Nie ukrywam, że tegoroczny grudzień przytłoczył mnie przeciętnymi grami indie, które niczym się nie wyróżniają. Battle Chef Brigade od niezależnego amerykańskiego Trinket Studios było dla mnie swego rodzaju… miodem na serce, mimo że bez potknięć w kuchni się nie obyło. Zapraszam do degustacji.

Gatunek gry ciężko jednoznacznie sprecyzować – opiera się głównie na walkach w czasie rzeczywistym, jak w klasycznych brawlerach, i systemie gotowania, czyli łączeniu kryształków niczym w grach mobilnych. To wszystko okraszone szczyptą elementów RPG i przygodówki, a co ważniejsze – prześliczną grafiką i wyróżniającym się designem. Nareszcie ktoś miał dobry pomysł na grę indie i świetnie go zrealizował (goń się, pixel art!). Tym jest Battle Chef Brigade na pierwszy rzut oka, a jeśli by się wkroić w sam środek…


Bo przepisy babci są najlepsze

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Design gry bardzo przypomina Persony i inne japońskie produkcje

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Wszystkie postacie są niezwykle… barwne. I naprawdę dobrze nakreślone!

Fabuła opowiada o losach dwóch kucharzy – Miny i Trasha. Każde z nich ma swoje powody, by dołączyć do tytułowej, elitarnej Bitewnej Brygady Kucharzy, którzy słyną z pokonywania potworów i przyrządzania z nich idealnych dań. Dostanie się do elity nie jest jednak takie proste. Nie dość, że Minę i Trasha trapią mniej lub bardziej poważne rozterki, to jeszcze muszą wygrać w turnieju, by mogli zostać Brygadierami. A proste to nie jest. Naprawdę. To taka Persona o gotowaniu połączona z mechaniką Soulsów, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. A porównywanie do „japońszczyzny” jest jak najbardziej trafne, ponieważ twórcy ewidentnie inspirowali się stylem anime i mangi. Być może nawet czerpali z popularności Shokugeki no Souma. A do designu Persony widać odwołania na każdym kroku, chociażby na ekranie zwycięstwa, kalendarza czy śmierci.

To wszystko jednak Trinket Studios przyrządziło we własnym, indyczym stylu. Grafika jest naprawdę przepiękna – wszystko ręcznie rysowane, a animacje postaci rozwiązano bardzo pomysłowo. Każda z nich jest bardzo szczegółowa i również tła zachwycają, mimo że podczas zbliżania kamery czasami kreska jest jakaś taka niewyraźna.

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Z pozoru wyciągnięty z „mobilek” system gotowania jest świetny

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Każda z postaci ma zupełnie inne zdolności


Mieczem nauczyłam się władać w kuchni

Całość jest zatem bardzo kolorowa i niezwykle przyjemna, chociaż nerwów nie brakuje. Na przygotowanie posiłków mamy zwykle od kilku do kilkunastu minut. W tym czasie musimy zapolować na wybrane stwory, zebrać owoce, warzywa i inne znaleziska (każdy sędzia lubi co innego) i przyrządzić z nich danie lepsze od konkurenta. Gotowanie rozwiązano za pomocą mini-gierki z łączeniem kryształów – z pozoru jest to coś wyjętego z głupiutkich gier mobilnych, a jednak sprawdza się świetnie, choć, moim zdaniem, niekoniecznie na klawiaturze (czekam na wersję konsolową). No i ostatecznie werdykty sędziów pozostawiają czasami po sobie pewien niesmak – nie zawsze ich oceny są zrozumiałe. Dlaczego na przykład mój przeciwnik otrzymał więcej punktów ode mnie, skoro nie użył w swoim daniu głównego składnika?

Gra jest naprawdę długa jak na tego typu produkcje; jej przejście zajęło mi kilkanaście godzin. To z jednej strony sprawia, że mechaniki ciągle się ulepszają: podczas gotowania możemy wymyślać niesamowite kombosy, kupować nowe garnki z różnymi właściwościami i bonusami, dodawać sosy zmieniające kolory kryształów, pojawiają się zatrute składniki, każda z postaci ma inne umiejętności podczas walk i tak dalej. Jednak ten czas produkcji wiąże się również z tym, że po kilku godzinach staje się ona cholernie powtarzalna i to jest jej największa bolączka.

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Jurorzy mają inne preferencje i czasami ciężko zrozumieć werdykt

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

Przykładowo, to nie bossowie są największą przeszkodą – najciężej jest ugotować takie danie, by każdy sędzia był zadowolony

Nim ruszymy na pojedynek z innym kucharzem, w ciągu dnia możemy wykonać trzy prace – nauczyć się układania coraz to bardziej skomplikowanych puzzli u Belchiora, dzięki Thorn będziemy lepsi w zabijaniu potworów, a w restauracji Pontidy możemy podszkolić się w jak najszybszym układaniu kryształów. I tak praktycznie dzień w dzień.

Poza normalnym trybem fabularnym jest jeszcze Daily Cook-off, gdzie Mina może zmierzyć się z Trashem lub Trash z… Trashem. Misje zmieniają się codziennie, są trudniejsze do wykonania, ale gdy już się uda, levelujemy i dostajemy nagrody. Możemy również polepszać swój wynik i zyskiwać więcej punktów umiejętności, ale dopiero następnego dnia zmienia się plansza, sędziowie oraz główny składnik dania. Poza tym jest również tryb wyzwań, który każe nam robić to samo, co prace w trybie fabularnym (puzzle, restauracja, łowy), jednak każde wyzwanie ma inne warunki, na przykład musimy zbić talerze na czas lub wejść jak najwyżej na danym poziomie.

Recenzja: Battle Chef Brigade. Najsmaczniejszy indyk roku?

W sklepie można kupić świetne rzeczy (dostajemy je również od przyjaciół). Należy na nie zwracać szczególną uwagę. W Battle Chef Brigade cała trudność polega na gotowaniu, nie na siekaniu stworków


Vive la Brigade!

Mimo wszystko gra się niezwykle przyjemnie. Historia ma swoje wzloty i upadki, ale ze względu na przesympatyczne i dobrze napisane postacie, również te poboczne, chce się ją odkrywać dalej i gotować coraz to bardziej popisowe dania, które naprawdę dają niesamowitą satysfakcję. Wszystko to okraszone wpadającą w ucho muzyką, choć nie zawsze dopasowaną do scen – przykładowo, miasto ma jakiś swój theme i cokolwiek strasznego by się nie działo, to zawsze on leci w tle.

Pomijając kilka niedoskonałości, Battle Chef Brigade jest naprawdę warte kupna, szczególnie jeśli jesteście fanami klasycznych brawlerów i klimatów rodem z anime. No i cena całkiem przystępna, jak na taką zawartość. To gra, którą warto poznać i mieć ją w głowie – tylko pamiętajcie, żeby podczas zabawy zawsze mieć przy sobie coś do jedzenia…

Recenzja na podstawie wersji PC. Klucz do gry udostępniła firma GOG.

7.6 Warto

PLUSY:
+ Przepiękna, ręcznie rysowana grafika
+ Design – menu, rozgrywka, ekran ładowania, zwycięstwa i śmierci, wszystko wygląda perfekcyjnie
+ Sympatyczne postacie
+ Niekonwencjonalny, przyjemny gameplay
+ Angażujące pojedynki
+ Ciekawe wyzwania

MINUSY:
- Czasem dziwne werdykty sędziów
- Po kilku godzinach wkrada się powtarzalność
- Bossów w zasadzie da się wykańczać podstawowymi ciosami
- Podczas grania ciągle jest się głodnym!

  • Grafika 8.5
  • Audio 7
  • Grywalność 7.5
  • Cena/jakość 7.5
  • Ogólne wrażenia 7.5
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.