Tak naprawdę wyrażenie „hack’n’slash” ma swoje korzenie w papierowych RPG i oznacza bardziej styl gry, niż jej odrębny rodzaj. Jednak ze względu na ograniczenia techniczne, czy wytyczne fabularne/dotyczące mechaniki, powstała osobna kategoria gier komputerowych. Hack’n’slash w tym rozumieniu oznacza produkcję, w której siekamy tabuny wrogów, zazwyczaj jest także związany z rozwojem bohatera (pochodzi w końcu od RPG).

Szczególnie ważne jest regularne wymienianie ekwipunku, który pozwala nam jeszcze skuteczniej rozwalać kolejne zastępy demonów, obcych, potworów i kogo tylko jeszcze dusza zapragnie. Śmiertelność przeciwników jest wyższa, niż ludności w Afryce Środkowej, a celem najczęściej jest pokonanie określonego bossa. Trafiamy podczas (długiej) podróży na wielu pomniejszych, a nierzadko zdarza się, że wróg wyznaczony na początku do odstrzału jest tylko kimś poślednim, główny antagonista chowa się bowiem w cieniu.

Oto subiektywna lista najciekawszych i według mnie najlepszych hack’n’slashy w historii. Wielu się ze mną nie zgodzi, wielu powie, że „brakuje jeszcze” oraz „a co z”, ale cóż – mam ten przywilej, że mogę na tej liście umieścić te gry, które uważam za godne tego miana. Niemniej z chęcią dowiem się czegoś nowego, dlatego jeżeli uważasz, że lista byłaby bogatsza/lepsza także z innym tytułem – zostaw komentarz! Już na początku zaznaczę jednak, że kolejność nie odgrywa tu większej roli – w tym zestawieniu nie ma miejsc, są jedynie wyrazy uznania 😉

I na koniec początku: „A co Ty tam tak klikasz, synek?”

Prawie jak Diablo - najlepsze hack'n'slashe w historii


Diablo (1996)

Co tu dużo mówić? Wydana przez Blizzard Entertainment gra szybko pobiła rekordy sprzedaży, potwierdzając pozycję amerykańskiego koncernu na rynku wirtualnej rozrywki.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Blizzard był jedynie wydawcą, gdyż prace nad Diablo prowadziło od 1995r. małe studio Condor Games (później przejęte, zmieniło nazwę na Blizzard North). Co najciekawsze, miała to być gra turowa, typowe RPG. Podjęto jednak decyzję – rozgrywka ma się odbywać w czasie rzeczywistym. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Pomysły rozwijały się długo i wielokrotnie je zmieniano, ale my możemy się jedynie cieszyć, że gra powstała w takiej wersji, jaką możemy jeszcze dziś podziwiać.

Nie wyobrażamy już sobie branży bez tej perełki – to po prostu niemożliwe. Gra wprowadziła wiele innowacji i chociaż nie była pierwszą, jaka obfitowała w brutalność, wykreowana historia naprawdę wciągała. Postacie nie były „płaskie”, upchnięte byle jak – napotykaliśmy ludzi z problemami, a nawet przemienionych wolą Pana Zła. Mogłoby się wydawać, że sieczka na ekranie szybko się znudzi – sceptycy chyba na dobre zamknęli się po premierze. Tytuł zakorzenił się w kulturze masowej i świadomości graczy na stałe. W planach od dłuższego czasu jest nawet jego ekranizacja, a reżyserem miałby być Guillermo del Toro (sporo horrorów na koncie), jednak od 2007r. minęło już sporo czasu, a dalszych wieści brak.

Nie wierzę, że ktoś, kogo interesują gry, nigdy o niej nie słyszał, jednak wypada napisać parę słów o czym to w ogóle jest. Sprawa ma się tak: oto miasteczko Tristram coraz częściej jest nawiedzane przez rozmaite monstra – od szkieletów i potworów, aż do demonów, jak właśnie tytułowy Diablo.

Znikają mieszkańcy, zwierzaki giną w dziwnych okolicznościach, aż tu wreszcie kościółek zostaje najechany, a w jego podziemiach otwierają się wrota Piekieł. Dostajemy proste zadanie – idź i wklep gościowi odpowiedzialnemu za problemy. No co możemy zrobić? Każą iść i kulturalnie wlać, to pójdziemy. Po drodze nachapiemy się złota, rozwalimy niejeden wynaturzony łeb i uratujemy parę duszyczek. Na końcu oczywiście zatłuczemy głównego antybohatera.

Prawie jak Diablo - najlepsze hack'n'slashe w historii

Diablo przypisywany jest do gatunku dark fantasy i nie ma w tym nic dziwnego – krew leje się litrami, dominują ciemne barwy, a przygnębiający i napięty nastrój podsyca wspaniała oprawa dźwiękowa. Graficznie, jak na tamte czasy, gra była majstersztykiem. Jedną z przyczyn tak ogromnej popularności i przywiązania graczy do tej produkcji jest fakt, że lochy i rozmieszczenie potworów jest losowe – każda nowa gra to nowe lokacje.

Jest to znamienne dla serii, dzięki czemu ciężko się nią znudzić. Kolejnym ważnym elementem była możliwość gry wieloosobowej. W tamtych czasach internet był jeszcze w miarę świeżym wynalazkiem, a jakość połączeń była mocno wątpliwa, jednak już wtedy wiedziano, jak wykorzystać potencjał tego medium.

Prawie jak Diablo - najlepsze hack'n'slashe w historii

Na pewno słyszeliście też o „krowim poziomie”. Osławiony Cow Level to plotka puszczona przez internetowych trolli – w Tristram znajdują się trzy krowy, a gdy klikniemy na nie parę razy pod rząd, bohater zacznie rzucać całkiem niezłe teksty. Powstał mit o specjalnym miejscu, gdzie znajdowały się wyjątkowe potwory i potężne przedmioty – warunkiem wejścia miała być odpowiednia liczba kliknięć na krowach, co było przyczyną awarii niejednej myszki, zniszczenia niejednej klawiatury i wyrzucenia niejednego monitora przez okno.

Fora internetowe dosłownie pękały w szwach od ilości „porad” i „opisów” rzeczonej krainy, a żartownisie mieli niezły ubaw wrzucając przerobione screeny z gry. Podobnie zresztą poczynali sobie twórcy dodatku Hellfire, umieszczając w jednym z plików tekstowych fragment „;CowQuest;„. Blizzard był zasypywany pytaniami o krowi poziom do tego stopnia, że w Starcrafcie istnieje nawet cheat „thereisnocowlevel” (skutkował wygraniem poziomu).

Rok 1997 dalej jest jednym z najważniejszych dla niektórych fanów hack’n’slashy, chociaż faktycznie gra ujrzała światło dzienne 31 grudnia 1996r. Szczerze mówiąc, blisko mi do tego poglądu, ponieważ do tej pory pogrywam w blizzardowe cudeńko. Ktoś może tego tytułu nie lubić, ale na pewno musi on zająć honorowe miejsce w tym zestawieniu.

1 2 3 4 5
Podziel się.

O autorze

Parafrazując klasyka, „urodziłem się, aby żyć”, co z niemałą chęcią robię i staram się coś przy tej okazji zrobić/napisać/wynieść – niepotrzebne skreślić. Przy okazji pisania, kawę, herbatę oraz wszelkie przekąski zużywam w ilościach iście hurtowych i tempie, jakiego nie powstydziłby się sam Usain Bolt. W niewyjaśnionych okolicznościach nabyłem także tajemną umiejętność generowania losowych błędów i awarii we wszelkiej maści urządzeniach elektronicznych.
Ulubiony cytat? „Nie wierz we wszystko, co napiszą w internecie” (~Abraham Lincoln). Znajdziecie go również na Gamezilli, gdzie od czasu do czasu spamuje suchymi tekstami.