Grafika w produkcjach Artifexu zawsze była ich najmocniejszą stroną. Polskie studio niedawno spróbowało swoich sił w tworzeniu gier na konsole nowej generacji. Tak oto po przeszło czterech latach od premiery, Wyspa Czaszki pojawiła się również w wersji na PlayStation 4. Jaki to ma sens?

A taki: gra na konsoli jest drugą w kolejności najmocniejszą stroną gier Artifexu. Na innych platformach już nie zagram – a na pewno nie z taką przyjemnością!

Recenzja: Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki (PS4)

„Naprzód, moja łajbo – na Wyspę Czaszki!”


Wyspa Czaszki nigdy wcześniej nie była tak piękna

Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki to już od dłuższego czasu moja ulubiona produkcja rodzimych developerów. Fabularnie niestety stoi na bardzo niskim poziomie, a w sumie za trzecim podejściem jest jeszcze gorzej – czasami nawet ma się ochotę to rzucić i nigdy więcej nie widzieć na oczy.

Po raz pierwszy w tę odsłonę serii Nightmares from the Deep miałam okazję zagrać na mojej starej Nokii Lumii (o, kolejna mocna strona Artifexu – jako jedni z nielicznych robią gry na Windows Phone, dzięki Wam dozgonne), a następnie na PC. Z tego wszystkiego najbardziej przypadła mi do gustu gra na konsoli. Jest szybciej, przyjemniej, bardziej klimatycznie, czasem nawet przerażająco, i o wiele łatwiej się wciągnąć w przedstawione uniwersum. A to ma swój urok, mimo że jest oklepane i momentami żałosne – mocno powiedziane, ale taka prawda.

Recenzja: Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki (PS4)

A dziś na kolację mięsko pod pierzynką z wykwintnie smażonych ziemniaczków, okraszone cebulką

Dobra, słowo się rzekło, teraz przydałoby się je uargumentować. Wyspa Czaszki przedstawia historię nieumarłego pirata, który pragnie przywrócić do życia swoją ukochaną. Pan pirat niby jest zły i ma budzić grozę, ale gra raczej rolę postaci tragicznej – prawdziwego antagonisty tu brak.

A my z kolei wcielamy się we właścicielkę muzeum, której zadaniem jest go powstrzymać, zdjąć klątwę z tytułowej wyspy, oraz, najważniejsze, uratować córkę porwaną przez pana pirata.

Jest tu zatem sporo groteski i motywów romantycznych. Może nawet bezsens historii byłby całkiem znośny, gdyby aż tak nie korzystał ze schematów, dialogi nie byłyby pisane w pięć minut na kolanie i ktoś na nowo nagrałby ten drętwy i irytujący, jak zwykle, dubbing.

Zastanawiacie się więc, dlaczego to właśnie Wyspa Czaszki jest moją ulubioną grą Artifexu? Cóż, szczerze mówiąc, sama do końca nie wiem. Na pewno w dużej mierze jest to kwestia przepięknych lokacji, których jest naprawdę dużo i są bardzo różnorodne, a niedokładne animacje 3D dodają gierce swoistego uroku. Produkcja jest długa i zaskakuje zawartością na tyle, że można czasem pomyśleć o niej jak o pełnoprawnej przygodówce dużego studia.

Recenzja: Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki (PS4)

A może ja zamierzam? Ale nie mogę, bo „fabuła”…

Szkoda jedynie, że jakość audio nie została ulepszona, a utwory, choć bardzo klimatyczne i wpadające w ucho, ciągle są zapętlane w złych miejscach. Tym sposobem dobra ścieżka dźwiękowa zaczyna drażnić, a nie odprężać.


Innowacji brak, Wyspa Czaszki to tylko dobrze wykonany port

Wykluczając dość częste spadki płynności, to żadnych nowości tu nie uświadczycie.. Ktoś spodziewał się fajerwerków?

Sekcja z hidden objects jest o wiele przyjemniejsza na konsoli, bo gdy jesteśmy już zmęczeni ciągłym szukaniem przedmiotów, wystarczy polatać gałką po ekranie i klikać gdzie popadnie – tym sposobem taki poziom można przejść w kilka sekund. Fajna opcja dla leniuszków i dla tych, którzy lubią się ścigać i pobijać swoje rekordy. Zwłaszcza, że zabawy z ukrytymi obiektami jest sporo, więc z czasem staje się to irytujące. Ale czego ja chcę, przecież to HOPA.

Recenzja: Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki (PS4)

Wyspa Czaszki i moje ukochane hidden objects… Co to, do cholery, jest ankh?

Nie no, to powyższe to akurat wynik wyłącznie mojej ignorancji, ale literówek w polskiej lokalizacji kilka się pojawiło, co nie raz utrudnia znalezienie przedmiotów na planszy. Chyba że po prostu korzystacie ze wskazówek, to no problemo. Nadal nie ogarniam, czemu raz można ich używać do woli i przejść niemalże całą grę na podpowiedziach, a raz trzeba czekać pół dnia na załadowanie.

Ogólnie zagadki stoją na bardzo wysokim poziomie i dają dużo frajdy z rozwiązywania – wszystkie są bardzo logiczne i połączone ze sobą. Na rynku wciąż brakuje takich odprężających pozycji. Jeszcze lepiej jest grać z kimś, kto również przepada za grami z gatunku HOPA.

Recenzja: Koszmary z Głębin: Wyspa Czaszki (PS4)

Ale to głupie. Ratujesz córkę i marnujesz czas grając w mahjonga. Ponadto musisz przesunąć pojedyncze cygaro, żeby dostać się do drzwi. I jeszcze nie możesz podnieść zasłony. Co z ciebie za matka?


Od zera do bohatera

Czy Artifex Mundi skupi się na jednym, większym tytule zamiast ciągle wydawać podobne, bazujące na jednej podstawie? Byłoby świetnie, bo Wyspa Czaszki to całkiem duża produkcja i, jak wspominałam wcześniej, przez ogrom lokacji czasami wygląda na pełnoprawną przygodówkę, zapewniającą zabawę na sporo godzin.

Była to pierwsza gra Artifexu, po której skończeniu zrobiło mi się smutno i jakoś tak pusto na sercu, bo „co ja teraz będę robić wieczorami”. Wyspa Czaszki jest do tego produkcją idealną. Kładziecie się na kanapie, chrupiecie coś dobrego i jedną ręką klikacie po padzie.

Całe szczęście, jak w większości produkcji polskiego studia, po przejściu wątku głównego odblokowuje się dodatkowy epizod – po raz pierwszy miałam ochotę w niego zagrać, bo w przypadku takiego Enigmatis 3 pierwsze, co pomyślałam po uzyskaniu nowej części gry, to: „o Boże, to się jeszcze nie skończyło?

Jeśli zatem nigdy wcześniej nie mieliście do czynienia z (zasłużenie) najsławniejszym tytułem z serii Nightmares from the Deep, szybciutko kupujcie wersję na PS4. Jeśli graliście i Was nie zachwyciła, to poczekajcie na następną gierkę Artifexu – oczywiście na PS4. A jeśli graliście i lubicie, to jak najbardziej warto przejść jeszcze raz – tym razem koniecznie na PS4 🙂

7.4 Niezła

Punkt w górę za dobrze wykonany port. Na konsoli gra się o wiele lepiej niż na innych platformach.

  • Grafika 9
  • Audio 6
  • Grywalność 8
  • Cena/jakość 7
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.