Rok 1991. Na system NES wychodzi rewelacyjna gra wyścigowa o nazwie Micro Machines. Zasady są proste – wsiadamy za kierownicę jednego z malutkich pojazdów i ścigamy się po zróżnicowanych torach. Bez żadnych trybów multiplayer. Beż żadnego Internetu. Po ponad ćwierć wieku miałem możliwość znowu zasiąść do małych autek. Dlaczego więc, zamiast ekscytacji, czuję się po prostu oszukany?

Codemasters, tworząc na początku lat 90. zeszłego stulecia grę, jaką jest Micro Machines, stworzyło dzieło wielkie. Nowatorskie podejście do tematyki wyścigów było trafem w dziesiątkę. W pierwszych Mikro Maszynach gracz przejmował kontrolę nad miniaturowym pojazdem, ścigając się ze sterowanymi przez AI oponentami po specjalnie stworzonych trasach. Z racji, że same autka były malutkie (a nie były to tylko samochody, ale i helikoptery, łodzie czy czołgi), to i tory wymagały odpowiedniej adaptacji. W ten oto sposób ścigaliśmy się po ogrodach, stole jadalnym z rozsypanymi płatkami czy w wannie pełnej gumowych kaczuszek i piany. Wszystko to w trybie solo, z ewentualnym dołączeniem do zabawy drugiego gracza w specjalnym trybie.

Po 26 latach Codemasters wraca ze swoim znakomitym tytułem na konsole PlayStation 4, Xbox One oraz komputery osobiste. I jakbym miał na początku podsumować tytuł, to bym powiedział, że nowa odsłona serii to przykład tego, że niektórych gier nie powinno się ruszać, a tym bardziej na siłę zmieniać trybu samej zabawy na sieciowy.


„Welcome to Micro Machines!”

Takim okrzykiem przywitał mnie speaker, kiedy logowałem się pierwszy raz (oraz każdy następny) do gry. Po krótkim wczytywaniu moim oczom ukazało się ładne menu, złożone z czterech pozycji i już ma tym etapie widać, na czym skupili się twórcy gry. Trzy z czterech trybów tyczą się tylko i wyłącznie rozgrywki online. Mamy tutaj tryb Specjalnego Eventu, zwykły tryb Szybkiej Gry, mecze rankingowe oraz tryb lokalny, w którym możemy pograć z czterema innymi znajomymi. Największy problem jest taki, że nowe Micro Machines nie posiada nawet zalążka kampanii dla jednego gracza, sprowadzając zabawę do zdobywania w sieciowych pojedynkach punktów doświadczenia, przekładających się na kolejne poziomy naszego profilu. Każdy kolejny poziom to nowa skrzynka z nagrodami, którymi są skórki i wokale do naszych autek (o tym za chwilę) oraz nic nieznaczące tytuły, które możemy sobie przypisać do naszego konta.

Mikro-powrót mikro-maszyn. Mikro-radość i mega-rozczarowanie

Autka są ciekawe, ale wiele nie różnią się od siebie

Zanim zacznę omawiać tryby, chwilę poświęcę samym autkom, gdyż bez nakreślenia ich mechaniki dalsze czytanie może lekko konfundować. Otóż gra daje nam do dyspozycji 12 autek – od samochodziku policyjnego przez śnieżny ratrak aż po pojazd pancerny typu czołg. Prócz osobnych charakterystyk, jak przyspieszenie, przyczepność czy prędkość, autka te posiadają również zestaw czterech broni, które wykorzystywane są tylko w określonych trybach rozgrywki. Arsenał jest specyficzny dla każdej maszyny, stąd wóz strażacki oblewa wszystkich lepką pianą gaśniczą i łomocze po karoserii toporem, a autko stróżów prawa strzela z shotguna i wzywa na pomoc policyjny helikopter. Dodatkowo każdą mikro-maszynę możemy spersonalizować, zakupując różne skórki czy wokale z krótkimi frazami, którymi raczymy wyprzedzanych oponentów.

Wróćmy jednak do samej rozgrywki. Na początku gracz ma do wyboru tylko tryb Szybkiej Gry oraz Specjalnego Eventu, o ile wstrzeliliśmy się w momencie jego pojawienia się na serwerze. Wydarzenia te są cykliczne i trwają określony czas, z krótkimi przerwami pomiędzy nimi. Zazwyczaj charakteryzują się specjalnymi funkcjami, ale nie różnią się niczym od standardowej rozgrywki. Pierwszym takim wydarzeniem w grze była rozgrywka w trybie Walki (o tym poniżej), gdzie po każdej śmierci losowało nam inny pojazd, którym kontynuowaliśmy grę. Niby jakaś zmiana, ale nic nadzwyczajnego.

Tryb Szybkiej Gry jest standardową opcją, jaką początkujący gracz może wybrać. Dzieli się on na trzy rodzaje zabawy – Walkę, Wyścig oraz Eliminacje. Pierwszy tryb to grupowe mecze w takich wariantach zabawy, jak „capture the flag” czy „king of the hill”. W tym trybie też samochodziki wykorzystują wspomniane kilka akapitów wcześniej bronie, którymi tłuką oponentów. Tryb Wyścigu to rozgrywka, którą najbardziej kojarzy się z tytułem. Ścigamy się w niej z kilkunastoma oponentami, którzy dobierani są przez serwer. Niestety, prócz wyboru autka, nie mamy wpływu na to, na jakiej planszy pojedziemy, gdyż ta dobierana jest losowo przez komputer.

Ostatnim trybem jest Eliminacja, która też fanom pierwszych Micro Machines jest dobrze znana. Polega ona na, jak nazwa wskazuje, eliminowaniu kolejnych oponentów czy to przez zepchnięcie w przepaść, czy po prostu odjechanie na odpowiednią odległość. Każdy taki wyczyn resetuje autka na planszy, a zwycięzcy (oraz innym uczestnikom, w zależności od tego, w którym momencie odpadli z wyścigu) dopisywane/odejmowane są punkty. Osoba, która pierwsza uzyska odpowiednią liczbę punktów, przedstawioną za pomocą specjalnego grafu, wygrywa mecz.

Mikro-powrót mikro-maszyn. Mikro-radość i mega-rozczarowanie

Ten z młotkiem to ja

Prócz wspominanej Szybkiej Gry oraz Specjalnego Eventu, gracz może wziąć udział w Meczach Rankingowych, gdzie system nie różni się niczym od trybu Szybkiej Gry (zdobywa się tylko punkty do kolejnych lig, które nic nie dają na dobrą sprawę, prócz lootboxów) oraz wspomnianej Rozgrywce Lokalnej, która świetnie nadaje się na kanapowe zmagania. Niestety liczba tras oraz ich nieszczególna złożoność sprawiają, że zabawa ze znajomymi w Micro Machines jest przednia tylko na kilka rundek. Z czasem gra zaczyna po prostu nużyć.


Mikro-społeczność i mega-chaos

Największą wadą tytułu, który jest nastawiony na rozgrywkę online, jest niewystarczająca liczba osób do wspólnej zabawy. W większości przypadków uczestnicy wyścigów, w których brałem udział, byli dopychani przez zawodników sterowanych przez AI. „Żywych” graczy w drużynie miałem około 2-3, co na liczbę nastu zawodników jest wynikiem raczej mizernym. Nie ma jednak tego złego, gdyż postacie sterowane przez AI to nikt inny, jak zawodnicy znani z pierwszej części z gry. Stąd na torze możemy spotkać Spidera w charakterystycznych okularach, blond-piękność Cherry czy luzaka Dave’a. Jest to na pewno miły smaczek dla fanów serii.

Mikro-powrót mikro-maszyn. Mikro-radość i mega-rozczarowanie

Granie online nie daje nic poza zbieraniem punktów

Problem sprawia także wspomniana wcześniej niewielka liczba tras. W grze dostępne jest 10 aren, których system nie jest zbyt trudny do zapamiętania. Dla porównania wersja na NES miała aż 20 torów… Już po jednym kółku gracz wie, gdzie jest dany skrót i kiedy pojawi się określony zakręt. Urozmaiceniem miał być system znajdziek, których zebranie daje graczowi określony rodzaj broni (młotek, strzelba lub bomba), którymi możemy opóźniać lub wręcz eliminować naszych oponentów. W praktyce wygląda to tak, że wykorzystanie broni rzadko powoduje przechylenie szali na naszą korzyść. Wszystkiemu winny jest chaos, jaki panuje podczas zmagań. Szczególnie mocno odczuwa się to w trybie wyścigów, gdzie pierwsze sekundy to jeden wielki zamęt. To właśnie wtedy zazwyczaj cały wyścig jest już rozstrzygnięty – ten, kto bardziej dzięki szczęściu niż umiejętnościom zdoła wysunąć się na prowadzenie, z reguły dojeżdża do mety na pierwszym miejscu.


Jest ładnie

Na plus należy na pewno zaliczyć oprawę audiowizualną. Grafika jest cukierkowa, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dodatkowo same plansze są pełne smaczków i detali, a ich różnorodność wykonania potrafi cieszyć oko. Nie można odmówić też twórcom fantazji w samym układzie aren, które są różnorodne pod względem środowiskowym i usiane charakterystycznymi dla danego miejsca szczególikami. Podobnie sprawa ma się z udźwiękowieniem gry, gdzie na czele wyróżnia się muzyka, która towarzyszy zarówno w menu gry, jak i podczas samych wyścigów. Ostre połączenie gitary elektrycznej z elementami muzyki elektronicznej dało bardzo fajny efekt, do którego nawet potupałem nóżką podczas czekania na dobranie mnie do kolejnego wyścigu. Lekko może irytować lektor, który bardziej przypomina mi z głosu pijanego Świętego Mikołaja niż profesjonalnego komentatora, ale to tylko moje subiektywne odczucie.


Mega-rozczarowanie

Akapit z podsumowaniem zacznę od tego, co wymieniłem na samym początku – jako fan serii czuję się po prostu zawiedziony, a wręcz lekko nabity w butelkę. Tytuł, który pamiętałem z lat dzieciństwa, został bezpardonowo posiekany i dostosowany do obecnie panujących trendów, gdzie zmagania kanapowe umierają powoli, a na ich miejsce pojawia się wszędobylski dopisek „online”. Powtórzę też, że Micro Machines to jedna z tych gier, których nie powinno się ruszać, a przynajmniej nie próbować zmieniać na siłę. Brak kampanii dla jednego gracza, niewielka liczba żywych graczy w trybach online oraz okrojona liczba, skądinąd, ładnych map spowodowały, że nie mam ochoty ocenić gry na lepiej niż średnią.

Mikro-powrót mikro-maszyn. Mikro-radość i mega-rozczarowanie

Niech ten czarny symbol na środku ekranu wizualizuje moje myśli o nowej odsłonie gry

Jeżeli jednak odrzucimy na bok sentymenty i spojrzymy na tytuł od Codemasters okiem gracza, który nie kojarzy czasów Pegasusa, Micro Machines okażą się niezłą i ładną grą, która jednak ciągle musi zebrać wokół siebie większą społeczność. Na obecną chwilę tytuł wygląda ciekawie, ale poza ładnymi piórkami nic więcej nie oferuje. Dorzucając do tego cenę w wysokości 100 zł na wersję PC, nie wróżę nowym Mikro Maszynom wielkiego sukcesu. Radzę Wam odpalić pierwszą wersję gry na jakimś emulatorze – będziecie się dużo lepiej bawić. Mega-szkoda.

6.0 Średniak

Plusy:
+ grafika
+ audio
+ bawi w krótkich sesjach
+ postacie AI z pierwszej wersji MM

Minusy:
- tryb online wrzucony na siłę
- brak kampanii dla jednego gracza
- brak ludzi do gry
- brak cennych nagród do wygrania w rankedach

  • grafika 8
  • audio 8
  • grywalność 5
  • cena/jakość 3
  • ogólne wrażenia 6
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.