Bardzo lubię klimatyczne gry. Takie, które wręcz podchodzą pod papierowe RPG, gdzie można się odpowiednio wczuć w historię, zagłębić w świat, de facto – stać się postacią. Lubię, gdy oprawa i mechanika rozpalają to uczucie, a wydarzenia są tak angażujące, że można dosłownie zapomnieć o rzeczywistości.

Z takimi grami jest jednak jeden problem – czas potrzebny na przygotowanie lub samą rozgrywkę. Nie lubię za to, gdy po odejściu od stołu niedosytu jest zbyt dużo, sesja pozostawia we mnie poczucie braku spełnienia. Gdzie na tej mapie znajduje się najnowsza pozycja wydawnictwa Rebel, osławieni już w dniu premiery Piraci 7 mórz?

W trakcie pierwszego podejścia do gry mój poziom nieufności był dosyć wysoki. Wieszczono sukces w samych superlatywach, zachwytom nad mechaniką nie było widać końca, a głosy wyczekujących zdominowały listy zapowiedzi. Lęk przed sparzeniem się narastał, a w trakcie otwierania paczki z grą serce podchodziło do gardła. I nagle stało się – pudełko otworzone, instrukcja przeczytana, gra przygotowana – czekam na ekipę, z którą mieliśmy przemierzać bezkres błękitu. Wszystkie moje obawy okazały się mocno na wyrost – rozpalać ta gra może, ale tylko pozytywne emocje, ponieważ wręcz wylewa się z niej świeżość, a każda runda to rześka bryza atrakcji na wybredne gusta.

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Całkowicie metalowe pudło stanowi solidne zabezpieczenie dla elementów gry, dodatkowo samo stanowi jej element – zarówno wieko, jak i spód pudła to plansze, na których toczy się gra


O co chodzi na tej łodzi?

Gracz zostaje dowódcą pirackiej floty z zamiarem wzbogacenia się – oczywiście niskim kosztem – poprzez plądrowanie statków przewożących towary. W sesji uczestniczyć może od dwóch do czterech osób, czas potrzebny na rozgrywkę wynosi około 60 minut, zaś najmłodszy gracz powinien mieć dziewięć lat, co najpewniej wynika z dosyć rozbudowanej, acz nieskomplikowanej mechaniki. Niemniej instrukcja zredagowana została bardzo dobrze, zasady są łatwe do przyswojenia, a całości dopełniają szczegółowo opisane obrazy i przykłady. Ogólnie jest co robić, są momenty wymagające myślenia jak u szachisty, są zwroty akcji i nieprzewidziane zdarzenia, pojawi się konieczność planowania ruchów na kilka rund do przodu. Wszystko to podane zostało w bardzo sympatycznej i humorystycznej atmosferze, zatem na nudę nie ma tutaj miejsca.

Każda runda składa się z dwóch faz: wyboru postaci, których jest siedem i każda posiada inne umiejętności, oraz przeprowadzania akcji tej postaci. W trakcie fazy wyboru wszyscy gracze, w ukryciu przed pozostałymi uczestnikami, wybierają z ręki kartę postaci, której akcję zamierzają przeprowadzić w danej rundzie. Następnie wykonuje się fazę akcji, w której wybrani przez graczy bohaterowie wywoływani są w odpowiedniej, narzuconej kolejności – w zachowaniu porządku pomaga dołączona do gry ściągawka. Tutaj objawia się jedna z mocnych stron gry – bowiem jeśli dany protagonista wybrany został tylko przez jednego uczestnika zabawy w tej samej rundzie, to otrzymuje on z tego tytułu dodatkowe przywileje, na przykład zagrywając kartę okrętowego Cieśli, będąc jedynym w danej turze, otrzymamy dodatkowy statek za darmo.

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Coraz częściej w pudełkach pojawiają się wkładki, tak zwane inserty, które pomagają w organizacji elementów gry i ułatwiają jej przygotowanie

Jednak Piraci 7 mórz nie sprowadzają się tylko do kupowania okrętów i rzucania ich w wir walki dzięki umiejętnościom Kapitana. Zanim gra się skończy za sprawą wylosowania karty ostatniej rundy i wygra posiadacz największej liczby Punktów Zwycięstwa i najmniejszej liczby żetonów czaszek, dane nam będzie pobawić się między innymi w Kupca lub Korsarza. Tym ostatnim staniemy się wykonując akcję Gubernatora, dzięki czemu powiększymy swoją flotę, ale też otrzymamy żeton czaszki za zdradę pirackich braci. Wybierając Szamana rzucimy klątwę na pozostałych graczy, przez co możemy wywołać bunt na pokładzie statku przeciwnika lub wezwiemy Krakena, który pochłonie łupy wrogiej floty, zaś zagranie Kartografa pozwoli dobrać kartę ze stosu przygód – udając się na nie zdobędziemy jeszcze więcej zasobów. Akcja każdej z postaci może się nie powieść, za co również otrzymuje się czaszki.

Bardzo fajnie rozwiązany został aspekt ekonomiczny i tym samym zależności pomiędzy postaciami. W grze zdobyć możemy różne towary, między innymi rum i kawę, które musimy sprzedać, czyli wymienić na skrzynie będące odpowiednikami Punktów Zwycięstwa. Dostępnych jest kilka portów, a w nich ceny za poszczególne dobra są różne. Aby odwiedzić nowy port, musimy wykonać akcję Wyspiarki. Jeśli oferta tej placówki nam odpowiada, po udaniu się do niej zagrywamy Kupca. Przeciwnicy mogą nam w tym przeszkodzić, na przykład wybierając inny port, więc jeśli obmyśliliśmy jakiś plan, to może się okazać, że trzeba będzie go zmodyfikować w locie albo wręcz improwizować.

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Znaczniki yin-yang, które można wykorzystać w celu odprawienia rytuału lub zamiany na Punkty Zwycięstwa


Knaga z żelaza wykuta

Knaga to rodzaj okucia, które na pokładach jednostek pływających służy do mocowania różnego rodzaju lin. W tym kontekście przywodzę na myśl opakowanie, które trzyma w swoich ryzach elementy gry. Co prawda nie z żelaza, ale wykonano je z przyzwoitej jakości metalu. Całość sprawia wrażenie solidnego i jest praktycznie użyteczne, bowiem zarówno wieko, jak i spód pudła pełnią funkcję plansz, z których korzystamy w grze. Wspomniane wydawnictwo czyni coraz więcej w kierunku organizacji zawartości swoich gier. Prosty, bo prosty, ale w środku znajdziemy insert, który spełnia swoje zadanie – po otwarciu pudełka naszych oczu nie przytłacza, kolokwialnie mówiąc, bajzel. Karty mają swoje sloty, miejsca na żetony jest dużo, poszczególne części po zamknięciu wieka nie niszczą się nawzajem, na przykład poprzez wzajemne ocieranie się. Rebel – robisz to coraz lepiej, oby tak dalej!

Wieko posiada specjalne wyżłobienie, w które wkładamy mapę, dzięki czemu brzegi pokrywy służą za ranty niepozwalające kostkom wypaść poza planszę. Początkowo zastanawiałem się, dlaczego nie jest to w ten sposób oryginalnie rozwiązane na etapie produkcji, jednak później doszedłem do wniosku, że taka elastyczność może być komuś potrzebna, dlatego samodzielnie wkleiłem tekturę za pomocą taśmy dwustronnej i więcej tego zagadnienia nie rozważałem. Stosunek wagi do sztywności jest chyba najwyższy z możliwych – wieko ciężko jest uszkodzić, a przy tym nie sprawia problemu w trakcie gry czy transportu. Sama mapa siedmiu mórz jest przyjemna w dotyku, a naniesiona grafika po prostu śliczna.

Spód pudła stanowi planszę, na której oznaczamy aktualne postępy w grze. Jest również miejscem na specjalne znaczniki i flotę statków straży, które pilnują zasobów graczy. Cieszą zarówno jakość wykonania, użytych grafik, a także sam pomysł na wykorzystanie powierzchni – tutaj nawet pudełko „gra”. Ktoś mógłby przyczepić się do techniki malowania pudełka. Wydaje się ono być wykonane metodą proszkową, mimo to jeszcze nie udało mi się go zarysować, a zmieniało położenie wiele razy. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele zależy od pomysłu i mechaniki, ale mam nadzieję, że taki sposób produkcji i dostarczania gier stanie się niejako standardem – nie marnujemy surowca poprzez wykorzystanie go w całości, przy okazji oferując coś więcej niż tylko opakowanie. Bardzo, bardzo podoba mi się takie rozwiązanie.

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Karty z bohaterami. Stylistyka jest nienaganna, kreska bardzo klimatyczna i humorystyczna


Gdzie ta keja…

Przejdźmy zatem do pozostałych części, które znajdziemy w solidnym i ciekawym pojemniku. Żetony, linijka, znaczniki – tutaj klasycznie, do czego wydawnictwo zdążyło nas już przyzwyczaić – tektura jest odpowiednio gruba, sztywna, powlekana, dobrze trzyma farbę i nie strzępi się. Naniesione grafiki są kolorowe, nasycone, posiadają odpowiedni kontrast, zaś użyta stylistyka spodoba się wszystkim grupom wiekowym, dodatkowo podkręcając klimat. Gdyby się dokładnie przypatrzeć, można odnieść wrażenie, że autorzy ilustracji czerpali inspirację przynajmniej z morskich legend, a być może nawet z filmu Piraci z Karaibów. Zestaw postaci, które pojawiają się w grze, również wydaje się całkiem znajomy. Odczucie to pogłębiają przypisane do nich umiejętności, będzie o tym w dalszej części tekstu.

Karty mogłyby być ciut grubsze. Owszem, są odpowiednio elastyczne, kompensując tym samym swoją sztywność (ściślej jej brak), ale skoro ta pozycja ma być ogrywana, dosłownie – mamy się w nią zagrywać – to wypadałoby, aby przetrwała takie intensywne użytkowanie. Źle nie jest, ale do braku insertu przyczepić się nie mogę, a do czegoś muszę, więc padło na karty. Niemniej nijak i w niczym to nie przeszkadza – ot, po prostu, wrażliwych na tym punkcie czeka wycieczka do sklepu po koszulki. Poza tym, oddając cześć sprawiedliwości – w cenie poniżej 100 zł otrzymujemy produkt o niesamowitym wręcz stosunku jakości do ceny, warto o tym pamiętać wypatrując dla siebie lub na prezent nowego tytułu na jesienne, a już niedługo zimowe, wieczory.


…a przy niej ten jacht

Mamy zatem bohaterów, karty z towarami, żetony z czaszkami, znaczniki korsarzy, karty przygód, porty i handel. Gra o morzu, piratach i statkach, więc nic dziwnego, że doszukujemy się tychże. I o ile samo przedstawienie okrętów może nie robić odpowiednio dużego wrażenia, o tyle zastosowany system jest absolutnie rewelacyjny, szybki i intuicyjny. Nie ma potrzeby wykonywania żmudnych obliczeń, a gdyby wynikły sytuacje sporne związane z odległością – na podorędziu mamy dołączoną do gry linijkę. Esencja Piratów 7 mórz to gra kościana, których to kości jakość nie budzi zastrzeżeń. Ich kolory określają, która jednostka należy do danego gracza, a która to statek handlowy.

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Przykładowa rozgrywka. Korzystanie z gry jest wręcz intuicyjne, a rzucaniu kości niezmiennie towarzyszą wielkie emocje

Gracz, który zagrał kartę konwoju, bierze do ręki wszystkie statki kupieckie tworzące konwój oraz wszystkie statki wysłane przez graczy do jego obrabowania i rzuca je na planszę. Jeśli jakieś statki opuszczą planszę, należy rzucić nimi ponownie i dlatego pomaga włożenie mapy wód do wieka. Wspomniana prostota matematyki walki – wynik napadu określa się porównując siłę ognia par statków kupieckiego i najbliższego mu statku pirackiego. Jeśli pojedynków w danej rundzie jest więcej, kolejność ich rozgrywania wyznacza odległość między kostkami i tutaj niezwykle przydatna okazuje się dołączona do zestawu linijka.

Mechanika pozwala na to, aby ten sam okręt w tej samej rundzie walczył kilkakrotnie. Należy wspomnieć, że wielkość kolumny kupieckiej zależy od wartości znajdujących się na wylosowanej karcie konwoju i liczby uczestników rozgrywki. Na planszy może być więc naprawdę gęsto od kolorowych kostek, a porównywaniu liczby oczek towarzyszą niezmiennie wielkie emocje. To między innymi dla tych chwil warto zagrać w tę grę. Drugim najważniejszym czynnikiem jest opisany element kupiecki.


Trzeci czynnik

Na grę idealną, oprócz jakości jej wykonania i sposobu podania, przedstawionej historii tudzież klimatu składają się przede wszystkim mechanika, minimalna i maksymalna liczba uczestników wymaganych do zabawy oraz czas gry. Piraci 7 mórz wykonani są świetnie i podani bardzo smakowicie, świat przedstawiony jest ciekawy i trochę żyje własnym życiem. Nie będzie również problemu z zebraniem towarzystwa do grania. Czas zabawy jest w sam raz – nie za długi, nie za krótki, a po sesji pozostaje leciutki niedosyt – właśnie tyle, aby chciało się wracać. Dodatkowe smaczki i zdarzenia, o których nie wspomniałem w tekście i pozostawiam je Czytelnikom do odkrycia, sprawiają, że gra stanowić może wyzwanie na tyle skomplikowane, aby każdy sobie z nim poradził, ale również odczuł wyraźną satysfakcję ze zmyślnie przeprowadzonych, zaplanowanych uprzednio akcji. Szczególnie, że w każdej chwili trzeba być przygotowanym na improwizację.

Sama rozgrywka przywodzi na myśl wiele znakomitych tytułów wielu muz – filmy, seriale, inne gry planszowe i wideo, książki. Momentami czujemy się bohaterami znanymi z wielkiego ekranu, innym razem odżywają wspomnienia z dzieciństwa, gdy na ostatniej stronie zeszytu rysowało się plansze i grało w „statki”. Mnie najbardziej podoba się ekonomia i za każdym razem, gdy odwiedzam port, mam przed oczami scenę z Sid Meier’s Pirates!, a każde losowanie karty przygody lekko jeży włos na karku przywołując uczucie niepewności, które towarzyszy w trakcie losowania zdarzenia w planszówce Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie.

Tworząc niniejszy tekst bawiłem się jego koncepcją wielokrotnie, ale żadna forma nie odzwierciedli tego, czego doświadczymy grając w Piratów 7 mórz. Dlatego darowałem sobie zawoalowane sformułowania i nie będę próbował Was do tej gry przekonać. Gdybym mógł, tobym zmusił. Ja po prostu chcę, żebyście w to zagrali, bo to jest połączenie idealne – zarówno pod względem zastosowanych rozwiązań, jak i stosunku jakości do ceny. Warto!

Piraci, korsarze i kości – połączenie idealne?

Promocyjna karta portu dołączona do pierwszych egzemplarzy gry

Egzemplarz gry do recenzji dostarczyło wydawnictwo Rebel.

10.0 Idealna

PLUSY:
+ Piękna i solidna
+ Szybka i wciągająca
+ Wymagająca, acz lekka
+ Rewelacyjna mechanika
+ Absolutnie świetna!

MINUSY:
- Na siłę: dosłownie ciut za cienkie karty
- Ogólnie: brak

  • Jakość wykonania 10
  • Grywalność 10
  • Cena 10
  • Ogólne wrażenia 10
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Osman Waroński

Gram odkąd przestałem raczkować. Jestem samoukiem i lubię eksperymentować ze wszystkim. Nie trawię ignorancji, a nieśmiertelność spożytkowałbym na rozwój osobisty i przyswajanie całej wiedzy Wszechświata. Zawodowo zajmuję się programowaniem i doradztwem technicznym, w ramach pasji piszę i rozmawiam, czego efektem jest między innymi marka HELL Gaming, pod której szyldem organizuję turnieje, konkursy i inne wydarzenia e-sportowe i okołogrowe. Odkąd rozmawiam z komputerami Cthulhu to mój najmniejszy problem.