Ciśnienie związane z napiętym cyklem wydawniczym gigantów branży powoli ulega rozładowaniu, co zwiastuje nam już leniwa aura tytułów dobrze znanych i ogranych.

Listopad w większości spowijać będzie cień remasterów i kontynuacji rozpoznawalnych marek z przelotnymi ich transferami na różne platformy. Miesiąc wprawdzie ma swoje dni, w których nabierze nieco koloru, jednakże porównując go w całości do października, kontrast uwydatnia się aż nadto.

Przejdźmy zatem do meritum.


Call of Duty: WWII (3 listopada – PC, Xbox One)

Listopad rozpoczynamy wystrzałowo za sprawą serii Call of Duty, która po dotkliwej krytyce za nadmierne bujanie w obłokach wraca do bardziej przyziemnych spraw (choć singleplayer Infinite Warfare nadal uważam za bardzo dobry). Zeszłoroczny sukces Battlefielda 1 obnażył nostalgię za historycznym frontem, w związku z czym najnowsza odsłona flagowca Activision rzuci nas ponownie do okopów II wojny światowej.

Poza trybem singleplayer, który jak zwykle zapowiada się na solidny kinowy blockbuster, gracze będą mogli wspólnie powybijać tłumy nieumarłych w trybie Zombie oraz oczywiście stoczyć wieloosobowe potyczki w sieci, gdzie nowość stanowi unikalny system społecznościowy oraz narracyjny tryb Wojna. Intrygująco, sam multiplayer – stanowiący filar każdej odsłony cyklu – mimo negatywnych opinii uczestników beta-testów spotkał się również z kontrowersją wokół braku swastyk i kreatora postaci, uwzględniającego każdą płeć i narodowość. Strzeżcie się, moja czarnoskóra żydo-nazistka już na Was czeka!


Horizon Zero Dawn: The Frozen Wilds (7 listopada – PlayStation 4)

Horizon to jeden z wielu powodów, za które kocha się markę PlayStation, a uczucie to można będzie jeszcze bardziej zgłębić za sprawą pierwszego fabularnego DLC. Wprawdzie pod względem mechaniki nie wprowadza on niczego nowego do rozgrywki, ale za to otwiera przed nami nową lokację z niespotykanym wcześniej typem przeciwników do ubicia i tajemnicą do rozwikłania. Jeżeli dodatek dorówna jakością Zaginionemu Dziedzictwu Uncharted, to z pewnością jest na co czekać.


NiOh (7 listopada – PC)

Mokry sen wszystkich masochistów z awersją do spędzania czasu z konsolą urzeczywistni się już w przyszłym tygodniu, bowiem jeden z prawdziwie godnych konkurentów sagi Souls po około dziewięciu miesiącach poszerza swój zakres platformowy o PC. Czekać jest o tyle warto, iż gra zostanie wydana w wersji kompletnej, czyli zawierającej podrasowaną grafikę oraz wszystkie wydane do tej pory dodatki. Brakuje jedynie zapasowego zestawu klawiatura+mysz i czteropaka Nervosolu.


Sonic Forces (7 listopada – PC, PS4, XONE, Switch)

Gry z kolczastym Flashem w roli głównej być może już nie królują na szczycie growej piramidy, ale wciąż zajmują zasłużone miejsce w sercach wszystkich jego wielbicieli. Sonic Forces to właśnie taki ukłon skierowany w ich stronę, mieszający staroszkolny gatunek pierwowzorów 2D z nowoczesną formułą platformówek trójwymiarowych. Główna oś całej zabawy pozostaje oczywiście bez zmian, stawiając na ultradźwiękowe prędkości i wagony pierścieni do zdobycia, aczkolwiek i na pewne urozmaicenia znalazło się trochę miejsca.

Niespotykane dotąd w tej marce novum stanowić ma kreator postaci (czyt. zwierzaka), umożliwiający dostęp do siedmiu archetypów odmiennych avatarów, mających pomóc Sonicowi w walce z armią Doktora Robotnika. Za pośrednictwem tychże będziemy mogli posłużyć się różnymi kombinacjami pod względem dzierżonych przez bohatera akcesoriów, broni i umiejętności, a następnie – w razie potrzeby – przełączać się między nim a protagonistą w formie systemu tag-team, znanego z Sonic Heores. Za produkcję omawianego tytułu odpowiada Sonic Team – goście bardzo sprawnie obracający się w klimatach niebieskiego jeża, toteż o jakość nowej części możemy być raczej spokojni.


Need for Speed: Payback (10 listopada – PC, PS4, XONE)

Po dwóch latach usprawnień i modyfikacji, prosto z warsztatu Ghost Games (które dłubało również przy dwóch poprzednich częściach) na ulice wraca Need for Speed z otuningowanym modelem jazdy, otwartym światem i fabułą na miarę filmowego akcyjniaka. Payback koncentruje się wokół trzech bohaterów, zdradzonych i walczących z miejskim kartelem oraz policją. Każde z nich cechują różne umiejętności, co przełożyć ma się na różnorodność w rozgrywce oraz bogaty kolaż samochodów z multum możliwości modyfikacji ich poszczególnych elementów. Warto zaznaczyć także, iż na rzecz samej kampanii fabularnej na drugi plan zeszły funkcje sieciowe. Owszem, tryb wieloosobowy nadal będzie w grze obecny, ale już nieobligatoryjny do cieszenia się produktem w pełni, jak miało to miejsce w poprzednich wyścigach tej serii. Oby tak dalej, EA.


L.A. Noire (14 listopada – PS4, XONE, Switch)

Rockstar nie daje nam (i naszym portfelom) zapomnieć o jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów ubiegłej generacji. Debiutanckie i zarazem epitafialne dzieło nieistniejącego już studia Team Bondi opowiadało historię Cole’a Phelpsa – weterana wojennego, który rozwiązując przeróżnej maści sprawy kryminalne wspinał się stopniowo po szczeblach kariery policyjnej.

Gra z niezwykłym pietyzmem odwzorowywała kino lat 40. ubiegłego wieku – przygodę, tajemnicę, akcję, romans i przede wszystkim klimat, który aż wylewał się z ekranu za sprawą niesamowitej gry aktorskiej (mimika twarzy w zasadzie była największą reklamą tej produkcji) oraz realistycznie zaprojektowanego Los Angeles. Gracze, których jakimś cudem ominął ten tytuł, będą mogli nadrobić zaległości dzięki jego reedycji z pakietem dodatkowych misji, podbitą rozdzielczością i odświeżonymi teksturami.


LEGO Marvel Super Heroes 2 (14 listopada – PC, PS4, XONE)

Miesiąc bez LEGO miesiącem straconym, szczególnie jeśli mamy możliwość zabawy z kwadratowymi Avengersami, podróżującymi w czasie. Stanowisko przeciwnika w drugiej części gry objął Kang Zdobywca – entuzjasta architektur miast z przeróżnych epok i wymiarów, które kolekcjonuje, a następnie umieszcza we własnej aglomeracji, zwanej Chronopolis. Dzięki jego nietypowemu hobby, gracze przebierając w przeogromnym rosterze bardziej lub mniej znanych superbohaterów Marvela, będą zmuszeni przebrnąć przez zupełnie odmienne od siebie etapy starożytnego Egiptu (pozdro od Bayeka), futurystycznego NY czy planety Sakaar. Nie zabraknie w tym oczywiście łamigłówek, walki oraz odpowiedniej dozy humoru.


Star Wars: Battlefront II (17 listopada – PC, PS4, XONE)

W przypadku kontynuacji online’owych Gwiezdnych Wojen chciałoby się ją określić jako sequel kierujący się pradawną doktryną „więcej i lepiej”, aczkolwiek Battlefront w dniu premiery 2015 roku był tak bardzo ubogi w treść, iż sprawiał wrażenie co najwyżej prologu restartującego całą serię. Szczęśliwie, wiele wskazuje na to, że w drugiej połowie listopada doczekamy się produktu kompletnego, nad którym piecze sprawują aż trzy oddzielne studia.

Pierwsze dwa, odpowiedzialne za potyczki wieloosobowe, nareszcie wyszły poza ramy czasowe kultowej trylogii Lucasa, serwując szerszy wachlarz dostępnych herosów (Darth Maul, Rey, Kylo Ren), map (Naboo, baza Starkiller), wyposażenia i nade wszystko – długo oczekiwanych bitw w kosmosie.

Trzeciej załodze, pod szefostwem twórczyni pierwszej części Assassin’s Creed, powierzono fabularną kampanię dla pojedynczego gracza, która wpisze się w kanon filmowej sagi. Jej akcja rozgrywać się ma pomiędzy VI a VII epizodem Gwiezdnych Wojen i ukazywać losy elitarnej żołnierki Imperium po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci.

Co najważniejsze – wydawca zrezygnował z naliczania opłat za przyszłe DLC, oddając swoim klientom przepustkę sezonową całkowicie za darmo. Hajs za to powinien się zgadzać po implementacji dyskusyjnych mikrotransakcji.


The Sims 4 (17 listopada – PS4, XONE)

Obserwując niegasnącą od lat popularność Simsów, aż dziw bierze, że pukają one do drzwi konsol obecnej generacji dopiero teraz. Od czasu premiery w 2014 roku czwarta część rozwijała się na PC dosyć prężnie przy udziale systematycznie wydawanych rozszerzeń, gromadząc naprawdę spory content. Niestety, „konsolowcy” tym razem nie dostaną wszystkiego od razu, gdyż oprócz podstawki zapowiedziano jedynie zestaw Perfekcyjne Patio (ubrania i akcesoria ogrodowe) w ramach przedsprzedaży i zbiór dodatków Awesome Animal Hats, Life of the Party i Up All Night wchodzących w skład Imprezowej Edycji Specjalnej. Jednocześnie warto wspomnieć także o nadchodzącym rozszerzeniu dla wersji pecetowej Psy i Koty, które ma ukazać się 10 listopada.


Hidden Agenda (22 listopada – PlayStation 4)

Powiadają, że horrory i thrillery to gatunki, które najlepiej się chłonie w samotności. Twórcy Until Dawn idą na przekór tym słowom, dostarczając nam dosyć nietypową opowieść angażującą aż pięć osób. Hidden Agenda to interaktywny film o śledztwie w sprawie seryjnego mordercy o pseudonimie The Trapper. Gracze, czy też powinienem napisać – widzowie, przy użyciu swoich smartfonów staną przed licznymi wyborami moralnymi, wspólnie głosując nad zachowaniem bohaterów na ekranie w konkretnych sytuacjach. Wynik zaważy rzecz jasna nad przebiegiem dalszej historii i jej zakończeniem. Niniejsza „filmogra” użyje do tego celu specjalnie napisaną aplikację Playlink, której wykorzystanie szerzej obrazuje materiał poniżej.


Black Mirror (28 listopada – PC, PS4, XONE)

Na zakończenie nie wypadałoby nie wspomnieć o nadchodzącej reinterpretacji Black Mirror. I z góry uprzedzam – nie, nie jest egranizacją popularnego serialu Netfliksa, ale powrotem do znanej przygodówki point’n’click z 2004 roku. Niezależna historia, choć lekko nawiązująca do oryginału, pozwoli wcielić się nam w Davida Gordona, próbującego rozwikłać tajemnice zabójstwa swojego ojca po powrocie do rodzinnej posiadłości. Gra ma łączyć unowocześnione elementy przygodówek z zachowaniem ducha grozy i paranormalnych zjawisk pierwowzoru. Tytuł może i nie powala oprawą audiowizualną, ale może nadrobić to gęstym klimatem, ciekawą fabułą i zmyślnymi zagadkami. W końcu odpowiadają za niego twórcy takich pozycji, jak The Dwarves i The Book of Unwritten Tales.

Podziel się.

O autorze

Tadeusz Kubica

Moja przygoda z branżą zaczęła się dosyć niewinnie, bo od zasłużonego „Komandora 64”, żółtego śrubokręta leżącego obok i kasety obracającej się w magnetofonie. A później to już była bezgraniczna miłość, przez lata przeplatana na przemian fascynacją, rozczarowaniem i nadzieją. Idąc dalej przed siebie, w oczekiwaniu na kolejne doświadczenia, a zostawiając za sobą dozę nostalgii, bardzo często lubię zaliczyć „skok w bok”, kuszony licznymi doznaniami kina i muzyki.