Z czym Wam się kojarzy złoto? Z bogactwem? Luksusem? Dobrą inwestycją? Wszystkie te skojarzenia na pewno są słuszne i prawdziwe.

A co Wy na to, gdybym powiedział, że złoto powinno Wam się też kojarzyć z grą komputerową, gdzie wspomniany kruszec wydobywacie, i jeszcze ktoś na tę grę się zrzucił podczas akcji crowdfundingowej? Nic nie dzwoni? I dobrze, bo nie bardzo jest ku temu powód.


Łopata w dłoń

Recenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemu

Gold Rush: The Game to, jak sama nazwa wskazuje, gra oparta na reality show o tym samym tytule, który stworzono na licencji Discovery Channel. Sam program jest jednym z wielu takich tworów, gdzie zwykły Kowalski może zobaczyć, jak się pracuje w danej branży. Oczywiście wszystko to jest mocno podkolorowane, zmontowane na jedną modłę i okraszone ostrą muzyką i powiewającą amerykańską flagą w tle. Sam jestem fanem kanałów przyrodniczych i nie raz zerkałem sobie z nudów, jak to ciężko łowi się kraby, licytuje opuszczone magazyny czy właśnie wydobywa złoto na działce jakiegoś tubylca. Dlatego też ze sporą ciekawością sięgnąłem po Gold Rush: The Game, by się przekonać, czy udało się zachować ducha reality show (co raczej nie było trudnym zadaniem).

Sama gra to typowy symulator chodzenia, w którym naszym głównym zadaniem jest… wydobywanie złota. Wskakujemy w buty śmiałka, który swoją górniczą przygodę zaczyna z paroma dolarami w kieszeni oraz z zdezelowanym autem typu pick-up. Przygoda zaczyna się przed miasteczkiem Haines (Alaska), które wita nas hasłem: „Światowa stolica wydobywania złota”. Czy trzeba więcej do szczęścia? Ano, przydałoby się. Gra nie posiada jakiejkolwiek fabuły czy zalążka jakiejś historii. Nic nie wiemy o naszym bohaterze – po co przybył do miasteczka, kim jest, jakie są jego cele. Nic. Po prostu jesteśmy gościem w kraciastej koszuli, który ma wydobyć jak najwięcej cennego kruszcu. W końcu po co komuś wiedzieć więcej – mamy być bogaci i finito.

Recenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemu

W tym momencie następuje kolejny zgrzyt, jeżeli chodzi o mechanikę rozgrywki. Po odpaleniu tytułu gracz po prostu nie bardzo będzie wiedział, co ma w ogóle zrobić. Gra nie wita żadnym wprowadzeniem czy samouczkiem. Jest tylko ekran, który informuje o możliwości skorzystania z pewnego rodzaju tabletu, w którym zawarte są wszystkie podpowiedzi i informacje. Tutaj trzeba przyznać, że samo wykonanie samouczka jest naprawdę przystępne, bo każdy aspekt gry (lokacje, przedmioty czy czynności) został okraszony krótkimi filmikami pokazującymi, co należy zrobić, by wszystko było w porządku. I tak jeżeli wybierzemy sobie opcję lokalizacji na przykład banku, na filmiku zobaczymy dokładną drogę do wspomnianego przybytku – od miejsca, gdzie zaczynamy grę (przedmieścia), aż po sam cel naszej wędrówki. Podobnie sprawa ma się z urządzeniami czy konkretnymi akcjami. Szkoda tylko, że trzeba się lekko dokopywać do tych informacji.


Pierwszy urobek

Zabawę w wydobywanie złota zaczynamy praktycznie tak, jak to pierwsi poszukiwacze skarbów czynili – od płukania ziemi własnymi rękami. Kupujemy podstawowe narzędzia, wynajmujemy działkę, jedziemy na miejsce i zaczynamy zabawę. Po zmontowaniu wielce skomplikowanej płukarki, na którą składa się prosta dysza, kilka mat i pudło z wizerunkiem uroczego psiaka, możemy zacząć właściwe działanie – kopiemy ziemię, napełniamy nią naszą machinę, wlewamy wiaderko wody… i tak kółko. Pierwsze zdobycie jakiejkolwiek uncji złota to proces długi i nużący, składający się na wielokrotne przekopywanie gleby i jej płukanie.

Recenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemu

I to jest właśnie ten moment, podczas którego wielu graczy od Gold Rush: The Game się po prostu odbije. O ile dla mnie samo wydobywanie w ten sposób złota było na swój sposób odprężające (serio, nic lepiej nie robi po całym dniu pracy!), o tyle dla tych mniej cierpliwych graczy będzie zwyczajnie męczące.

Jeżeli jednak należycie do tej mniejszej grupy, Wasz wysiłek szybko zostanie wynagrodzony. Gdy uzbieracie odpowiednią sumę pieniędzy, będziecie mogli ją wydać na dużo ciekawsze zabawki niż zwykła taca i wiadro z wodą. By urozmaicić zabawę, twórcy gry przygotowali kilka potężnych urządzeń, w tym ogromne płukarki, koparki czy wielkie maszyny kruszące kamienie. Ważną sprawą jest to, że każdą z nich musicie obsługiwać i wyposażyć w odpowiednie media sami. I to jest właśnie największa zaleta tytułu – nie ma tutaj (większych) skrótów. Chcecie mieć prąd do odpalenia maszyny – podłączcie kable i uruchomcie agregat. Chcecie, aby do Waszej płukarki automatycznie dostarczało wodę – zakupcie pompę wodną oraz pasujące do niej szlauchy i wykorzystajcie pobliski strumyk. Możliwości jest sporo, a wszystko zależy od Waszej koordynacji i orientacji w terenie.

Recenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemuRecenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemu


Próba niedoskonała

Niestety, ale wszystkie powyższe zalety psuje samo wykonanie produkcji. Patrząc na rezultaty, panie i panowie z Code Horizon całą zebraną sumę z akcji crowdfundingowej przeznaczyli na efekty graficzne i muzykę (które są naprawdę przyjemne), bo na testowanie funduszy już chyba zabrakło. Tytuł jest pełen błędów i niedoróbek, które skutecznie potrafią uprzykrzyć rozgrywkę – obiekty przez siebie przenikają lub blokują się na innych, tekstury są nierówno wykonane, a o prawach fizyki możecie zapomnieć (za przykład niech posłuży wiadro z wodą, które przewrócone nadal jest pełne… tyle, że leży).

Recenzja: Gold Rush: The Game, czyli jak wydobywając złoto dokopałem się do sedna problemu

Wszystko to sprawia, że Gold Rush: The Game jest kolejnym średniakiem i zwykłym przerostem formy nad treścią. Ładna muzyka i grafika mieszają się z błędami, a pomysł na ciekawą rozgrywkę dla większości graczy polegnie już na samym początku przez nudne i żmudne kopanie łopatą w ziemi. Dlatego, jak na średniaka przystało, dostaje ode mnie średnią ocenę. Niech to będzie dobra zachęta dla twórców, bo widać, że umiejętności i pomysł na gry mają – potrzeba tylko dobrego szlifu.

Recenzja na podstawie wersji PC. Grę udostępnił wydawca – PlayWay.

5.8 Średnia

PLUSY:
+ Ładna muzyka i grafika
+ Przyjemne doznania z prowadzenia maszyn
+ Sporo celów do zrobienia

MINUSY:
- Wszędobylskie błędy i niedoróbki
- Na początku może nużyć
- Nieintuicyjny interfejs

  • Grafika 7
  • Audio 7
  • Grywalność 5
  • Cena/Jakość 5
  • Ogólne wrażenia 5
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 5.8
Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.