Gry MMO polegające na starciach dwóch drużyn przyzwyczaiły nas do dynamicznej, pełnej zwrotów akcji. Biegnę sobie, tu zniszczę czołg, tam zdobędę flagę, postrzelam, przeładuję, moja drużyna wygrywa. Mija kilka sekund i wchodzę na minę, ktoś ostrzelał pozycje drużyny ogniem artyleryjskim, odebrał flagę, przegrywam. Jak to mawiają, „kolejny dzień na polu bitwy”. Takich gier jest na pęczki: Planetside 2, Team Fortress 2, a jeśli wolimy pojazdy, to można spróbować World of Tanks, Star Conflict, czy opisywany niedawno War Thunder.

Co natomiast zrobić, jeśli szukamy trochę innego stylu rozgrywki? Bardziej wyważonego, stonowanego i wymagającego planowania ruchów ze sporym wyprzedzeniem? A jeśli dodatkowo, jak ja, lubicie prowadzić duże, ociężałe i potężne maszyny? To macie, czy w zasadzie mamy, problem. Przynajmniej do niedawna, bo oto nadpływa studio Wargaming z kolejną odsłoną serii „World of…”, tym razem ze słowem „Warships” w nazwie.

Jest to trzecia, po World of Tanks i World of Warplanes, część zmagań dwóch drużyn w klimatach II Wojny Światowej. Tym razem, jak nazwa wskazuje, staniemy za kołami sterowymi wirtualnych okrętów. Gra stała się dostępna dla szerszej publiczności 12 marca, kiedy to weszła w fazę zamkniętej bety, natomiast wcześniej wybrańcy mogli uczestniczyć w weekendowych zmaganiach i testach alpha.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Mothership awaits! A nie, to tylko lotniskowiec…


I statki stojące na redzie przed Plymouth…

Jak w każdej produkcji Wargaming, zaczynamy w naszej bazie, która jest zobrazowana przez przystań. Zarządzamy stąd okrętami, ulepszamy je, czy wymieniamy na nowsze. W każdym okręcie możemy ulepszyć kilka elementów mających wpływ na jego właściwości bojowe czy ogólny sposób prowadzenia. Lepszy dalmierz zwiększy zasięg dział, nowszy kadłub to większa wytrzymałość i dodatkowe wieże artyleryjskie, a ulepszony silnik pozwoli nam szybciej pływać. Dodatkowo, po osiągnięciu wyższych poziomów doświadczenia każdy okręt otrzymuje dowódcę, którego umiejętności również rozwijamy, zdobywając w ten sposób przewagę nad przeciwnikiem.

Statków w War Thunder nie będzie (przynajmniej na razie), ale za to rozgrywka jest równie dobra, a może lepsza, niż w World of Tanks i World of Warplanes.

Wszystko jest bardzo czytelnie opisane i nie sprawia problemu. Nie uświadczymy tutaj tony statystyk, każdy okręt opisany jest przez: wytrzymałość, zwrotność, wykrywalność, obronę i uzbrojenie. Stąd też wybieramy statek, za sterem którego staniemy podczas bitwy i przechodzimy do samych zmagań.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Japoński pancernik klasy Myogi przed wyjściem w morze


Kto stanie na mojej drodze dziś…

W zamkniętej becie do dyspozycji graczy oddano okręty dwóch nacji: Stanów Zjednoczonych i Japonii (jest też jeden okręt radziecki – pancernik „Potiomkin”). Podzielono je na cztery klasy i dziesięć poziomów technologicznych. Mamy zatem szybkie, zwrotne i lekko opancerzone niszczyciele, wyważone krążowniki, ciężkie pancerniki i lotniskowce.

W World of Warships każdy typ okrętu ma swoją ściśle określoną rolę. Niszczyciele najlepiej czują się w grupie, a brak ciężkich dział i słabsze opancerzenie nadrabiają szybkością i torpedami. Ich standardową taktyką jest jak najszybsze zbliżenie się do cięższego okrętu, wypuszczenie salwy torped i oddalenie się pod osłoną zasłony dymnej.

Krążowniki pełnią rolę eskorty i ich zadaniem jest osłona większych pancerników i lotniskowców przed atakami niszczycieli i lotnictwa. Nie są tak zwrotne jak mniejsze jednostki, natomiast ten brak rekompensują dużą liczbą szybkostrzelnych dział umieszczonych na szybko obracających się wieżach – dzięki temu nie muszą wdawać się z niszczycielami w walkę manewrową, wystarczy, że utrzymają wroga w celowniku.

Na końcu mamy najcięższe okręty – pancerniki i lotniskowce. Są to jednostki wsparcia. Oba typy trzymają się z dala od ognia walk, pierwsze bombardując przeciwnika ogniem ciężkiej artylerii, a drugie – nasyłając na niego kolejne fale samolotów torpedowych.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Amerykańskie drzewko technologiczne


Już pierwszy skrada się do burt…

Same potyczki są bardzo przyjemne i znacząco różnią się od tego, co oferują zmagania czołgów czy samolotów. Przede wszystkim, nasze działania toczą się bardzo powoli – nawet stosunkowo zwinny niszczyciel potrzebuje chwili, żeby się zatrzymać czy zrobić zwrot, nie wspominając już o cięższych jednostkach, które żeby zawrócić potrzebują nie tylko dużo czasu, ale przede wszystkim miejsca. Musimy też pamiętać o innej, ważnej kwestii – mapy są spore, o powierzchni nawet 2500 km2, a okręty wojenne to nie łodzie wyścigowe.

To powoduje, że w World of Warships nasze ruchy musimy planować ze sporym wyprzedzeniem. Może nie ma to aż tak dużego znaczenia przy najlżejszych jednostkach, ale wierzcie mi, że przepłynięcie pancernikiem z punktu A, gdzie nic się nie dzieje, do odległego punktu B, gdzie przeciwnik właśnie zamienia nasze lżejsze jednostki w żyletki, jest problematyczne i może zaważyć na wyniku meczu.

Rozgrywkę toczymy na trzech mapach i w trzech doskonale znanych z innych produkcji studia Wargaming trybach: lekko zmodyfikowanej wersji klasycznego deathmatch, gdzie musimy po prostu zatopić wszystkie okręty wrogiej drużyny, ewentualnie przejąć jej „bazę” i walkę na punkty – na mapie mamy trzy miejsca strategiczne, które zapewniają przypływ punktów kontrolującej je drużynie. Dodatkowo jesteśmy punktowani za zatapianie wrogich jednostek lub karani, jeśli niszczone są nasze. Drużyna, która jako pierwsza uzyska wynik 1000 punktów wygrywa mecz. Opcja trzecia to w zasadzie kopia drugiej z tym, że na mapie jest tylko jeden punkt strategiczny.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Niszczyciel wypuścił zasłonę dymną i ucieka po wystrzeleniu salwy torped

Tutaj faktycznie potrzeba większej różnorodności, ponieważ każdy rodzaj zmagań sprowadza się do tego samego: zatopić wszystkie okręty wroga, ewentualnie przejąć kontrolę nad jakimś miejscem. Trochę brakuje znanych choćby z War Thunder scenariuszy, szczególnie, że gra ma olbrzymi potencjał do tego typu zadań. Miło by było móc wcielić się w rolę dowódcy eskorty, który wraz z kierowanymi przez innych graczy krążownikami i niszczycielami musi ochraniać konwój z zaopatrzeniem przed atakami wrogiego lotnictwa i pancerników. Kto wie, może jednak w finalnej wersji coś takiego się pojawi?

Mapy, jak już pisałem, są trzy i przyznam się – był to element, który zastanawiał mnie najbardziej, odkąd ogłoszono prace nad World of Warships. W przypadku samolotów w zasadzie nie ma większego znaczenia, co jest pode mną, bo zmagania toczą się w powietrzu. Dla czołgów z kolei wystarczy duża połać terenu upstrzona lasami, pagórkami i budynkami, za którymi można się chować.

Chować się można także w ciasnych korytarzach stacji kosmicznych. Pojedynki są za to bardziej dymaniczne! Sprawdź Daedalus: No Escape.

Jak natomiast poradzić sobie z bitwami morskimi? Pierwszą myślą jest napuścić wody do wirtualnego basenu i „róbta co chceta”. Problemem takiego rozwiązania jest jednak to, że gra szybko stałaby się monotonna, a każda bitwa sprowadzałaby się do frontalnego szturmu dwóch flot. Z kolei zbyt duże połacie terenu ograniczałyby możliwości w manewrowaniu okrętami, skutecznie wyłączając z akcji większe jednostki.

Dlatego twórcy World of Warships poszli na pewien kompromis – na obrzeżach mamy dużo wolnej przestrzeni dla cięższych okrętów, które i tak zwykle trzymają się z tyłu, a im bliżej centrum, tym więcej wyrasta wszelkiej maści wysepek czy cypelków, wokół których mogą ganiać się mniejsze jednostki.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Scenariuszy nie ma, ale nadal możemy łączyć się w dywizjony. Tutaj akurat kolega zapewnia osłonę przeciwlotniczą mojemu pancernikowi

Sprawdza się to całkiem nieźle, przede wszystkim dlatego, że zachęca graczy do wykorzystania poszczególnych klas okrętów zgodnie z ich przeznaczeniem, jednocześnie nikogo nie faworyzując. Oczywiście można wpłynąć pancernikiem w sam środek atolu, ale wtedy staniemy się łatwym celem dla szybkich niszczycieli i ich torped. Z drugiej strony – lżejsze okręty mają miejsca, w których mogą schować się przed ogniem ciężkich dział dalekiego zasięgu.


Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover…

Będę szczery – oprawa gry nie powala. Na pewno nie jest brzydka, ale brakuje tego „czegoś”. Modele okrętów są poprawne, woda delikatnie faluje, można też od czasu do czasu zawiesić oko na malutkich przystaniach pełnych łodzi rybackich, którymi gracza raczy linia brzegowa. Wystrzałom towarzyszą kłęby dymu i ognia, ale nikt nie uświadczy tutaj efektu, jaki na otaczające okręt morze wywiera salwa ciężkiej artylerii, czy też przechyłów – w zależności od tego, w której części kadłuba jest przeciek.

Dźwięk także jest dosyć standardowy – zmaganiom towarzyszy huk eksplozji, potężne silniki generują nie tak potężny hałas, przy zmianie prędkości słychać charakterystyczny dzwonek telegrafu maszynowego, a w tle przygrywa lekko irytująca i, moim zdaniem, zupełnie niepasująca do okresu muzyka.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Model zniszczeń – nie jest źle, ale chciałoby się czegoś więcej

Ogólnie rzecz biorąc, wszystko jest poprawne. Problem tkwi jednak w tym, że w czasach, kiedy zrobienie ładnej gry nie jest aż takim wyczynem, „poprawne” w przypadku World of Warships to trochę za mało. Brakuje detali, jak na przykład członków załogi biegających po pokładzie, albo wspomnianego już efektu fali uderzeniowej. Model zniszczeń też mógłby być nieco bardziej szczegółowy, a nie tylko zmieniać teksturę w zależności od stanu paska wytrzymałości.

Efekty mogą być niezłe także przy małym budżecie, czego przykładem może być Besiege.

Wiecie, pożar na okręcie to naprawdę spektakularne widowisko, tutaj natomiast pokazuje się coś przypominającego trochę większe ognisko. Przydałyby się również efekty atmosferyczne, wpływające na stan morza, bo na razie pływa się po lekko falującej, spokojnej tafli wody, warto także byłoby dorzucić choćby różne pory dnia i nocy. Trzeba jednak pamiętać, że to nadal w miarę wczesna wersja gry i wszystko może się jeszcze zmienić.


Chciej morzu podarować wiersz (i pieniądze)…

Gra, co nie dziwi, oparta jest o model free-to-play. Mamy zatem walutę zarabianą w grze i taką, którą możemy, czy właściwie będziemy mogli, kupić za prawdziwe pieniądze, tutaj nazywaną piastrami. Działa to dość standardowo – możemy poświęcić więcej czasu i większość rzeczy kupić za to, co sobie wygramy, albo podać numer karty kredytowej i mieć wszystko szybciej.

Ciężko na razie powiedzieć coś więcej, szczególnie, że Wargaming ma ciekawą, a według mnie słuszną politykę odnośnie płatności w fazie testów – wszystko zdobywa i odblokowuje się bardzo szybko. Nawet bez konta premium, którego na razie i tak nie możemy kupić. Wynika to z bardzo prostego założenia: gracze nie mogą zbyt szybko znudzić się mozolnym odblokowywaniem kolejnych elementów, ma być ich jak najwięcej i mają skupiać się na rozgrywce i wyłapywaniu błędów. Na zarabianie przyjdzie czas później. Nie ma co jednak mieć złudzeń, że to „później” w końcu nastąpi. Dokładnie tak samo było z World of Tanks i World of Warplanes.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

Taka kasa tylko z kontem premium… Albo w becie


Poplątały mi się fały i szoty…

Trochę ciężko pisać o błędach czy niedoróbkach, skoro taka jest uroda bety. Podobnie jest tutaj, chociaż nie ma niczego, co by uniemożliwiało rozgrywkę, a przynajmniej ja na nic takiego nie trafiłem. Największe zastrzeżenia mam do matchmakingu, który już tradycyjnie w tego typu grach potrafi być problematyczny. Kilka razy zdarzyło mi się, że mając okręt z czwartego poziomu trafiałem do drużyn, gdzie większość była z poziomu szóstego, czy nawet siódmego, co dość skutecznie utrudniało walkę. Zdarzało się też, że gra nie naliczała mi punktów doświadczenia po meczu, ale wystarczyło się przelogować i punkty pojawiały się na koncie.

Ty natomiast przeloguj się na nowy sprzęt – sprawdź, co warto kupić, żeby lepiej się grało!

O oprawie już pisałem, jest natomiast jeszcze jeden może nie tyle błąd, co problem – z optymalizacją. Otóż jeśli patrzy się na odległego przeciwnika, jego ruch nie jest płynny, a odbywa się skokowo, co trochę utrudnia celowanie. Poza tym gra jest naprawdę stabilna i pozbawiona większych błędów, czym twórcy zaskarbili sobie moją sympatię, zwarzywszy na to, w jak wczesnej fazie znajduje się ich produkt.

World of Warships - walki okrętów w fazie beta

„Gdzie płynie statek z wolna…”


Klarować kotwice najwyższy już czas…

World of Warships na pewno nie będzie grą dla każdego. Próżno szukać tu szybkich, spektakularnych akcji. Wszystko dzieje się powoli, wymaga myślenia z wyprzedzeniem, dostosowania stylu gry do klasy okrętu i ciągłej współpracy między graczami, którzy muszą się nawzajem uzupełniać. Nawet zatopienie przeciwnika w walce jeden na jeden trwa dość długo. Gra jest też nadal w fazie zamkniętej bety, także jeszcze daleka droga do finalnego produktu. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo przypadła mi do gustu i na pewno spędzę z nią więcej czasu.

W tekście wykorzystano fragmenty szant: „Pressgang”, wyk. Cztery Refy, „Hiszpańskie dziewczyny”, słowa polskiej wersji: Andrzej Mendygrał i Grzegorz Wasilewski, wykonanie: Ryczące Dwudziestki, „24 Lutego – Bijatyka”, słowa polskiej wersji: Janusz Sikorski, wykonanie: Ryczące Dwudziestki, „By morzu podarować wiersz”, słowa: Jacek Chmielewski, muzyka: Andrzej Korycki, wykonanie: Andrzej Korycki, „Niesforny żeglarz (yaba daba), słowa: Alicja Ungeheuer-Gołąb, muzyka: Sławomir Gołąb, wykonanie: Klang

Podziel się.

O autorze

Niektórzy mówią, że tata zamiast czytać książki, na dobranoc grał z nim w pierwsze Prince of Persia. To nieprawda – robił obie te rzeczy, stąd zamiłowanie zarówno do czytania jak i gier komputerowych. Szczecinianin z urodzenia, Warszawiak z wyboru, żeglarz z miłości, a palacz – bo tak. Laureat prestiżowego konkursu „Zbierz 24 punkty i zamień prawo jazdy na bilet miesięczny”. Na portalu odpowiada między innymi za uspokajanie naczelnego. „Spokojnie, Andrzejku. Wyklepie się”, zwykł mawiać.