Temat mediów społecznościowych jest jak najbardziej właściwy również nam – graczom. Bowiem w dzisiejszych czasach nie chodzi o to, że nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Po prostu stały się one naturalną częścią naszego istnienia, jak ongiś telefony stacjonarne, radioodbiorniki czy, drzewiej, sieci wodociągowe.

Niczym odkrywczym jest stwierdzenie, że postępowe rozwiązania produkują nowe problemy. Coraz częściej jednak autorzy tychże kłopotów umywają ręce pozostawiając użytkowników w stanie niełaski, wielokrotnie wpływając tym nie tylko na osoby postronne, ale również przedsiębiorców.

Błędy się zdarzają, szczególnie w rozbudowanych aplikacjach i, umówmy się, jest to oczywiste. Zazwyczaj jednak właściciel oprogramowania stara się je naprawić, czasem wcześniej, często później – na przyjęcie, zanalizowanie, przygotowanie i wdrożenie każdej poprawki składa się wiele czynników, w tym wiele ekonomicznych i organizacyjnych. Racjonalnym jest również, że w pierwszej kolejności dział pomocy reaguje na zgłoszenia użytkowników segmentu premium tudzież usług płatnych. No właśnie, reaguje, a gwoli ścisłości – jeśli reaguje. Kiedy ostatnim razem zdarzyło Wam się rozmawiać z żywym człowiekiem, ale takim naprawdę żywym i przejętym Waszym problemem (nawet jeśli to tylko socjotechniczna sztuczka)? Telekomy, banki i tym podobne instytucje się nie liczą. Mam na myśli Google, YouTube, Facebook, Twitter i tak dalej.

Media społecznościowe - spółki z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością

Gdyby to jeszcze były mało znaczące defekty. Ale w momencie, kiedy system odrzuca twoje żądanie bez wyraźnego powodu w chwili uruchamiania przez ciebie dużego przedsięwzięcia nie jest fajnie. Jeszcze mniej fajnie zaczyna być, kiedy to działanie jest przez kogoś rozliczane, a w grę wchodzi nie tylko opinia i pozycja na rynku, ale także duże zasoby. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce we wspomnianym serwisie z filmami, gdzie bez wyraźnej przyczyny zaczął wariować konkretny adres filmu – problemu z samym filmem nie było. Pomogło dopiero utworzenie nowego rekordu (czyli, de facto, wstawienie jeszcze raz tego samego filmu jako nowego). Możliwości kontaktu i wyjaśnienia sprawy? Zero.

Najgorzej sytuacja ma się z serwisem Facebook, który sypie błędami niczym magik kartami z rękawa, w dodatku iluzjonista ów jest również komikiem, a jego królik sam wyskakuje z kapelusza. Do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi na zgłoszenie, że link do sekcji mojej strony skopiowany z poziomu urządzenia mobilnego nie działa na desktopie i vice versa. Sytuacja utrzymuje się od przeszło pół roku. Nie pisałbym jednak tego wywodu, gdyby na tym się skończyło. Oj nie, Drodzy Czytelnicy, z gigantem społecznościowym zza Oceanu nie ma lekko. Wspomnianym królikiem okazała się być znana od dawna funkcja łączenia stron. Wytyczne, spisane przez samych twórców, są proste – musisz być właścicielem obu stron, muszą reprezentować ten sam biznes i mieć podobne nazwy. Przyjmijmy zatem, że mamy dwie strony, które w opisach mają te same informacje i właścicielem (oraz administratorem) jest ta sama osoba, strony mają nazwy: „Firma ABC” oraz „Firma ABC oddział Gdańsk”. Co na to Facebook przy próbie łączenia? Ano, genialny algorytm chwileczkę popracuje, po czym aplikacja wyświetli nam komunikat o sensownie brzmiącej treści: „Nie można połączyć tych stron, ponieważ ich nazwy nie są podobne”.

Facebook wprowadził nową usługę Facebook Business, która pod względem zarządzania swoją siecią usług wprowadza naprawdę wiele ułatwień i świetnych rozwiązań, dzięki którym obsługa złożonej architektury staje się o wiele prostsza. Tak jest w istocie, jednak tylko do momentu, gdy zależy nam tylko na redagowaniu stron (na przykład typu fanpage). Jeśli z jakiegoś powodu do twojej sieci należą również grupy, których twoje strony są także administratorami, zaczyna pojawiać się ogromny kłopot, gdy korzystasz z aplikacji mobilnej. Mianowicie – Menedżer Stron Facebook nie ma możliwości udostępniania postów bezpośrednio z poziomu strony na grupy. Stajesz więc przed wyborem: scentralizowane zarządzanie stronami, użytkownikami i kampaniami reklamowymi – albo zachowanie obecnego modelu biznesowego. Wypada w tym momencie zaznaczyć, że omawiana firma jest reklamodawcą w rozumieniu autorów serwisu i tym samym jego klientem według litery prawa. Zdziwiłby się jednak ten, kto pomyślałby, że klient ma bogatsze menu pomocy – bo tak nie jest.

Media społecznościowe - spółki z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością

Stara, ale nadal aktualna ilustracja najlepiej obrazuje dzisiejszy stan rzeczy. Źródło: rysunki.me (Piotr Świderek)

Wszystkie wymienione w tym tekście serwisy, a także wiele, wiele innych, prowadzą tę samą politykę kontaktu z użytkownikiem – statyczne strony pomocy; fora, na których zamiast pracowników wsparcia pomocy udzielają inni użytkownicy; przesłanie opinii. Przy czym najczęściej, brnąc przez spaghetti odnośników i patetycznych frazesów, dostaje się formularz przystosowany do wyrażenia swojego zdania o funkcjonowaniu usługi. Jeśli jednak człek cnót pełen, a zatem i cierpliwości oraz wytrwałości, w końcu dokopie się do czegoś, co chociaż trochę przypomina formularz zgłoszenia błędu – w odpowiedzi, o ile w ogóle ją otrzyma po miesiącu, znajdzie ten sam wyświechtany zlepek słów zapewniających, jak to właśnie on, drogi użytkownik, jest najważniejszy i cały sztab ludzi dba o jego satysfakcję. Jest to ordynarne kopiuj-wklej, bo jeśli nawet po drugiej stronie kabla znajduje się żywa istota – nawet nie czyta ze zrozumieniem i nie zagłębia się w temat.

Nie piszę tego po to, aby wylać swą żółć. Chcę uświadomić Was, do czego zmierza taka polityka i co będzie wynikiem jej uprawiania – całkowite wyzbycie się jakiejkolwiek obowiązkowości ze strony wielkiego biznesu i przejęcie praw nad jednostką. Ty nie będziesz mógł zrobić nic kreatywnego, za to z tobą koncern zrobi co zechce, na przykład po cichu włączy reklamę, której jeszcze nie zamierzałeś uruchamiać, byle tylko pobrać swoje należności z twojego konta i zrzec się odpowiedzialności. Bardzo ograniczonej odpowiedzialności.

P.S. Swoistą wisienką na torcie jest fakt, że mając dostęp do pokaźnej liczby grup i zgód ich administratorów, a najczęściej będąc ich twórcą, człowiek odpowiedzialny za udostępnianie treści dostaje bana na okres siedmiu dni, ponieważ „system wykrył, że jego sposób korzystania z serwisu przypomina spamowanie”.

Podziel się.

O autorze

Osman Waroński

Gram odkąd przestałem raczkować. Jestem samoukiem i lubię eksperymentować ze wszystkim. Nie trawię ignorancji, a nieśmiertelność spożytkowałbym na rozwój osobisty i przyswajanie całej wiedzy Wszechświata. Zawodowo zajmuję się programowaniem i doradztwem technicznym, w ramach pasji piszę i rozmawiam, czego efektem jest między innymi marka HELL Gaming, pod której szyldem organizuję turnieje, konkursy i inne wydarzenia e-sportowe i okołogrowe. Odkąd rozmawiam z komputerami Cthulhu to mój najmniejszy problem.