Parafrazując mojego sympatycznego kolegę – Elex to gra na dokładnie godzinę i dziesięć minut, z czego przez godzinę ją pobierasz, przez dziewięć minut nie możesz nadziwić się, że ktoś w 2017 roku śmiał wydać na rynek tak odstający produkt, a przez minutę odinstalowujesz.

Niestety ja musiałam spędzić w tej grze znacznie więcej czasu, nie tracąc nadziei, że może później będzie lepiej. Nie było lepiej. Najnowsza produkcja Piranha Bytes zawodzi niemalże każdym aspektem.


Gothic Risenowi Eleksem

Elex to stuprocentowy spadkobierca Gothica. Równie obrzydliwy, toporny, niegrywalny i nudny. Bez złośliwości – Gothica po prostu nie lubię, nie wpasował się w moje gusta i nie rozumiem jego kultu, uważam, że był przestarzały nawet jak na swoje czasy, w których pojawiała się masa, naprawdę masa o wiele lepszych tytułów. Podobnie z Risenami. Mimo tego, że poprzednich przygód niemieckiego studia nie darzę sympatią ani trochę, do Eleksa podchodziłam bardzo optymistycznie – coś się przecież musiało zmienić przez te szesnaście lat!

Następca godny Gothica. Recenzja: Elex

Do świata gry wprowadza nas krótki filmik z bardzo ładnymi concept artami

Piranha jednak jest wiecznie młoda, wciąż taka sama – i absolutnie nie uczy się ani na własnych, ani na cudzych błędach. Studio sprawia wrażenie, jakby zatrzymało się w rozwoju, a argument o małej liczbie osób pracujących w firmie nie jest żadnym wytłumaczeniem. Co zatem tym razem przygotowało dla nas trzydziestu pasjonatów?

Już przez pierwsze minuty gry, a później godziny, da się odczuć, że fabuła Eleksa to odrzucająca papka, a połączenie postapo z fantastyką i science fiction nie wyszło produkcji na dobre. Geneza świata prezentuje się następująco: w planetę Magelan uderza meteoryt z tajemniczym pierwiastkiem, Eleksem. Każda z frakcji w grze, do których możemy dołączyć, wykorzystuje Elex w inny sposób. Klerycy wrzucili go do maszyn, Banici stwierdzili, że ma on pozytywny wpływ na rozwój ludzkiego umysłu, natomiast Berserkowie używają go do… zaklęć. Stąd ta cała mieszanina – mamy świat przyszłości po apokalipsie, którego mieszkańcy różnorako używają nowego źródła energii.

Wszystkie trzy frakcje walczą ze wspólnym wrogiem – Albami, a w tle toczy się niezbyt ciekawa fabuła, która mogłaby nawet wciągnąć, gdyby nie drewniane dialogi, drewniani towarzysze i drewniany protagonista. Byłabym w stanie nawet przeżyć drewniane sterowanie i drewniany system walki. Byłabym w stanie, bo jest w tej grze coś, co cholernie wciąga. Niestety nie jestem, bo każde dobro w Eleksie przykrywa jakaś poważna wada.


Podobno to Andromeda jest zbugowana i brzydka

Tak Elex wygląda na najwyższych ustawieniach graficznych. Ale nie oceniajmy po teksturach… Modele i animacje są gorsze!

Tak słyszałam. Śmiem jednak być zdania, że to Eleksowi należy się statuetka za najgorsze animacje roku. Choćbym nie wiem jak próbowała przekonać się do tego świata, ciągle z równowagi wytrącały mnie kolejne głupotki, których dobry developer po prostu by się powstydził. Ta gra ma tyle wad, że aż przykro jest mi wymieniać je wszystkie. Począwszy od prologu, pierwsze, co rzuca się w uszy, to koszmarna jakość dźwięku. Polski dubbing, jak to polski dubbing, czterech liter nie urywa, ale bardziej niż aktorstwo martwią szumy, skrzeczenie i ciągłe zmiany głośności. A w wersji angielskiej wcale nie jest lepiej. Po właśnie tej głupocie można by już właściwie Eleksowi przyszyć łatkę „koszmarnej jakości”, bo dalej nic już od tego dźwięku lepsze nie będzie.

A na pewno nie optymalizacja – na sprzęcie spełniającym wymagania rekomendowane gra chodzi w mocno niestabilnych trzydziestu klatkach na sekundę i wygląda obrzydliwie nawet na ustawieniach ultra. Klatek nie odzyskałam także na ustawieniach najniższych, przy okazji sprawdzając, czy z moimi sterownikami wszystko w porządku, bo nie mogłam uwierzyć, że w dzisiejszych czasach gry mogą tak wyglądać. Jeśli jednak nie oceniać Eleksa po „okładce”, to można spróbować po gameplayu. Ten również jakością nie odstaje – toporna i niewygodna mechanika walki wygląda jak wyjątkowo niezabawny żart.

Następca godny Gothica. Recenzja: Elex

Mechanika walki jest tak toporna i niewygodna, że całość ociera się o granice kompletnej niegrywalności

Następca godny Gothica. Recenzja: Elex

Silnik odrzutowy nie jest całkiem zły i ma dużo zapasów energii

Myślałam, że era poruszających się nóg i sztywnego torsu już dawno za nami. Elex pokazał mi, że żyłam w błędzie. Przygotujcie się na sztywne animacje, dziwne wygibasy i różne śmieszne odgłosy podczas walk niczym z 2001 roku. Równie nienaturalne są dialogi („Mój brat nie żyje. Twój brat nie żyje? Mój brat nie żyje. Opowiedz mi o tym. Może twój brat nie żyje?”), a system decyzji wciśnięty został na siłę. Wybory linii dialogowych nie mają kompletnie żadnego znaczenia, często są wręcz głupie. Na samym początku gry pewna postać zapytała mnie, czy podążę za nią do miasta. Mogłam odpowiedzieć: „Tak, chodźmy” lub „Nie mam wyboru”. Krótko mówiąc, można być uległym bucem lub rozczarowanym bucem.

Dialogi to jeden z największych koszmarów produkcji…


Zastał grę drewnianą… i zostawił

Uwierzcie, że nie grało się mi dobrze którąkolwiek z wersji buca. Przez to niechętnie nawiązywałam relacje z postaciami, a o romans nawet się nie pokusiłam. Wielka szkoda, że Piranha nie postawiła na kreator postaci i zamiast tego dostałam kolejny klon Bezimiennego, tym razem stylizowany na postać Sheparda z trylogii Mass Effect. Jeden główny bohater RPG-a ma sens, jeśli mamy do czynienia z produkcją typu Wiedźmina, opartą na czyjejś konkretnej historii z konkretnego uniwersum. W przypadku Eleksa to zwykłe pójście po linii najmniejszego oporu.

Prócz tego, że gra jest zbugowana i niedopracowana, posiada też interfejs wyglądający jak wyjęty z fazy alfa: nieintuicyjny, brzydki i aż nie chce się do niego zaglądać. Nawet do systemu rozwoju postaci nie chce się zaglądać. Elex tak naprawdę mógłby być symulatorem chodzenia. W bardzo pozytywnym znaczeniu. Właśnie tak – znalazłam w tej produkcji dwa elementy, które zdobyły moje uznanie i z czystym sumieniem za nie mogę twórcom pogratulować.

Następca godny Gothica. Recenzja: Elex

…a z interfejsem nie jest lepiej

Świat Eleksa to niemal perfekcyjnie zagospodarowana przestrzeń i wspaniały projekt. Jest w nim coś pięknego, mimo całej tej technicznej brzydoty; każdy element współgra ze sobą, a smaczki w pozostałościach po dawnej cywilizacji jak w Horizon Zero Dawn wywołują ciarki na plecach. Chce się przemierzać tę ziemię od samego początku, nawet bez większego celu. Nie jest to niestety zbyt dobrym pomysłem, bo można być pewnym, że po zbyt szybkim wyjściu z pierwszego miasta po kilku sekundach coś lub ktoś zabije naszą postać. Musicie nastawić się na wielogodzinny grind i wykonywanie misji pobocznych, jeśli chcecie spokojnie pozwiedzać mapę. Słabej jakości ubrania i pojedyncze toporki nosi się w Eleksie nawet przez pierwsze dziesięć godzin.

Cieszy także masa ciekawych aktywności. Raz właśnie tak wyszłam z miasta, w gorącej wodzie kąpana, i od razu zaatakowało mnie jakieś stworzenie (te mają bardzo ciekawy design). Gdy wydawało się, że już po nim, nagle przyleciała za nim cała wataha. Rzuciłam się w szaleńczy pęd, przy okazji wpadłam do obozu bandytów i tak przeleciałam przez pół mapy, ale wrażenia przednie. Później było już trochę gorzej, bo przypadkowo wdałam się w walkę z o wiele potężniejszymi istotami i okazało się, że kamera blokuje się na wrogu. W którąkolwiek stronę zatem chciałam uciec, pobiec sprintem, to ekran szalał i nie pozwalał. Skończyło się mało pozytywnie. Wszystko to jednak okraszone naprawdę niezłą ścieżką dźwiękową!

Następca godny Gothica. Recenzja: Elex

Wykreowany świat zachwyca szczegółowością!


To nie DLC śmierdzą

W ostatecznym rozrachunku jednak interesujący świat nie wystarczy, żeby uratować grę tak słabą i przestarzałą. Twórcom powinno być wstyd, że wypromowali Eleksa wyłącznie bazując na (nie)zrozumiałym sukcesie Gothica. Wstyd, że prowadzili tak kontrowersyjną kampanię marketingową i pluli na innych developerów – teraz to się na nich odbije potrójnie.

A szkoda, bo w gruncie rzeczy Elex mógł być całkiem przyjemną produkcją. Niestety, jest gorzej niż przeciętnie. Dobrze, że nie będzie DLC.

Recenzja na podstawie wersji PC. Grę udostępnił polski wydawca – CDP.

4.8 Zła

PLUSY:
- Nastrojowa, mroczna muzyka
- Wspaniale wykreowany świat, który chce się zwiedzać

MINUSY:
- Drewniane dialogi
- Nudna i miałka fabuła
- Odpychająca postać protagonisty
- Nieintuicyjny interfejs
- Toporne, przestarzałe mechaniki
- Koszmarna optymalizacja
- Średnia jakość dźwięku i dubbingu
- Drętwe animacje

  • Grafika 5
  • Audio 6
  • Grywalność 4
  • Cena/Jakość 5
  • Ogólne wrażenia 4
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 10
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.