Nie zjedzcie mnie żywcem, proszę, ale nie mogłem się powstrzymać. Wystarczy mi, że już czuję na swoim karku oddech  Andrzeja Sapkowskiego…

Do serii „Gier z szafy” trafiają gry, które w jakiś szczególny sposób wkradły się w najgłębsze zakamarki naszych serc. Wzbudzające nostalgię, zakręcające łezkę w oku, a czasem po prostu są takimi produkcjami, które mimo upływu czasu uważamy za arcydzieło. A jako że gra komputerowa Wiedźmin obchodzi swoje 10. urodziny już niedługo…

Gry z szafy: Wiedźmin 1, czyli gra, na podstawie której pisano książki...

Toteż i on będzie miał swoje miejsce w tym dziale. Pierwsza odsłona Wiedźmina wręcz nie mogła się tutaj nie znaleźć. 26 października 2007 roku użytkownicy książek mogli dla odmiany przesiąść się… na komputery. Dzień premiery polskiego hitu pamiętam, jakby był wczoraj. Pędziłem do sklepu z bratem, byle tylko jak najszybciej dorwać w swoje łapki pudełko z Wiedźminem i rozsiąść się wygodnie przed komputerem. Dla fanów jeszcze wtedy książkowego Geralta, a zarazem zapalonych graczy, ten dzień stał się trudny do zapomnienia.


Coś się kończy, coś się zaczyna

Umarł Geralt. narodził się… Geralt. Śmiało możemy tak stwierdzić po tym, gdy polskie studio przywróciło słynnego Białego Wilka do świata żywych. Jednakże komentarze na temat tego, w jakim stylu narodził się growy Wiedźmin, były mocno podzielone. Jednym wątek z amnezją bardzo przypadł do gustu, inni znowuż obwiniali twórców o pójście na łatwiznę. Pytanie jednak, czy wzięli pod uwagę to, że produkcja miała być sprzyjająca również dla osób, które Wiedźmina nie czytały.

Gry z szafy: Wiedźmin 1, czyli gra, na podstawie której pisano książki...

Dla nas, fanów, spotkanie Zoltana, Jaskra czy też reszty wiedźmińskiej ferajny było czymś… ekscytującym. Od razu wiedzieliśmy kto jest kim, z miejsca potrafiliśmy te postacie obdarzyć sympatią, znając je wcześniej właśnie z książek. Tutaj autorzy gry musieli zmierzyć się dodatkowo z faktem, że spora część graczy te postacie spotka pierwszy raz w swoim życiu. Stąd też oczywistym było pojawienie się opcji dialogowych, w których Geralt odpowiadał swojemu rozmówcy, że go nie pamięta (lub przywołanej przez rozmówcę sytuacji) i potrzebuje wyjaśnienia.


Ale to już inna historia…

Wydarzenia z gry zaczęły się 5 lat po Wielkiej Wojnie, gdzie północne królestwa nadal były szargane przez głód i zarazy. Traktaty i gościńce roiły się od potworów, a w lasach kryli się bojownicy Scoia’Tael.  „Coraz częściej można było usłyszeć pytanie: Gdzie są wiedźmini?”.

W grze były właściwie dwa główne wątki fabularne. Pierwszy toczył się wokół skradzionych sekretnych wiedźmińskich mutagenów, a drugi wokół prób przywrócenia Geraltowi pamięci. Wiedźmin jest jednak grą, w której na równie genialnym poziomie stworzona została cała otoczka misji pobocznych. Tutaj akurat ogromne słowa uznania możemy kierować do scenarzystów, gdyż potrafili przenieść do świata gry cały wiedźmiński klimat, który utworzony był w Sadze. Intrygi polityczne, szemrane interesy, nastawienie ludzi do nieludzi i vice versa, szpiedzy, a do tego wątek Starszej Krwi. Ponadto, osoby znające głównego bohatera z książek doskonale zdawały sobie sprawę, że ten po raz kolejny zostanie wplątany w sytuacje i intrygi, które normalnie wolałby omijać szerokim łukiem.

„Istnieje tylko Zło i Większe Zło, a za nimi oboma, w cieniu, stoi Bardzo Wielkie Zło.”

A na nieszczęście Geralta, do niego (a więc właściwie do nas) należał właściwy wybór mniejszego Zła. Odnośnie wyborów, w grze piękne było również to, że o konsekwencji naszych decyzji dowiadywaliśmy się dopiero w swoim czasie. Wczytywanie zapisów nie pomagało w zmianie historii. Chyba że chcieliśmy powtórzyć ostatnie kilka godzin gry.

Gry z szafy: Wiedźmin 1, czyli gra, na podstawie której pisano książki...

Vincent to dobry… wilkołak


Po piruecie zawsze parada ukośna na plecy, zawsze!

„Drewniany system walki”, „głupie klikanie we właściwym momencie”, „czekanie, aż zaświeci się mieczyk” – to tylko część komentarzy, jakie nie raz słyszałem na temat walki w pierwszej odsłonie „Wieśka”. Od samego początku wiadome jednak było, że system walki stworzony został na bazie takiego „trochę hack’n’slasha”, tylko bardziej ubogaconego wizualnie. Sekwencje ciosów, które Geralt wyprowadzał w przeciwników, były bardzo dynamiczne, skomplikowane i przede wszystkim efektowne. Ciężko nieraz było nadążyć za tym, co Biały Wilk wyprawiał mieczem, a im bardziej wyszkoliliśmy naszego Wiedźmina w walce, tym więcej zdobyliśmy nowych ciosów do swoich morderczych kombinacji. Czy w takim razie w Wiedźminie 3 wyprowadzanie ciosów nie polega na kliknięciu myszką w odpowiedniej chwili? Albo po prostu klikaniu raz za razem? Śmiało można stwierdzić, że pierwszy Wiedźmin przynajmniej oszczędzał życie naszej myszce, ograniczając nadmierne klikanie. A to tylko tyle, jeśli chodzi o fechtunek mieczem. Nie zapominajmy, że w walce dochodziło mnóstwo innych czynników, takich jak choćby podpalenie, zatrucie, krwawienie czy też używanie wiedźmińskich znaków.

Gry z szafy: Wiedźmin 1, czyli gra, na podstawie której pisano książki...

Najtrudniejszy boss w grze!

Jak łatwo możecie wywnioskować, nie zgadzam się z tymi narzekającymi graczami. Nie mówię też jednak, że system walki w pierwszej odsłonie był arcydziełem, bo tak samo mial mankamenty, jak wiele innych gier. Nawet wspomniany Wiedźmin 3 je posiada. Ale wracając – mechanika walki była zrobiona porządnie i przede wszystkim widowiskowo. A jeśli komuś przeszkadza klikanie w momencie, gdy „zaświeci się mieczyk”, to polecam zagranie na najwyższym poziomie trudności, tam mieczyk się nie świeci 😉 Wydaje mi się jednak, że za wszystkim stoi kwestia przyzwyczajenia i zaparcie typu: „To jest be i nie będę tego nawet próbował ogarnąć, bo nie i już!”. Znowuż dla mnie na samym początku walka w Zabójcach Królów była mocno irytująca. Ale pograłem trochę i później już jakoś poszło Ośle, jakoś poszło.


Czy warto wrócić do starego, Białego Wilka?

Twórcy chcieli, abyśmy grając w Wiedźmina w jak największym stopniu czuli atmosferę wykreowaną w Sadze. Mówiąc delikatnie, udało się im – nie w stu procentach, gdyż to mógłby osiągnąć jedynie kunszt Sapkowskiego, ale na tyle, byśmy byli zachwyceni.

Ciężko nie zauważyć takich perełek dialogowych, jak:

– Zoltan możesz mi wyjaśnić, czemu pijemy z kubków? Głowę daję, że widziałem tu gdzieś kieliszki…
– Poważne problemy należy rozwiązywać konkretnymi metodami. Półśrodki nie dają rady.

– A wiesz, że iluzję orgazmu też mogłabym wyczarować?
– Wolę tradycyjne metody.

– Ale szefie, byliśmy niewidoczni!
– Niewidoczne będą twoje jajca, jak ci je odetnę i wsadzę w rzyć.

Zamknij się, skur**synu. To ty przewodzisz tej bandzie łajdaków, musisz wiedzieć, że sprzedajecie dzieci Salamandrom, wiedziałeś o gwałcie i morderstwie. Rzygać mi się chce, jak na was patrzę, jesteście siebie warci – jesteście winni!

Kolejną sprawą był miks lokacji, które znaliśmy z książek, wraz z zupełnie nowymi. W grze spotkaliśmy Szpital Lebiody, Nowy Narakort (w opowiadaniach był Stary Narakort) czy też wyzimską knajpę, Pod Misiem Kudłaczem. No i nie możemy zapomnieć o czymś, bez czego Wiedźmin by nie istniał – oczywiście mowa o potworach. Ogromna część z nich to stworzenia, które pamiętamy z książek Andrzeja Sapkowskiego – kikimora, utopiec, kuroliszek, zeugl, bruxa, ghul – wszystkie tak naprawdę dobrze znamy.

Gry z szafy: Wiedźmin 1, czyli gra, na podstawie której pisano książki...

Reasumując, choć pierwsza odsłona Wiedźmina ma lata świetności już za sobą, to nadal jest bardzo dobrą produkcją, dla której warto zasiąść przed monitorem. Choć pewnie niektórzy mnie zjedzą, pierwszą odsłonę wspominam milej niż kolejne. Nie dlatego, że te kolejne są gorsze. Bardziej dlatego, że warto pamiętać, od czego się wszystko zaczęło. Wiele zależy od tego, czy do gry podchodzimy z sentymentem do Białego Wilka, czy po prostu jak do zwykłej gry.

Podziel się.

O autorze

Kamil „Sieciech” Lesiczko

Nietrafiony grafik, malarz figurkowy, hobbysta-rekonstruktor. Zwolennik broni białej, zapalony gracz komputerowy. Miłośnik krogan i Legionu Ciemności Algerotha. Wyznawca dobrej książki, strategii lub RPG-a. Wściekły pochłaniacz kawy, herbaty i bredni. Sympatyk gier z szafy i nabijania czasu na przechodniach w Carmageddonie.