W poprzedniej części dowiedzieliście się, co zapoczątkowało serię GTA i jak firma Rockstar Games weszła w posiadanie praw do marki. W drugiej części pora przedstawić największa zmianę w serii – przejście z uniwersum 2D na 3D.

Jak zwykle ostrzegam przed fabularnymi spoilerami. Jedziemy!


Trzy jak 3D

Pierwsze, konkretne materiały o nowej odsłonie serii GTA gracze mogli zobaczyć na Electronic Entertainment Expo (w skrócie: E3), największej corocznej wystawie przemysłu gier wideo, w 2001 roku. Optymizm twórców, który towarzyszył im przez cały okres produkcji Grand Theft Auto 3, został szybko ostudzony przez widownię, która zareagowała na nową grę… obojętnie. Nie było okrzyków euforii i wielkich pokłonów. GTA zostało przyjęte bez emocji, co spowodowało, że ekipa Dana Hausera (głównego projektanta gry) zaczęła się lekko zastanawiać, czy aby poszli w dobrym kierunku.

Na szczęście wszystkie wątpliwości zostały rozwiane w dniu premiery gry na PlayStation 2 – 22 października 2001. Ludzie, którzy mieli możliwość napisania pierwszych recenzji o GTA 3 wręcz oszaleli na punkcie nowego tytułu od Rockstar Games. Oceny produktu nie spadały poniżej dziewięciu punktów, w dziesięciopunktowej skali. Świat zakochał się w najnowszej odsłonie GTA, bez względu, czy była to wersja konsolowa, czy wydany 21 maja 2002 port na komputery osobiste. Obecnie GTA 3 w serwisie Metacritic figuruje niezmiennie z oceną równą 97 punktów na 100.

Historia Grand Theft Auto - początek uniwersum 3D

Grand Theft Auto 3, 2001 rok

Zacznijmy może od krótkiego rysu fabularnego. Grand Theft Auto 3 opowiada historię Claude’a Speeda, nad którym kontrolę przejmujemy w momencie, kiedy wraz ze swoim kolegą z więzienia, 8-Ballem, uciekają ze zniszczonej ciężarówki konwojowej. Claude trafił tam po napadzie na bank, gdzie zostaje postrzelony przez swoją dziewczynę – Catalinę (jej wcześniejsze losy możecie zobaczyć w Grand Theft Auto: San Andreas, ale o tym później :)), która wraz z łupem ucieka z Kartelem Kolumbijskim. Claude postanawia zacząć pracować dla lokalnego bossa mafijnego, Salvatorego Leone, którego płatne zlecenia pozwalają naszemu protagoniście stanąć na nogi. Tam też poznaje piękną Marię, żonę Leone, z którą zaczyna łączyć go coś więcej, niż tylko relacja biznesowa. W tym czasie mafijny boss dowiaduje się o przeszłości Claude’a i postanawia wydać go Kartelowi. Oczywiście cały plan kończy się śmiercią samego Salvatorego.

Po wyeliminowaniu złego mafioso nasz bohater zaczyna współpracę z innymi gangami, które rządzą miastem, przy okazji ciągle szukając położenia kryjówki byłej dziewczyny. Kiedy już udaje mu się namierzyć Catalinę, ta z obawy o swoje bezpieczeństwo porywa Marię i żąda za nią okupu w wysokości pół miliona dolarów. Kiedy Claude zjawia się na miejscu z pieniędzmi, Catalina próbuje pozbyć się swojej ex-miłości raz na zawsze. Niestety przypłaca to życiem, ginąc w eksplodującym helikopterze, który zestrzeliwuje sam bohater gry.

Autorzy stworzyli nowy świat, który fabularnie nie ma nic wspólnego z tym, co gracze mogli zobaczyć w poprzednich odsłonach. Umownie nazwano to uniwersum 2D (GTA I + londyńskie dodatki i GTA II) oraz uniwersum 3D (GTA 3 i kolejne części). Gra ponownie ma miejsce w mieście Liberty City, ale to zupełnie nie przypomina tego znanego z pierwszej części gry. Ciekawym faktem było to, że akcja toczyła się na jednej planszy, a nie, jak to było do tej pory, trzech osobnych. Niestety moce obliczeniowe ówczesnych maszyn nie był aż tak dobre, by poradzić sobie z ogromną mapą. Dlatego też przejazd pomiędzy poszczególnymi jej częściami, osadzonymi na wyspach, wiązał się z krótkim oglądaniem ekranu doładowującego dany segment. Warto też wspomnieć, że w GTA 3 po raz pierwszy w serii pojawił się cykl dobowy oraz pogodowy. Jedna godzina w grze trwała około jednej minuty czasu rzeczywistego. W ten sposób gracz mógł jeszcze bardziej odczuć otaczający go świat.

Historia Grand Theft Auto - początek uniwersum 3D

Claude – główny bohater GTA 3. Mimo że nie wypowiada ani jednego słowa, gracze mocno się z nim utożsamiali

Grand Theft Auto 3 było też pierwszą odsłoną serii, która w całości została przeniesiona w świat 3D. I nie mówimy tutaj o zwykłym wrzuceniu prostych tekstur do silnika trójwymiarowego, ale o naprawdę dopieszczonej produkcji. Na szczególną uwagę zasługują modele samochodów, które z powodu braku licencji Rockstar ponownie nazwał „po swojemu”. Stanie się to zresztą domeną gry, dzięki czemu gracze w każdej kolejnej odsłonie będą mogli łatwo odnaleźć swoje ulubione maszyny. Niestety wśród pojazdów zabrakło miejsca na motocykle, których fizyki jazdy po prostu nie udało się okiełznać na dotychczasowym silniku gry. Pojawiły się natomiast łodzie, z których korzystanie było bardzo ryzykowne, gdyż każdy kontakt z otwartym akwenem wodnym kończył się dla naszego bohatera śmiercią.

Fabularnie seria również przeszła sporą zmianę. Mimo że gracz ponownie przejmował kontrolę nad jedną postacią, tym razem jej zarys i umiejscowienie w samym Liberty City zyskały większy sens. Autorzy gry stworzyli wspaniałą historię, której nie powstydziłby się najwybitniejszy scenarzysta. Przed każdą misją gracz mógł obejrzeć w pełni dubbingowane scenki, oparte na silniku gry. W scenkach tych nasz bohater również odgrywał rolę, mimo że przez całą historię nie powiedział ani jednego słowa. Nie zmienia to faktu, że gracze wreszcie mogli nawiązać z naszym protagonistą jakąś nić porozumienia. Pierwszy raz nie był to zwykły ludzik w żółtym sweterku, lecz po prostu Claude – główny bohater gry!

Aby pchnąć fabułę do przodu, gracz ponownie musiał wykonywać zlecenia dla różnych szych, rządzących poszczególnymi rejonami Liberty City. I o ile niektóre misje ponownie były dostępne tylko przez budki telefoniczne, o tyle większość zadań była nam osobiście przekazywana przez samego zleceniodawcę. Tutaj też warto zwrócić uwagę na ponowne pojawienie się niektórych postaci znanych z poprzednich części gry. Jak widać trend „wyzerowania” fabuły pomiędzy uniwersum 2D i 3D nie do końca był przestrzegany przez „Gwiazdy” :). Dodatkowo GTA 3 wreszcie posiadało przyzwoity system zapisu rozgrywki, którego dokonywało się w jednym z trzech punktów w mieście. Można tam też było zachować pojazdy, parkując je w garażach. Warto też wspomnieć, że pomiędzy zadaniami gracz mógł spróbować się w bardziej przyjaznych zawodach. To właśnie w Grand Theft Auto 3 wprowadzono misje strażaka, policjanta czy sanitariusza. Nie należy też pominąć zaimplementowania sklepów, w których mogliśmy na przykład kupić broń.

Historia Grand Theft Auto - początek uniwersum 3D

Łodzie – najbardziej śmiertelny środek transportu

Ponownie też gracze mogli posłuchać doborowych kawałów w dziewięciu stacjach radiowych. Każda z nich reprezentowała inny styl muzyczny, stąd też każdy meloman mógł znaleźć coś dla siebie – od K-Jah grające reggae, przez trancowe Rise FM, aż po grające muzykę poważną Double Cleff FM. Każda audycja prowadzona była przez indywidualnego DJ-a oraz zawierała prześmiewcze reklamy, które aż kipiały z przytyków w stronę wszechobecnego w tych czasach konsumpcjonizmu.

GTA 3 okazało się totalnym sukcesem. Tytuł znajdywał kolejnych nabywców jeszcze długo po swojej premierze. Obecnie szacuje się, że grę posiada niemal 20 milionów użytkowników, co jest swoistym rekordem w tej branży. Mimo wszystko Rockstar Games nie spoczął na laurach i z werwą wziął się za kolejną część serii. Niestety najnowsza odsłona nie powstawała już pod marką DMA. Studio zostało przemianowane na Rockstar North, pod którą to nazwą działa do dziś, kończąc tym samym pewien etap w swojej twórczości.


Palmy, garnitury i porachunki mafijne

Nad nowym GTA twórcy zaczęli pracować tuż po tym, jak „trójka” zawitała do sklepów. Wiedzieli, że trzeba kuć żelazo póki gorące, a seria Grand Theft Auto jeszcze długo zostanie ich kurą znoszącą złote jajka. Dlatego też Rockstar nie ociągał się z pracami nad kolejną odsłoną, którą było GTA: Vice City – gra ogłoszona w połowie 2002 roku, a wydana 27 października 2002 na PS2 oraz 12 maja 2003 na PC. Po raz kolejny amerykański gigant pokazał, że nie ma potrzeby zatrudniać żadnej ekipy sprzątającej, bo on sam po prostu pozamiatał w gatunku (przemycony suchar). Grand Theft Auto: Vice City było tym samym, co „trójka”, tylko jeszcze lepszym. To, co potrzeba było naprawić w poprzedniej części – naprawiono, a to, co było niepotrzebne – usunięto. I to wszystko w zaledwie niecały rok prac nad tytułem.

Akcję gry osadzono w neonowych latach 80. zeszłego stulecia. Głównym bohaterem jest Tommy Vercettie, który dopiero co opuścił więzienne mury, by wrócić do współpracy ze swoim byłym przełożonym – Sonnym Forrelim. Celem spółki jest rozkręcenie lukratywnego biznesu narkotykowego, dzięki któremu konta obu panów powiększą się o kilka zer przed przecinkiem. Niestety już przy pierwszej robocie Tommy traci zarówno towar, jak i zdobytą gotówkę przeznaczoną dla swojego szefa. Ten, odrzucając na bok sentymenty, rozkazuje Vercettiemu odzyskać cały łup. Tommy, nie mając wyboru, musi wykonać zlecone mu zadanie. Pomaga mu przy tym czarnoskóry i odziany w poliestrowy garnitur Lance Vance. Po drodze Vercettie ma okazję wykonywać zadania dla innych szych w Vice City, w tym dla tchórzliwego prawnika Kena Rosenberga, emerytowanego pułkownika Juana Corteza czy lokalnego mafioso Ricardo Diaza. Z czasem udaje mu się zbudować podstawy własnego imperium, dzięki któremu może przeciwstawić się zarówno Forreliemu, jak i dwulicowemu Lance’owi Vance’owi.

Historia Grand Theft Auto - początek uniwersum 3D

Grand Theft Auto: Vice City, 2002 rok

Jeżeli chodzi o mechanikę, ta praktycznie została bez zmian. Rockstar wiedział, że GTA 3 było bliskie ideału w tym temacie, więc nie postanowił wiele mieszać w czwartej odsłonie serii. Gracze po raz kolejny wcielają się w intrygującego protagonistę, który zostaje rzucony na ogromną mapę, na której wykonuje kolejne misje. Samo miasto, mimo iż podzielone tylko na dwie wyspy, wielkością dorównywało znanemu z „trójki” Liberty City. Niestety nadal graczom dokuczała niedogodność w postaci doczytywania ekranów.

Sporą zmianą było też dorzucenie dodatkowej zawartości, jeżeli chodzi o misje. Te nie ograniczały się tylko do fabularnego wątku zadań dla poszczególnych zleceniodawców, ale dochodziły do tego przedsiębiorstwa, które gracz mógł wykupić. Każdy taki lokal dawał możliwość wykonania kolejnych zadań, które wzbogacały nasz portfel o kolejne banknoty. Tutaj trzeba zdjąć kapelusz przed pomysłowością twórców, którzy tworząc misje dodatkowe raczej się nie oszczędzali. Stąd też gracz może zakupić takie przedsiębiorstwa, jak studio filmowe, w którym kręci się porno, czy korporację taksówkarską, która prowadzi wojnę z innymi taryfiarzami. Zadań w GTA: Vice City było bezliku, a każde z nich wymagało od użytkownika innych umiejętności. W tym miejscu należy wspomnieć o misji, w której nasz bohater steruje zdalnym helikopterem i roznosi materiały wybuchowe po placu budowy – misja ta jest po dzień dzisiejszy uważana za jedną z najtrudniejszych zadań w historii gier wideo.

Największą zmianę przeszedł sam główny bohater gry. O ile w „trójce” mieliśmy bezimiennego i niemego chłopca na posyłki, o tyle w Vice City Tommy Vercettie miał już sporo do powiedzenia. Był to pierwszy raz, kiedy główny bohater gry przemówił ludzkim głosem. I to nie byle jakim głosem, gdyż do zdubbingowania Tommy’ego zatrudniono samego Raya Liottę! Fakt ten sprawił, że gracze jeszcze bardziej zbliżyli się do swojej postaci, która miała swoje poglądy i przestała być anonimowym awatarem.

Jeżeli mówimy o udźwiękowieniu gry, to ponownie stoi na najwyższym poziomie. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że Ray Liotta nie był jedyną rozpoznawalną postacią, która użyczyła swojego głosu w grze. Studio postanowiło, że gra musi się wyróżniać na tym polu, więc do współpracy zaproszono takie sławy, jak William Fichtner (serial „Skazany na śmierć”), Burt Reynolds („Mistrz kierownicy ucieka”), Danny Trejo („Maczeta”) czy… Philip Michael Thomas, którego większość z Was kojarzy z serialu „Policjanci z Miami”, z którego „zapożyczono” klimat całej gry. Podobnie sprawa ma się ze stacjami radiowymi, które znowu cieszą ucho znanymi i nieśmiertelnymi kawałkami tamtego okresu. Stąd w głośnikach zabrzmi Wam Michael Jackson, Run DMC czy Gary Numan.

Historia Grand Theft Auto - początek uniwersum 3D

Gra jest pełna… pięknych widoków

Twórcy nie próżnowali, mimo krótkiego okresu pracy nad grą, również w temacie pojazdów. Liczba maszyn, którymi mógł poruszać się gracz, została niemal podwojona względem trzeciej części (z 56 na 102). Po raz pierwszy od czasów ery 2D gracze mogli też zasiąść za sterami motocykli (od ścigaczy po choppery – w sumie 6 rodzajów jednośladów), gdyż Rockstar poradził sobie z problemami, które były z motocyklami związane, na przykład ze spadaniem czy zeskakiwaniem z pędzącego motoru. Należy też dodać, że wreszcie oddano w ręce graczy również helikoptery i samoloty, którymi nasz protagonista mógł poruszać się nad Vice City.

Najnowsza odsłona serii była powodem, dzięki któremu wielu graczy zbierało szczęki z podłogi. Twórcy spełnili swoje obietnice i po prostu stworzyli tak samo idealną grę, jak GTA 3, ale jeszcze lepszą. Ciężko stwierdzić do końca, czy większy szacunek należał się twórcom za to, jak mocno podrasowali GTA, czy za to, że dokonali tego w niecałe 10 miesięcy. Wiadomo było jedno – GTA: Vice City było hitem, a sama gra rozeszła się jak ciepłe bułeczki, zgarniając tytuł najlepiej sprzedającej się gry w roku 2002. Według wydawcy tytułu do dziś sprzedano około 20 milionów egzemplarzy gry.

Rockstar Games mógł wreszcie trochę odetchnąć. Premiera Grand Theft Auto: Vice City oraz związany z nią sukces mogły pozwolić na delikatne zwolnienie tempa przy tworzeniu kolejnych odsłon. Od 1999 do 2002 roku wydano aż 5 gier z „Grand Theft Auto” w tytule, co było nawet nie szybkim tempem, a wręcz sprintem. Dlatego też Rockstar nie spieszył się z kolejną odsłoną i na spokojnie sobie przy niej pracował. Gracze zachodzili w głowę, co można jeszcze zdziałać z tytułem, który już teraz był niemal perfekcyjny? Odpowiedź na to pytanie przyszła w 2004 roku, kiedy do sklepów trafiła, formalnie, piąta odsłona gry – Grand Theft Auto: San Andreas.

Ale o tym w kolejnej odsłonie historii serii GTA.

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.