Razer DeathAdder Chroma to mycha wyjątkowa pod wieloma względami. W naszym teście wypadła bardzo pozytywnie – i nikogo, kto jej używał, to nie dziwi. Dlaczego? Dobry projekt, świetne wykonanie i jakość użytych materiałów. Proszę.

Tak naprawdę mycha służy mi już prawie dwa lata – zwyczajnie skopiowałbym poprzedni test, który wtedy wykonałem, ale niestety Google takich rzeczy nie wybacza. Ponadto warto dopisać parę kwestii, które wynikły bądź też wyklarowały się przez ten, bądź co bądź, długi czas 🙂

Test ten jest odświeżoną wersją artykułu, który pojawił się 31 stycznia 2015 roku na portalu SmartAge.pl, zanim powstał Horizon Gamer, dedykowany szeroko pojętej tematyce gamingowej 🙂

Razer DeathAdder Chroma - test myszy dla graczy


Razer DeathAdder Chroma – specyfikacja techniczna

  • Wersja dla osób praworęcznych.
  • Wymiary: 125 x 70 x 45 mm.
  • Waga: około 100g (+/- 5g).
  • Przyciski:
    • Pięć: LPM, PPM, ŚPM, dwa boczne pod kciukiem.
    • Firmware pozwala na programowanie.
  • Czujnik (sensor):
    • 4G.
    • Rozdzielczość do 10000 DPI.
    • Brak przycisku zmiany prędkości, ale jest możliwe przystosowanie do tej funkcji klawisza dodatkowego.
    • Częstotliwość (ultrapolling): 1000Hz.
    • Przyspieszenie do 50G, do 5m/s.
  • Dodatkowe funkcje i właściwości:
    • Boczne fragmenty zostały ogumowane – zwiększono przyczepność do dłoni.
    • Podświetlenie LED w technologii Chroma.
    • Pozłacany wtyk USB 2.0.
  • Firmware: Razer Synapse.
    • Zarządzanie podświetleniem Chroma (paleta RGB).
    • Konfiguracja funkcji przycisków, w tym makr..
    • Prowadzenie statystyk i tworzenie heatmaps (map użytkowania, przydatnych pro graczom).
    • Manualna lub predefiniowana dla wybranych modeli podkładek konfiguracja.

Razer DeathAdder Chroma – po 2 latach wciąż jak nowa!

Test Razer DeathAdder Chroma wpadł przypadkiem na początku 2015 roku. Tak naprawdę Wam, czytelnikom, najbardziej przyda się taka informacja: do tej pory używam tej mychy. Działa bez zarzutu po prawie dwóch latach (bardzo) intensywnego użytkowania, klawisze reagują tak samo, jak zaraz po wyjęciu z opakowania.

Jedyne, co pokazuje, że nie jest to nówka, to lekko zabrudzone szczeliny w obudowie, delikatnie starte ślizgacze i… to właściwie tyle. Gdybym nie wiedział, ile czasu temu została po raz pierwszy wyjęta z pudełka, powiedziałbym, że ma maksymalnie kilka miesięcy. Zresztą i tak nieźle się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem datę publikacji pierwszego testu na SmartAge.pl 😉

Tak naprawdę, jeśli chcecie poznać moją opinię, polecam zajrzeć do pierwszej wersji tego testu, ponieważ nic się od tamtej pory nie zmieniło.

Razer DeathAdder Chroma – test myszki dla graczy


Razer DeathAdder Chroma – werdykt

Kilkanaście miesięcy temu zapytałem: „czy warto wydawać 250 złotych na tę mysz?” Odpowiedzią, jak zawsze w przypadku wydawania pieniędzy na bardzo wyspecjalizowane produkty, było proste stwierdzenie „to zależy”. Dalej to utrzymuję, ponieważ jeśli komuś wystarcza gryzoń za dwadzieścia złotych i nawet nie ma zamiaru wypróbować żadnego innego choćby w markecie elektronicznym, raczej nie wyda takiej kwoty.

Jeśli jednak już ktoś się przemoże i stwierdzi, że być może warto poznać tę „nowinkę”, gwarantuję – więcej nie usiądzie przed pierwszą lepszą taniochą.

Razer DeathAdder Chroma - test myszy dla graczy

8.8 Polecamy!

Cena: od 250 złotych.
W stosunku do pierwszego testu, zmieniła się tylko ocena za trwałość - z 9 na maksymalnych 10 punktów. Razer DeathAdder Chroma zasłużyła sobie na to!

Dla kogo?
+ gracze hardcore i pro
+ i wszyscy inni użytkownicy, którzy mogą wydać tyle na mysz

+/- nie wszyscy od razu wyczują i docenią jakość pracy

- nie na ograniczony budżet
- raczej nie dla graczy causual, choć nie zawiodą się na niej

  • Jakość 9.5
  • Komfort i ergonomia 8
  • Wygląd 8.5
  • Trwałość 10
  • Cena/jakość 8.2
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 9.5
Podziel się.

O autorze

Parafrazując klasyka, „urodziłem się, aby żyć”, co z niemałą chęcią robię i staram się coś przy tej okazji zrobić/napisać/wynieść – niepotrzebne skreślić. Przy okazji pisania, kawę, herbatę oraz wszelkie przekąski zużywam w ilościach iście hurtowych i tempie, jakiego nie powstydziłby się sam Usain Bolt. W niewyjaśnionych okolicznościach nabyłem także tajemną umiejętność generowania losowych błędów i awarii we wszelkiej maści urządzeniach elektronicznych.
Ulubiony cytat? „Nie wierz we wszystko, co napiszą w internecie” (~Abraham Lincoln). Znajdziecie go również na Gamezilli, gdzie od czasu do czasu spamuje suchymi tekstami.