Wybory moralne w grach to temat-rzeka, najczęściej pomijany lub traktowany po macoszemu. Jednak ich ocena zależy w dużej mierze od każdego zainteresowanego z osobna. W moim graniu nie chodzi o przejście jakiejś produkcji na sto procent, o zebranie wszystkich możliwych znajdziek, czy mozolne grindowanie dla maksymalnego rozwinięcia poziomu postaci. Owszem, często zdarza mi się wieczorami bezmyślnie siekać zombiaki i wystrzeliwać członków przeciwnej drużyny, ale to nie tego szukam w grach.

W moim graniu chodzi o to, by dany tytuł wciągnął mnie w swój świat, pozwolił mi w nim żyć przez kilkadziesiąt godzin. Chodzi mi o poszukiwanie nowych doświadczeń, skupienie się na relacjach między postaciami. Lubię być częścią czegoś większego i lubię mieć wpływ na to, co mnie otacza. Właśnie dlatego z niecierpliwością wyczekuję każdej produkcji stawiającej nacisk na decyzje gracza i jeśli takowa zostanie zapowiedziana, nie muszę się zastanawiać nad kupnem.

Przed Wami zestawienie najtrudniejszych wyborów moralnych w grach wideo. Będą to decyzje najgorsze z najgorszych, które po dziś dzień nie dają mi spokoju i które skłaniają do niekończących się refleksji. Nie znajdziecie tu zatem pozycji typu 60 Seconds, This War of Mine czy Papers, Please, choć są to tytuły mocno nastawione na wybory gracza. Brakuje im bowiem jednej rzeczy – postaci, do których mogłabym się przywiązać.

Uwaga, niniejszy tekst zawiera masę spoilerów!


Świat nie jest czarno-biały

Patrząc na oferowane wybory moralne w grach, zdaje się, że developerzy często o tej kwestii zapominają. Decyzje moralne nie równają się bowiem decyzjom dobrym, decyzjom złym, bądź decyzjom neutralnym. Nikt normalny nie zastanawia się godzinami, czy niewinnego cywila powinno się zabić, czy oszczędzić. Zestawienie ze sobą opcji miłej i okrutnej jest nudne! To jedynie sprawa ewentualnej zabawy w mrocznego buntownika, jakkolwiek źle by to zabrzmiało.

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Wybory moralne w grach BioWare nie są przykładem tych najlepszych – developer uwielbia „sugerować”, które są lepsze

The Walking Dead: Season Two

Nie tak dawno temu było sobie studio, które rozpoczęło prawdziwą plagę epizodycznych przygodówek, pozwalających wybierać graczowi wśród dziesiątek różnych ścieżek fabularnych. Jednakże krótko po premierze zachwycającego bestsellera okazało się, że wszelkie wybory były tak naprawdę zwykłą iluzją. Mowa tu oczywiście o Telltale Games i ich najbardziej rozpoznawalnym dziecku, czyli The Walking Dead. Najbardziej niesamowite jest to, że studio po tylu latach wciąż potrafi tak manipulować uczuciami odbiorcy, by ten całkiem zapomniał o ich znanym zabiegu (czyt. jeśli dana postać nie umrze teraz, to zrobi to za godzinę).

Ową manipulację najlepiej widać na przykładzie innej produkcji Telltale, czyli Gry o Tron

Jednym z najbardziej krępujących i nieprzyjemnych momentów w grach od Telltale (i nie tylko!) jest dla mnie wybór stołu, przy którym usiądzie mała Clementine. Scena ta miała miejsce w drugim epizodzie drugiego sezonu Żywych Trupów. Z pozoru taka błaha i nic nie znacząca decyzja, a jednak przyniosła mi wtedy nie lada dylemat. Koniec końców nie miało to większego znaczenia, ale nigdy nie zapomnę uczucia towarzyszącego mi podczas tamtej sytuacji. Wybór między dwiema bliskimi osobami zawsze jest trudny nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla człowieka decydującego, ponieważ jakkolwiek się to nie skończy, wyrzuty sumienia pozostaną. Podobna sytuacja miała miejsce w drugim epizodzie Tales from the Borderlands, kiedy główny bohater mógł zaufać tylko jednemu członkowi drużyny.

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Dawny przyjaciel nie radzący sobie z psychiką czy nowo poznany człowiek, któremu zawdzięczasz życie?

Mass Effect 3

Myślisz, że wybory moralne w grach są ciężkie? Nic nie przebije poczucia winy, podczas gdy los całej Galaktyki jest w Twoich rękach. Należę do wyjątkowo nielicznego grona i twierdzę, że zakończenie trylogii Mass Effect jest bardzo, bardzo, ale to bardzo niezwykłe. Dlaczego? Ponieważ jest wyjściem z konwencji typowych happy endów czy też rozwiązań typu koniec dobry, koniec średni, koniec zły. Wszyscy przeżyli, nie wszyscy przeżyli, nikt nie przeżył. Nie mogę zaprzeczyć, że wszystkie wcześniejsze decyzje i zbieranie zasobów wojennych nie miały najmniejszego sensu, ale czy właśnie to nie jest największym przekazem ostatnich scen sagi? Życie bywa przewrotne i prawie nigdy nie układa się według obranych przez nas ścieżek i planów.

Kontynuując – podczas każdego przejścia tej gry spędzam przy zakończeniu dwa razy więcej czasu niż normalny człowiek, bo nie mogę zdecydować się na odpowiedni wybór. Nie, nie zastanawiam się nad tym, który kolor wygląda ładniej podczas wybuchania w przestrzeni. Zastanawiam się natomiast, kto w tych trzech decyzjach widzi jedynie barwę niebieską, zieloną lub czerwoną. Przecież zależnie od nich zmieni się życie wszystkich istot w Galaktyce. A najbardziej frustrujący jest fakt, że żaden wybór nie jest w pełni dobry. Nie ma tu odcieni czerni i bieli.

Na pierwszy ogień weźmy sobie kontrolę, czyli wyjście preferowane przez Człowieka Iluzję. Zakończenie godne prawdziwego badassa? Niekoniecznie. Nie wyobrażam sobie ciężaru odpowiedzialności, jaki spoczywa na Shepardzie w przypadku tego wyboru. Owszem, staje się on wtedy swego rodzaju Bogiem i traci coś, co tworzy z niego człowieka, ale mimo wszystko… Przez miliony lat być uwięzionym w pustej przestrzeni i sprawować władzę nad istotami syntetycznymi? Na dodatek być w pełni świadomym? Nie widzę tego. Skąd pewność, że nagle nie pojawi się ktoś potężniejszy bądź Shepard w pewnym momencie nie straci możliwości kontroli?

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Znienawidzone przez wszystkich zakończenia Mass Effect 3 są tak naprawdę cholernie twardym orzechem do zgryzienia

Wielu graczy od razu odrzuca powyższą możliwość i decyduje się na rozwiązanie, do którego de facto dążyliśmy od samego początku – destrukcję. Ale czy to naprawdę dobry wybór? Czy po wszystkim, przez co przeszliśmy w trakcie całej trylogii ktokolwiek potrafi stwierdzić, że zniszczenie syntetyków jest jedynym wyjściem? Nie należy tu przytaczać teorii indoktrynacji, bowiem samo BioWare już dawno jej zaprzeczyło. Przyznam, że to właśnie czerwone zakończenie wybieram najczęściej, ale za każdym razem męczą mnie wyrzuty sumienia w stosunku do EDI i Jokera czy Legiona…

Ostatnim, tym idealnym i szczęśliwym zakończeniem ma być synteza, którą mimo wszystko uważam za pułapkę. To właśnie antagonista pierwszej odsłony Mass Effect, Saren, dążył do syntezy. „Czy poddaństwo nie jest lepsze niż wymarcie?” Połączenie istot syntetycznych z organicznymi nie brzmi dobrze. Ingerowanie w ten sposób w funkcjonowanie środowiska naturalnego sprawiłoby same problemy i wcale nie byłoby ostatecznym etapem ewolucji. Poza tym jestem pewna, że niczego by nie rozwiązało, bo domeną ras inteligentnych są wieczne spory i wojny.


Ty zdecyduj, czyje życie jest cenniejsze

Jest to chyba najczęściej wykorzystywany zabieg w branży i waha się między decyzją o życiu dwójki bohaterów a wyżej opisywanymi losami milionów istot. Nie wystarczy jednak postawić gracza przed dwiema opcjami i kazać mu wybierać, kto ma zginąć, a kto przeżyć – tu potrzebne jest odpowiednie zabarwienie emocjonalne i prawdziwie moralny dylemat.

Heavy Rain

W ten sposób uczuciami graczy doskonale bawi się studio Quantic Dream, a na mnie najbardziej wywarła wrażenie scena mająca miejsce w Heavy Rain. Dziecko głównego bohatera zostaje porwane przez seryjnego mordercę, który stawia ojcu różne wyzwania i tym sposobem go szantażuje. Wszystkie zadania były niesamowicie stresujące i męczące, ale to Próba Rekina totalnie zniszczyła mnie od środka. W pewnym momencie mężczyzna rozkazał mi zabić dilera narkotyków. Teoretycznie nie byłoby to aż tak straszne, gdyby nie fakt, że facet był żonaty i miał dwie córeczki. Być może tym zabójstwem wyświadczyłabym im przysługę. Ale czy mam prawo decydować o tym, czyje życie jest cenniejsze?

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Próba Rekina w Heavy Rain to jeden z najcięższych wyborów w grach wideo

Fahrenheit

Podobnie wstrząsnęła mną decyzja w nieco starszym tytule Quantic Dream, czyli w Fahrenheicie. Tu z kolei to protagonista gry okazał się być mordercą. Pewnego dnia podczas beztroskiego przechadzania się po parku w środku zimy jest świadkiem wypadku, w wyniku którego czyjeś dziecko zaczyna się topić w przeręblu. W tym momencie to gracz ma zdecydować, czy Lucas powinien uratować chłopca i tym samym narazić się na aresztowanie (z przeciwnej strony nadchodził patrol policji), czy po prostu uciec. Wybór teoretycznie nietrudny i dość oczywisty, jednak pamiętam, że bardzo mnie to wtedy zaskoczyło. Wydaje mi się, że jest to decyzja mocno pokierowana kontekstem samej gry. Poza tym wpływa również na moralność gracza i jego immersję, czyli stopień zanurzenia zmysłów w elektronicznym świecie.

The Walking Dead

Tymczasem wróćmy na chwilę do już kultowego The Walking Dead. Dobrym przykładem na trudne wybory moralne w grach jest właściwie cały drugi epizod przygodówki (Telltale i ich smykałka do drugich rozdziałów…), tym razem sezonu pierwszego. Wtedy poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko, a produkcja na każdym kroku prowokowała i próbowała wyprowadzić gracza z równowagi. Po wszystkich tych przeżyciach, gdy wreszcie oczekiwało się należytego odpoczynku, twórcy przygotowali jeszcze jeden zestaw emocjonalny. Czy podczas apokalipsy powinno się okraść czyjeś zapasy, by zadbać o swoją grupę i tym samym zostawić innych ludzi na pewną śmierć? Oczywistym jest, że to życie mojej rodziny jest dla mnie cenniejsze. Ale co z moją moralnością w tym przypadku?


Wybory moralne w grach – serce czy rozum?

Na deser zostawiłam sobie trzy decyzje, które uważam za prawdziwy majstersztyk wśród wyborów moralnych w grach wideo. To właśnie te momenty były powodami bezsenności i zażartych dyskusji z przyjaciółmi.

Mass Effect 3

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Z pozoru proste decyzje mogą przysporzyć wielu zmartwień

Myśleć przyszłościowo czy być fair wobec (nie)winnej rasy? Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, leczenie Genofagium nie jest ani trochę opłacalne. Z punktu widzenia wojny, jeśli sabotujemy akcję, zyskamy sobie pełne poparcie i nieświadomych Krogan, i usatysfakcjonowanych Salarian. Da nam to dwa razy większą siłę zbrojną i tym samym zwiększy szansę na „lepsze” zakończenie. Ponadto należy zwrócić uwagę na fakt, że populacja z pozoru wymierających Krogan wcale nie jest taka mała, a po zaaplikowaniu lekarstwa ich liczba znacząco wzrośnie – jedna samica potrafi spłodzić setki jaj, natomiast większość jednostek przeżywa do tysiąca lat. A przede wszystkim nie zapominajmy o prymitywnych i agresywnych działaniach tej rasy…

Wszystko jasne? Sabotaż Genofagium to mądrzejsza i bezpieczniejsza opcja i świetny przykład na to, jak powinno się tworzyć wybory moralne w grach? Dlaczego więc zostaje ona uznana za decyzję renegacką? Bo patrzymy na nowe pokolenia przez pryzmat przeszłości. Bo w konsekwencji musimy własnymi rękoma zabić przyjaciela. Bo nie widzimy w Kroganach nadziei i nie dajemy im szansy na zmianę. Bo po raz kolejny decydujemy o czymś, co do nas nie należy. Argh.

The Walking Dead: Season 2

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

Nie każcie mi tego robić…

Tak, historia zatoczyła koło, a my ponownie wracamy do Żywych Trupów. Wiem, wiem – wybory w grach od Telltale są iluzoryczne. Każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że w końcowych epizodach developerzy zwykle pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa i to właśnie wtedy jest najlepszy moment, by wprowadzić znaczące decyzje fabularne. Tak również było w tym przypadku.

Zakończenie drugiego sezonu The Walking Dead to nie jest kwestia tego, czy bardziej lubi się Jane, czy Kenny’ego. Ja ostatecznie dałam swojemu przyjacielowi odejść w spokoju. Po pierwsze, Kenny zasługiwał na odpoczynek, życie zweryfikowało go wystarczająco. Po drugie i ważniejsze, bowiem właśnie ta myśl zadecydowała o moim wyborze – gdybym była na miejscu Clementine, bałabym się ponownie mu zaufać. Wiem, że ją kochał i nigdy by jej nie skrzywdził, ale mimo wszystko nie potrafił już nad sobą panować.

O Jane natomiast ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć. Rozumiem jej intencje, choć pokazuje je w nieodpowiedni sposób. Postanowiłam jej zaufać, więc zobaczymy, jak rozwinie się to w sezonie trzecim.

Life is Strange

Najtrudniejsze wybory moralne w grach wideo

To się nazywa decyzja moralna!

Życie naprawdę jest dziwne. Zeszłoroczny hit to kwintesencja immersji w grach wideo i powód podzielenia świata na dwa stronnictwa. Po intensywnych rozprawach na temat zakończenia tejże produkcji większość znajomych usłyszała ode mnie, że nie ma serca. Teraz tak sobie jednak myślę, że może to właśnie ja go nie posiadam.

Ostatnie minuty Life is Strange zadają graczowi konkretne pytanie: co jesteś w stanie poświęcić dla ukochanej osoby? Moja, jakże egoistyczna odpowiedź brzmiała: wszystko. Nietrudno się domyślić, że to była ta „gorsza” decyzja. Twórcy wyraźnie to zasugerowali, bowiem zakończenie jest okrojone i niedokładne, gdyby porównać je do drugiej opcji. „Jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka”. I muszę przyznać, że coś w tym, cholera, jest.

Poświęciłam Arcadia Bay dla Chloe i zrobiłabym to jeszcze raz, choć wyrzuty sumienia dręczyły mnie niemiłosiernie. Gdyby na miejscu tej dziewczyny była osoba, która jest dla mnie najważniejsza na świecie, ratowałabym ją bez wahania. Mordując i doprowadzając do tragedii setek rodzin… Niech to szlag.

Niestety nie mogę brać pod uwagę innych elementów, jak przeznaczenie czy efekt motyla. Być może Chloe po prostu musiała umrzeć, a mój wybór jedynie wszystko pogorszył. A może ceną za jej życie były istnienia tysięcy ludzi. Tego się nigdy nie dowiem.

Nie wiem, czy był to celowy zabieg ukazujący sens mojego zakończenia bądź też usiłujący naprawić jego wady, ale podoba mi się utwór grany w trakcie. Niech to będzie moja interpretacja i pozbycie się winy – wcale nie zboczenie zawodowe!

„We’ve been migratory animals”, czyli ukazanie ludzi jako egoistów kierujących się instynktem


Wybory moralne w grach to kwestia immersji

I niczego innego. Jeżeli twórcy nie przedstawią odpowiednio całej sytuacji i, co najważniejsze, charakterów postaci, nawet najtrudniejsza decyzja nie zrobi na graczu wrażenia. Kto w końcu by się przejmował zwykłym zbiorem pikseli?

Stworzenie gry stawiającej nacisk na wybory i ich konsekwencje oraz rozgałęzienia fabularne jest czasochłonne i kosztowne, toteż nikogo nie powinno dziwić, że tego typu tytuły często posiadają dodatkowe dziury fabularne, niedopowiedzenia i niezgodności. Czasem lepiej jest pograć w coś liniowego, ale mającego ręce i nogi. Ja natomiast uwielbiam tego typu zabiegi i jest to dla mnie pewnego rodzaju wyznacznik poziomu owej immersji.

Na koniec pragnę już jedynie wspomnieć o świetnej produkcji wyśmiewającej wszystkie nieudane próby kreacji tych wielce rozbudowanych gier – The Stanley Parable. Spróbujcie przejść ją tylko raz!

A co Wy sądzicie o wyborach moralnych w grach? Które decyzje wstrząsnęły Wami najbardziej?

Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.