Minęło trochę czasu odkąd twórcy Red Dead Redemption 2 zarzucili jakimś smacznym kąskiem w temacie ich produkcji, dlatego też ubiegłotygodniowa wiadomość o nadchodzącym zwiastunie spowodowała jeszcze większe zniecierpliwienie wśród wszystkich wyczekujących na ten tytuł.

Rockstar dotrzymał obietnicy i – jak to w ich przypadku bywa – nie bawiąc się zbytnio w pół-środki dostarczył zajawkę absolutną. Po pierwsze, potwierdziła się teoria, jakoby fabuła gry koncentrowała się wokół gangu Van Der Linde i, co za tym idzie – czas akcji został umiejscowiony przed wydarzeniami z pierwszej części. Gracz wciela się w postać Arthura Morgana, członka wspomnianej zgrai, który niczym typowy westernowy antagonista para się mordem i rabunkiem. Po drugie, mimo że najnowszy materiał skupia się w głównej mierze na warstwie fabularnej, nie zabrakło w nim elementów ukazujących nieco więcej z samej rozgrywki, czyli rewolwerowych pojedynków, napadów na pociągi, walki wręcz czy choćby polowań na dziką zwierzynę. A wszystko to okraszone przepiękną warstwą wizualną z rewelacyjnymi animacjami i różnorodnym otoczeniem, jakie przyjdzie nam zwiedzić (są nawet bagna i forfitery).

Wnioskując po najnowszych tweetach z oficjalnego profilu Sony, zwiastun śmiga na wersji z PlayStation 4 (gra wyjdzie również na Xboksa One), jednakże nie stwierdzono dokładnie, czy chodzi o model Pro, czy standard. Podobnie zresztą sprawa tyczy się konkretnego terminu wydania gry, jako że na chwilę obecną musimy zadowolić się lakonicznym „wiosna 2018”.

Podziel się.

O autorze

Tadeusz Kubica

Moja przygoda z branżą zaczęła się dosyć niewinnie, bo od zasłużonego „Komandora 64”, żółtego śrubokręta leżącego obok i kasety obracającej się w magnetofonie. A później to już była bezgraniczna miłość, przez lata przeplatana na przemian fascynacją, rozczarowaniem i nadzieją. Idąc dalej przed siebie, w oczekiwaniu na kolejne doświadczenia, a zostawiając za sobą dozę nostalgii, bardzo często lubię zaliczyć „skok w bok”, kuszony licznymi doznaniami kina i muzyki.