Ola: Będę szczera. Nie uśmiechało mi się czytanie Sunstone, do którego nawiązałam w tytule. Tym bardziej nie uśmiechało mi się pisanie o nim. Byłam przekonana, że to jeden z tych nielicznych momentów, kiedy narzekam na swoją pracę. Dawno się tak miło nie rozczarowałam – ten komiks to czysta perfekcja, pokłony dla Waneko, że zdecydowało się go wydać.

Paweł: Nie powiem… a nie mówiłem.

O.: Wiem, Pawełku. A poza tym go jeszcze nie przeczytałeś w całości. Będę nad tobą stać, dopóki tego nie zrobisz.

P.: Mam nadzieję, że z pejczem. Ot, tak nawiązując do tematu!

O.: Tak. Ta sztuka pozornie przedstawia historię dwóch kobiet, które lubują się w BDSM. Nieźle, pomyśleli wszyscy napaleni faceci. Ale wiesz, co jest piękne? Sunstone to tak naprawdę cwany clickbait. Spodziewasz się dziesiątek scen lesbijskiego seksu, tymczasem dostajesz psychologiczną i niezwykle głęboką powieść o relacjach międzyludzkich, o miłości, o podejściu społeczeństwa do współżycia.

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

O tym cudeńku mowa!

P.: Hmm… Nie do końca się tutaj zgadzam. To nie temat jest clickbaitowy, ale nasze społeczeństwo zacofane. Bo tak naprawdę co złego jest w samym BDSM? Nagle do kin wchodzi Grey i wszystkie panie domu dostają wypieków. Sunstone w gruncie rzeczy pokazuje tematykę po prostu znacznie dojrzalej. Już pomijam fakt, że aby w ogóle taki rodzaj miłości uprawiać, musi po obu stronach być spore zaufanie. Ale w naszym kraju, podejrzewam, jeszcze wiele lat będzie to temat tabu i ogólnie: „O mój Boże, zboczeńcy i profani!”.

O.: Ja jestem zachwycona.

P.: Przerwę i powiem od razu, że ja również.

O.: Tym bardziej, że komiks swoje początki miał na DeviantArcie – po raz kolejny pokazano mi, że czai się tam masa niedocenionych artystów. Życzę sobie, żeby każdy tekst kultury w ten sposób przedstawiał związki i uczucia do drugiego człowieka. I o tym dziś chciałam z tobą porozmawiać – o błędach, jakie popełniają autorzy, gdy chcą pokazać miłość homoseksualną. Ale o tych pozytywnych aspektach także.

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

Jedną z głównych sił Sunstone są bardzo prawdziwe postacie

P.: Myślę, że autorzy często traktują ludzi jak idiotów i tematykę mocno uproszczają. Często też popadają w skrajności. Jeszcze nie tak dawno temu przedstawienie związku homoseksualnego w grach czy serialach było jawnym popełnieniem samobójstwa – bo przecież odbiorcy będą narzekać. A teraz? Idziemy w drugą stronę i niczym atomówką w Nagasaki (przepraszam za porównanie, ale jest celowe) media uderzają tematem z każdej strony. Temat był, jest i zawsze będzie i traktujmy go normalnie. Jeśli ludzie zaczynają się dusić, to coś jest nie tak. Nie tędy droga, by tematem ludzi przytłaczać. Często odnosi to odwrotny skutek. Ale ciii… przecież o tym głośno mówić nie można.

O.: To prawda, media nie potrafią po prostu znaleźć w tym złotego środka, a właśnie taki Sunstone jest cudownie piękny. Kupuje nie tylko warstwą merytoryczną (te dialogi!), ale też rysunkami o konkretnej, erotycznej (można tak to ująć?) kolorystyce. Z dominującymi akcentami czerwieni. Niesamowicie gra mimiką twarzy; czasami widzimy postać uwodzicielską, zapierającą dech w piersiach, innym razem, wciąż tę samą postać, niekoniecznie ładną. Podczas czytania wyłapiesz takie niuanse. Można by powiedzieć – niedbałość twórcy, a tak naprawdę niezwykła gra między obrazem a emocjami. Jestem w szoku, jak doskonale można połączyć rysunki, którym nie potrzeba słów, z absolutnie perfekcyjną narracją, która wchodzi do twojej duszy i odkrywa każdą twoją tajemnicę.

P.: Czyli tak naprawdę jak w życiu? Też nie zawsze jesteśmy piękni i doskonali.

O.: Dość o Sunstone, bo się nakręcam, a i tak żadnymi słowami nie opiszę tego, co w tym komiksie udało się osiągnąć. To trzeba po prostu zobaczyć.

P.: Zgadzam się. Komiks jest niezwykły pod każdym względem, ale nie raz już spotkałem się z opiniami, że bazuje jedynie na „brutalnym seksie”. W moich oczach jest to opinia strasznie krzywdząca. Swoją drogą… nakręcanie się to nic złego. To jak z trailerami gier, ludzie lamentują: „Ojej, ale się nakręciłem, a tu taka kupa” – po to są robione trailery. Tym bardziej komiks „o seksie”.

O.: Ale zostańmy przy Waneko. Jedną z mang, którą od nich dostałam, było Sweet Guilty Love Bites. Jednotomówka, opowiadająca historie różnych kobiet pracujących jako hostessy w jednej placówce. To było dziwne… Same opowiastki całkiem przyjemne, choć naiwne, ale realia mnie zaskoczyły – w klubie wszystkie kobiety były lesbijkami. Może spojrzysz na to szerzej niż ja, ale mnie zawsze fascynowało podejście Japończyków do tematyki yaoi / yuri. Dlaczego zawsze w jednym miejscu jest takie zbiorowisko homoseksualistów?

P.: To akurat nie jest niczym niezwykłym i nie jest domeną tylko Japończyków. Każdy z nas chce się czuć komfortowo i szuka akceptacji. Bez piętnowania, bez wytykania palcami. Bezpieczeństwo i poczucie „własnego ja” to podstawa. W idealnym świecie wszyscy bawiliby się i spędzali czas razem. Ale nie żyjemy w idealnym świecie. Zwróć uwagę, że nie bez kozery istnieją wszelkiej maści kluby dla osób homoseksualnych. To naturalne. Raz, że jest znacznie większa szansa poznania kogoś o takiej samej orientacji, a przecież każdy z nas poszukuje szczęścia. Dwa, dana osoba może bez ukrywania się być sobą. Zresztą z tym ukrywaniem się to jest paranoja, nikt nie powinien się ukrywać. Ale ludzie potrafią być dla siebie wredni.

O.: Dobrze to ująłeś. Dobra, czas wyjść z szafy, jako małolata naoglądałam się anime o tematyce shounen ai i yaoi (to te kreskówki skupiające się na miłości między chłopcami; niech rzuci kamieniem ta, która nigdy nie próbowała). Zauważyłam, że zawsze, ale to zawsze w takiej historii dziewięćdziesiąt procent postaci jest homoseksualnych.

P.: Może z chłopcami nie próbowałem, ale myślę, że każdy (no, prawie każdy, by nie generalizować) facet chociaż raz oglądał porno z lesbijkami i miał takie fantazje. Jak dla mnie to nie tyle wychodzenie z szafy, co zwyczajne stwierdzenie faktu. Życie jest za krótkie, by udawać.

O.: Tak, ale wiesz, między porno o animacjami jest różnica. Te drugie to przecież „chińskie bajki”.

P.: Za każdym razem, gdy jakiś znawca mówi na anime „chińska bajka”, umiera mała panda. Pseudo znawców jest coraz więcej, a pand coraz mniej… o czymś to świadczy.

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

Pierwszy oficjalny ślub gejów w komiksie superbohaterskim

O.: Co najzabawniejsze, wracając do dziewięćdziesięciu procent postaci homoseksualnych, jest to całkowicie normalne! W sensie, nie odczuwasz kompletnie, że jest tam coś nie tak. Gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl, że hej, trochę to niemożliwe, ale jednak przedstawione w tak naturalny sposób, że po prostu takie „uniwersum” przyjmujesz. Wiesz, dlaczego? Bo Japończycy skupiają się nie tyle na fizyczności, co bardziej na sferze psychicznej. Traktują gejów i lesbijki normalnie, nie szczególnie. Nie robią z tego halo.

P.: Tak. Bo to powinno być naturalne i normalne. Właśnie o tym mówię, obecnie nie jest. Jesteśmy zarzucani tematem w nachalny sposób, a spróbuj tylko coś powiedzieć. Bo to raz zostałem nazwany homofobem tylko dlatego, że nie podobał mi się sposób, w jaki temat został przedstawiony? Nie dajmy się zwariować! Nie tak dawno w ogrywanej przeze mnie grze jedna z postaci była gejem i żyła w świecie, który nie tolerował homoseksualizmu. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy twórcy nie próbowali ani przez moment udawać i podeszli do tematu dorośle.

Otóż nawet główny bohater, który siłą rzeczy dorastał w takich, a nie innych przekonaniach, gdy dowiedział się o orientacji przyjaciela, był… w szoku. Delikatnie mówiąc. Miał chwilę słabości, ba, nawet nabrał dystansu. I wiesz co? To zupełnie normalne! Nie róbmy też z tego szopki w drugą stronę i nie piętnujmy hetero tylko dlatego, że czegoś nie znają i czasem nie rozumieją. Wracając… finalnie nasz bohater bronił przyjaciela jako człowieka, istoty, nie patrzył na niego pod kątem płci czy orientacji. Tak właśnie powinno być, to nie jest trudne i naprawdę nie trzeba na każdym kroku podkreślać swojej inności czy wyjątkowości. Zamiast krzyczeć i biegać po ulicy, może warto rozmawiać? Jasne, że czasem to nie odnosi skutku od razu, ale wychodzę z założenia, że nawet wówczas trzeba próbować. Oczywiście, że problem nietolerancji występuje, nikt nie próbuje tego zamieść pod dywan, ale jest spora różnica między przekrzykiwaniem się a prowadzeniem dialogu. I tak, wiem, że pewnie za te słowa mi się srogo dostanie, ale tolerancja powinna działać w obie strony. Obecnie coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie działa.

O.: Z drugiej strony wiemy przecież, że w życiu tak kolorowo to nie wygląda. Masquerada właśnie, ten indyk, którego ostatnio ograłeś, odchodzi od światów pełnych akceptacji i tolerancji. Twoje opowieści o nim zachwyciły mnie prawie tak bardzo jak Sunstone. W świecie gry homoseksualiści byli cokolwiek niepożądani, usuwani w niehumanitarny sposób. I niesamowite jest to, o czym mówisz – gdy jeden z członków drużyny okazał się gejem, główny bohater wcale go nie obronił. Powiedział, że jest zaskoczony i musi to przemyśleć w ciszy – całe życie wychowywany był w negatywnych poglądach na temat homoseksualistów. Później oczywiście stanął po jego stronie, ale nie dlatego, że to mniejszość, o którą należy walczyć, tylko dlatego, że cenił go jako człowieka.

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

Aktualizacja, wprowadzająca romans męskiego Rydera z Jaalem, wywołała nie lada zamieszanie

P.: Zgadza się. Nie odnosisz wrażenia, że czasem ten świat tolerancji i akceptacji jest tak bardzo naciągany, że za moment pęknie niczym mydlana bańka? Za moment ktoś mi coś zarzuci, więc powiem wprost. Tolerancja jest jak najbardziej ważna, ba, stanowi podstawę. Ale zrozumienie poglądów musi płynąć po obu stronach. Bardzo łatwo rzuca się tekstem: „No tak, powiedział biały, heteroseksualny, zdrowy mężczyzna w sile wieku” – bzdura. Ponownie, to nie ma nic do rzeczy. Równie dobrze rasistowski może okazać się „czarnuch”, jak i „białas”. Problem polega na tym, że gdy biały mężczyzna użyje tego nietaktownego określenia, jest uznany za rasistę, a gdy mówi to ciemnoskóra osoba, uchodzi jej to płazem. Jeśli to nie jest paranoją, to ja naprawdę już nie wiem, co nią jest.

Nie mam nic do tego, że jakaś postać jest gejem czy lesbijką, jest wiele postaci homoseksualnych, które bardzo cenię. By nie szukać daleko i pozostać w temacie, chociażby Subaru Sumeragi z Tokyo Babylon czy wersja Colossusa z Ultimate X-Men. Cenię też wielu aktorów i aktorki i tak, sam mam wśród znajomych osoby odmiennej orientacji. Wszystkich uwielbiam! Co z tego? Przeszkadza mi, gdy coś jest nieprzemyślane, jak w przypadku dodania w łatce homoseksualnego związku Jaala (Mass Effect: Andromeda) tylko dlatego, by przypodobać się środowisku LBGT. Mam nadzieję, że różnica jest naprawdę widoczna.

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

To była wspaniała i niewinna więź

O.: Odnoszę takie wrażenie, tym bardziej paradoksalne jest, że naprawdę lubię te japońskie homoseksualne światy. Różnica jest wbrew pozorom bardzo widoczna – Sweet Guilty Love Bites ma coś na celu i jest kierowane do konkretnego odbiorcy, Jaal z Andromedy był zaledwie chwytem marketingowym.

P.: Ale chwytem, który idealnie wpasowuje się w obecne trendy politycznej poprawności.

O.: Najczęściej brakuje mi w filmach, książkach, grach czy komiksach walki o drugą osobę, nie o to, co robi w łóżku. Zacząć należy jednak od tego, że najczęściej nie ma o kogo walczyć, bo jedyne, co dana postać reprezentuje, to homoseksualizm. W tym momencie biłabym do BioWare. Gil z Andromedy, Cortez z Mass Effect 3 – nie mogę powiedzieć o nich nic poza ich orientacją. Wyjątkiem jest Dorian z Inkwizycji, nawet grałam facetem, żeby go sobie „zaliczyć”. Tak sobie często myślę, że Inkwizycja miała ogólnie jedne z najlepiej napisanych postaci w historii BioWare’u. Ale wracając do Gila i Corteza – odbieram ich na zasadzie: „Hej, jestem gejem, a poza tym nazywam się Gil”.

P.: BioWare w ogóle w tej sferze jedzie po bandzie. Też odnoszę podobne wrażenie. O ile taki Dorian był napisany wspaniale i uważam, że był jednym z najlepszych bohaterów w Inkwizycji, o tyle często ich postaci, jak słusznie zauważyłaś, nie mają nic poza orientacją do zaoferowania. Nic tak nie wkurza, jak zmienianie na siłę postaci. Wspomniany Jaal to tylko jeden z przykładów. Kaidan, który przez całą jedynkę opowiada o swojej miłości do dziewczyny, nagle w „trójce” łapie męskiego Sheparda za dłoń i wyznaje mu miłość. Pytam się, jakim cudem? Totalnie bezsensowny, zrobiony pod publikę motyw – napisał biały, heteroseksualny mężczyzna w sile wieku.

O.: To smutne. Czy mi ta wiedza jest potrzebna? Mój ulubiony argument – czy ja przedstawiając się komukolwiek ogłaszam na wstępie, że jestem hetero? A już najbardziej irytuje mnie, gdy idę po ulicy (w grze, rzecz jasna), spotykam NPC-a i na wstępie dowiaduję się, jakiej jest orientacji, albo że ma problemy z tożsamością płciową. Ludzie tak nie robią!

Dwie kobiety i BDSM, czyli jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze

Specjalnie dla Doriana przechodziliśmy Inkwizycję męską postacią

P.: W punkt.

O.: To były luźne i szczere przemyślenia dwójki ludzi, prosimy bez bójek w komentarzach – odbierajcie nasze słowa na spokojnie, nawet jeśli są ostre. Tak naprawdę wszystkich kochamy.

P.: Nieprawda. Nie kochamy złych ludzi i komarów… Ale na poważnie, ja tam lubię dyskusję – nawet burzliwą.

O.: Podsumowując też krótko te wszystkie chaotyczne myśli, nie bez powodu tekst zatytułowaliśmy „jak perfekcyjnie przedstawić miłość w popkulturze”, a nie „jak przedstawić homoseksualizm”. Miłości nie powinniśmy rozgraniczać na płeć – właśnie dlatego tak bardzo irytuje nas podejście współczesnych mediów do tej tematyki. Dlaczego jesteśmy zalewani tak płytkimi bohaterami, którzy potrafią tylko wykrzykiwać, jakiej są orientacji? Dlaczego wciąż homoseksualizm jest przedstawiany szczególnie, skoro powinien być traktowany normalnie?

To wszystko po części nasza wina. Bo w 2017 roku nadal nie potrafimy dać po prostu drugiemu człowiekowi żyć.

P.S. Kupcie Sunstone, serio, warto.

P.: P.P.S. I nie czytajcie Greya!

Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.