Gry wideo, znak naszych czasów, są naprawdę wartościowym narzędziem, ponieważ oprócz dostarczania rozrywki mogą na przykład pomagać tworzyć relacje oraz interakcje między ludźmi. Część z tych gier pozwala na niezobowiązujący udział w sesjach wymagających dosłownie chwili, część angażuje użytkownika do tego stopnia, że wręcz pochłania, zaś niektóre potrafią napsuć człowiekowi nerwów. W tej sytuacji z pomocą przychodzą sprawdzone rozwiązania.

Wyobraź sobie, że siedzisz w swoim ulubionym pokoju, w tle delikatnie sączy się klimatyczna muzyka, w ręku trzymasz swój ulubiony napój. Jesteś maksymalnie odprężony. Przed oczami masz świat swoich fantazji i bez wysiłku woli w dowolnej chwili możesz się stać, na przemian, swoim najlepszym bohaterem i sobą. Przeżywasz emocjonujące przygody, podczas gdy obrazki nie zmieniają się zbyt często. Wtem słyszysz ludzi, prawdziwych ludzi, w takim samym stanie co Ty, właśnie deliberujecie nad preferencjami w kwestii kierunków podróży, ktoś nagle krzyczy: „pięć!” i okazuje się, że w lochach nie ma więcej miejsca na nowe ulepszenia, a żetony jakoś należy spożytkować. Rozrywka prawie zawsze z przymrużeniem oka, praktycznie oprócz momentów, kiedy trzeba coś zaimprowizować i przez chwilę się skupić. A później klasyczny:

Najlepsze planszówki na podstawie gier wideo i nie tylko

FACEPALM

Paleta tego typu gier jest ogromna. Znajdziecie więc pozycje na samotne wieczory, długie dżdżyste poranki, tytuły logiczne, strategiczne, bitewne figurkowe i karciane, kolekcjonerskie, a nawet zręcznościowe. Wszystko to oczywiście zależnie od preferencji gracza, podobnie jak w przypadku gier wideo. Postarałem się zebrać ciekawsze alternatywy uwzględniając mechanikę, oprawę i podobieństwo. Niemniej ważna jest dla mnie nowoczesność i elastyczność, także w rozumieniu samych zasad gry, aby można ją było dopasować lub rozbudować w mniejszym czy większym stopniu. Na uwadze miałem również osoby, które nie znają danego uniwersum – więc nie tylko jako zamienniki – tytuły te polecić można każdemu w ramach odmiany, aby odpocząć od światła ekranu, wyciszyć się lub przeciwnie: na imprezę, na przerwę, do kawy.


Najciekawsze multi bez prądu

Muszą to być pozycje odpowiednio rozbudowane, immersyjne i nadające się dla większej liczby uczestników. Takich oczywiście nie brakuje, choćby Warcraft w wersji bez prądu. Część graczy zapewne zna bardzo dobrą strategię Master of Orion – jest w wersji planszowej, co prawda okrojona z pewnych elementów mechaniki, ale równie grywalna. Bardzo ciekawie prezentuje się również Doom, w którym każda kolejna rozgrywka może być diametralnie inna niż poprzednia, a to za sprawą modułowej planszy. Jeśli czytają to fani Settlersów – gier Catan ani Carcassonne specjalnie przedstawiać nie trzeba – niesamowicie wciągające, rozbudowane, a przede wszystkim płynne, miodne i dostarczające mnóstwo satysfakcji z zabawy. Grając w podstawkę można odpłynąć na wiele godzin, a za sprawą wielu dodatków (tak dla Osadników z Catanu, jak i Carcassonne) jeszcze bardziej urozmaić sobie rozgrywkę.

Najlepsze planszówki na podstawie gier wideo i nie tylko

Stylistyka w planszowym Doomie nawiązuje do ostatniej odsłony cyklu

World of Tanks w wersji karcianej wciąga równie mocno, co jego wirtualny odpowiednik, zaś za sprawą rozszerzeń otrzymujemy bardzo dobry zamiennik gry wideo. Do dyspozycji graczy oddano sto kart pojazdów podzielonych na typy, na przykład: czołgi lekkie, działa samobieżne, pojazdy pomocnicze. Mechanika samej rozgrywki jest urozmaicona, a pomimo tego, że matematyka starć prosta, gra oferuje szeroki wachlarz możliwości taktycznych. Do ulubionego napoju, z dala od emiterów obrazu, będzie w sam raz dla maksymalnie pięciu graczy.

Do tytułów rozbudowanych, pozwalających wielu graczom spędzić długie godziny, na pewno można zaliczyć Robinsona Crusoe: Przygodę na przeklętej wyspie. To bardzo kooperacyjna i wymagająca rozrywka, w której może wziąć udział do czterech, a tak naprawdę pięciu graczy. Przeciwnikiem jest sama gra, więc można bawić się również w pojedynkę, podobnie jak w Ghost Stories, którego druga edycja niedługo zawita do sklepów, oraz genialne Scythe, inspirowane pracami Jakuba Różalskiego, osadzone w alternatywnych latach dwudziestych z bojowymi mechami pośród jednostek husarii. Współpracy, ale także sprytu i oceny sytuacji na podstawie niebezpośrednich wskazówek, wymagać będzie także Battlestar Galactica, która jest nie tylko rewelacyjną grą, ale również przykładem, jak powinno się adaptować światy oryginalnie, stworzone w całkowicie innym medium. Swojej wersji planszowej doczekał się XCOM, a także FTL: Faster than light – nazwa jego odpowiednika to Ciężarówką przez Galaktykę. W przypadku tego ostatniego nie ma co dużo pisać – jeśli ktoś grał w FTL-a, musi zagrać w „Ciężarówkę”. Podobnie ma się sprawa z Pandemią i tutaj można polemizować, która wersja jest lepsza. Ponadto niedawno wydana została wersja w świecie Cthulhu.

Najlepsze planszówki na podstawie gier wideo i nie tylko

Ciężarówką przez Galaktykę to kawał dobrej zabawy z mocnym przymrużeniem oka

Świetnie prezentuje się Splendor, pozwalający wcielić się w renesansowego kupca, który za pomocą przemyślanych inwestycji konkuruje o największy prestiż w królestwie. Nowej odsłony doczekała się ogrywana przez setki graczy niezależnie od wieku gra Wsiąść do pociągu, tym razem autorzy zabrali nas do Afryki. Niedługo pojawi się na naszych łamach recenzja Piratów 7 mórz, która przypomina starą, ale bardzo wciągającą Srebrną Flotę, którą sam rozbudowałem o elementy z Eurobiznesu, żetony i inne elementy swojej produkcji oraz pochodzące z gier z planszami opartymi na heksach. Skoro przy nich jesteśmy – gorąco polecam Neuroshimę HEX, samą lub z dodatkami – rozgrywka jest płynna i intensywna niczym w Starcrafcie i ma bardzo przyjemnie wbudowany element losowości. Wśród adaptacji znajdziemy także dobrą Stawkę większą niż życie, która klimatem faktycznie przypomina losy bohaterów kultowego ongiś serialu.


Jak szybko się nudzą?

Wszystko zależy od gry i potrzeb w danej chwili. Gry bez prądu ogólnie się nie nudzą, ponieważ mają jedną cechę, którą tylko nieliczne gry elektroniczne posiadają (głównie sandboksy) – rozszerzanie ich zasad. Nie mam na myśli wrednego oszukiwania (cheatowania), ale rozszerzanie gry i dodawanie do niej nowych treści. Coraz mniej takich tytułów jest, więc warto sięgnąć na przykład po Tajniaków, których autorzy nawet zachęcają do tego w instrukcji. Poza tym nie możemy zapominać o grach w kości. Story Cubes to dla mnie fenomen i jest właśnie receptą na nudę. Gdzieś w historii bardzo zamierzchłej już spotkałem się z tym pomysłem, ale w obecnym wydaniu to wspaniałe połączenie zarówno gry kościanej i kolekcjonerskiej, przy czym pod pojęciem „kolekcjonerski” kryją się rozszerzenia. Można się tym bawić na kilka sposobów, najpopularniejszym z nich jest taki, że każdy z graczy rzuca określoną pulą kości i na podstawie tego, co na nich wypadnie, ma za zadanie opowiedzieć historię. Co ciekawe – niemal każdym dodatkiem można grać samodzielnie. Kości mieszczą się w kieszeni, więc granie jest tak banalne, że można zagrać chyba wszędzie – w ostateczności na chodniku lub na ręce.

Najlepsze planszówki na podstawie gier wideo i nie tylko

Tajniacy: Bez cenzury to propozycja dla starszych graczy, polecana na imprezy

Gry, w których liczy się refleks, takie jak Jungle Speed lub Dobble, to również zabawa dla całej rodziny, podobnie jak wspomniane Wsiąść do pociągu, które wydane zostało również w wersji dla najmłodszych. Swój renesans przeżywają również kalambury w bardziej klasycznym wydaniu, na przykład Imago, niewymagające rysowania, lecz układania podpowiedzi z gotowych obrazków, w których z problemem skończoności elementów poradzono sobie za pomocą naniesienia ich na przeźrocza.

Przykładem gry z nowatorską mechaniką są Kowale Losu, w których kości potrzebne do osiągania postępów tworzymy, a dokładniej usprawniamy sami – wymieniając ścianki na zdobyte w trakcie rozgrywki. Mnogością możliwości zaskoczy Was również Small World, a to dzięki temu, że wszystko w tej grze się zmienia, a sposób kreowania tych zmian, choć banalny w swej koncepcji, sprawdza się po prostu rewelacyjnie. Niekonwencjonalny jest także Klub Utracjuszy, ponadto w pudełku jest mnóstwo elementów, a to zawsze cieszy, szczególnie, że są one estetyczne i klimatyczne. Natomiast absolutnym hitem, jeśli chodzi o nowe podejście do tematu warcabów, a właściwie syntezę kilku tego typu gier, są pozycje z Serii Gipf, między innymi TZAAR, którego mocno polecam, oraz ZERTZ, którego mam nadzieję spróbować. Ten fragment zestawienia doskonale uzupełnia Pokój 25 – wyzwanie dla od jednego do ośmiu graczy, oferujące dwa tryby rozgrywki i przywołujące na myśl wiele znakomitych produkcji wideo – sprawdźcie sami.


Co dalej?

Przewidywałem kąciki masochisty i dinozaura w tym artykule, ale są to tematy na zupełnie inny wywód. Dlatego RPG bez prądu, gry figurkowe i typowo kolekcjonerskie pozostawiam bardzo dociekliwym, a tymczasem przywołuję doskonałą Terraformację Marsa, która pozostawia akurat tyle niedosytu, aby do niej wrócić. Fanów klasycznych strategii może zaciekawić Memoir ‘44 lub 303: Bitwa o Wielką Brytanię. Obie gry przypominają mi czasy, kiedy zagrywałem się między innymi w Operację: Wilk morski. A jeśli ktoś zagrywał się na pecetach w Steel Panthers, może spróbować Tygrysów w śniegu, ta plansza jest przepiękna. Wielbicielom małych żetonów polecam Normandię 1944, mam nadzieję, że są jacyś w sali.

Najlepsze planszówki na podstawie gier wideo i nie tylko

Terraformacja Marsa to gratka dla fanów rozbudowanych gier

Wśród gier dla dwojga niedługo pojawią się Tajniacy: Duet, a dla całej rodziny quiz Timeline: Wiedza Ogólna. Gorąco wyczekujemy na Stworze, na horyzoncie jawi się również Sid Meier’s Civilization: A New Dawn. Fani podwodnych gier dostaną niedługo U-BOOT, w którym plansza stanowi jeden z najfajniejszych gadżetów, jakie ostatnio widziałem. Ogromną rolę w powstawaniu nowatorskich produkcji wysokiej jakości odgrywają platformy społecznościowe i crowdfundingowe, dzięki którym pozyskanie odpowiednich zasobów do realizacji snów i marzeń staje się prostsze. Korzystamy na tym my, gracze, bowiem najlepszym lekarstwem na nudę jest podejmowanie nowych wyzwań. Gry offline oferują coraz bardziej niekonwencjonalne rozwiązania i wspaniałe mechaniki, dlatego naprawdę warto się nimi zainteresować.

Podziel się.

O autorze

Osman Waroński

Gram odkąd przestałem raczkować. Jestem samoukiem i lubię eksperymentować ze wszystkim. Nie trawię ignorancji, a nieśmiertelność spożytkowałbym na rozwój osobisty i przyswajanie całej wiedzy Wszechświata. Zawodowo zajmuję się programowaniem i doradztwem technicznym, w ramach pasji piszę i rozmawiam, czego efektem jest między innymi marka HELL Gaming, pod której szyldem organizuję turnieje, konkursy i inne wydarzenia e-sportowe i okołogrowe. Odkąd rozmawiam z komputerami Cthulhu to mój najmniejszy problem.