Po maratonie z wypuszczaniem kolejnych części Grand Theft Auto, „Gwiazdy” mogły wreszcie wrzucić na luz. GTA 3 oraz Grand Theft Auto: Vice City zapracowały już na siebie, uzupełniając przy okazji konta producentów o kilka dodatkowych zer przed przecinkiem.

Prace nad kolejną odsłoną serii mogły odbywać się zatem bez większego pośpiechu. Rockstar Games miał jednak inną zagwozdkę do rozwiązania – co zrobić, by niemal idealny tytuł stał się jeszcze lepszy? O tym dowiecie się z trzeciej części felietonu o historii serii Grand Theft Auto.

Oczywiście standardowo uprzedzam o spoilerach!


Giwery, laski i gangsterskie porachunki

Gracze nerwowo oczekiwali, co tym razem wysmaży dla nich chef de cuisine Rockstar North. Niestety czas leciał, a o nowej odsłonie GTA nie było ani widu, ani słychu. Mijały miesiące, pory roku, kolejne targi z grami wideo, a ani Take-Two Interactive, ani Rockstar nie kwapili się chociażby do wypuszczenia krótkiej zapowiedzi filmowej nowej odsłony serii.

Historia Grand Theft Auto - gdy ciemne chmury zawisły nad Rockstarem

Grand Theft Auto: San Andreas, 2004 rok

Na pierwsze informacje na temat nowego Grand Theft Auto fani musieli czekać aż do wiosny 2004 roku (prawie półtora roku po premierze Vice City!), kiedy to pojawiły się pierwsze przecieki na temat gry, a samo jej wydanie nastąpiło w październiku tego samego roku (na PC gra trafiła rok później, w 2005). Grand Theft Auto: San Andreas, bo taki tytuł nosiła nowa odsłona serii, powaliło graczy swoim rozmachem i otwartym światem. Cały wątek składał się aż ze 100 misji fabularnych i pełnił rolę łącznika pomiędzy GTA 3 a kolorowym Vice City. Zacznijmy więc od skrótu historii, a będzie to skrót dosyć obszerny, bo nie da się przedstawić całej fabuły GTA: San Andreas w jednym zdaniu. A zatem…

Akcja nowego Grand Theft Auto dzieje się w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to na ulicach dominowały gangi, a w głośnikach radiowych można było usłyszeć wszędobylski rap. Głównym bohaterem gry jest Carl Johnson, zwany w skrócie CJ – były członek gangu Grove Street Families, który po śmierci brata wyjeżdża do Liberty City, gdzie próbuje dorobić się na kradzieżach aut. Niestety, w wyniku strzelaniny między gangami w jego rodzinnym San Andreas, matka Carla umiera. Ten powraca do domu, by odnowić zażyłości rodzinne oraz pożegnać się z rodzicielką ten ostatni raz. W drodze z lotniska CJ zostaje zatrzymany przez skorumpowany oddział policjantów o nazwie C.R.A.S.H., któremu przewodzi niepałający sympatią do Johnsona Frank Tenpenny. „Niebiescy” od razu owijają sobie Carla wokół palca, werbując go jako swojego chłopca na posyłki.

Po uwolnieniu się z rąk Tenpenny’ego, CJ wreszcie dociera na Grove Street. Okazuje się, że sytuacja jest jeszcze gorsza, niż przed podróżą Carla do Liberty City. Dawny gang Johnsona, który w momencie jego wyjazdu rządził w całym Los Santos, obecnie niemal nie istnieje, oddając tereny pod rządy wrogich Ballasów i Los Santos Vagos. Dodatkowo najbliżsi Carla – brat Sweet, siostra Kendel oraz dobrzy kumple z gangu: Big Smoke i Ryder – nie potrafią darować CJ-owi jego „ewakuacji” do Liberty City w momencie, kiedy Grove Street najbardziej go potrzebowało. Mimo wszystko ekipa znowu zwiera szyki, by postawić Grove Street Families na nogi, odbijając powoli ulice spod rządów Ballasów.

W międzyczasie CJ zostaje poinformowany przez Cesara – lidera zaprzyjaźnionego gangu Varrios Los Aztecas oraz chłopaka jego siostry – o grubszej aferze, która kroi się za kulisami walk o terytorium. Co gorsza, w sprawię zamieszane są najbliższe ziomki CJ-a, Big Smoke i Ryder, którzy kolaborują razem z Ballasami oraz… C.R.A.S.H.-em. CJ, chcąc przyjrzeć się sytuacji, trafia w sam środek obławy-pułapki, w wyniku której jego brat ląduje w szpitalu z ciężkimi obrażeniami, a sam CJ zostaje wywieziony na pustkowia San Andreas przez Tenpenny’ego i spółkę.

Dowódca C.R.A.S.H.-a stawia Carlowi proste ultimatum – albo ten będzie się trzymał z dala od całej intrygi i nie wróci więcej do Los Santos, albo jego brat „nie przeżyje” wizyty w szpitalu. Z pomocą CJ-owi ponownie przychodzi Cesar, który służy równocześnie za informatora pomiędzy Carlem a jego rodziną. W tym czasie CJ powoli staje na nogi, poznając przy tym kilka ważnych postaci. Jedną z nich jest będący wiecznie pod swoistą „nirwaną” The Truth, który pomaga Johnsonowi rozwinąć biznes z warsztatem samochodowym w San Fierro. Drugą postacią, która równocześnie najmocniej spaja San Andreas z historią w GTA 3 jest… Catalina, która jest główną antagonistką we wspomnianej trzeciej części gry.

Historia Grand Theft Auto - gdy ciemne chmury zawisły nad Rockstarem

W nienawiści do Ballasów, tak zostałem wychowany

Rozwijając swój warsztat w San Fierro, CJ stara się omijać szerokim łukiem Los Santos w trosce o swojego brata. W tym czasie poznaje kolejnych bohaterów, których zdolności i możliwości powoli pomagają Carlowi rozgryzać całą aferę. Pierwszym z nich jest niewidomy przywódca chińskiej Triady – Wu Zi Mu, który pomaga CJ-owi zgarnąć trochę dodatkowej gotówki, oddając mu część udziałów w kasynie, które mieści się w mieście hazardu – Las Venturas. Drugą ważną osobistością jest wysokiej rangi urzędnik rządowy Mike Toreno, który oferuje pomoc Carlowi w wyciągnięciu Sweeta ze szpitala. Pomaga też Johnsonowi zdobyć dowody, że cała sprawa rozchodzi się o potężne wpływy ze sprzedaży narkotyków, za których produkcję odpowiedzialny jest Big Smoke, a dostawy – Ryder. Ten ostatni zostaje zresztą zabity przez samego CJ-a, kiedy ten przybywa na miejsce kolejnej transakcji.

CJ zdobywa wystarczająco gotówki, by móc wrócić do Los Santos w celu uregulowania rachunków z niedoszłymi znajomymi. Pozwala mu na to również dotrzymane słowo Toreno, który pociągając za odpowiednie sznurki uwalnia Sweeta. Cała historia zaczyna się zacieśniać – na jaw wychodzą powiązania C.R.A.S.H.-a z gangami narkotykowymi, ale urzędy i sądy są już tak głęboko skorumpowane, że Tenpenny zostaje uniewinniony ze wszystkich zarzutów. To powoduje, że Los Santos dosłownie wybucha – ludzie wychodzą na ulice, wszędzie trwają zamieszki. CJ wykorzystuje całe zamieszanie, by dopaść Big Smoke’a, który stał się wielkim baronem narkotykowym. Skupienie Carla na Big Smoke’u wykorzystuje Tenpenny, który próbuje uciec z miasta z całą forsą, którą Big Smoke zarobił na narkotykach. W finałowym pościgu skorumpowany glina traci panowanie nad kierownicą i spada z wiaduktu, dokonując swojego żywota, pokonany przez własną chciwość.


Jakie to duże…

Prócz ciekawej i rozległej historii, Grand Theft Auto: San Andreas było największym tytułem z całej serii pod względem mapy. Gracz mógł zwiedzać trzy główne lokacje (Los Santos, San Fierro i Las Venturas – wszystkie trzy mapy wzorowane na prawdziwych miastach o zbliżonych nazwach) oraz rozległe tereny pomiędzy nimi – zalesione wyżyny czy piaszczystą pustynię. Pierwszy raz w serii Rockstar Games pokonał problemy z doczytywaniem obszarów. W San Andreas cała olbrzymia mapa, która rozmiarami była większa niż Liberty City i Vice City razem wzięte, była dograna od razu, bez konieczności wpatrywania się w ekrany ładowania. Wszystko dzięki nowej technologii strumieniowania danych w locie, która pozwalała „zapominać” grze mijane obiekty i w locie dogrywać te, które gracz miał mijać w danej chwili.

Historia Grand Theft Auto - gdy ciemne chmury zawisły nad Rockstarem

Gra potrafiła wyglądać ładnie

Tak duży obszar musiał być odpowiednio wypełniony. Ponownie więc gracz miał możliwość brania udziału w różnych mini-grach czy kupowaniu biznesów, odblokowujących nowe misje. Złego słowa nie można powiedzieć również o maszynach, których liczba w najnowszym GTA wynosiła niemal 180 – wliczając w to samoloty, łodzie, motocykle, plecak odrzutowy, rowery czy gokarty. Tutaj warto wspomnieć o systemie RPG, który zaimplementowano do najnowszej odsłony serii. CJ rozwijał swoje podstawowe umiejętności, im częściej daną czynność wykonywał. Kierowanie pojazdem poprawiało jego stabilność i sterowność, a częste strzelanie z danej broni pozwalało zmniejszyć celownik. Dodatkowo umiejętności te mogły być ćwiczone w specjalnych szkołach czy strzelnicach. Nie można tutaj nie wspomnieć też o statystykach wizerunkowych naszego bohatera. Carl mógł teraz obżerać się w fast foodach, dzięki temu zwiększała się jego masa, oraz pakować na siłowni. Do tego wreszcie mogliśmy przestać obawiać się kontaktu z wodą, gdyż w San Andreas nasz bohater nauczył się pływać, a nawet nurkować. Oprócz tego do gry wrzucono system wojen gangów, randki z dziewczynami, możliwość gry w kasynie… Nowych funkcji było tak wiele, że samo ich wymienienie mogłoby być osobnym artykułem!

Nie inaczej sprawa ma się z udźwiękowieniem gry, które stoi na najżywszym poziomie. Do dyspozycji ponownie mieliśmy 12 stacji radiowych, które grały przeróżne przeboje z lat 90., wliczając w to rap, techno, country czy reggae. Warto tutaj wspomnieć, że kawałki w audycjach były dobierane losowo przez grę, dzięki czemu każdego dnia mogliśmy słuchać innego mixu przebojów. Ponownie też Rockstar postanowił nie oszczędzać na aktorach, którzy wcielili się w główne postacie gry. Tym razem wprawne ucho mogło usłyszeć głosy takich gwiazd, jak Samuela L. Jacksona („Pulp Fiction”, „Avengers”), Chrisa Penna („Wściekłe Psy”) czy Petera Fondy („3:10 do Yumy”, „Pszczoły i ludzie”). W rolę główną, czyli Carla Johnsona, wcielił się debiutujący raper Young Maylay, który zresztą nie był jedyną ikoną popkultury rapu i hip-hopu. Do współpracy zaproszono też gwiazdy większego formatu, jak Ice-T, Game czy MC Eiht.


Nigdy nie jest za łatwo

Niestety gra miała też swoje minusy. Tak duży świat potrzebował odpowiedniej mocy przerobowej, by mógł być renderowany bez większych problemów. Dlatego też grafika w momencie wypuszczenia tytułu na PC była mocno archaiczna i po prostu brzydka. Postacie były kanciaste i niewyraźne, tekstury ubogie, a miasta niestety lekko pustawe, mimo implementacji prawie 200 pojazdów do gry. Tytułowi nie pomógł także skandal, który związany był z systemem randek w San Andreas. Otóż twórcy początkowo zaimplementowali do produkcji mini-gierkę, która pokazywała słodkie igraszki naszych zakochanych. Oczywiście system nie był typowym porno, ale osobliwe ruchy i wystający to tu, to tam cycuś momentalnie sprawiły, że gra wykraczała grubo poza klasę M w skali ESRB, z jaką została wydana. W związku z tym twórcy szybko usunęli wspomnianą mini-grę, pozostawiając graczom jedynie rozkoszne dźwięki… zadowalanej kobiety.

Historia Grand Theft Auto - gdy ciemne chmury zawisły nad Rockstarem

Najgorszy rodzaj randek – tańczenie w klubie

Oczywiście leniwość twórców wzięła górę i usunięty fragment rozgrywki nie został całkowicie skasowany, lecz jedynie wyłączony, pozostając w plikach gry. Sprytni modderzy bardzo szybko dorwali się do wspomnianego kodu i do sieci wypłynęła modyfikacja o znamiennej nazwie „Hot Coffee”, która przywracała formalnie skasowaną część kodu. Wszystko to spowodowało lawinowe problemy Rockstara, który musiał wycofać produkt ze sklepów (nieaktualna klasa ESRB) oraz nadać nową klasyfikację Ao (Adult Only), która automatycznie blokowała możliwość wydania go przez Sony. Po kilku miesiącach „Gwiazdy” wydały grę ponownie, tym razem z usuniętym „kawowym” kodem. Równocześnie twórcy strzelili przysłowiowego focha na amerykańskich graczy PC, blokując im każdy możliwy sposób modowania swojego tytułu. Oczywiście cała afera ominęła Europę, gdzie klasyfikację gier nadaje PEGI. Na naszym rodzimym podwórku gra od razu dostała +18, które jednak nie narzucało aż takich ograniczeń na wydawcę, jak skala ESRB.

Kolejnym problemem był brak trybu multiplayer, z którym jednak poradzili sobie twórcy modów, tworząc Multi Theft Auto. Modyfikacja prócz znakomitego trybu multiplayer dodawała też szereg ciekawych narzędzi, które można było wykorzystać w tworzeniu na przykład śmiesznych filmików z gry. Co ciekawe, MTASA żyje i ma się dobrze nawet dzisiaj, ciągle zbierając mnogość graczy na tworzonych nieustannie serwerach.


Coś na konsole przenośne

Mimo wspominanych niedociągnięć Grand Theft Auto: San Andreas deklasowało swoich poprzedników, sprzedając się w wielu milionach egzemplarzy (na samo PS2 swoich nabywców znalazło 17 milionów sztuk). GTA: San Andreas było dziełem wybitnym i udowodniło, że można z rzeczy doskonałej stworzyć coś jeszcze lepszego. Równocześnie zamknęło trylogię, w której skład wchodziły Vice City (początek historii), San Andreas (jej rozwinięcie) i GTA 3, gdzie fabuła została zawiązana. To jednak nie było wszystko, co czekało fanów w roku 2004, jeżeli chodzi o serię GTA. Otóż w tym samym czasie, kiedy Grand Theft Auto: San Andreas pojawiło się na rynku, Rockstar Games postanowił wydać małego potworka na GameBoya Advance. W ten oto sposób 19 października do sklepów trafiło Grand Theft Auto Advance – prosty, dwuwymiarowy port na wspomnianą konsolę Nintendo. GTA Advance było prequelem do historii, którą gracze mogli poznać w GTA 3.

Historia gry rozpoczyna się w roku 2000, zaś głównym bohaterem jest niejaki Mike – drobny rzezimieszek, który wykonuje różne misje zlecone przez rządzącą miastem mafię. Podczas jednej z akcji Mike zostaje niesłusznie posądzony o podłożenie bomby pod auto swojego dobrego kumpla – Vinnie’ego. Nasz bohater podejmuje nierówną walkę, by oczyścić się z zarzutów, a przy okazji przejąć pod własne rządy ciemniejszą stronę metropolii. Cała historia kończy się tam, gdzie zaczyna fabuła GTA 3, wliczając w to aresztowanie 8-Balla.

Historia Grand Theft Auto - gdy ciemne chmury zawisły nad Rockstarem

Grand Theft Auto Advance, 2004 rok

Ograniczenia samej platformy wymusiły powrót systemu graficznego znanego z GTA 1 i 2. Gracz obserwował akcję z lotu ptaka na płaskiej bitmapie, zaś bryły budynków imitowały efekt 3D. Dużo lepiej poradzono sobie natomiast z autami, gdyż te faktycznie zostały oddane w quasi-trójwymiarze. Pojazdy mogły lekko przechylać się na boki podczas ostrych skrętów albo w ogóle przewracać na dach. System podmieniał wtedy w locie grafiki autek na te, które odwzorowują stan pojazdu w danej chwili. Dorzucając do tego skalowanie obrazu podczas różnych prędkości naszych wehikułów można uznać, że producenci wyciągnęli z bebechów GameBoya tyle, ile byli w stanie.

Niestety, Grand Theft Auto Advance zostało mocno skrytykowane przez recenzentów, nie mówiąc o gromach lecących od strony fanów. Grze dostało się za archaiczny silnik, kiepską grywalność oraz naciąganą i miałką fabułę. Gracze również nie uznali GTA Advance za część, która powinna wchodzić w kanon serii. Głównym argumentem był dobór producentów – Grand Theft Auto Advance było pierwszą częścią, która została stworzona przez zewnętrzne studio. W produkcji nie maczali palców ani panowie z Rockstar North, ani sam Dan Houser, co już było powodem do określenia portu na GameBoya herezją.


Dalej do przodu

Niepowodzenie z przenośną wersją GTA na konsolę Nintendo nie popsuło humorów Rockstar Games. Wzięli się oni dziarsko do roboty i dzieląc swoje siły zaczęli przygotowywać kolejne odsłony serii. Pierwsza ekipa, zebrana pod nazwą Rockstar Leeds, pracowała nad dwoma kolejnymi portami na konsolę przenośną PSP. Producenci uznali, że urządzenie od Sony da im większe możliwości niż cieniutki GameBoy Advance, a to pozwoli przywrócić zaufanie fanów do przenośnych portów (i uzupełni konta bankowe niemałymi sumkami). Główna grupa „uderzeniowa”, czyli Rockstar North, skupiła się na produkcji nowej części gry, przed którą stanęły dwa poważne wyzwania – PlayStation 3 oraz Xbox 360. Nowe konsole były jasnym sygnałem dla „Gwiazd”, że grę trzeba mocno przerobić, zaczynając wręcz od podstaw.

Co przyszykował dla graczy Rockstar Leeds oraz jak Rockstar North udoskonalił swoją kolejną część serii GTA – dowiecie się tego w kolejnej części o historii Grand Theft Auto!

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.