Battlefield 1, czyli gra, w której czołg naszej ekipy jest… niemalże niezniszczalny. To tak à propos tego, o czym wspominałem wcześniej w związku z historycznością czy jakimkolwiek realizmem. Wiadomo, jest to fajne, jeśli chce się „pobawić”. Ale nie wtedy, gdy rzuci się krytyczne…albo po prostu realne spojrzenie na to, co się dzieje na naszym ekranie. Zapraszam na kolejny let’s play Battlefield 1.

Jestem w stanie zrozumieć wiele w tego typu grach. Nadzwyczajną zręczność, świetne wyszkolenie…ale człowieka, a nie wielkiego, ociężałego i zawodnego, jak cholera, czołgu. Samodzielne przejęcie ufortyfikowanej wioski, a potem jej obrona przed przeważającymi siłami wroga też wywołały we mnie mieszane uczucia, zależy z której strony na to patrzyłem.


Let’s play Battlefield 1! Kolejne wrażenia i emocje

Nie ukrywam, że są to już przemyślenia na zimno, bo, jak sami zauważycie, podczas nagrywania odcinka bawiłem się całkiem nieźle. Pominę jeszcze fakt, że Mark IV do najzwinniejszych nie należał, a po skałach, pagórkach i ruinach (oczywiście w naszej rozgrywce) poruszał się jak rącza sarenka. Ale dość już narzekania! Przejdźmy do czegoś milszego.

Były walki w kosmosie? No to w tył zwrot! Oceniamy let's play z Battlefield 1Klikajcie tu, coby nadrobić nasz let’s play z Battlefield 1

Na pewno wielkim plusem jest to, że twórcy w tak krótkim czasie potrafili sprawić, że w jakiś sposób przywiążemy się do naszych głównych bohaterów. Zaledwie… cztery misje i tyleż samo odcinków, a potrafiłem ich polubić, wkurzyć się na nich (pozdro, McManus), a potem ponownie obdarzyć sympatią. Do niektórych znowu nie mieliśmy za bardzo czasu się przywiązać (mechanik Finch i „gołębnik”, którego imienia zapomniałem). Dlatego też zakończenie tej kampanii wywołało u mnie emocje takie, jakie zobaczycie w trakcie odcinka, a jako że nie chcę spoilerować, to pozostaje mi jedynie Was serdecznie zaprosić do oglądania 😉


Zakończenie pierwszej kampanii

Jedno jest pewne – naprawdę miło spędziłem przy niej czas. Pomimo mieszanych odczuć te kilka misji wystarczyło, żebym Battlefielda 1 polubił, a samo zakończenie jest moim zdaniem genialne, aczkolwiek nieco smutne. Niedługo zabieram się za kolejne kampanie, które myślę, że poza kolejnymi smaczkami i absurdami tej gry, dadzą mi ogromną frajdę i przyjemność z jej przechodzenia.

Życzę Wam miłego oglądania!

Podziel się.

O autorze

Kamil „Sieciech” Lesiczko

Nietrafiony grafik, malarz figurkowy, hobbysta-rekonstruktor. Zwolennik broni białej, zapalony gracz komputerowy. Miłośnik krogan i Legionu Ciemności Algerotha. Wyznawca dobrej książki, strategii lub RPG-a. Wściekły pochłaniacz kawy, herbaty i bredni. Sympatyk gier z szafy i nabijania czasu na przechodniach w Carmageddonie.