Klasyka Pegasusa (czyli najlepsze gry z NES) doczekała się swojego miejsca w Horizon Gamer. Cieszmy się! Ale za chwilę. Najpierw – “cześć”. Będę się teraz państwu przedstawiał. Nazywam się Wojtek Mroczek, ale w internecie podpisuję się Mruqe. Czyli taki zwykły Mruk ale bardziej SEO-friendly. Robię mało popularne filmy na YouTubie oraz prowadzę facebookowego mikro-bloga dla geeków pokolenia VHS, który nazywa się Dzieciak po 30tce.

Zapraszam na piętnasty już odcinek Pamiętajcie o Pegazach – programu, w którym sobie i widzom przypominam klasykę NES-a. Czyli, w naszych polskich realiach – Pegasusa. Odcinek piętnasty, ale zarazem pierwszy, z którego strony technicznej jestem zadowolony na tyle, że nie waham się pokazać go szerokiej publice. Program powstaje według trzech prostych, niezmiennych zasad… ale o tym opowiem już w materiale.


Co mnie jara w Pegasusie

Czemu Pegasus? Bo w Polsce lat 90. Nintedo Entertainment System, znane w Japonii jako Famicom, było konsolą tak trudną do kupienia, że mijało się to z celem. Tym bardziej, że przedsiębiorczy panowie z firmy BobMark International proponowali łatwo dostępną, dość tanią alternatywę – nielicencjonowaną kopię systemu Nintendo, czyli właśnie pachnącego najprzedniejszym chińskim plastikiem Pegasusa. Całkiem legalnie, należy dodać, bo w 1992 roku Polska nie chroniła jeszcze Nintendo prawem własności intelektualnej, z czego skorzystali nie tylko BobMark, dystrybutor Pegasusa (obecnie produkujący Hoop Colę – czyli w sumie także klon powszechnie znanego produktu). Aktywa pozyskane dzięki obrotowi jeszcze-legalnymi kopiami gier i programów położyły też przecież podwaliny pod niejednym polskim gigantem branży gier wideo. Ale nie o tym.

Klasyka Pegasusa - Antarctic Adventure

Newet projekt pudełka pierwszego Pegasusa – MT-777DX – był bezceremonialną kopią jednego z opakowań NESa. By uniknąć wątpliwości czym jest urządzenie, BobMark umieścił na pudełku nawet napis „Nintendo System”.

Pomijając znaczenie samej konsoli BobMarku dla polskiej geek-kultury lat 90. za Pegasusem jako tematem serii przemawia cała ogromna biblioteka najlepszych gier na NESa – i wielokrotnie większa tych znacznie gorszych. NES (a właściwie Famicom – od słów “family computer”) debiutował już w 1983 roku.


Klasyka pegasusa – kawał historii

Nie licząc nielicencjonowanych klonów – takich jak Pegasus – na świecie sprzedało sie ponad 60 milionów sztuk tej wspaniałej maszynki. Do USA (już właśnie jako NES) trafiła w 1985, a na rynki europejskie w 1986 roku. Ostatnia gra, którą wydano na NES ukazała się w 1994. Dzisiejsze “generacje” konsol trwają może pięć lat, może krócej. Generacja NESa potrwała 11 lat. To ponad dekada historii rozwoju gier. Klasyka Pegasusa jest zarazem żywym muzeum, po którym chętnie przechadzają się twórcy gier.

Klasyka Pegasusa - Antarctic Adventure

Taki regalik to marzenie każdego miłośnika NESa. Dzieciak po 30tce, z racji ograniczonego budżetu i metrażu musi zadowolić się głównie emulacją.

Bibliotece NESa znajdziemy świadectwo tego, jak rodziła się współczesna rozrywka elektroniczna. Przez ponad dekadę twórcy mierzyli się ze specyficznymi ograniczeniami systemu, przesuwając coraz to bardziej granicę możliwości. Wiele pomysłów i rozwiązań, które pierwszy raz gracze ujrzeli na NESie było rewolucjami w swoich gatunkach, a duch 8-bitowego urządzonka do dziś zauważalny jest w niejednym nowopowstałym tytule. Dlatego właśnie, Pegasus – nasz polski NES – jest tematem tak bardzo fascynującym. Dlatego klasyka Pegasusa, czyli najlepsze gry z NESa, to coś o czym mogę – i chcę – rozmawiać bez końca!


Walczyk na lodzie

Starczy! Pora na dzisiejszą grę. Najpierw wyznanie osobiste. Nie cierpię gier wyścigowych. Szczególnie takich, gdzie ścigam się z zegarem. Jeden z wyjątków od tej reguły to gra w sam raz na upały – Arctic Adventure od Konami, która w 1985 roku trafiła na NESa. To szczególny tytuł w dorobku firmy. Czemu? Bo jego sequel był pierwszą grą, którą współtworzył… Hideo Kojima! No to zapraszam na walczyka na lodzie – czas się trochę ochłodzić.

A, ten pingwinek na imię ma jednak Penta, ale mówiłem na niego Pingu i mi się utrwaliło. Kojima z kolei do Konami dołączył w 1986 roku, czyli przepracował tam lat… 29. 

Przy okazji bardzo ucieszę się z subskrypcji – link do kanału: http://j.mp/DzieciakYT
Link do playlisty z wszystkimi odcinkami Pamiętajcie o Pegazach: http://j.mp/Pegasusy

Podziel się.

O autorze

Cześć, tu Mruqe – Dzieciak po 30tce, geek pokolenia VHS, czyli były posiadacz urządzenia zwanego „magnetowidem”. Robię YouTuba i prowadzę mikrobloga na Facebooku. Oczy popsuły mi się od monitora CRT a głowa od horrorów Mastertona, Crittersów i Cyberpunka 2020. Mam w szafie pół tony komiksów TM-Semic i archiwalnych numerów Top Secret. Gram w gry od 1986 roku i nie trafiłem jeszcze na lepszy system niż Pegasus!