeczności wokół kolejnego Battlefielda. Bardziej prawdopodobna jest kolejna wojna z pay to win, chociaż chciałbym się w obu tych kwestiach mylić. Zbliżają się również dodatki do Army 3, jednak o ile Battlefield jest grą bardzo przystępną, o tyle niewiele jest osób, którym odpowiada realizm, jaki oferuje Arma. Jednak jeśli lubicie taką rozgrywkę, to warto zainteresować się klanami istniejącymi w tej produkcji.

Potrzeby graczy to jedno, a polityka wydawców i zwiększanie dochodów to drugie, i z tego powodu możemy raczej żegnać się z oddolnymi inicjatywami, prywatnymi serwerami oraz całą otoczką wokół tego.

Podziel się.

O autorze

Można powiedzieć, że jestem skrajnym racjonalistą, który do myślenia używa mózgu, a sercu zostawia pompowanie krwi. Z tego powodu najbardziej cenię sobie czyste myśli wyrażone w jak najprostszej formie i wszelki minimalizm. Cały czas przyswajam nowe i poszerzam swoje horyzonty o kolejne dziedziny. Jestem ogromnym fanem Gwiezdnych Wojen, filmów Christophera Nolana i książek Dmitrija Glukhovskiego.