Poprzednią część możecie przeczytać tutaj.

Ruszamy z nowym cyklem powieści, której bohaterem jest największy detektyw naszych czasów, obdarzony niezwykłą zdolnością do wpadania we wszelkie możliwe tarapaty, potrafiący zarazem odnaleźć się w każdej sytuacji. Tym detektywem jesteście właśnie Wy. Wszyscy razem i każdy z osobna.

Raz na dwa tygodnie (a jeśli Wam się spodoba, to nawet raz na tydzień) będziecie mieli okazję głowić się nad rozwiązaniem sprawy nietypowego morderstwa, mając wpływ na dalsze losy bohaterów. To od Was będzie zależeć choćby to, gdzie rozgrywać się będzie akcja, kto zginie, jakie dowody pojawią się na Waszej drodze… To Wy podejmujecie wybory. A każdy wybór będzie rodził konsekwencje.


Miejsce zbrodni

Wybory nigdy nie są łatwe. Każda decyzja prowadzi do innych skutków, a czasu nie da się cofnąć. Mimo że nawyki z lat detektywistycznych nauk kazały ci odwiedzić komisariat i zgromadzić fakty o minionych wydarzeniach, to instynkt samotnika wziął górę – postanowiłeś działać na własną rękę. Miejscowa policja zapewne będzie ci to mieć za złe i postara się blokować twoje śledztwo. Tak bezpośrednimi, jak i subtelniejszymi sposobami. Wiesz, że sprawa stanie się trudniejsza, gdyż oficjalnym instytucjom nie będzie można do końca ufać. Czy im jednak zaufasz, to twoja sprawa.

Myślisz o tym wszystkim, jadąc w stronę jaśniejącego w promieniach południowego słońca lasu. Wreszcie przestało padać. Porozrywane, ciemne chmury, pędzone przez wiatr, zwiastowały polepszenie pogody, ale w tym mieście niczego nie można być pewnym.

Powieść paragrafowa, cz. 3: "Miejsce zbrodni"

Zatrzymujesz się na pustym podleśnym parkingu i udajesz się wydeptaną ścieżką w głąb gęstwiny, z każdym krokiem zbliżając się do miejsca swojego sennego koszmaru. Panująca tu atmosfera daleka jest od tej z nocnego wrażenia – ptaki śpiewają, wiatr szumi wśród igieł, słońce przebija się przez korony nielicznych, acz rozłożystych dębów. Spokój przepełnia całą scenerię, a i ty czujesz się zupełnie nie tak, jak powinieneś się czuć, idąc na miejsce okrutnego morderstwa. Gdy docierasz do otoczonej wyblakłą policyjną taśmą zbitki kilku drzew, nie możesz uwierzyć, że to tu ktoś wyzionął ducha w męczarniach.

Nic tu nie ma, cholera jasna” – przeklinasz w duchu. – „Zresztą, czego ja się spodziewałem. Ze względu na jeden sen, po roku od morderstwa szukam igły w stogu siana.” Z bezsilną złością rozgarniasz czubkiem buta igliwie pod stopami. „Trzeba było iść do wróżki, by zbadała mój dziwny sen. Więcej bym zdziałał, niż tu” – myślisz sarkastycznie i odwracasz się na pięcie. Zatrzymujesz się jednak, wzdychasz bezradnie i przechodzisz pod prowizorycznym policyjnym ogrodzeniem. Wiesz, że musisz chociaż poszukać. Nie ma nic gorszego niż bezowocny trud.

Powieść paragrafowa, cz. 3: "Miejsce zbrodni"

Rozgarniasz suche z wierzchu igliwie, by w tym wilgotnym od ciągłego deszczu szukać dawno zatartych śladów. Dokładnie, centymetr po centymetrze, przeczesujesz malutkie poletko wyznaczone policyjną taśmą. Żmudne, monotonne badanie trwa niemal godzinę. Oślizgła, mokra ziemia lgnie do twoich palców, nie chcąc ich puścić, gdy już raz chwyci. Nic tam nie ma.

Podnosisz się więc z przykucu i oglądasz drzewa. Znajdujesz ślady walki lub po prostu jakieś otarcie – ciężko stwierdzić po roku; a nuż jakieś zwierzę otarło się o podpróchniałą korę lub ułamana gałąź zostawiła ślad, spadając. Przyglądasz się z bliska pięciu otarciom i dostrzegasz w ich wnętrzu jasne kawałki paznokci. Krzywisz się, wyobrażając sobie ból towarzyszący gwałtownemu ułamywaniu paznokci o drzewo, i wyciągasz pęsetę, by zebrać dowód do analizy.

Dalsze oględziny drzewostanu nie przynoszą przełomu. Nie ma tu już nic więcej do zbadania. Podnosisz głowę, by rozprostować kark i wtedy to dostrzegasz – na gałęzi znajdującej się nieco ponad pół metra nad tobą wisi łańcuszek z krzyżykiem. Opatrzony inicjałami S. R..

Stoisz jak wryty. „Przecież to niemożliwe” – myślisz. – „Jak przez rok nikt tego nie zauważył? Czy gdyby ktoś mi opowiedział taką historię, uwierzyłbym? Może ktoś ze mną igra i podłożył dowód chwilę wcześniej? A nawet jeśli tak, to kto? I po co?”. Pytania bez odpowiedzi przebiegają ci przez głowę, gdy wlepiasz wzrok w łańcuszek. W końcu sięgasz po niego i zdejmujesz z gałęzi. Jest dziwnie ciepły; jakby długo leżał na słońcu bądź… jakby ktoś dopiero co wypuścił go z zaciśniętej pięści.

Powieść paragrafowa, cz. 3: "Miejsce zbrodni"

Dumając nad całą sytuacją, wracasz do auta. Wchodząc na parking nie zauważasz nawet, że twój samochód nie jest już na nim osamotniony.

– Proszę, proszę, zagubiony detektyw. A to ci historia – wysoki, gładko ogolony mężczyzna uśmiecha się do ciebie dziwnie, rozbieganymi oczami taksując całą twoją postać. – Już myślałem, że się pan pogubił w tym lesie, detektywie. Tu łatwo się zgubić, a trudno odnaleźć.

– Kim pan jest i co pan tu robi? – odpalasz szybko, zły na siebie, że dałeś się zaskoczyć.

– Hola, hola, wszystkich pan tak na parkingach wita? – uśmiech nieznajomego wydaje się wylewać z kącików jego ust, ale głos ma opanowany i zimny. – Na grzeczne zagajanie nigdy nie reaguj impertynenckim chamstwem, detektywie. Nigdy nie wiesz, co ci to może przynieść – rozpromienia się i wesoło odpowiada – skoro już tak pan ładnie prosi, pozwoli pan, że się przedstawię: Sergiusz Trysza, do usług. Również jestem detektywem, stąd i pańska osoba nie jest mi obca. Kolegów po fachu zawsze dobrze znać, choć nie zawsze dobrze rozpoznawać.

Drugi detektyw zapala papierosa, zaciąga się zamaszyście i patrzy na ciebie przeciągle.

– Fakt, że pana znam, nie oznacza, że nie powinien się pan przedstawić – mówi powoli i wbija wzrok w twoje umorusane ziemią dłonie. Cofasz je odruchowo i czujesz, jak łańcuszek, choć zamknięty w pięści, ociera się o nogę. Czy Sergiusz to widział?

– Jeśli mnie pan zna, to uważam te ceregiele za zbędne – odpowiadasz butnie i prostujesz się. – Nie wiem, dlaczego jeździ pan moimi śladami, ale nie potrzebuję pomocy. Zakładam, że nie znalazł się pan tu przypadkiem. Jaki jest więc cel pańskiej obecności?

– Za dużo chce pan wiedzieć, detektywie – uśmiech przypomina coraz bardziej grymas maskowanego bólu. – Każdy może udać się do lasu na spacer, nawet i detektyw. Tak się złożyło, że ja dopiero przyjechałem, a pan właśnie odjeżdża. Co jest bardziej podejrzane?

– Ta pańska poufała pogawędka jest najbardziej podejrzana. Żegnam pana – prawie niezauważalnym skinieniem głowy pozdrawiasz nowo poznanego detektywa i wsiadasz do auta.

– Do zobaczenia, do zobaczenia. Jeszcze się spotkamy – mruczy pod nosem Trysza i wchodzi na ścieżkę, którą dopiero co wróciłeś.

Powieść paragrafowa, cz. 3: "Miejsce zbrodni"

Dziwna wymiana zdań i cała sytuacja znów skłaniają cię przemyśleń. Inny detektyw wie, czego szukasz. Czy był z policji? Nie wiadomo, zapomniałeś spytać. Czy widział krzyżyk na łańcuszku? Oby nie. Nie chcesz, by ktoś wiedział więcej niż ty, choć i twój stan wiedzy nie imponuje ani wielkością, ani jakością. W kieszeni czekają paznokcie do zbadania. Ofiary czy napastnika?

Masz nadzieję, że wyjaśni to badanie. Tylko do kogo się zwrócić?

1. Niepomny domniemanej niechęci policji, udasz się do laboratorium kryminalistycznego, gdzie masz nadzieję na otrzymanie dogłębnej i wyczerpującej analizy dostarczonej próbki.
2. Pojedziesz do dobrej znajomej swojej żony, nauczycielki biologii i chemii; być może jej zapał i hobbystyczne zacięcie pomogą zidentyfikować dowód.
3. Pod fałszywym nazwiskiem zlecisz badanie prywatnej firmie kryminalistycznej – dłużej to potrwa, ale jest szansa na otrzymanie miarodajnych wyników bez informowania policji o podjętych działaniach.

Podziel się.

O autorze

Uwielbiam górskie wędrówki i leśne spacery. W chwilach tak wolnych, jak i bardzo szybkich czytam książki i zatapiam się w niezmierzone światy gier komputerowych. Jestem ciekawy świata i staram się go tak poznawać, jak i tworzyć.

  • Mateusz Motyka

    Opcja nr 2 wydaje się ciekawa.

  • Adrian Czech

    Nie będę oryginalny 🙂 3

  • Manik

    Nr 3- może będą mieć od razu dostęp do bazy danych i sprawdzą odciski lub inne dane o łańcuszku.

  • Radek Stoszek

    3. opcja najbardziej do mnie przemawia.

  • Oczywiście, że „bramka” nr 2 bo będzie seks… przecież to oczywiste.

  • Wybieram opcję numer 3. 🙂