ARK: Survival Evolved – odkrycie roku i wielki zwycięzca letniej wyprzedaży na Steam. Tylko czy faktycznie jest to gra tak świetna, jak odbiera ją ponad milion graczy, którzy ją zakupili? Na pewno jest nietuzinkowa, jednak nie ustrzegła się pewnych błędów i utartych schematów. Zanim jednak przejdę do właściwej recenzji, małe ogłoszenie.

ARK: Survival Evolved to gra Early Access, która boryka się z problemami właściwymi dla tej grupy produktów. Największym z nich jest fatalna optymalizacja. Praktycznie nie ma na rynku konfiguracji, nie licząc może maszyn samych autorów, która poradziłaby sobie ze wszystkim, co tytuł oferuje. Dlatego, po pierwsze – wybaczcie proszę kiepską jakość zrzutów ekranu i po drugie, oprawy oceniał nie będę. Gra co prawda na materiałach reklamowych prezentuje się świetnie, ale nie chcę pisać o czymś, czego sam nie doświadczyłem.


Już to gdzieś widziałem

Zaczynamy – uwaga, uwaga – standardowo. Po stworzeniu postaci (swoją drogą, kreator jest całkiem rozbudowany) budzimy się w samych gaciach na plaży, nie wiedząc gdzie i po co jesteśmy. W ustach pełno piasku, słońce razi w oczy, a na dodatek wieje i robi się zimno. Co zatem robić? Standardowo, jak to w grach tego typu, trzeba ściąć drzewo. Oczywiście gołymi rękami, po drodze chaotycznie zbierając wszystko, co akurat leży na ziemi. Kiedy dobiegniemy już do palmy, czy tam innej sosny, zaczynamy standardowo uderzać w nią pięściami. Krew leje się przy tym dość obficie, nasz bohater stęka, a pasek zdrowia zaczyna się kurczyć. Tu akurat plus, bo w wielu podobnych produkcjach kierowany przez gracza śmiałek jest chodzącym tartakiem, na którego członkach nawet potężny dąb nie zrobi wrażenia.

ARK: Survival nie do końca Evolved

Czemu nie?

Wracając natomiast do tematu, po kilku chwilach bicia w drzewo widzimy informacje oznajmiające nam, że zebraliśmy a to trochę drewna, a to trochę kory. Parę sekund później drzewo, niezależnie od rozmiaru, pada przed nami. Nie chcę tu marudzić, ale czy choć raz nie można posilić się na odrobinę kreatywności? Czy takim problemem było by, gdyby pierwsze materiały gracz zbierał z ziemi? Po całej mapie walają się wszelkiej maści kamienie, czy nie można było dodać modelu gałęzi? Spróbujcie kiedyś podejść do jakiegoś drzewa i zacząć okładać je pięściami.

Nie dość, że ludzie będą się dziwnie patrzeć, to jeszcze zrobicie sobie krzywdę, a na drzewie nie zrobi to większego wrażenia. Rozumiem, że gry muszą być upraszczane, dlatego nie trzeba w nich zmieniać bielizny, przełykać śliny, czy się załatwiać (choć to ostatnie w Survival Evolved ma miejsce – często bez naszego świadomego udziału). Problem w tym, że ARK to przedstawiciel gatunku survival, taki trochę symulator człowieka. Skoro muszę jeść, pić i dbać o to, żeby nie zmarznąć, albo się nie przegrzać, chciałbym też nie mieć rąk ze stali.

Zebraliśmy pierwsze surowce – kilka kamieni, drewno i korę. Teraz standardowo trzeba przerobić je na narzędzie, na początek będzie to, jakże by inaczej, kilof. Standardowy, kamienny kilof. Z pomocą rzeczonego kilofa zbierzemy więcej drewna i kory, oraz krzemień potrzebny do zrobienia, zgadliście, standardowej, prymitywnej siekiery. Tą z kolei wykorzystamy do pozyskania jeszcze większej ilości drewna i kory. Standardowo, jak przystało na przedstawiciela gatunku, wszystko robi się tu z drewna (co jeszcze nie jest takie dziwne), z ogromnych ilości drewna (co jest już irytujące).

ARK: Survival nie do końca Evolved

A masz! Ty przebrzydła palmo!

Pewnie zauważyliście coś w powyższych akapitach. Dość często używam słowa „standardowo”. Normalnie bym tego nie robił, bo powinno się korzystać z synonimów, zresztą – naczelny chyba urwałby mi głowę za coś takiego. Tutaj jednak jest to świadomy zabieg, bo ARK: Survival Evolved jest do bólu standardowa, jeśli chodzi o człon „Survival” w jej tytule. Zbierz surowce, przerób je na narzędzia, zbierz więcej surowców, zbuduj chatkę.


Może nie powiew, ale delikatny wietrzyk świeżości

Mimo tego, co napisałem wyżej, nie można powiedzieć, że ARK to gra jałowa, niczym niewyróżniająca się na tle masy podobnych produkcji. Jest kilka ciekawych elementów, które, jeśli będą odpowiednio rozwijane, uczynią z Survival Evolved świetny tytuł.

Fajnie rozwiązano crafting. O ile samo tworzenie przedmiotów jest dość klasyczne – zbierz materiały, a następnie połącz je ze sobą, o tyle uczenie się nowych „przepisów” znacząco różni się od tego, co oferuje konkurencja. Przede wszystkim, nasz bohater na początku potrafi wyprodukować tylko wspomniany już kilof. Kolejne elementy odblokowuje się podnosząc poziom postaci – za każdą aktywność, a nawet samo bycie online, dostajemy określoną liczbę punktów doświadczenia. Kiedy uzbieramy ich odpowiednio dużo, widzimy napis „LEVEL UP”, mamy wtedy możliwość podniesienia statystyk postaci, oraz otrzymujemy tak zwane „Engram Points”. Te z kolei przeznaczamy na naukę nowych przepisów, tu zwanych engramami.

ARK: Survival nie do końca Evolved

Na początku jest skromnie – punktów do wydania mało, a i przepisów też nie za bogato.

Teraz robi się ciekawie, bo możemy dowolnie wybrać, czego nasza postać nauczy się przy osiągnięciu kolejnego poziomu. O ile spełniamy określone kryteria – możemy zdecydować się na każdy z odblokowanych engramów. Jest to o tyle interesujące, że musimy określić, w którą stronę chcemy się rozwijać. Lepiej najpierw odblokować ściany, dach i drzwi, żeby zbudować schronienie, czy może skupić się na narzędziach, żeby szybciej zbierać surowce? Mało tego, liczba punktów, które możemy zdobyć jest ograniczona. Oznacza to, że nie ma szans na odblokowanie wszystkiego jedną postacią, co z kolei wymusza specjalizowanie się i zachęca do współpracy z innymi graczami.

Kolejny element to warunki atmosferyczne i ich wpływ na kierowaną przez gracza postać. Padający deszcz, czy zawierucha to nic nowego w tego typu produkcjach, ale zwykle jest to czysta kosmetyka. W ARK jednak każde takie zjawisko niesie ze sobą określone konsekwencje. Kiedy jest za gorąco, bohater przegrzewa się, potrzebuje więcej wody pitnej i szybciej się męczy. Trzeba poszukać cienia, albo po prostu wejść do wody. Przy wichurach z kolei jest na odwrót – robi się zimno, także musimy się rozgrzać, na przykład biegając, albo jeszcze lepiej – rozpalając ognisko. Może na początku rozgrywki nie ma to aż tak dużego znaczenia, bo dość łatwo jest poradzić sobie z problemem, ale później, kiedy zaczynamy eksplorować wyspę, już tak lekko nie jest. Znowu stajemy przed wyborem: podróżować w dzień, kiedy jest jasno, ale mogą doskwierać nam upały, czy zdecydować się na noc i za pomocą pochodni zdradzać swoją pozycję wrogom i drapieżnikom?

Do tego dochodzą drobiazgi, które może schodzą na dalszy plan, ale są miłym dodatkiem. Ot, bijąc w cokolwiek pięściami tracimy zdrowie, bukłak przecieka, ale możemy uzupełnić go, kiedy pada deszcz, a używając różnych narzędzi zbierzemy inne ilości surowców. Na przykład, uderzając kilofem w martwe zwierzę „wypadnie” nam więcej mięsa, jeśli zdecydujemy się na topór – zbierzemy więcej skór. Jakoś przez ostatnie lata dużo bardziej zwracam uwagę właśnie na takie drobnostki, dzięki którym bardziej wczuwam się w klimat gry.

7.8 Ma potencjał!
  • Audio 7
  • Grywalność 8
  • Cena/Jakość 6
  • Pozostałe 8
  • DINOZAURY! 10
  • Ocena użytkowników (7 głosów) 8.1
1 2
Podziel się.

O autorze

Niektórzy mówią, że tata zamiast czytać książki, na dobranoc grał z nim w pierwsze Prince of Persia. To nieprawda – robił obie te rzeczy, stąd zamiłowanie zarówno do czytania jak i gier komputerowych. Szczecinianin z urodzenia, Warszawiak z wyboru, żeglarz z miłości, a palacz – bo tak. Laureat prestiżowego konkursu „Zbierz 24 punkty i zamień prawo jazdy na bilet miesięczny”. Na portalu odpowiada między innymi za uspokajanie naczelnego. „Spokojnie, Andrzejku. Wyklepie się”, zwykł mawiać.