Poprzednią część możecie przeczytać tutaj.

Ruszamy z nowym cyklem powieści, której bohaterem jest największy detektyw naszych czasów, obdarzony niezwykłą zdolnością do wpadania we wszelkie możliwe tarapaty, potrafiący zarazem odnaleźć się w każdej sytuacji. Tym detektywem jesteście właśnie Wy. Wszyscy razem i każdy z osobna.

Raz na dwa tygodnie (a jeśli Wam się spodoba, to nawet raz na tydzień) będziecie mieli okazję głowić się nad rozwiązaniem sprawy nietypowego morderstwa, mając wpływ na dalsze losy bohaterów. To od Was będzie zależeć choćby to, gdzie rozgrywać się będzie akcja, kto zginie, jakie dowody pojawią się na Waszej drodze… To Wy podejmujecie wybory. A każdy wybór będzie rodził konsekwencje.


Pytania i odpowiedzi

– Przyszły wyniki zleconej przez pana analizy – oznajmia bezbarwny głos w słuchawce. – Paznokcie należą do Sylwii Rawieńskiej, lat 42, rozwódka. Od dwóch lat bezskutecznie poszukiwana listem gończym przez służby polskie i wschodnioeuropejskie; przypuszczalnie przebywa w białoruskich lasach, ale równie dobrze może przemycać ludzi w Gruzji czy w Iranie. Podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, liczne drobniejsze przewinienia, bójki, kradzieże… Ma trochę za uszami ta panienka – szelest przewracanych papierów niemal zagłusza westchnienie pracownika prywatnego biura kryminalistycznego. – I jeszcze jedno: w oficjalnych rejestrach pan jej nie znajdzie. Na papierze jest martwa od chwili ucieczki. Może i kiedyś była Sylwią, ale teraz zapewne wyparła to imię z pamięci i posługuje się innym. Jeśli nie kilkoma.

– Dziękuję za informacje – odpowiadasz, bazgroląc bezmyślnie po książce telefonicznej. – Wygląda na to, że całkiem sporo jesteście w stanie wyczytać z kawałka paznokcia.

– Jak by pan zapłacił więcej, to byśmy ją znaleźli szybciej niż wszystkie te służby – bezosobowy głos zabarwia się wesołą nutą, która znika tak szybko, że równie dobrze mogłoby jej w ogóle nie być. – To tyle z naszej strony. Prześlemy panu dokładniejszy raport pocztą jeszcze w tym tygodniu – dźwięk odkładanej słuchawki pieczętuje koniec rozmowy.

Powieść paragrafowa, cz. 4: "Pytania i odpowiedzi"

Sylwia Rawieńska. S. R. Czyżby wisiorek należał do tajemniczej uciekinierki? Czyżby maczała palce w kolejnym morderstwie? Jeśli ten trup w lesie to jej sprawka, to rzeczywiście jest cholernie niebezpieczna.

Zakładasz buty i udajesz się do domu, do żony. Ostatnie dni spędziłeś w swoim malutkim biurze, zgarbiony nad papierami, które udało ci się zgromadzić dzięki pomocy miejscowej bibliotekarki. Były to stare gazety z informacjami o popełnionych przez mieszkańców zbrodniach i wykroczeniach, skany zeznań naocznych świadków (ponoć były chłopak bibliotekarki pracował kiedyś w policji, ale wolisz nie wnikać, skąd tak naprawdę te dokumenty się wzięły) i wypociny miejscowych autorów – quasi-pisarzy i quasi-poetów opisujących region. Szukałeś jakiegoś wzorca, którym morderca mógł się kierować, jakiegoś wspólnego mianownika z tutejszą legendą czy też inspiracji w lokalnym powieściopisarzu; nic jednak nie tworzyło całości, fakty mieszały się z plotkami, a fikcja literacka ze zbiorową prawdą społeczności.

Naprawdę miałeś dosyć. Po zapoznaniu się z dostępnymi źródłami nie byłeś w stanie odsiać ziarna od plew. Co było prawdą, a co tylko aspirowało do jej miana? Kto przekazał fakty, a kto fantazyjnie upiększone plotki? W tym momencie nie ma to już dla ciebie znaczenia. Chcesz jedynie wrócić do domu, bez słowa przytulić żonę i sennie wsiąknąć w miękkość i ciepło tak jej ciała, jak i pachnącej spokojem pościeli.

Powieść paragrafowa, cz. 4: "Pytania i odpowiedzi"

Z rozmarzonym uśmiechem wsiadasz leniwie do autobusu i wybierasz miejsce przy oknie. Świt powoli przechodzi we wczesny poranek, a zaspani ludzie wpełzają i wypełzają na przystankach. Zastanawiasz się, jak to w życiu jest, że trzeba wstawać, gdy się nie ma ochoty, i kłaść się, gdy jeszcze chciałoby się posiedzieć. Widocznie tak musi być.

Udaje ci się dowlec coraz senniejsze ciało pod drzwi swojego mieszkania i nacisnąć dzwonek. Czekasz chwilę, po czym dzwonisz ponownie. Starasz się dzwonić cicho, delikatnie, żeby obudzić żonę bladym świtem tylko na chwilkę, tylko by otworzyła drzwi, bo klucze znów posiałeś gdzieś w biurze. Trzeci raz dzwonisz jednak bardziej zdecydowanie, bo powieki coraz usilniej domagają się zamknięcia. Głuche echo pustego mieszkania pochłonęło dźwięk dzwonka i nastała cisza. Coś jest nie tak.

– Też nie mogłem się dobić do pańskiego mieszkania, choć myślałem, że to pańska premedytacja i upór w ignorowaniu dzwonka – znajomy, zimny głos dobiega z twojej lewej strony, od windy. – Pańska małżonka chyba miała dziś wychodne, co? Aż dziw, że mógłby pan o tym nie wiedzieć.

Stoisz jak wryty. Po raz kolejny ten człowiek cię zaskoczył, tym razem pod drzwiami własnego domu. Nie wiesz, czy bardziej cię to irytuje, czy przeraża.

– Nie życzę sobie pańskich wizyt. Ani tych leśnych, przypadkowych, ani tych celowych. Tym bardziej, gdy są na moim prywatnym terenie – warczysz.

– No tak, pańska prywatna klatka schodowa! – drwi Sergiusz. – Zaskakuje mnie pańskie niedetektywistyczne podejście. Nie spytał pan, co tu robię, ani dlaczego tu jestem. Nie interesuje pana powód mojej obecności?

– Nie – syczysz przez zęby. – Interesuje mnie tylko pański mocodawca. Kto panu zlecił śledzenie mnie?

– Śledzenie! Wielkie słowo! – teatralnym gestem wyrzuca ręce w powietrze. – Czy nazwałby pan śledzącym psa, który idzie za zapachem mięsa? Nie trzeba pana śledzić, pana ruchy są oczywiste. I w tej sprawie właśnie do pana przychodzę. Jeśli poświęci mi pan trochę czasu oraz, bądźmy szczerzy, uprzejmości, wyjawię panu informacje, których nie znajdzie pan w żadnej bibliotece. Łącznie z wieczornym spotkankiem pańskiej małżonki, które, jak widać, musiało się przedłużyć…

– Zamknij mordę, kundlu, nim stanie ci się krzywda. Nie będziesz mówił tak o mojej żonie. Nie pozwolę.

– Niepotrzebna irytacja to chyba pański znak rozpoznawczy, prawda? – obślizgły uśmieszek nie schodzi Tryszy z twarzy. – Wyjawię więc pierwszą informację jako formę bezzwrotnej zaliczki; kredytu, którego nie musi pan spłacić. Jeśli informacja pana zainteresuje, będziemy mogli przejść do dłuższej opowieści, ale na innych zasadach: przy herbacie lub kawie, w atmosferze wzajemnego zrozumienia i poszanowania, jedząc idealnie wypieczone tosty.

Powieść paragrafowa, cz. 4: "Pytania i odpowiedzi"

Już zbierasz się do odpowiedzi, która kipi w tobie od kilku minut, ale Sergiusz jest szybszy.

– Zaznaczyć również muszę, że jeśli jeszcze raz nazwie mnie pan kundlem, przestanę panu pomagać. Zacznę wręcz szkodzić. Jeszcze nie zdaje pan sobie sprawy, ale mogę naprawdę dużo. I umiem wyrządzić większą krzywdę niż tylko słowną ujmę na honorze, która zdaje się pana dotykać do żywego.

– Czy pan mi…

– Grożę? Nic z tych rzeczy. Daleki jestem od tak prostackich i bezpośrednich zachowań – detektyw ściąga twarz w grymasie i powoli wypuszcza ustami powietrze. – Wybór pozostawiam panu. Tymczasem oto obiecana informacja: pańska małżonka spotkała się wczoraj z detektywem Makowskim, uznanym za zaginionego niemal rok temu.

Nie wiesz, co powiedzieć. Wściekłość ustępuje miejsca bezbrzeżnemu zdumieniu. W głowie pustka walczy o palmę pierwszeństwa z ogromem pytań, o które nigdy byś się nie podejrzewał.

– Czy wystarcza to panu do przeprowadzenia cywilizowanej rozmowy dwojga dorosłych mężczyzn parających się jednym zawodem, czy też bliżej panu do zaprzepaszczenia świetnie zapowiadającej się znajomości na rzecz walki z przeciwnikiem, który przerasta pana w większym stopniu niż sławetny „Gniew Lasu”?

  1. – No dobrze. Zapraszam na kawę, ale żadnych tostów pan ode mnie nie dostanie. Ani teraz, ani w przyszłości.
  2. – Puszy się pan jak paw. Proszę jednak pamiętać, że to tylko ptak. Trochę większy niż przeciętny, ale tylko ptak. Również umiem więcej, niż się panu wydaje. Proszę tu więcej nie przychodzić. Żegnam.
  3. – Nie mam powodu, by panu wierzyć… Ale też nie mam powodu, by nie wierzyć. W zaistniałych okolicznościach zaproszę pana na kawę, herbatę i tosty. Wygląda na to, że sporo ma pan do opowiedzenia, a wiadomo, że jak Polak głodny, to zły.

 

Podziel się.

O autorze

Uwielbiam górskie wędrówki i leśne spacery. W chwilach tak wolnych, jak i bardzo szybkich czytam książki i zatapiam się w niezmierzone światy gier komputerowych. Jestem ciekawy świata i staram się go tak poznawać, jak i tworzyć.

  • Radek Stoszek

    „Trójkę! Trójkę wybierz, panie”

  • Trójka jest mało wiarygodna bo nikt tak kulturalnie nie mówi i nie dzieli się tostami… tosty są za dobre by się nimi dzielić z obcymi. Przy jedynce aż poczułem klimat „Błękitnej Ostrygi” – „Cukiereczku chodź, podzielę się z Tobą herbatą, ale mojego tosta dziś nie skosztujesz… Ty łobuzie.” – głosuję na jedynkę!

  • Sergiusz mnie jara, więc trójeczkę!