Kiedy żądne zagłady maszyny zaatakowały Ziemię w Wojnie Światów, Ray Ferrier, grany przez Toma Cruise’a, do walki i ucieczki miał całą rzeszę wynalazków XXI wieku. Co by się jednak stało, gdyby taka inwazja miała miejsce w 1899 roku? Wtedy na ratunek przybyłby Vincent Cornelius Moore.

Postać wykreowana nie przez Stevena Spielberga, lecz Mariusza Szypurę, który w 2013 roku w Warszawie założył studio Telehorse. Bohater ten po raz pierwszy pojawił się w roku 2014 w grze Steampunker, która była wielokrotnie nagradzaną przygodówką point’n’click na telefony z systemami Android i iOS. W tym roku Vincent powraca w grze Steamburg, która jest małym arcydziełem.


Inwazja, która miała zakończyć się zagładą ludzkości

Jest rok 1899. Vincent Moore, wynalazca i pasjonat wszystkiego, co związane jest z elektrycznością, po wielu perypetiach przygotowuje się do ślubu ze swą ukochaną: Elizabeth Wells. Sielanka zostaje przerwana przez dziwne maszyny, które najeżdżają miasto Steamburg, gdzie toczy się akcja gry.

Kroczący wśród maszyn. Recenzja: Steamburg

Wyruszamy na ratunek

Roboty zostały zaprogramowane na eksterminację ludzkości. Nie niszczą budynków, ale gdy zobaczą człowieka, wiadomo już, że czeka go bardzo bolesna śmierć, jeśli da się złapać. Wrogowie bowiem wyposażeni są w miotacze ognia, których używają przeciwko żywym istotom.

Jako że przeciwnik znacznie przewyższa technologicznie ludzkość i zdaje się być odporny na rzemiosło militarne, nadzieja wydaje się stracona. Do czasu, ponieważ Vincentowi udaje się odkryć, że jeśli roboty podejdą zbyt blisko cewek Tesli, zostaną przez nie zniszczone. Tak zaczyna się przygoda wynalazcy, który zaczyna pomagać wojsku i przemierzać miasto w poszukiwaniu ukochanej.

Kroczący wśród maszyn. Recenzja: Steamburg

Jedna z lokacji pobocznych, w których odpoczniemy od walki z maszynami


Steampunk z prawdziwego indyka

Rozgrywka uległa zmianie względem poprzedniczki. Dalej utrzymana jest co prawda w steampunkowym klimacie, ale nie jest to już typowa przygodówka point’n’click, mimo że wciąż zawiera jej elementy. Tym razem otrzymaliśmy grę logiczną, w której zadaniem gracza jest opracowanie strategii na zniszczenie wszystkich przeciwników w danej lokacji. Fabuła nie jest tylko tłem. Jest przyjemna, prosta i przejście kolejnych poziomów nie jest pozbawione sensu.

W kwestii obrazu otrzymaliśmy trójwymiar w rzucie izometrycznym. Zmiany wyszły produkcji na dobre, a całość została zaprojektowana wręcz doskonale. Wchodząc do świata Steamburg po prostu czuje się klimat XIX wieku. Ubiory postaci, ówczesne wynalazki, stare telefony i budzący grozę przeciwnicy wyciskają wszystko, co najlepsze z nurtu steampunkowego.

Pod względem audiowizualnym nie ma się absolutnie do czego przyczepić. Grafika jest ładna, kolorowa, malownicza i zarazem mroczna. Utworów muzycznych nie ma co prawda dużo i próżno szukać wśród nich symfonii Beethovena, ale bardzo sprawnie uzupełniają otoczkę gry.

Kroczący wśród maszyn. Recenzja: Steamburg

Czy tu Bruce Wayne? Przydałby się jakiś superbohater


Uratować świat tym razem może tylko i wyłącznie sprawne myślenie

W Steamburg próżno jest szukać broni do rozgramiania kolejnych wrogów. Vincent co prawda posiada bomby elektryczne, ale służą one tylko jako wabik na wrogów. Moment, w którym bohater rzuca bombę i widzi, że wielka maszyna spokojnie przechodzi koło niego i kieruje się w stronę wabika, potrafi przynieść satysfakcję. Samo używanie bomb szczególnie w późniejszych etapach gry potrafi jednak napsuć krwi i być mocno frustrujące. Ich użycie polega na kliknięciu lewym przyciskiem myszy na bohatera i trzymając go należy wskazać miejsce rzutu. Zdarza się wyrzucić bombę przez przypadek, kiedy chce się zrobić tylko jeden krok. Dużo praktyczniejszym rozwiązaniem byłoby przechodzić do trybu rzutu na przykład wciskając prawy przycisk myszy.

Tytułowe miasto zostało podzielone na cztery dzielnice, w których mamy do odwiedzenia po osiem lokacji głównych oraz kilka pomieszczeń pobocznych z łamigłówkami do rozwiązania. Poziom trudności rozgrywki oczywiście stopniowo zaczyna wzrastać. Również na naszej drodze stają coraz to groźniejsze roboty. Początkowo mamy do czynienia z w miarę powolnymi maszynami, później pojawiają się szybsze, latające, a także reagujące na ruch bohatera. Te są najgroźniejsze, ponieważ nie interesują ich wabiki.

Kroczący wśród maszyn. Recenzja: Steamburg

Podczas zabawy czekają nas jeszcze takie oto mini łamigłówki

Z czasem pojawiają się też elementy, które utrudniają podejmowanie akcji. Przelatujący sterowiec, chmury, a w późniejszym etapie kosmiczny spodek, który potrafi spalić postać z każdego punktu na mapie, jeśli ta się porusza. Odnośnie chmur, często bywa tak, że nie tyle utrudniają rozgrywkę, co po prostu sztucznie wydłużają i denerwują, kiedy podchodzi się do poziomu po raz n-ty i za każdym razem trzeba czekać, aż znikną.

Żeby przejść grę na sto procent, należy w każdym poziomie zebrać po trzy zielone kule. Mnie do ich skompletowania zabrakło tylko pięciu, ale w ostatecznym rozrachunku nie udało mi się ustalić, do czego służyły.

Od czasu do czasu znajdujemy też listy, które uzupełniają historię. Aby je trochę urealistycznić, użyto czcionki, która przypomina pisma z przełomu XIX i XX wieku. Jest ona jednak strasznie nieczytelna i potrzeba naprawdę kilku podejść, żeby domyślić się, o co tak naprawdę chodzi.

Kroczący wśród maszyn. Recenzja: Steamburg

Większość listów wygląda właśnie tak. To z pewnością sprawka lekarza lub kury


Steamburg Cię potrzebuje

Jeśli jesteście fanami point’n’click, logicznego myślenia i rzutu izometrycznego, to z produkcją Telehorse powinniście się zapoznać. Znajdziecie tu przyjemną historię, mroczny steampunkowy klimat i wiele przyjemności z samej rozgrywki. Wszystko to okraszone piękną XIX-wieczną oprawą audiowizualną. Gra nie posiada wielu wad i jest jednym z najsmaczniejszych indyków tego roku.

Recenzja w oparciu o wersję na PC. Za dostarczenie kodu do gry dziękujemy firmie Telehorse oraz PR Outreach.

8.6 Świetna

PLUSY:
- Steampunkowy klimat
- Piękna oprawa audiowizualna
- Przyjemna fabuła
- Rodzaje wrogów do pokonania
- Stopniowo zwiększający się poziom trudności

MINUSY:
- Uciążliwe chmury
- Źle zaprojektowany sposób rzucania bomb
- Zielone kule, których znaczenie jest raczej symboliczne
- Czcionka użyta w listach

  • Grafika 9.5
  • Audio 8
  • Grywalność 8.5
  • Cena/Jakość 8
  • Ogólne wrażenia 9
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 5.1
Podziel się.

O autorze

Adrian Czech

Bardzo lubię ratować świat, dlatego jestem wielkim fanem wszelkiej maści RPG-ów (choć nigdy nie tknąłem serii The Elder Scrolls), Mass Effecta i twórczości Blizzarda, ale serie Grand Theft Auto i Max Payne również nie są mi obce. Od dziecka kibic Realu Madryt. Nadmiar czasu lubię spożytkować na podróżach, książkach, serialach i filmach. No i w ciemno łykam kolejne odcinki Dragon Balla oraz ekranizacje ze stajni Marvela.