Jedna z najbardziej lubianych gier polskiego studia Artifex Mundi po prawie sześciu latach doczekała się portu na PS4 – Enigmatis, bo o nim mowa, nadal pozostaje uroczo amatorskie. I właśnie za to tę grę kocham.

Siedzi we mnie jakieś dziadostwo, które nie pozwala mi jej nie kochać; jej i wszystkiego, co tak bardzo stara się zbliżyć do perfekcji, choć ku niej daleka jeszcze droga.

Artifex na scenie PlayStation 4 zadebiutował w sierpniu minionego roku – jeśli czytaliście moją recenzję Wyspy Czaszki, wiecie, że o niczym innym nie marzę tak bardzo, jak o porcie wszystkich gier Mundich na konsole najnowszej generacji. Zebrałabym je wszystkie.

A jak sprawują się Duchy Maple Creek na PS4? Jest naprawdę bardzo dobrze. Zarzucić mogłabym developerom jedynie to, że nie wyłapali tych wszystkich baboli ze scenariusza, choć od premiery Enigmatis minęło ponad pół dekady. Mimo tego wspaniale było jeszcze raz przeżyć tę historię, tym razem w wyższej rozdzielczości i sto razy większej immersji, a kto wie, może i ta amatorszczyzna dodaje jej niepowtarzalnego uroku. Przy okazji humoru również.

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – recenzja Enigmatis: Duchy Maple Creek (PS4)

Istota Enigmatis w jednym zdaniu


„W ludzkiej głowie mieszczą się wszystkie te rzeczy, które nie mieszczą się w głowie”

Chciałabym cytować w tej recenzji same mądre słowa bohaterów Enigmatis, ale ta gra niczego takiego Wam nie zaoferuje, mimo że porusza niezwykle ambitne motywy, jakimi są zaufanie do autorytetu, ślepe podążanie za nim, zamknięcie się w hermetycznym środowisku. Jednocześnie spłycono je do granic możliwości.

Produkcję ratują tylko, a jednak aż klimat i grafika, co jest tak oczywiste, jak informacja, że w dzień świeci słońce. Przecież to Artifex.

Fabuła Duchów Maple Creek zostaje opowiedziana z bardzo ciekawej perspektywy – wyobraźcie sobie, że Mass Effect rozpoczyna się pod koniec „trójki”, gdzie Shepard uderza się w głowę i przypomina sobie wszystkie poprzednie wydarzenia. Wszystko zostaje nam przedstawione od tyłu, na dodatek w niechronologicznej kolejności, bo przecież protagonista nie przypomni sobie wszystkiego naraz.

A protagonistą jest bezimienna pani detektyw, badająca sprawę morderstw w tajemniczym miasteczku Maple Creek. Główna postać nigdy nie grała pierwszych skrzypiec w produkcjach Artifexu, dlatego też kobieta nie zaintryguje Was swoim niepowtarzalnym charakterem – ma przecież nawet ten sam głos, co dziesiątki bohaterek przed nią. Warto zatem zwrócić tu uwagę na fakt, że po przejściu czterogodzinnego wątku głównego odblokowuje się dodatkowy epizod, poświęcony postaci drugoplanowej – postaci mężczyzny(!), podejmującego desperacką próbę uratowania ukochanej z rąk mordercy.

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – recenzja Enigmatis: Duchy Maple Creek (PS4)

Pierwsze skrzypce w produkcjach Artifexu zawsze gra piękna grafika


Ee… Eml… Enigmatis!

Skrzypce, pianino bądź też inne instrumenty w tle to z kolei klasyka gatunku HOPA – ukryte obiekty, puzzle i łamigłówki. Te w Enigmatis przysporzą Wam wielu problemów. Gracze twierdzą, że plansze z Hidden Objects są w tej części wyjątkowo nieładne, dlatego ciężko na nich jakiekolwiek przedmioty znaleźć – ja myślę, że od 2011 roku w przygodówkach studia stopniowo zmieniał się poziom trudności i przyzwyczailiśmy się do prostszych rozwiązań. No bo przecież… na poniższym zrzucie ekranu ciężko dopatrzeć się szukanych rzeczy, a jednak nigdy w życiu nie nazwałabym go brzydkim!

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – recenzja Enigmatis: Duchy Maple Creek (PS4)

Jest wręcz zachwycająco piękny

Muszę jednak przyznać, że bardzo negatywnie zaskoczyła mnie jakość przerywników w 3D – to również od 2011 roku nie uległo zmianie. O ile wtedy nie rzucało się w oczy, o tyle dziś wygląda koszmarnie. Zupełnie tak, jakby ktoś przeskalował zdjęcie z niską rozdzielczością. Mimo to mam wrażenie, iż porty Wyspy Czaszki oraz steampunkowego W Trybach Tajemnic były znacznie gorszej jakości – non stop zaliczały spadki klatek, a nawet całkowicie się zacinały.

W stosunku do nich optymalizacja Enigmatis wypada na wysokim poziomie i nie budzi żadnych zastrzeżeń. Największym problemem okazał się dla mnie rozmiar czcionki, czy też brak możliwości jej powiększenia. Dziwne, prawda? Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się na to narzekać, a jednak – litery są stanowczo za małe, przez co nie raz umknie Wam coś ważnego lub po prostu będziecie musieli zasiąść sobie wygodnie pół metra od ekranu. A najlepiej dwadzieścia centymetrów.

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – recenzja Enigmatis: Duchy Maple Creek (PS4)

Do tej pory byłam przekonana, że to zwykła literówka. Pisząc tę recenzję zrozumiałam, że chodziło o drzewo, nie człowieka


A jak będę duża, to zostanę detektywem

Wiele tej grze można zarzucić, jak zresztą każdej innej produkcji autorstwa Artifex Mundi. A to dialogi pisane w pięć minut na kolanie, a to ten cały dysonans ludonarracyjny. Tytuły studia celują w konkretną grupę odbiorców – jeżeli nie przepadacie za luźnymi przygodówkami i spokojnymi symulatorami chodzenia, nie macie tu czego szukać.

Nie wierzę, że to mówię, ale nawet Still Life nie może pochwalić się tak gęstą atmosferą

Jeśli jednak macie ochotę usiąść na kanapie i zrelaksować się przy grze z gatunku HOPA, Enigmatis jest jedną z najlepszych pozycji, które mogę Wam polecić. Mimo że katowicka firma ma na koncie wiele ciekawszych i spójniejszych fabularnie produkcji, nigdy później nie udało im się odtworzyć tak niesamowitego klimatu rodem z klasycznych amerykańskich thrillerów. Po niebanalnym zakończeniu każdy z Was stwierdzi, że marzy o zostaniu detektywem, a napis „ciąg dalszy nastąpi…” doprowadzi do szału.

„Sowy nie są tym, czym się wydają” – recenzja Enigmatis: Duchy Maple Creek (PS4)

Będę mieć własne biuro i taką ścianę z dowodami

7.8 Warto!

Jeśli bardziej cenicie sobie relaks i piękne widoki od zawiłej fabuły czy intrygujących postaci, ta gra jest stworzona dla Was.

  • grafika 9
  • audio 8
  • grywalność 8
  • cena/jakość 7
  • ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.