Z czym, Drodzy Czytelnicy, kojarzy Wam się słowo mafia? Jeżeli odpowiedzieliście, że „z jedną z najlepszych gier w historii”, to ten tekst jest dla Was. Zapraszam więc do nostalgicznej lektury i lojalnie uprzedzam – będą spoilery! Śródtytuły natomiast to oryginalne cytaty z gry – dają do myślenia.

Rok 2016, w ofercie sprzedaży pojawia się trzecia odsłona serii najlepszej (tak, nie boję się użyć tego słowa!) gry gangsterskiej z otwartym światem. Niestety, średnia ocen, jaką tytuł uzyskał na Metacriticu, to lekko ponad 60 punktów. Świadczy to o tym, że gracze „nie kupili” nowej Mafii, która wprowadziła sporo zmian do serii. Inaczej sprawa ma się z pierwszą częścią, w którą gracze mogli zagrać w 2002 roku, dzięki kooperacji dwóch studiów – 2K Czech oraz Illusion Softworks. Tytuł, gdy tylko pojawił się w sklepach (czasy płyt CD i DVD), od razu pozamiatał w swoim gatunku. Czym zatem Mafia: The City of Lost Heaven, bo o tej grze tutaj mowa, zaskarbiła sobie serca graczy?


„Lepiej umrzeć młodo, ale z kupą kasy w kieszeni”

Wymieniając zalety gry, nie można pominąć na liście tej, moim zdaniem, najważniejszej – historii. To właśnie fabuła sprawiła, że gracze z rumieńcami na twarzy śledzili losy głównego bohatera. Ale zacznijmy po kolei… Akcja gry dzieje się w latach 1930 – 1938 w fikcyjnym mieście Lost Heaven – metropolii wzorowanej na prawdziwych lokacjach, w tym Chicago, Nowym Jorku czy San Francisco. Miasto to, jak to działo się w Ameryce w tym samym okresie, pogrążone jest w prohibicji oraz podziałach rasowych. W tym właśnie miejscu poznajemy naszego protagonistę – Thomasa Angelo, zwykłego mieszkańca Lost Heaven, który próbuje powiązać koniec z końcem, pracując jako taksówkarz.

Pewnego wieczora, paląc odprężającego papieroska po skończonej szychcie przy swoim wozie, Tommy słyszy niepokojące odgłosy pościgu. W pewnym momencie zza rogu wybiega dwóch jegomości, którzy grożąc Angelo bronią, nakazują mu odegrać rolę szofera i pomóc im uciec przed pościgiem. Nasz bohater, widząc pistolet przed oczami z jednej strony oraz krwawiącego z rany po postrzale gościa w garniaku z drugiej, nie ma zbytnio wyjścia – wsiada z napastnikami do swojej taksówki i czmycha czym prędzej przed pościgiem, który gubi chwilę potem.

Na prośbę swoich przymusowych pasażerów zabiera ich do słynnego baru Dona Salieri, szefa jednej z rodzin mafijnych trzęsących miastem. Tam dostaje podziękowania za pomoc w postaci grubej koperty z pieniędzmi. Przy okazji jeden z dżentelmenów, którym Angelo pomógł wyślizgnąć się z rąk ścigających ich drabów, sugeruje naszemu bohaterowi, że zawsze może zwrócić się do Salieriego o pomoc. Okazja nadarza się szybko. Już następnego dnia Thomas zostaje zaatakowany przez drugą stronę konfliktu (którą okazuje się walcząca o wpływy z Salieri rodzina Morello) i, chcąc nie chcąc, ucieka do wspomnianego baru, gdzie znajduje schronienie oraz nową rodzinę.

O najlepszej grze gangsterskiej w historii. Gry z szafy: Mafia

Tommy Angelo

Tak przedstawia się początek historii, jaką zaserwowało nam 2K Czech w swoim tytule. Opowieść ta jest typowym snem każdego młodego chłopaczka z ulicy, który zaczyna karierę od bycia pucybutem, a kończy na szczeblach, które pozwalają trząść całym miastem i pławić się w luksusach. Taki właśnie los spotyka Thomasa Angelo, który po wciągnięciu do mafijnej rodziny szybko wspina się po szczeblach hierarchicznej drabiny. Po drodze poznaje nowych przyjaciół oraz wrogów, wpada w sidła miłości oraz dokonuje wyborów, które zawsze ciągną za sobą surowe konsekwencje. Przestaje być taksówkarzem czy chłopcem na posyłki. Staje się gangsterem, który nie cofnie się przed niczym, by wypełnić powierzone mu zadanie. Z czasem jednak, zwłaszcza mając na uwadze kobietę u swojego boku, Tommy’ego zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia i nasz bohater stara się zrobić wszystko, by nie tyle powrócić do dawnego życia, co raczej nie kontynuować swojej kariery.

Wszystkie te rozterki gracz przeżywa razem z Angelo, ponieważ Mafia: The City of Lost Heaven, jak żaden inny tytuł, sprawia, że gracz zżywa się z głównym bohaterem. Powiązanie to potęguje fakt, że Tommy nie jest zwykłym bandziorem, który potrafi zabić drugą osobę z zimną krwią. Miewa on częste momenty zawahania, ale wie, że nie może zrobić inaczej – rodzina tego wymaga. Przeciwstawienie się woli Dona jest równoznaczne ze śmiercią, która zresztą Tommy’ego dosięga na koniec.


„Światem nie rządzą prawa spisane na papierze. Światem rządzą ludzie”

Wielu z Was zatem powie – no okej, ale to strzelanka. Fabuła fabułą, ale liczy się rozpierducha. Otóż muszę Was tutaj trochę przystopować. Świat Lost Heaven to złożony ekosystem, który posiada swoje prawa. Poruszając się po ulicach tego mrowiska, gracz musi przestrzegać reguł, głównie w postaci przepisów. Bieganie z bronią po ulicy szybko skończy się watahą policji na karku.

Podobnie sprawa ma się ze zbyt frywolnym poruszaniem pojazdami. W metropolii musicie przestrzegać kodeksu ruchu drogowego – jeździć z dozwoloną prędkością, nie przejeżdżać na czerwonym świetle oraz nie powodować karamboli. Za każde wykroczenie, o ile dostrzeże Was patrol policji (mobilny lub pieszy), zostaniecie ukarani mandatem. Jednak za trzecie ukaranie kwitkiem z kolei policjant przestanie się z Wami patyczkować i wsadzi Was do ciupy, co oznacza koniec wykonywanej misji. I możecie mi wierzyć lub nie, ale właśnie to te smaczki sprawiały, że gracz chłonął tę całą atmosferę jak gąbka. Dźwięki miasta, odpowiednia do klimatu muzyka, ruch i gwar na ulicy – to miasto żyło, a gracz był jego częścią.

O najlepszej grze gangsterskiej w historii. Gry z szafy: Mafia

Na chwilę przed masakrą

Co do wspominanych zadań – te zostały tak skonstruowane, aby uczestnik gry ani na chwilę się przy tytule nie nudził. Mamy tutaj, prócz standardowych mafijnych strzelanin, wyścigi samochodowe (swoją drogą, misja ta została wybrana jako jeden z najtrudniejszych questów w historii gier), przeprowadzanie zamachów na ważne osobistości, pozyskiwanie zakazanych towarów czy misję polegającą na cichym włamaniu do posiadłości jednego z mafiozów. Każde z tych zadań to osobna części wielkiej historii Thomasa oraz osobne dramaty pozostałych postaci gry.


„W końcu zabije cię twój najlepszy przyjaciel”

Skoro już przy postaciach jesteśmy, koniecznym jest poświęcenie im osobnego akapitu. Każda osoba w tym wielkim dramacie to istny majstersztyk twórców tytułu, a ich przekrój jest iście imponujący. Zacznijmy jednak po kolei – podczas swojej przygody Tommy’emu będzie głównie towarzyszyła dwójka aktorów drugoplanowych. Obu gracz poznaje już na samym początku gry, gdyż to oni okazują się przymusowymi pasażerami, którzy uciekają przed zbirami Morellego. Pierwszym z nich jest Paulie – postać, którą każdy grający obdarza szczerą sympatią z powodu jego otwartości i specyficznego humoru. Pozory są jednak mylne. Paulie jest często bezwzględny w swoich poczynaniach, jednak zawsze stara się zarobić jak największą kwotę pieniędzy, często nie zważając na konsekwencje. Niestety, Pauli dokonuje swojego żywota po odkryciu przez Dona, że ten dokonał roboty na boku w postaci napadu na bank (w zespół z Thomasem, swoją drogą).

Drugą postacią, jaka będzie nam towarzyszyła praktycznie do końca gry, jest Sam – człowiek bezgranicznie oddany swojemu szefowi, który lojalność stawia powyżej przyjaźni. Bez najmniejszych skrupułów potrafi zabić najlepszego przyjaciela i tak zresztą czyni, pozbawiając życia Pauliego, a potem chcąc zrobić to samo z Thomasem.

O najlepszej grze gangsterskiej w historii. Gry z szafy: Mafia

Z mafią nie ma żartów

Prócz wymienionych wyżej postaci, na piedestał warto wynieść Dona Salieri, poczciwego kwatermistrza Vincenzo, skrupulatnego księgowego Franka Collettim czy uroczego, na swój sposób, mechanika-jąkałę – Ralpha. Każda z tych postaci to osobny charakter, wręcz osobna dusza. Nie ma tutaj osoby grającej pierwsze skrzypce – każdy bohater jest częścią większej układanki, której piękno można zobaczyć dopiero wtedy, kiedy pozna się każdego z osobna. Grając w Mafia: The City of Lost Heaven gracz wchłania się w rodzinę Salieri oraz inne grupy społeczne – oddycha tym samym powietrzem. Do czasów GTA V nie spotkałem się z tytułem, który tak mocno zżyłby mnie z każdą z tych postaci. Jak dziś pamiętam ucisk w sercu po znalezieniu martwego ciała Pauliego, lekkie podniecenie przy poznaniu Sary czy wściekłość po zdradzie naszego bohatera przez Sama. Tego się nie da opisać – to trzeba przeżyć.


„Rozumiecie, ważne jest, aby umieć zachować równowagę”

Rozpisując się o historii i postaciach, niewiele mi zostało miejsca na nakreślenie reszty zalet. W sumie to dobrze, gdyż wspomniana reszta to drobne smaczki, które świetnie przyprawiają i tak smakowite już danie. Nie sposób jednak o nich nie napisać. Zacząć należy od różnorodności pojazdów i uzbrojenia. W grze możemy spotkać niemal sześćdziesiąt wiernych replik samochodów z lat trzydziestych. Każdy z nich jest wyjątkowo dobrze odwzorowany, chociaż z powodu braku licencji ich nazwy zostały delikatnie zainspirowane tymi autentycznymi.

Tak więc gracz będzie miał możliwość pojeżdżenia na przykład Boltem Ace zamiast Fordem T czy Schubertem Six w miejsce Chevroleta Standard Six. Prócz zwykłych pojazdów na gracza czeka też dziewiętnaście aut specjalnych, które można odblokować tylko i wyłącznie w specjalnym trybie „jazdy ekstremalnej”, który to tryb pozwala poszaleć graczowi po mieście bez limitów prędkości oraz wziąć udział w wymyślnych zadaniach. Warto tutaj nadmienić, że podczas gry nic nie stoi na przeszkodzie, by któryś z pojazdów po prostu ukraść na ulicy (tak jak to ma miejsce chociażby w GTA). Zasady są tutaj takie same, tak więc hulaj dusza!

Prócz pojazdów, gracz dostaje też potężny arsenał na swoje wyposażenie. Od razu trzeba dodać, że osoby poszukujące w grach mega-super-uber-wywalonych-w-kosmos giwer nie mają czego tutaj szukać. W grze pojawia się broń, którą można było spotkać w tych czasach, w których dzieje się historia. Mamy tutaj więc kije baseballowe, łomy, Colty 1911, Thompsony czy strzelby. Każda spluwa charakteryzuje się innymi statystykami i nadaje się na inny rodzaj walki. Na początku gracz może zaopatrzyć się w gnaty u kwatermistrza rodziny – Vincenza, zaś w raz przebiegiem gry dostępna staje się możliwość zakupu broni u pasera – Żółtego Peta.

O najlepszej grze gangsterskiej w historii. Gry z szafy: Mafia

Nawet największy mafiozo musi przestrzegać prawa

Na koniec warto dodać kilka słów o, wspomnianym wyżej, specjalnym trybie gry – „jeździe ekstremalnej”. Stanowi on pewną odskocznię od tego, co gracz przeżywa w trybie fabularnym. Pozwala odetchnąć od intryg i przepisów na rzecz luźnej jazdy i zwariowanych zadań. A na czym on polega? Ów tryb odblokowujemy po ukończeniu wątku głównego gry. Zostajemy rzuceni do tego samego miasta, ale nie musimy obawiać się ani policji, ani żadnych przeciwników krążących po ulicy. Możemy wsiąść do dowolnego pojazdu i pokręcić się po mieście, nie zważając na limity prędkości. Jest jednak tutaj pewien smaczek – śmieszni goście w czapeczkach, którzy machaniem rąk sygnalizują, że mają dla nas coś ciekawego. Tym czymś są fikuśne zadania, po których wykonaniu gracz otrzyma specjalne pojazdy.

Questy te są różne, ale łączy je jedno – humor i kreatywność. Gracz stanie przed takimi zmaganiami, jak uratowanie niewiasty z rąk potwora morskiego, objechanie miasta pojazdem bez benzyny czy ściganie UFO zdezelowanym gruchotem po ulicach Lost Heaven. Przystępując do każdego z zadań będziecie mieć mieszane uczucia – z jednej strony banan wypełźnie Wam na twarz widząc, jaki jest Wasz cel główny. Z drugiej frustracja, gdyż część zmagań jest naprawdę ciężka i będzie trzeba poświecić wiele podejść, by wreszcie znaleźć najlepsze rozwiązanie (sam pamiętam zadanie z jechaniem na złamanie karku ciężarówką, która wybuchała po zwolnieniu poniżej określonej prędkości). Powiem Wam jednak jedno – warto je wykonać.


Dobrze jest mieć parę żelaznych zasad

Myślę, że pora zakończyć tę podróż nostalgii i napisać kilka słów końcowych. Sęk w tym, że nie wiem, co mogę jeszcze naskrobać, by oddać to, jak ta gra zmieniła moje podejście do postrzegania rynku gier wideo. To dzięki Mafii zacząłem zwracać uwagę na to, że jednak dobra historia to osiemdziesiąt procent tego, co powinno przyciągać graczy. Większość dzisiejszych tytułów się tego trzyma (Mass Effect, seria GTA czy nasz rodzimy Wiedźmin), ale walka o rozwój wizualny gier zaczyna powoli przyćmiewać fabułę. A przecież nie ma nic gorszego niż kolorowa wydmuszka, która jest po prostu pusta w środku…

Na koniec mój apel do tych, którzy jeszcze nie grali w Mafia: The City of Lost Heaven (wut?!) – zróbcie to! Zróbcie to chociażby dla samej historii, której przeżycie jest warte przejścia tych dwudziestu dwóch misji. Wtopcie się w ten świat, poczujcie, jak to jest wspinać się po szczeblach drabiny mafijnej rodziny, tracić wiernych przyjaciół i walczyć, by nie dostać nożem w plecy. Wcielcie się w postać Thomasa Angelo, który jest swoistą alegorią, że przed przeznaczeniem nie można uciec, a każda nasza decyzja niesie za sobą określone skutki. Czasami są one pozytywne, czasami przywołują tragedię… Mogę Was jedynie zapewnić, że skutkiem zagrania w Mafia: The City of Lost Heaven będzie przeżycie historii, która długo zostanie w Waszej pamięci – tak jak została w mojej.

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.