Uwielbiam przygodówki od Telltale. Nie ma nic lepszego od rzucenia się na łóżko po ciężkim dniu i włączenia nowego epizodu gry, w którą tak naprawdę wcale nie trzeba grać. Oczywiście z obowiązkową herbatką w ręku. Czy taka jest Gra o Tron?

Dotychczas takie interaktywne seriale bardzo pomagały mi się zrelaksować i zapomnieć o świecie. Twiedziłam, że kupię na ślepo każdą produkcję Telltale i będę się świetnie bawić. Jednak przy Grze o Tron coś zaczęło zgrzytać… Jestem świeżo po ukończeniu gry i chciałabym móc powiedzieć, że napięcie nie opadło jeszcze do końca, a ja nie jestem w stanie się pozbierać, dlatego muszę wstrzymać się z pisaniem. Naprawdę bardzo bym chciała, ale nie mogę, bo emocje towarzyszące mi podczas rozgrywki były praktycznie… znikome.

A co stwierdziła Asia w przypadku innej serii Telltale – Tales from the Borderlands?


Gra o Tron: Z lodu żelazo!

Historia opowiada o losach członków rodu Forresterów, starających się przetrwać w czasie wojny. Ta jednak okazuje się być najmniejszym problemem – naszymi głównymi wrogami są Whitehillowie i to właśnie z ich rodziną będziemy toczyć spory przez całą rozgrywkę. W tle przeplatają się wydarzenia znane z serialu i książek, fabuła jednak skupia się na zupełnie nowych i nieznanych do tej pory wątkach. Kluczową rolę odgrywają tacy bohaterowie, jak Cersei i Tyrion Lannisterowie, Ramsay i Jon Snow oraz Daenerys Targaryen. Warto zaznaczyć, że głosów swoim postaciom użyczyli aktorzy z serialu.

Recenzja: Gra o Tron – A Telltale Games Series

Cersei jak żywa!

Całość została podzielona na sześć epizodów, a nie pięć, jak to do tej pory developerzy mieli w zwyczaju. Czy to oznacza, że fabuła jest tak skomplikowana i ciekawa, że nie dało się zamknąć jej w pięciu odcinkach? Poniekąd tak. Dlaczego tylko poniekąd? O tym przeczytacie poniżej.

Amerykańska firma wyrobiła sobie silną markę i przyzwyczaiła graczy do dobrze nakreślonych i wyraźnych charakterów. Niestety, tym razem spośród czterech czy pięciu postaci (sama nie wiem, uniwersum Gry o Tron nie prowadzi specjalnie oszczędnej gospodarki bohaterami) zaledwie jedna wzbudziła moją sympatię i sprawiła, że naprawdę się o nią troszczyłam. Była to Mira Forrester, najstarsza córka rodu, wysłana do pracy w służbie Margaery Tyrell. Dworskie intrygi, zbrodnie, decyzje moralne, testy, lojalność, plotki, przekłamania? To wszystko znaleźć można w jej kampanii. Mam wrażenie, że historia Miry dostarczała mi emocji i stresu za wszystkich pozostałych protagonistów.

Recenzja: Gra o Tron – A Telltale Games Series

Mira jest najbardziej intrygująca!

Krótko mówiąc, fabuła tej produkcji miała naprawdę ogromny potencjał, który nie został do końca wykorzystany, właśnie przez nieciekawych i momentami irytujących bohaterów. A szkoda. Nigdy nie przepadałam ani za serialem, ani za serią książek, dlatego liczyłam na to, że Telltale uczyni jakiś cud i zmieni moje nastawienie. Wygląda na to, że Gra o Tron po prostu nie jest dla mnie. W żadnej formie.


Telltale łamie konwencje?

Na początku pierwszego epizodu pojawia się tradycyjny już dla Telltale komunikat: „gra przystosowuje się do Twoich wyborów. Historia zależy od tego, jak grasz.” Trzeba im przyznać, że tym razem się udało – odniosłam wrażenie, że decyzji wpływających na rozwój wydarzeń jest o wiele więcej i mają one znacznie większe konsekwencje w przyszłości. I przede wszystkim nie są iluzoryczne. Choć, z drugiej strony, zdarzyła się w tym aspekcje pewna scena, która mnie niesamowicie oburzyła.

Recenzja: Gra o Tron – A Telltale Games Series

Twórcom zdarza się postawić graczy przed bardzo trudnym wyborem

Pojawiły się cztery kwestie dialogowe. Wybrałam jedną z nich, po czym okazało się, że… Valar Morghulis. Koniec gry. „Co ty sobie myślałaś, że te zdania są po to, żeby z nich korzystać? Nieprawda! Ta kwestia była tu tylko dla ozdoby! Musieliśmy jakoś zapełnić lukę!”

Mimo powyższej sytuacji, ostatni epizod mile mnie zaskoczył. Ciągle działałam pod presją, ciągle coś się działo. Zwykle przy każdej produkcji od Telltale towarzyszyła mi myśl, że moje poczynania i tak nic nie zmienią, więc nie ma sensu się starać. Szósty odcinek Gry o Tron sprawił, że całkowicie o tym zapomniałam i całą sobą skupiałam się na grze. Ba, byłam przekonana, że pod żadnym pozorem nie mogę zginąć, bo inaczej wszystko się skończy i zawiodę moją rodzinę! Poczułam się, jakbym znów grała w Heavy Rain lub pierwszy sezon The Walking Dead – przy czym to drugie w 2012 roku po prostu było nowością i jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że wszystkie moje decyzje można wyrzucić do kosza.

Jest jeszcze coś, co najchętniej wykopałabym razem z decyzjami – grafika. Cóż… Okazała się ona dość sporym zaskoczeniem i również odejściem od konwencji. Miało być realistycznie, a wyszły z tego rozmazane tekstury, nierówne krawędzie, wklejone tła oraz cienie niezbyt dobrej jakości. I ten dziwny efekt szronu.

Recenzja: Gra o Tron – A Telltale Games Series

Telltale powinno zostać przy komiksowym stylu – gra przez większość czasu wygląda paskudnie…


Co mi w duszy gra…

Poza lepiej złożonymi postaciami, Gra o Tron dość płytko traktuje ścieżkę dźwiękową. Jestem osobą, która bardzo zwraca uwagę na takie rzeczy. Niestety, pomijając motyw w menu głównym i czołówkę wyjętą z serialu, nie usłyszymy tu niczego, co w jakikolwiek sposób zapadałoby w pamięć lub zasługiwało na pochwałę.

A jeśli już przy dźwiękach jesteśmy – jakość głosów postaci mnie po prostu przeraża. Efekty audio na tak niskim poziomie mogły zdarzać się z dziesięć lat temu, do tego początkującym developerom, a nie teraz i nie weteranom branży. Większość nieprzyjemnie skrzeczy i bywało nawet, że mówiącym bohaterom towarzyszyły szumy mikrofonu. Nie wiem, jak można było do tego dopuścić. Czy naprawdę nikt nie zwrócił na to uwagi? Szkoda, bo dubbingerzy odwalili kawał dobrej roboty.

Recenzja: Gra o Tron – A Telltale Games Series

…ale ma również swoje momenty. W tych chwilach przydałby się jakiś klimatyczny utwór!


Gra o Tron: drugi sezon już w produkcji

Zakończenie dostaliśmy otwarte, co jest już standardowym zabiegiem dla Telltale. Produkcja dobrze się przyjęła i mamy dużo kasy? Fajnie, robimy drugi sezon. Sprzedaż nie wyniosła tyle, ile zakładaliśmy? To niefajnie, dajcie mi mój zeszyt „projekty porzucone”. Czy ja się temu dziwię? Nie. Czy jest mi przykro, że tak dziś wygląda świat? Owszem.

To taka mała dygresja. Ale wracając do „standardowego zabiegu dla Telltale” – o losy bohaterów nie trzeba się martwić, bowiem w zeszłym tygodniu potwierdzono drugi sezon przygodówki (znaczy, sprzedało się dobrze). Prace nad nim trwają już na dobre. Mam zamiar dalej śledzić ich poczynania, choć może już nie z tak dużym entuzjazmem, co ostatnio.

Gra o Tron nie należy do najlepszych produkcji Telltale, ale nie żałuję spędzonego z nią czasu. Nadal podtrzymuję, że uwielbiam odpocząć w ten sposób po ciężkim dniu, nawet wtedy, gdy tytuł jest co najwyżej średni. Jeśli cenicie sobie ich styl, warto zagrać. Jeśli przepadacie za tym uniwersum, również warto zagrać. A jeśli oczekujecie po grze czegoś więcej poza bezmyślnym klikaniem w wyznaczone punkty, nie macie czego tu szukać.

6.8 Może być
  • Grafika 6
  • Audio 6
  • Grywalność 7
  • Cena/jakość 8
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.