Po sukcesie, jakim okazało się World of Tanks, nie trzeba było długo czekać, aż pojawią się tytuły naśladujące produkcję studia Wargaming. Jedną z takich gier jest War Thunder rosyjskiego studia Gaijin Entertainment. Czy Rosjanom udało się dorównać konkurencji? A może ją prześcignąć? Myślę, że tak, ale po kolei.

Gra ukazała się w formie otwartej bety w listopadzie 2012 roku, czyli nieco ponad półtora roku po World of Tanks i na pierwszy rzut oka jest niemal identyczną kopią swojego pierwowzoru. Nie ma w tym nic złego. Powielanie sprawdzonych schematów to rzecz naturalna, a konkurencja w danym segmencie wszystkim dobrze robi. Mamy zatem potyczki dwóch drużyn: w samolotach lub czołgach z okresu II Wojny Światowej i czasów krótko po niej. Posiadamy swój własny hangar, w którym kupujemy nowe maszyny, ulepszamy je, personalizujemy i ogólnie robimy wszystko, czym nie zajmujemy się w trakcie walki. Całość oparta jest na powszechnie znanym i lubianym modelu free-to-play, który akurat w tym przypadku sprawdza się bardzo dobrze, o czym za chwilę.

http://gamezilla.komputerswiat.pl/newsy/2015/39/gry-na-fizycznych-nosnikach-zostana-z-nami-raczej-na-dlugo

Hangar – tu się wszystko zaczyna


Tryby, loty, bombardowania – co w War Thunder jest do roboty?

Zanim zaczniemy toczyć bitwy, czy to na ziemi, czy w powietrzu, musimy wybrać nację, którą będziemy reprezentować. Do wyboru mamy samoloty pięciu narodów: Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Związku Radzieckiego, Wielkiej Brytanii i Japonii oraz pojazdy naziemne trzech pierwszych. Na początku dostępne są tylko podstawowe maszyny, głównie dwupłatowce i lekkie czołgi, natomiast z czasem odblokowujemy bardziej zaawansowane jednostki, kończąc na wczesnych odrzutowcach i ciężkich czołgach. Warto też wspomnieć, że wszystkie pojazdy są realistycznie odwzorowanymi, wirtualnymi wersjami swoich pierwowzorów, biorących udział w walkach, odpowiedników z okresu, który gra portretuje. Nie uświadczymy tutaj zbyt wielu prototypów, czy maszyn, które, choć powstały, nigdy nie brały czynnego udziału w bitwie.

Szukasz równie ciekawej rozgrywki, chcesz porozjeżdżać przeciwników i postrzelać, ale nie interesują Cię ani czołgi, ani samoloty, ani II Wojna Światowa? Lubisz klimaty zombie apokalipsy? Sprawdź, czy nie zakochasz się w State of Decay!

Rozgrywka opiera się na trzech trybach: klasyczny deathmatch, zdobywanie punktów strategicznych (odwzorowanych przez lotniska) oraz bitwa o jeden, centralny punkt na mapie (również lotnisko). Dodatkowo mamy trzy poziomy trudności: Arcade, Realistic i Simulation. Zwycięstwo osiągamy albo niszcząc wszystkie maszyny przeciwnika albo zdobywając i utrzymując punkty strategiczne. Możemy też zniszczyć wrogą bazę bombardując ją, wtedy zwycięstwo jest natychmiastowe.

Ponadto mamy jeszcze prosty edytor własnych scenariuszy, które możemy rozgrywać ze znajomymi bądź udostępnić je wszystkim oraz tryb single player, gdzie albo dostępne są pojedyncze misje albo cała kampania, dostępna także w co-opie z trzema innymi graczami. O ile tryby gry są dość jasne i nie różnią się zbytnio od tego, co oferuje konkurencja, o tyle przy poziomach trudności warto zatrzymać się na dłużej, bo u innych tego nie ma.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

My tu…

Pierwszy, czyli Arcade, jest dokładnie tym, na co wskazuje nazwa. Wszystko jest bardzo zręcznościowe: mamy praktycznie nieskończoną ilość paliwa i amunicję, która choć się kończy, przeładowuje się „w locie”. Nie ma również podziału na nacje, w jednej drużynie niemieckie i brytyjskie samoloty mogą walczyć skrzydło w skrzydło przeciw maszynom amerykańskim i japońskim – przeciwnicy są podpisani, a po wybraniu celu mamy wskaźnik pokazujący, gdzie mierzyć, żeby trafić. Model zniszczeń i aerodynamika też są maksymalnie uproszczone – z pilotowaniem bez problemu poradzimy sobie za pomocą myszki i klawiatury. Jest to też tryb, w którym najszybciej zostaniemy przypisani do jakiejś drużyny, ponieważ gra w niego najwięcej osób.

Ma on również swoje wady. Nie liczcie na strategie bardziej rozwinięte od „zajmujemy lotnisko A. LOL!” (swoją drogą i tak większość zrobi, co chce),na jakiekolwiek racjonalne zachowania skrzydłowych także. Prowadzi to do wielu zabawnych, choć zwykle kończących się porażką, zachowań. Na przykład w moim ostatnim meczu 1/3 drużyny postanowiła ścigać samotny bombowiec, który leciał dla nich zbyt wysoko i zbyt szybko, ale wydawał się łatwym celem. To spowodowało, że nie było komu bronić lotnisk, które przeciwnik bardzo szybko przejął.

Kolejny przykład? Proszę bardzo. Siedzę na ogonie uszkodzonego myśliwca wroga, czekam aż działka się przeładują i szykuję się do zadania ostatniego ciosu. Otwieram ogień i… trafiam kolegę z drużyny, który stwierdził, że to jednak on zdobędzie cenne punkty i bezpardonowo wleciał przede mnie. Na szczęście nie mogłem długo się na niego denerwować, bo właśnie zostałem staranowany przez dwa inne „przyjacielskie” samoloty, których piloci również postanowili dołączyć się do zabawy.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

… oni tam


Nie chcesz iść na łatwiznę? Proszę bardzo!

Poziomy Realistic i Simulator są bardziej skomplikowane. Drużyny są tutaj przypisane do nacji, nie ma możliwości, żeby japońskie Zero walczyło u boku radzieckiego Miga. Jeśli skończy nam się amunicja musimy wylądować i przezbroić samolot, na całą rozgrywkę przysługuje nam jedna maszyna i jeśli zostaniemy zestrzeleni nie możemy wybrać innej. Pojawiają się też bitwy historyczne, gdzie dwie konkretne nacje ścierają się ze sobą w scenariuszu, który faktycznie miał miejsce i mają konkretne zadania do wypełnienia, na przykład drużyna Amerykanów ma zatopić wrogą flotę, a Japończycy muszą jej bronić. Model lotu jest tutaj bardzo zbliżony do tego prawdziwego, a w przypadku trybu Simulator niemal idealnie oddaje realia pilotowania poszczególnych samolotów.

Jak na poziomie Arcade spokojnie da się przeprowadzić bombardowanie z lotu nurkowego siedząc za sterami Latającej Fortecy, tak tutaj skończy się to urwanymi skrzydłami i bolesnym spotkaniem z ziemią. Jest to bardzo mocna strona War Thunder. Faktycznie na wyższych poziomach trudności, a już szczególnie na najwyższym, maszyny zachowują się tak, jak te prawdziwe, na których są wzorowane.

Aby lepiej się grało, możesz zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt gamingowy. Tylko jaki? Sprawdź listę polecanych przez nas peryferiów!

Dlatego też, jeśli chcemy grać w coś więcej niż zręcznościówkę, warto zaopatrzyć się w joystick, który do trybu Simulator jest wręcz wymagany i gra nie uruchomi się bez niego. Nie trzeba też chyba wspominać, że osoby grające na tych poziomach są dużo bardziej ogarnięte. Misje są planowane, wszyscy trzymają się blisko siebie i osłaniają się nawzajem. Nagrody w postaci punktów doświadczenia i wirtualnych pieniędzy również są dużo wyższe niż w trybie zręcznościowym.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Na wyższych poziomach trudności wystartować musimy sami

Podobnie jest w przypadku pojazdów naziemnych. Czołgi w trybie Arcade zachowują się jak samochody wyścigowe. Bardzo szybko przyspieszają, zatrzymują się praktycznie w miejscu i skręcają jak gokarty. Przy odrobinie wprawy możemy prowadzić ogień w ruchu, a w celowaniu pomaga mały znacznik pokazujący, gdzie trafi wystrzelony przez nas pocisk, dodatkowo zmieniający kolor w zależności od tego, czy i jak duże obrażenia zadamy.

Na poziomie Realistic jest już inaczej. Nie ma znacznika, przed oddaniem strzału czołg trzeba zatrzymać, tak jak faktycznie miało to miejsce podczas II Wojny Światowej, a prowadząc pojazd czujemy, że jedziemy kilkudziesięciotonową, opancerzoną maszyną do siania zagłady. Zwieńczeniem jest tryb Simulator, z którego usunięto wszelkie oznaczenia, co oznacza, że cele musimy identyfikować samemu. Dodatkowo możliwy jest tylko widok z wieżyczki, co skutecznie ogranicza pole widzenia, ale też zwiększa realizm.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Wygląda podobnie, ale to nie WoT!


Co to za armia, co walczy osobno?

Tym oto sposobem dochodzimy do moim zdaniem najciekawszej rzeczy, jaką oferuje War Thunder i czego nie mają produkcje konkurencyjnych studiów. Bitwy powietrzne i lądowe mogą być ze sobą połączone – na danej mapie mogą jednocześnie walczyć gracze w czołgach i samolotach. Działa to tak, że mając w puli swoich maszyn samolot, w pewnym momencie gra wyświetla komunikat z prośbą o wciśnięcie przycisku na klawiaturze. Wtedy opuszczamy nasz czołg i przenosimy się za stery myśliwca lub bombowca.

Jak natomiast gra prezentuje się pod kątem oprawy audiowizualnej? Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Modele pojazdów odwzorowane są ze wszystkimi szczegółami. Szczególnie dobrze widać to w przypadku samolotów. Każda klapa, lotka, podwozie – wszystko, co powinno się ruszać – jest animowane. Wnętrza, również w przypadku samolotów, bo czołgi ich nie mają, są zgodne z prawdziwymi kokpitami i oczywiście każdy wskaźnik działa.

Zadbano nawet także o to, żeby głowa pilota ruszała się zgodnie z ruchami kamery w widoku z trzeciej osoby. Mało tego, widać również subtelne różnice między różnymi wersjami tej samej maszyny. No i model zniszczeń – trafiane samoloty dymią, płoną, gubią części, na kadłubach widać dziury po pociskach, a z trudnej potyczki z ogniem przeciwlotniczym w tle wylatujemy z postrzępionymi skrzydłami.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Jak to mówią, „zaorane”

Z resztą nie tylko pojazdy są bardzo ładne. Widać, że twórcy włożyli dużo pracy w zaprojektowanie map. Latając nad Berlinem widzimy dobrze odwzorowane miasto, gdzie każdy budynek jest osobnym obiektem. Oczywiście nie są to modele bardzo wysokiej jakości, a poszczególne budynki mieszkalne są po prostu kopiami, czasem o zmienionym rozmiarze, ale można też trafić na bardziej szczegółowe budowle, jak zbombardowane fabryki czy siedziby władz.

Na mapach plenerowych mamy z kolei gęste lasy, góry czy kaniony, w których ścigamy przeciwników. Pościg za wrogiem, lecąc pomiędzy dwoma ścianami, znajdującymi się o kilka metrów od skrzydeł i lawirując w labiryntach, jest naprawdę bardzo efektowny i powoduje skok adrenaliny. Nie mówiąc już o satysfakcji, kiedy to my jesteśmy ścigani i udaje się wymanewrować wroga albo doprowadzić do jego rozbicia się.

Poza tym, naszym zmaganiom towarzyszą wszelkiej maści efekty wodne. Nikogo już nie dziwi fakt, że jeśli spojrzymy pod słońce zostaniemy oślepieni, za to woda skraplająca się na owiewce po wleceniu w chmury robi wrażenie. Podobnie jak efekt fali uderzeniowej podczas bombardowania bądź strzelania z działa czołgu, czy owiewka zachlapana olejem wyciekającym z trafionej przez nas maszyny wroga.

Natomiast oprawa dźwiękowa choć dobrze zrobiona, nie powoduje już efektu „wow”. Inna sprawa, że tak naprawdę nie musi. W menu i hangarze przygrywają nam nuty kojarzące się ze starymi kronikami filmowymi, natomiast samym zmaganiom towarzyszą odgłosy silników, inne w zależności od prowadzonej maszyny, wystrzałów i wybuchów. Całość świetnie oddaje klimat w

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Bunkrów nie ma…

alk powietrznych i lądowych. Silniki wkręcane na wysokie obroty wyją,  dławią się,  kiedy zostaniemy trafieni, słychać świst kul i powietrza opływającego nasz samolot, a na ziemi – miarowy klekot diesli w stalowych potworach.

Bardzo ciekawym pomysłem, zastosowanym w zmaganiach naziemnych, jest trochę nietypowy killcam. Kiedy trafimy pojazd przeciwnika, w rogu ekranu pojawia się małe okno pokazujące, gdzie trafiliśmy i co uległo uszkodzeniu. Kiedy natomiast to nam przytrafi się wirtualna śmierć, widzimy całą animację rodem ze Sniper Elite, gdzie najpierw mamy przed oczami obraz lecącego pocisku, a następnie nasz czołg zostaje „prześwietlony” i możemy podziwiać dzieło zniszczenia.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Killcam jest całkiem interesujący!


Nie wszystko złoto, co się świeci

Gra nie ustrzegła się kilku błędów, a chyba najbardziej widocznym jest ten związany z pochodzeniem twórców. Nie chodzi mi tu o politykę, nie mam też nic do Rosjan. Problem jednak polega na tym, że radzieckie maszyny w tej grze są, delikatnie ujmując, zbyt potężne. Wśród graczy krążą opowieści o tajemniczym stopie metali zwanym „Stalinium”. Jest to stop bardzo wytrzymały i odporny na uszkodzenia, efektem czego wykonane z niego samoloty i czołgi dużo trudniej zniszczyć, niż ich odpowiedniki z innych krajów.

Kolejnym elementem, z którym miałem od czasu do czasu problem, był matchmaking. Zwykle działa dobrze, natomiast bywa tak, że trochę niesprawiedliwie dobiera graczy. Na przykład mając pilota na poziomie umożliwiającym zakup nowych, mocniejszych maszyn, ale nie mając ich jeszcze odblokowanych (choćby ze względu na brak funduszy), może się zdarzyć, że zostaniemy przypisani do zmagań, gdzie praktycznie wszyscy mają już pojazdy z wyższego poziomu. O ile w przypadku samolotów nie jest to aż tak frustrujące, bo braki w wyposażeniu możemy nadrobić umiejętnościami, o tyle przy czołgach problem staje się dość poważny. Zwyczajnie nie jesteśmy w stanie uszkodzić potężniejszej maszyny wroga.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Dziura na pół skrzydła? Dla radzieckiego pilota to lekko zadrapana farba

Czy coś jeszcze? Gdyby bardzo się uprzeć, można by znaleźć jeszcze kilka niedoróbek. Ot, niektóre tekstury mogłyby być w wyższej rozdzielczości, szczególnie na mapach powietrznych. Brakuje również kokpitów większych samolotów, a pojazdy naziemne nie mają ich wcale. Przytrafił mi się też dość ciekawy bug – mianowicie grę przez Steam mogę uruchomić tylko raz na każdy rozruch komputera. Jeśli ją wyłączę i później próbuję ponownie, nic się nie dzieje. Muszę zresetować komputer. Na forach faktycznie są opisywane podobne problemy, z tym że tam gra nie uruchamia się wcale. Poza tym wszystkim, gra jest „darmowa”, co w praktyce oznacza, że jeśli rzeczywiście nie chcemy płacić, musimy nastawić się na żmudny grind, chociaż…

F2P z opcją pay-to-win? Sony coś o tym wie…

No właśnie. Jak już pisałem, gra funkcjonuje w oparciu o model free-to-play. Mamy zatem dwie waluty, w tym „srebrne lwy”, które zarabiamy po prostu uczestnicząc w walkach. Dostaniemy ich więcej za zwycięstwo i wypełnianie zadań, a przeznaczamy je na zakup nowych pojazdów, ulepszeń do nich i naprawy. „Złote orły” z kolei kupujemy za prawdziwe pieniądze. Możemy potem wydać je na samoloty i czołgi „premium”, które „zarabiają” więcej srebrnych lwów i dają więcej punktów doświadczenia, wykorzystać na konwersję XP zarobionych w jednej maszynie do innej, przyspieszyć badania, czy rozwój załogi.

Możemy też kupić konto premium, które daje nam stałe zwiększenie otrzymywanych pieniędzy i doświadczenia. Miesięczny koszt takiego konta to wydatek rzędu 12 Euro, czyli około 50 zł. Poza tym nasze ciężko zarobione w prawdziwym życiu pieniądze możemy wydać na pakiety zawierające specjalne wersje pojazdówm czy dodatkowe scenariusze i mapy.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

Niby darmowa, ale euro można wydawać na lewo i prawo…

Wszyscy wiemy, że model free-to-play uważany jest za największe zło w grach komputerowych, trzeba natomiast przyznać, że tutaj sprawdza się całkiem nieźle. Kupione za prawdziwe pieniądze pojazdy nie są specjalnie mocniejsze, nie uświadczymy też lepszej amunicji, która jednym strzałem niszczy wszystko, co stanie na naszej drodze. W zasadzie jedyne, co tak naprawdę kupujemy, to czas, a właściwie jego oszczędność. Jak w życiu, niektóre rzeczy mamy szybciej jeśli wyłożymy gotówkę.

Czy polecałbym wydawanie pieniędzy na War Thunder? To zależy. Jeśli chcecie grać „na poważnie”, warto kupić choćby konto premium – szybciej odblokujecie kolejne gałęzie drzewka technologicznego, przez co gra łatwo się nie znudzi. Jeśli natomiast gracie od czasu do czasu, mając na przykład wolną godzinę raz na kilka dni, spokojnie możecie odpuścić wszelkie zakupy. Wszystko będzie trwało dłużej, ale nie odczujecie tego za bardzo. Szczególnie, że gra w wersji darmowej daje naprawdę dużo frajdy.


Werdykt

Ciężko jest nie porównywać produkcji Gaijin Entertainment z World of Tanks i World of Warplanes. Ten sam pomysł, zbliżone zasady, identyczny model rozgrywki czy płatności. Nawet okres historyczny, z którego pochodzą pojazdy, jest ten sam. Nie oznacza to jednak, że nie ma żadnych różnic. Najbardziej rzucającą się w oczy jest ta, że Wargaming zaczął od czołgów, a samoloty dodał później, twórcy z Gaijin Entertainment zrobili natomiast na odwrót – najpierw samoloty, potem czołgi.

Ponadto w przypadku War Thunder jedna gra łączy oba rodzaje wojsk, a konkurencyjny tytuł, czy w zasadzie tytuły, to dwie osobne produkcje, w żaden sposób nie wpływające na siebie nawzajem. War Thunder jest ponadto ładniejszy, a silnik graficzny wydaje się być lepiej zoptymalizowany. Grałem na najwyższych ustawieniach i nie doświadczyłem spadków wydajności – a mój komputer powoli zaczyna domagać się modernizacji.

War Thunder - ładniej od WoT, ale czy lepiej?

It’s just a flesh wound!

Gra rosyjskiego studia jest też bardziej zróżnicowana, głównie dzięki trzem poziomom trudności. Wydaje się być również bardziej przyjazna niepłacącemu graczowi. Wiadomo, bez wydawania pieniędzy wszystko zajmie więcej czasu ale nie jesteśmy karani za niepłacenie. Jeśli miałbym wybierać między War Thunder a World of Tanks/Warplanes – wybieram ten pierwszy.

Czy poleciłbym tę grę innym? Jak najbardziej. Dobry, sprawdzony pomysł, lekko zmodyfikowany w celu osiągnięcia różnorodności – a wszystko to w pięknej oprawie, niewymagającej superkomputera. Coś dla siebie znajdą tutaj zarówno weterani, poświęcający całe tygodnie na zmagania z innymi, jak i gracze z bardziej luźnym podejściem.

7.9 Bardzo dobra

+ Połączenie walk naziemnych i powietrznych
+ Piękna grafika
+ Realistycznie odwzorowane modele pojazdów
+ Trzy poziomy trudności
+ Sensowny model free-to-play

- Matchmaking mógłby być lepszy
- Faworyzowanie jednej nacji
- Ciężko trafić do dobrej drużyny grając na poziomie Arcade

  • Grafika 9.0
  • Audio 7.0
  • Grywalność 8.0
  • Cena/jakość 7.5
  • Ogólne wrażenia 8.0
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 10
Podziel się.

O autorze

Niektórzy mówią, że tata zamiast czytać książki, na dobranoc grał z nim w pierwsze Prince of Persia. To nieprawda – robił obie te rzeczy, stąd zamiłowanie zarówno do czytania jak i gier komputerowych. Szczecinianin z urodzenia, Warszawiak z wyboru, żeglarz z miłości, a palacz – bo tak. Laureat prestiżowego konkursu „Zbierz 24 punkty i zamień prawo jazdy na bilet miesięczny”. Na portalu odpowiada między innymi za uspokajanie naczelnego. „Spokojnie, Andrzejku. Wyklepie się”, zwykł mawiać.