Wielu graczy przykłada sporą wagę do oprawy dźwiękowej gry. Mogą się na nią składać takie elementy, jak odgłosy otoczenia, głosy podkładane przez aktorów czy też muzyczna ścieżka dźwiękowa. W tym artykule poruszę kwestię tego ostatniego, który dla mnie często odgrywa szczególną rolę.

Nie stworzyłem jednak rankingu moich ulubionych soundtracków: na tapetę postanowiłem wziąć momenty w grach, które połączone z konkretnym kawałkiem tworzą świetną – niekiedy nawet epicką – całość. Starałem się również uwzględnić te piosenki, które nie zostały skomponowane na potrzeby gry, aby podkreślić umiejętność twórców do ich użycia w odpowiedni sposób i w odpowiednim momencie. A więc jeżeli i Ty przykładasz wagę do tej kwestii w wirtualnej rozgrywce, to zapraszam serdecznie do zapoznania się z tym, co przygotowałem. Z góry uprzedzam również, że mogą znaleźć się tutaj śladowe ilości spoilerów.


Borderlands i Cage the Elephant

Początek gry, odpala się intro i.. wszystko staje się jasne. Borderlands od samego początku zapowiada się jako gra szalona i taką faktycznie jest – z szaloną (choć prostą) fabułą, szalonymi postaciami i szalenie przyjemnym gameplayem. We wprowadzeniu graczy do klimatu tego tytułu niewątpliwie pomaga muzyka, która leci w tle, a mianowicie kawałek Cage the Elephant ze swoim „Ain’t No Rest for the Wicked”. Każdy fan gry z pewnością zna już ten track i przesłuchał go niejeden raz… przynajmniej ja tak zrobiłem. Bo to właśnie dzięki niemu intro aż chce się oglądać i na pewno jest jednym z ciekawszych w świecie komputerowej rozrywki.


Alan Wake i Kasabian

Club Foot” to kawałek, który znalazł swoje miejsce w niejednej grze. Sam słyszałem go w takich produkcjach, jak Pro Evolution Soccer 5, FIFA 13, Juiced, a lista ta jest zdecydowanie jeszcze dłuższa, bo słyszeli go z pewnością ci, którzy mieli styczność z Tony Hawk’s Project 8, SingStar Rocks! czy też Midnight Club 3. Znany może być też z telewizji, gdzie również pojawił się nie raz i nie dwa. Co tu dużo mówić – nie ma w tym nic dziwnego, bo o ile sam niespecjalnie lubię gatunek indie rock, o tyle akurat twórczość Kasabiana jest świetna i wpada w ucho.

A samo „Club Foot” jest po prostu palce lizać – gdy usłyszałem ten kawałek, od razu się w nim zakochałem. Podobne odczucia musiało mieć Remedy, ponieważ postanowiło go umieścić w dodatku do Alana Wake’a – American Nightmare mianowicie. Pamiętasz moment z pierwszego aktu, w którym Alan, by odtworzyć wydarzenia ze swojej własnej twórczości, potrzebuje trzech przedmiotów? Jednym z nich jest płyta Kasabiana. W momencie, w którym wszystko znajduje się na swoim miejscu (płyta oczywiście w odtwarzaczu), muzyka zaczyna lecieć, z nieba spada meteor i niszczy wieżę satelity. Moment uderzenia, połączony z odpowiednim fragmentem piosenki, daje niesamowite combo, które zapadło mi w pamięć. To nie jest również ostatni raz, gdy w tej grze styczność mamy z twórczością Kasabiana, ale nie będę nic zdradzał bez potrzeby.


Saint’s Row: The Third i Bonnie Tyler

Wiadomo, że Saint’s Row to raczej seria tego typu, której nie można brać zupełnie na poważnie. Przykład pierwszy z brzegu – jak można w grze o gangsterach umieścić kawałek „Holding Out for a Hero”? Wygląda jednak na to, że… można. I to w genialny sposób. Studio Volition skorzystało z takiego pomysłu i wypadło to naprawdę świetnie. Fragment gry, o którym mowa, to finał. Nie będę pisał, jaki jest koniec opowiadanej historii, żeby jednak nie umieszczać aż tak wielkich spojlerów – powiedzieć można tylko, że kawałek Bonnie Tyler idealnie wpasowuje się w konwencje i tło fabularne finału tego tytułu. Do tego zabijanie przeciwników (szczególnie w tak szalony sposób, jak w tej grze) do takich rytmów to naprawdę kawał świetnej zabawy. Filmik poniżej oglądasz jednak na własną odpowiedzialność i jeżeli chcesz uniknąć poważnych spojlerów – lepiej omiń ten element tekstu.


Far Cry 3: Blood Dragon i Little Richard

Lot helikopterem i grająca w tle solidna dawka rock’n’rolla w postaci kawałka o tytule „Long Tall Sally”. Fani filmu „Predator” z pewnością kojarzą taką scenę. Jednak nie będę pisał o tym jakże kultowym już filmie, ale o… dodatku do Far Cry 3, zatytułowanym Blood Dragon. Gra, która garściami czerpała z różnych klasyków kina i w której znalazło się wiele odniesień do tych dzieł. Początkowa scena również jest nawiązaniem – właśnie do wyżej wspomnianej produkcji Johna McTiernana.

Bohater gry – Rex Colt – przybywa na wyspę, na której ma do wykonania swoją misję. Oczywiście na miejsce przeznaczenia leci śmigłowcem, żywo przypominającym znanego Black Hawka, a w momencie, w którym zasiąść musi do działka pokładowego, zaczyna lecieć piosenka Little Richarda. Trzeba przyznać, że daje to Blood Dragonowi mocne uderzenie już na sam początek przygody z tym tytułem i terror siany minigunem jest w połączeniu z tą muzyką czystą przyjemnością.


Call of Duty: Black Ops i The Rolling Stones

Rocka z okresu wojny w Wietnamie bardzo sobie cenię, o czym przekonasz się jeszcze później w tym tekście. Niestety, jako fan wojennych gier (i filmów) nie mogę powiedzieć, aby powstała jeszcze jakaś bezbłędna gra, która poruszałaby tematykę konfliktu. No, przynajmniej fabularna, bo akurat złego słowa o Bad Company 2: Vietnam nie powiem. Aczkolwiek wciąż czekam, czekam i doczekać się nie mogę. W zeszłym już roku sięgnąłem w końcu po pierwszego Black Opsa, z nadzieją, że Treyarch zapewni mi fajną historię powiązaną z tym konfliktem. Tak się niestety nie stało – klimat całkowicie psuło umieszczanie takich bzdur, jak kolimatory w latach 70. czy uzbrojenie, które w tamtych czasach nie było nawet w fazie prototypowej, natomiast epizod w Wietnamie tak szybko się zaczyna, jak się kończy – bo Wietnam w tym Call of Duty to tylko epizod.

Jednak jest pewna misja, której fragment tworzy bardzo przyjemny klimat – w etapie „Crash Site” kierujemy łódką, nad nami latają helikoptery, wszędzie roi się od żołnierzy, a wokół panuje wszechobecny chaos. Na dodatek wszystko to posypane kawałkiem „Sympathy for the Devil”. Jest to chyba najlepszy moment tego tytułu. Aż szkoda, że jedyny… To nic, że akcja dzieje się nie w samym Wietnamie, ale na jego granicy z Laosem. To nic, że zamiast płynąć samotnie, wszędzie było pełno naszych sojuszników. Ja czułem się trochę jak Kapitan Willard z Czasu Apokalipsy i tego nikt mi nie zabierze.


Grand Theft Auto: San Andreas i stacja Radio X

Do gangsta klimatu GTA: San Andreas najlepiej wpasowuje się Radio Los Santos, gdzie przecież usłyszeć można prawdziwe klasyki rapu. Można by pomyśleć, że ta stacja i Playback FM najlepiej pasują do konwencji gry. Błąd. Najbardziej epickie momenty pod względem muzycznym przeżywałem w momencie, w którym CJ – zmuszony opuścić Los Santos – trafia na przedmieścia. Dosłownie przeżyłem szok, gdy wsiadłem na pierwszego Freewaya i włączyłem Radio X. Naprawdę, kilka lat temu, gdy pierwszy raz przejeżdżałem w ten sposób po dwupasmówkach Red County, czułem się jak prawdziwy posiadacz Harleya. Jak prawdziwy Easy Rider. I wszystko za sprawą takich kawałków, jak „Mother”, „Killing in the Name”, „Welcome to the Jungle” czy „Personal Jesus”. GTA: San Andreas to dla mnie po dziś dzień jeden z najlepszych soundtracków i na jego świetność z pewnością składa się Radio X. Przy okazji chciałem z tego miejsca pozdrowić Łukasza, który zainspirował mnie, by umieścić ten punkt w rankingu. RATM i motor ponad wszystko!


Far Cry 3 i Skrillex & Damian Marley

Ścieżka dźwiękowa z trzeciego Far Cry utrzymana jest w głównej mierze w dubstepowych klimatach. Większość soundtracku to muzyka skomponowana specjalnie na potrzeby produkcji, jednak są w niej dwa fragmenty, w których pojawiają się kawałki znane nie tylko z gry. Tym, który jednak najbardziej zapada w pamięć, jest znane już pewnie wielu osobom spalanie pola, na którym uprawiana jest marihuana.

Pamiętny stał się głównie dlatego, że w tle leciał naprawdę świetnie dopasowany numer, który powstał w efekcie kolaboracji syna Boba Marleya – Damiana – oraz Skrillexa, którego albo można kochać, albo nienawidzić. Tutaj akurat zostało to idealnie wkomponowane w grę i efekt jest przez wielu uznawany za świetny – przynajmniej do mnie docierały głównie takie głosy. Wszystko wychodzi z prostej matematyki – jak połączyć dubstepowy klimat soundtracku z misją, w której gracz bierze udział w niszczeniu uprawy Mary Jane? A więc reggae plus dubstep? Czyli aktualni wykonawcy, którzy są na topie w tych dwóch gatunkach: Damian Marley i Skrillex? A więc, proszę państwa, oto „Make It Bun Dem”. P.S. Komentarz Jasona z 39 sekundy poniższego filmiku mówi wszystko na ten temat.


Vietcong i The Stooges

Wracamy jeszcze na momencik do Wietnamu. Tym razem Vietcong, czyli produkcja skupiona na tym konflikcie. Trzeba przyznać, że obok pierwszego Shellshocka jest to moja druga ulubiona produkcja o tej tematyce. Obydwa tytuły to niestety jednak tylko niezłe średniaki, aczkolwiek nie w kwestii muzycznej. Lekką przewagę ma właśnie gra studia Pterodon, ponieważ pojawia się w niej fragment, gdzie użyty zostaje – moim zdaniem – jeden z najlepszych kawałków rockowych lat 70. Mianowice „I Wanna Be Your Dog” w wykonaniu kapeli Iggy’ego Popa, czyli The Stooges.

Sam fragment, który w połączeniu z tą piosenką daje iście filmowy efekt, to wprowadzenie do jednej z misji. Nasza ekipa jest w trakcie ewakuowania się Hueyem. I pierwsze ujęcie, gdzie na tle zachodzącego słońca i wietnamskiej dżungli leci 5 śmigłowców… Niezapomniany i przepiękny widok.


Mass Effect i Faunts

Często w momencie, kiedy przychodzi czas na napisy końcowe, większość śmiało omija ten fragment. Umówmy się, ilu graczy tak naprawdę interesuje cała ekipa, która brała udział przy tworzeniu gry? Jestem pewny, że ta liczba jest niewielka. Inna sytuacja miała jednak miejsce przy okazji pierwszego Mass Effecta. Po zakończeniu gry, kiedy Normandia odlatuje w siną dal kosmosu i na ekran wskakują napisy końcowe, pojawia się piosenka „M4 (Part II)” w wykonaniu zespołu Faunts. W tym momencie moja szczęka zwyczajnie uderzyła o podłogę – i to bynajmniej nie moją, ale sąsiadów mieszkających pode mną. Ta piosenka połączona ze świetnym zakończeniem daje efekt, który jest najzwyklej w świecie NIE-SA-MO-WI-TY. Jest to chwila, w której przemyśleć możemy wszystko, co zobaczyliśmy w tym tytule na ekranie. Właśnie dlatego chyba pierwszy raz w swoim życiu oglądałem napisy końcowe od początku do końca – byle tylko ta epicka chwila trwała jak najdłużej. BioWare próbowało powtórzyć tę kombinację przy okazji trzeciej części gry, ale nie było już takiego efektu, jak wcześniej.


Red Dead Redemption i Jose Gonzalez

Swoją pierwszą konsolę mam od niedawna – jest to już konsola poprzedniej generacji (PlayStation 3), ale nie pożałowałem, ani trochę. Nie będę pisał, jak cudowną grą jest dla mnie Red Dead Redemption, bo od tego są recenzje. Skupię się na chyba najbardziej epickim, zapadającym w pamięć i doskonale dopasowanym kawałku, który po raz pierwszy odpalony przez skrypt w grze dosłownie zwalił mnie z nóg. Aż sam pluję sobie w twarz, że coś takiego mogło mnie ominąć przez zwlekanie z kupnem konsoli. O którym fragmencie mowa? A więc jest to moment, w którym John Marston trafia ostatecznie do Meksyku – z dala od swojej zagrożonej rodziny, z dala od swojego kraju, praktycznie bez żadnych kontaktów i znajomości. Właśnie wtedy lecieć zaczyna „Far Away” w wykonaniu Jose Gonzaleza.

I wtedy nastąpił dla mnie prawdziwy szok – nie mogłem się nadziwić, że można praktycznie na samej gitarze stworzyć tak klimatyczny i tak perfekcyjny kawałek, w którym tak naprawdę niczego nie brakuje. Na dodatek buduje on tak niepowtarzalny klimat, w którym razem z Johnem czujesz się jak swojego rodzaju wyrzutek w obcym kraju. Specjalnie zwolniłem tempo i spokojnie, jadąc na koniu, starałem się jak najdłużej przeżywać tę chwilę. A kiedy muzyka w końcu się skończyła, a ja skończyłem grać w RDR, skierowałem się prosto na YouTube, by odnaleźć ten kawałek i posłuchać go. Kilkanaście razy. Słucham go do dziś i ciągle. Na wspomnienie tego, co przeżyłem w tytule Rockstara, przechodzą mnie ciarki. Nie wiem, czy ktokolwiek i jakąkolwiek grą będzie w stanie pobić ten wynik. To się jednak jeszcze okaże.

Podziel się.