Chciałabym zrobić z tego najkrótszą recenzję świata. Chciałabym mieć moc, dzięki której mogłabym Was wszystkich zmusić do zagrania w Corpo Tale. Chrzanić Wiedźminy, chrzanić Baldury, chrzanić KotORy, chrzanić największe arcydzieła AAA – to jest mistrzostwo świata.

Część z Was zabije mnie na starcie, że dałam tak wysoką ocenę jakiejś gierce stworzonej w RPG Makerze. Ale ta naprawdę na to zasługuje.

Nie, nie, nie, stop. Żadnej „jakiejś”. Corpo Tale to istny cud. I choć produkcja nie obeszła się bez błędów i niedociągnięć, to i tak jest czymś, na co czekałam przez całe swoje życie. Do tej pory miałam może trzy tytuły, które nigdy nie podlegały obiektywnej ocenie i dostały czystą dychę – bo tak, bo są genialne i basta. Teraz mam cztery. Dołączyło do nich Corpo Tale.


Od Korpo dla Korpo

Recenzja: Corpo Tale – krótka historia z życia korporacji

Zaczyna się…

Corpo Tale to debiutancka gra polskiego nawet nie studia, lecz paru osób, które dałoby się w sumie policzyć na palcach jednej ręki. W niemalże stu procentach takich przypadków po ukończeniu danej produkcji myślę sobie: „ej, ale wiecie, że pierwszej gry nie trzeba od razu wydawać…”. Teraz myślę, że umrę, jeśli te osoby nie rozwiną skrzydeł w branży gamingowej!

Jest to dzieło, nad którym w głównej mierze pracowała Ilona z być może znanej Wam Chaty Wuja Freda oraz Marcin, który rzucił robotę w korporacji… I o tym też jest Corpo Tale. Ilona na co dzień zajmuje się rysowaniem komiksów i to czuć, bowiem gra jest mieszanką starego jRPG-a z komiksowym klimatem. Aż się chce zagrać w jakiegoś Finala poniżej „siódemki”. Szkoda tylko, że nie uświadczę w nich takiej pasji i poczucia humoru, na który, o ironio, wielkie korporacje nie mogłyby sobie pozwolić.

Recenzja: Corpo Tale – krótka historia z życia korporacji

Story of my life

W Corpo Tale wcielacie się w Marcina, kierownika działu testów, a cudowną fabułą, bossem i bogatym uniwersum tytułu okazuje się być ten dzień, którego nazwy nie wolno wymawiać. Ten przeklęty poniedziałek. Marcin dostał polecenie od swojego szefa – musi przynieść sprzęty z jednostki IT. W te rejony firmy lepiej nie zagłębiać się samemu, toteż „Biały Wilk” postanawia do czasu wykonania celu wspomóc się standardową dwójką towarzyszy.

Wybierać możemy spośród czterech postaci, a każda z nich jest kompletnie inna, posiada własne, skomplikowane backstory, ponadto podczas gry nawiążą się między nimi różne relacje. Każdej z nich po prostu nie da się nie lubić. Łączy je tyko jedno – nienawiść do korporacji.

Korporacja niby fajna, bo zajmuje się tworzeniem gier wideo (choć jej prezes upiera się, że produkuje wędliny). Otóż nie. Ci, którzy wiedzą, że takie rzeczy w świecie korpo to chleb powszedni, będą się śmiać. A ci, którzy całe życie się upierali, że praca umysłowa jest prostsza od pracy fizycznej, a robienie gier to czysta przyjemność, zobaczą, że wcale tak nie jest. I będą się śmiać.

Recenzja: Corpo Tale – krótka historia z życia korporacji

Chyba nie myśleliście, że jest inaczej


Corpo Tale – wszystko vs nic

Chciałam tu napisać, że Corpo Tale to przede wszystkim wyższość fabuły, która góruje nad innymi elementami rozgrywki. Sęk w tym, że fabułą ciężko to nazwać, ale miałam rację – góruje, i to bardzo. Bo gameplay to nic innego, jak tylko klepanie starych mechanik wyjętych z dawnych jRPG-ów (szkoda, że nie można zmienić sterowania, bo od strzałek się już dawno odzwyczaiłam).

Czy to źle? Skądże (nie, to nie sarkazm). Corpo Tale to jedna wielka klisza, przerysowana, groteskowa, cudowna, po prostu idealna. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z grą, która doprowadziłaby mnie do płaczu i bólu brzucha ze śmiechu. Nie muszę Wam tego tłumaczyć, wystarczy, że kupicie i włączycie – przekonacie się już w pierwszej sekundzie, a śmiać będziecie się do samego końca.

Jeśli lubicie gry od Telltale Games, to Corpo Tale spodoba się Wam jeszcze bardziej – decyzje moralne są tu na każdym kroku i nawet z pozoru nic nie warte, poboczne wypowiedzi, mają swoje konsekwencje w przyszłości, często w głównym wątku fabularnym. Należy szczególną uwagę zwrócić na postacie dalekoplanowe. Na co dzień nigdy nie patrzymy na ludzi jak na jednostki, a jednak każdy z nich ma swoją dużą wartość.

A jeżeli urzekło Was To the Moon, Corpo Tale także powinno przypaść Wam do gustu. Mam tu na myśli oczywiście styl graficzny oraz sposób prowadzenia narracji, który w tym przypadku jest jeszcze lepszy.

Co do grafiki, to lokacje mogłyby być bardziej zróżnicowane, ale przecież to tylko monotonne korpo 😉 No i na początku było mi smutno, że rozdzielczość jest taka malutka, ale to w sumie zaleta – krótka historia z życia korporacji sprawia dzięki temu wrażenie lekkiej. Można w nią grać w międzyczasie, niczego od Was nie wymaga – tylko polepsza humor.

Poza tym jest to produkcja na wiele przejść, w przeciwieństwie do To the Moon. Kilka dni temu spotkałam się z przyjacielem, dzięki któremu wiem o istnieniu Corpo Tale. Powiedział mi, że będę mieć problemy z pewnym bossem, bo jest bardzo ciężki do pokonania.

Recenzja: Corpo Tale – krótka historia z życia korporacji

Z takim sprzętem żaden boss mi nie straszny!

No to ja ulepszam drużynę na maksa, uleczam, wydaję ostatnie korpohajsy, spotykam tego faceta i… okazuje się, że jest on zakochany w moim towarzyszu, więc nie będzie z nami walczył i dobrowolnie przechodzi na dobrą stronę kodu! Wow! Fabuła gry zależy od tego, kogo mam w drużynie, a jest kilka różnych kombinacji!

Szkoda tylko, że dobre i złe wybory są podkreślane niczym w produkcjach BioWare. Nie lubię czegoś takiego. W życiu tak się nie dzieje, nic nie jest czarno-białe. Z naszej perspektywy plus tego jest taki, że większość pracowników korporacji i tak nienawidzi siebie nawzajem, niezależnie od naszych decyzji, choć czasem możemy zmienić coś na lepsze. Z punktu widzenia Marcina to trochę przykre. P.S. Marcin to dobra metafora

Kocham gry indie za to, że są tworzone z taką pasją, z takim zamiłowaniem, mój Boże. W Corpo Tale możecie naprawdę klikać jak debil i dotykać absolutnie wszystkiego – nie ma żadnych blokad, a każdy element ma jakieś zastosowanie i swoje miejsce w tym świecie. Na cokolwiek się nie natkniecie, możecie być pewni, że znajdzie się na to logiczne wyjaśnienie. Na dodatek nasi bohaterowie wszystko to komentują.


Corpo Tale to najlepsza gra ever!

Tak, Corpo Tale to – jak dla mnie – gra idealna. Ma masę wyborów moralnych i różnych ścieżek fabularnych, a co za tym idzie – masę zakończeń. Ma mega wyraziste postacie i z pozoru jest parodią wszystkiego, czego parodią można być. Jest wulgarna, chamska, wyśmiewa wszystko i wszystkich.

Mimo tego ma przekaz i jest smutna w tym przekazie, bardzo życiowa, pokazuje problemy codzienności. A jeszcze lepiej jest wtedy, gdy utożsamiacie się z bohaterem. Nie ma to jak pograć w swoje życie urozmaicone o najlepszy system walki rodem z Final Fantasy i nie ma to jak mieć możliwość powiedzenia swojemu szefowi rzeczy, które chcielibyście powiedzieć w realnym życiu, ale nie możecie.

Recenzja: Corpo Tale – krótka historia z życia korporacji

Nie ma to jak dystans do wszystkiego

Klikałam przycisk od print screena średnio co pięć sekund i chciałabym pokazać Wam każdy zabawny tekst, ale w ten sposób musiałabym sfotografować całą grę. Zatem kupcie i przekonajcie się sami – nie zawiedziecie się. Corpo Tale to produkcja naprawdę duża i taniusia (po zakończeniu odblokowuje się NG+, co postacie odbierają jako uczucie déjà vu), więc nie macie absolutnie żadnej wymówki, żeby się za nią nie zabrać. To gra dla każdego!

A ja po kryjomu liczę na to, że będę miała kiedyś okazję zagrać w sequel opowiadający o przeklętym wtorku lub ukochanym piąteczku, piątuniu.

9.0 Arcydzieło

Subiektywnie – dycha, mniej subiektywnie – to, co wyszło ze średniej.

  • Grafika 9
  • Audio 7
  • Grywalność 9
  • Cena/jakość 10
  • Ogólne wrażenia 10
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 10
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.