Nintendo to klasa sama w sobie. Zazwyczaj każda konsola czy gra, jaka wychodziła pod znakiem firmy Fusajirō Yamauchiego, była wielkim hitem i bestsellerem w swojej dziedzinie. Wystarczy przywołać dane najlepiej sprzedających się konsol na świecie (ostatnie wytyczne z 2013 roku), by zobaczyć, że produkty giganta z Japonii zajmują czołowe miejsca w rankingu. Podobnie miało stać się z najnowszym dzieckiem Japończyków – Nintendo Switch. I stało się. Aż do momentu użytkowania konsoli przez graczy…

Zaczęło się sielanką – debiut konsoli na rynku był jednym z bardziej udanych, jeżeli chodzi o sprzęt firmy Nintendo. Jeszcze przed premierą wielu graczy deklarowało zakup najnowszej konsoli, którzy zresztą dotrzymali swoich postanowień i ową konsolę nabyli. Switch rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Szczególnie na punkcie urządzenia oszaleli Amerykanie, gdzie konsola (jak informuje prezes Nintendo of America – Reggie Fils-Aime) pobiła rekord sprzedaży ustawiony przez swoją młodszą siostrę – Nintendo Wii. Doszło nawet do sytuacji, w której zabrakło konsol dla wszystkich chętnych w większych molochach, przez co ludzie szukali swojego wymarzonego egzemplarza Switcha w każdym pomniejszym sklepiku z elektroniką. Nowa konsola Nintendo dobrze radzi sobie także w Europie, chociaż lekko jej brakuje do rekordu sprzedaży. Ogólnie jednak jest dobrze, a raczej było, bo Switch zaczął być kapryśny…

Nintendo Switch nie takie cudowne

Pierwsze problemy zaczęły się tuż po wejściu konsoli na rynek. Po pierwszym odpaleniu sprzętu wielu graczy zaczęło narzekać na forach na dużą liczbę martwych pixeli. Zgłoszeń było na tyle sporo, że w sprawie zabrało głos samo Nintendo, gdzie w lakonicznym komentarzu stwierdziło, że: „niewielka liczba martwych pixeli jest typowym zjawiskiem dla wyświetlaczy LCD. Jest to normalne i nie powinno być uznawane za defekt”. W skrócie – tak ma być i koniec.


Nintendo Switch nie działa, bo przeszkadza mu akwarium z rybkami…

Kolejnym zgrzytem okazały się nowoczesne kontrolery do gry (Joy-Cony), które stały się znakiem rozpoznawczym samej konsoli. Głównym powodem do zmartwień graczy jest ich wadliwe działanie w systemie pracy bezprzewodowej – Joy-Cony gubią połączenie między nimi a konsolą, źle interpretują wciskane przyciski lub po prostu nie parują się z samym urządzeniem. I w tym temacie Nintendo zajęło stanowisko, stwierdzając, że w większości przypadków problemem są urządzenia, które mogą korzystać z technologii Bluetooth i tym zakłócają działanie konsoli. Producent jednym tchem wymienia praktycznie każdy sprzęt w gospodarstwie domowym, który może być problemem – od smartfonów po nowoczesne pralki. Co więcej, „oberwało” się też akwariom z rybkami – jeśli postawicie Nintendo Switch obok pojemnika z wodą, również i on może powodować zakłócenia.

Nintendo Switch nie takie cudowne

Do większych problemów należy zaliczyć też uciążliwe w działaniu mocowania dla kontrolerów (tak zwane Strapy), rysujące urządzenie stacje dokujące, przegrzewanie się samej konsoli zamocowanej we wspomnianej stacji czy spore trudności przy odpalaniu Switcha, skutkujące różnymi glitchami na ekranie sprzętu. Ogólnie każdy egzemplarz konsoli posiada inny feler, których lista jest już i tak imponująca.

Obecnie społeczność Switcha podzieliła się na dwa obozy. Jedni twierdzą, że konsola cierpi na chorobę wieku dziecięcego i pojawienie się wadliwych egzemplarzy to norma. Druga strona narzeka, że Nintendo wypuściło po prostu wadliwy produkt, robiąc wokół niego duży szum marketingowy. Fakt jest taki, że najnowsza konsola Japończyków to kawał dobrego sprzętu, wymagający jednak sporo szlifu. I nie mówię tutaj o łatkach, bo te nie naprawią największych wad Switcha…

[źródło: Trusted Reviews]

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.