Jeśli tęsknicie za Gexem, Jazz Jackrabbit, Raymanem, Sonikiem i Mario lub zastanawiacie się, jaka gra byłaby odpowiednia dla Waszego dziecka, zerknijcie na Bubsy: The Woolies Strike Back.

Sympatyczny ryś (chociaż zawsze myślałem, że lis) powraca w nowej przygodzie po ponad dwudziestu latach. Nie jest to jednak jedyny powrót. Wraz z Bubsym po prawie osiemnastu latach wraca wydawca gier Accolade, odpowiedzialny za pięć pierwszych części Test Drive.


Woolies żądne zemsty kontratakują

Rysia pierwszy raz można było poznać w 1996 roku, kiedy to został porwany przez najeźdźców z kosmosu, tytułowych Woolies (przypominających mrówki z trzema czółkami). Bubsy uciekł z więzienia, zbudował rakietę i wrócił do domu cały i zdrowy. Jego pierwsza przygoda nie została jednak ciepło przyjęta i zebrała wiele negatywnych recenzji.

Konkurent Sonica i Mario powraca! Recenzja: Bubsy: The Woolies Strike Back

Kraina Bubsy’ego, chociaż ładna, jest bardzo mała

Wydawać by się mogło, że w związku z tym bohater po prostu zniknie zapomniany, jak wiele innych poprzedników czy następców, którzy nie zdołali wybić się z tłumu. Accolade jednak nie zapomniało o swoim kreskówkowym śmiałku i to właśnie z nim zaplanowało wielki powrót.

Ryś zapewne już wymazał z pamięci przeciwności losu, jakie spotkały go ponad dwadzieścia lat temu i wiódł spokojne życie w swojej krainie. Woolies jednak nie zapomniały o swoim pogromcy. Ich celem tym razem nie był tytułowy bohater. Postanowiły ukraść złoty kłębek nici, rzecz, na której Bubsy’emu najbardziej zależało. Robiąc to, rozgniewali rysia, który ruszył za nimi w pościg.


Kreskówkowy świat, który przywołuje wspomnienia

Fabuła nie jest jakaś porywająca, ale w tej produkcji nie chodzi o nią. Accolade przywołuje ducha platformówek, tworząc ładny, kreskówkowy świat, dodając elementy trójwymiaru. Bubsy ma tak naprawdę wszystko, co powinny mieć tego typu gry: zbieranie kolorowych kłębków dających punkty, koszulki dające pancerz i dodatkowe życie oraz przeszkody i przeciwników utrudniających rozgrywkę.

Mechanika nie jest szalenie skomplikowana, ale to dobrze, jeśli ma dotrzeć do najmłodszych. Bubsy może poruszać się na boki, skakać, kucać, robić pewnego rodzaju przeskok burzący ściany lub pokonujący przeciwników oraz robić w powietrzu dodatkowy obrót, po czym, korzystając z podmuchu wiatru, swobodnie i powolnie opadać na ziemię.

Nowa przygoda rysia nie jest długa, składa się z czternastu poziomów, w tym samouczka i trzech plansz, w których walczymy z przywódcami naszych nemezis. Każdy kolejny etap jest jednak trudniejszy i o ile przejście ich na zasadzie „byle do przodu” nie jest trudne, o tyle wypełnienie wszystkich wyzwań może sprawić, że na czole pojawią się krople potu. Grając pierwszy raz, wszystkie wyzwania udało się mi zaliczyć dopiero w finale gry.

Konkurent Sonica i Mario powraca! Recenzja: Bubsy: The Woolies Strike Back

Ukończenie wyzwań nie należy do najłatwiejszych zadań


Rysia powinni poznać najmłodsi odbiorcy, ale obecnie nie jest to szczególnie opłacalne

Naprawdę warto, by z Bubsym zapoznali się młodsi odbiorcy cyfrowego świata. Mimo że w grze występuje kilka rodzajów przeciwników, to tak naprawdę próżno szukać w niej przemocy. Woolies po zderzeniu z bohaterem po prostu znikają, a po kilku sekundach pojawiają się ponownie, a omijanie kolców, wody, lawy oraz szukanie najlepszych rozwiązań na zdobycie punktów pobudza szare komórki.

Także oprawa audiowizualna cieszy oczy i uszy. Kolorowy świat z pewnością spodoba się dzieciom, a muzyka typowa dla kreskówek nie irytuje i sprawia, że słucha się jej naprawdę przyjemnie.

Konkurent Sonica i Mario powraca! Recenzja: Bubsy: The Woolies Strike Back

Zapowiedź kontynuacji? Jeśli będzie tańsza i dłuższa, to jestem na tak

Z Bubsym czas może tak naprawdę spędzić cała rodzina. Wyzwania i możliwość bicia swoich rekordów wzbudzają zdrową rywalizację. Szczególnych błędów nie zauważyłem. Może dwa razy skacząc na przeciwnika zdarzyło się mi w dziwny sposób zginąć, ale były to odosobnione przypadki. Jak jednak wspomniałem, gra jest bardzo krótka i, niestety, bardzo droga. Mimo wszystkich swoich zalet jest to tylko miła do spędzenia krótkiego czasu platformówka. Koszt trzydziestu dolarów, a na polskim GOG-u prawie stu ośmiu złotych bez przeceny, to zdecydowanie zbyt wiele. Ryś z pewnością zasługuje na szansę, ale za jakiś czas, kiedy będzie tańszy.

Recenzja na podstawie wersji PC. Klucz do gry udostępniła firma GOG.

6.6 Mogło być lepiej

PLUSY:
- Ładny, kreskówkowy świat
- Dobrze zaprojektowane poziomy
- System wyzwań
- Przywołuje wspomnienia z dzieciństwa
- Nie zawiera przemocy

MINUSY:
- Zdecydowanie zbyt krótka przygoda...
- ...żeby płacić za nią ponad 100 złotych

  • Grafika 8
  • Audio 7
  • Grywalność 7
  • Cena/jakość 4
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Adrian Czech

Bardzo lubię ratować świat, dlatego jestem wielkim fanem wszelkiej maści RPG-ów (choć nigdy nie tknąłem serii The Elder Scrolls), Mass Effecta i twórczości Blizzarda, ale serie Grand Theft Auto i Max Payne również nie są mi obce. Od dziecka kibic Realu Madryt. Nadmiar czasu lubię spożytkować na podróżach, książkach, serialach i filmach. No i w ciemno łykam kolejne odcinki Dragon Balla oraz ekranizacje ze stajni Marvela.