Poprzednią część możecie przeczytać tutaj.

Ruszamy z nowym cyklem powieści, której bohaterem jest największy detektyw naszych czasów, obdarzony niezwykłą zdolnością do wpadania we wszelkie możliwe tarapaty, potrafiący zarazem odnaleźć się w każdej sytuacji. Tym detektywem jesteście właśnie Wy. Wszyscy razem i każdy z osobna.

Raz na dwa tygodnie (a jeśli Wam się spodoba, to nawet raz na tydzień) będziecie mieli okazję głowić się nad rozwiązaniem sprawy nietypowego morderstwa, mając wpływ na dalsze losy bohaterów. To od Was będzie zależeć choćby to, gdzie rozgrywać się będzie akcja, kto zginie, jakie dowody pojawią się na Waszej drodze… To Wy podejmujecie wybory. A każdy wybór będzie rodził konsekwencje.


Gniew lasu

Gniew lasu” był raczej łagodnym określeniem dla wydarzeń mających miejsce tamtego lata. Znalezione w lesie zwłoki nie przypominały już człowieka, jeśli kiedykolwiek nim były. Rozszarpane kończyny kazały domyślać się rozrywania końmi czy ataku wściekłych, wygłodniałych psów. Twarz delikwenta przypominała jedną, wielką, czerwoną plamę.

Stałeś w miejscu zbrodni, a gęsty deszcz siekł wszystko wokół. Monotonny szum wypełniał cały las. Nad miejscem, w którym znaleziono ofiarę, rozciągnięto nieprzemakalną płachtę. Wielkie krople rozwadniały jednak świeżą jeszcze krew, powoli rozlewającą się dookoła twych butów.

– Panie Makowski, nic tu nie wskóramy – usłyszałeś głos porucznika Staśkowskiego, odrobinę drżący z podniecenia. – To zadanie dla jakichś egzorcystów czy kogoś takiego. Zrobiliśmy, co do nas należało. Ślady zabezpieczone, zdjęcia porobione, raport spisany. Wracajmy na posterunek.

– Fanatycy, Stasiek, fanatycy – odpowiedziałeś i westchnąłeś głęboko, patrząc na wystające z żeber gałęzie, przypominające wyrywające się z ciała zniekształcone ręce. – Wracaj, ja muszę jeszcze coś zbadać.

Staśkowski wzruszył ramionami i odburknął coś, jednak słowa zlały się z nieustającym szumem. Usłyszałeś trzask zamykanych drzwi i delikatny pomruk silnika – samochód ruszył powoli i po chwili chrzęst leśnej drogi ucichł wraz z oddalającym się autem. Zostałeś sam. Przyszedł czas na zbadanie śladów.

Powieść paragrafowa, cz. 2: "Gniew lasu"

Zwłoki zostały niedbale rzucone pod drzewem, jakby oprawca pozbywał się niechcianego śmiecia. Twarzy nie było. Zmiażdżony, krwawy kawał mięsa nie pozwalał na stwierdzenie płci czy wieku ofiary. Po kończynach został tylko zarys, a jedyny rozpoznawalny fragment ciała, korpus, rozerwany był przez gałęzie.  Na jednej z gałązek dostrzegłeś strzępek cienkiej, czerwonej nici. Wdziałeś rękawiczki i delikatnie zebrałeś pierwszy dowód.

– Dobrze, że nie jest gorąco – pomyślałeś. – Smród byłby nie do zniesienia.

Kątem oka dostrzegłeś ruch w zaroślach po lewej stronie. Obróciłeś się szybko w tamtą stronę i ujrzałeś zgarbioną postać, oddalającą się z niesłychaną prędkością. Puściłeś się za nią biegiem. Grząski grunt i wszędobylskie gałęzie utrudniały pościg, a nieznajomy pędził przed siebie w ogóle nie przejmując się panującymi warunkami. Potknął się jednak o wystający korzeń i zachwiał, ale natychmiast wrócił do pionu i zniknął w gęstniejącej między drzewami ciemności.

Zakląłeś pod nosem, z trudem łapiąc oddech i siadłeś na korzeniu, na którym uciekinier stracił równowagę. Deszcz z coraz większym trudem pruł mroczną zasłonę, a piorun rozciął niebo na ułamki sekund. W tym momentalnym lśnieniu udało ci się dostrzec leżący na ziemi połyskujący przedmiot, niechybnie upuszczony przez zbiega. Podniosłeś i obejrzałeś go w świetle latarki – był to srebrny łańcuszek z krzyżykiem, na którym widniały inicjały S. R.

Przemoczony do suchej nitki wstałeś i odetchnąłeś głęboko, uspokajając oddech przed powrotem na posterunek. Dość już ci było wrażeń tego dnia. Marzyłeś o gorącej kąpieli i porządnej kolacji. I o tym, by zapomnieć ten makabryczny, leśny widok. I jak najszybciej dorwać tego zwyrodnialca, który to zrobił. Ruszyłeś powoli w stronę drogi, podążając za snopem światła ze swojej latarki.

Po trzech krokach zgarbiona postać wyłoniła się zza drzewa i ogromną lagą oberwałeś prosto w głowę.

Powieść paragrafowa, cz. 2: "Gniew lasu"

***

Budzisz się z przerażeniem, oblany zimnym, lepkim potem. Jeszcze przez chwilę masz wrażenie, że jesteś na miejscu zbrodni, słyszysz szum deszczu i czujesz przenikliwy ból głowy po uderzeniu. A przecież nigdy tam nie byłeś. Wydarzenia, którymi się zajmujesz, miały miejsce już niemal rok temu. Już kilku detektywów zrezygnowało z rozwiązania zagadki – jedni z troski o własne zdrowie psychiczne, inni z obawy o swoje życie, jeszcze inni ze względów rodzinnych. Niemniej jednak wszyscy odchodzili przez wzgląd na sprawę, która do dziś pozostała nierozwiązana.

Detektyw Makowski zaginął niemal rok temu. Do dziś nie udało się wpaść na żaden ślad ani jego, ani tego, kto go uprowadził. Policja domniemywa, że morderca i porywacz to ta sama osoba, pewności jednak nie ma.

Powieść paragrafowa, cz. 2: "Gniew lasu"

Wstajesz powoli i podchodzisz do okna. Leje jak lało. Wzdychasz i wypijasz szklankę wody. To czas wyborów. Gdy nadejdzie dzień,  skierujesz się do jednego z miejsc, gdzie możesz dowiedzieć się czegoś o dokonanym morderstwie.

  1. Idź na komisariat, by zgromadzić twarde dowody i fakty o popełnionej zbrodni
  2. Idź do lasu, na dawne miejsce zbrodni, by na własną rękę rozwiązywać zagadkę u źródeł
  3. Idź do wróżki, by dowiedzieć się czegoś o losach zaginionego detektywa
Podziel się.

O autorze

Uwielbiam górskie wędrówki i leśne spacery. W chwilach tak wolnych, jak i bardzo szybkich czytam książki i zatapiam się w niezmierzone światy gier komputerowych. Jestem ciekawy świata i staram się go tak poznawać, jak i tworzyć.

  • Manik

    Warto najpierw przeanalizować zebrane wcześniej dowody i potem samemu na miejscu zbrodni je skonfrontować i znaleźć ewentualnie kolejne, jeśli coś wyda nam się pominięte. Wybieram 1!

  • Mateusz Motyka

    Spróbujmy opcji numer 2, być może odkryjemy jakieś nowe poszlaki i dowody w sprawie.

  • Wybieram 2, chociaż uważam, że po takim czasie wszystko zarosło paprociami ;). Wydaje się to jednak ciekawszym rozwiązaniem.

  • Sieciech

    Numer 1. Nawet nie po to, żeby zebrać dowody, ale po to, żeby, najprawdopodobniej, zyskać pomoc starych kumpli, a nie lecieć na hurra samemu.

  • 2. Idź do lasu, na dawne miejsce zbrodni, by na własną rękę rozwiązywać zagadkę u źródeł.

    Dwójkę, dwójkę wybierz Panie.

  • Adrian Czech

    Ciężki wybór, ale czasami warto przeanalizować wszystko raz jeszcze na chłodno, więc 1 🙂

  • 2 🙂

  • Ale skoro sprawa przez tyle czasu nie została rozwiązana, to czy na komisariacie będą potrzebne dowody? Wydaje mi się, że nie do końca.

  • Radek Stoszek

    A ja wybieram 1, ponieważ przegląd wszystkich zgromadzonych dowodów, może doprowadzić nas do nowych wniosków.

  • Wahałam się między 1 a 2, ale wybieram 2 🙂