Inicjatywa Andromeda nie rozpoczęła się zgodnie z planem

0

Tyle przynajmniej dowiadujemy się zaraz po naszym dotarciu do Nexusa. Zamiast tętniącej życiem stacji, ukazuje nam się ponura wizja przypominająca bardziej wyludnioną Cytadelę z Mass Effect 3 (z tą różnicą, że bez ogromnych zniszczeń), niż coś, czego… oczekiwaliśmy. No i dowiadujemy się, że Inicjatywa Andromeda niemal nie spaliła na panewce.

Sytuacja na szczęście trochę szybciej się normuje w momencie, gdy znajdujemy młodego chłopaka, naprawiającego jakąś awarię. Trochę, dlatego, że przynajmniej wiemy, że ktoś tu żyje.  Informacje jednak nie są za dobre – dowiadujemy się, że Nexus jest już tutaj od blisko 14 miesięcy, kończą im się zapasy, a nasza arka jest pierwszą, która w ogóle tutaj dotarła. Robi się nieciekawie. Pomijając fakt, że wszyscy myśleli, że nie żyjemy.


Pierwsze morderstwo?

Cóż, powitanie do najmilszych nie należało. Dyrektor Tann zachował wobec nas pewien dystans i profesjonalizm, a Kesh i Kandros wydają się póki co jedynymi sympatycznie nastawionymi do nas postaciami. Rozdrażniło mnie natomiast zachowanie Addison. Wydawałoby się, że jako człowiek powinna się raczej ucieszyć na nasz widok, podejść jakoś z nutką optymizmu i nowej nadziei do całej sytuacji… ale tutaj chyba bardziej pasuje przysłowie homo homini lupus est.

Inicjatywa Andromeda nie rozpoczęła się zgodnie z planem

Nie dość, że jest irytująca, to wygląda jak plastikowa lala. Brzydka, w dodatku

Idąc dalej, zaczyna się coś, co uwielbiałem w poprzednich odsłonach Mass Effecta – misje poboczne, a jakże. Jedną z pierwszych jest wątek przestępstwa nazwanego „pierwszym morderstwem w Andromedzie”. Wszyscy dookoła są oczywiście tak zaaferowani naszym przylotem i próbami utrzymania Nexusa w możliwej stabilności, że nikt nie kwapi się, by poważnie zająć się tą sprawą. Skoro my możemy to zrobić w trakcie naszych misji, to czemu nie!


Wszystko w rękach młodego Pioniera – Inicjatywa Andromeda

Naszym pierwszym większym zadaniem jest udanie się na planetę Eos. Musimy w jakiś sposób zwiększyć jej zdatność do tego, aby ją skolonizować i aby było na niej możliwe życie. Jednym z problemów, jak się okazuje, jest promieniowanie, drugim nasi „starzy znajomi”, Kettowie.

Moi drodzy, niedługo ruszamy z kopyta eksplorować niezbadane zakątki Andromedy!

Miłego oglądania.

Podziel się.

O autorze

Kamil „Sieciech” Lesiczko

Nietrafiony grafik, malarz figurkowy, hobbysta-rekonstruktor. Zwolennik broni białej, zapalony gracz komputerowy. Miłośnik krogan i Legionu Ciemności Algerotha. Wyznawca dobrej książki, strategii lub RPG-a. Wściekły pochłaniacz kawy, herbaty i bredni. Sympatyk gier z szafy i nabijania czasu na przechodniach w Carmageddonie.