Upalny dzień, ostatnie piętro drapacza chmur, basen, drinki, kilogramy narkotyków, tysiące dolarów brudnej forsy i dźwięk rozwalanych w strzępy drzwi, zwiastujący nadejście bardzo wkurzonego poszukiwacza sprawiedliwości.

Nie jest to trailer najnowszej odsłony Maksa Payne’a czy zapowiedź filmu ze Stevenem Seagalem lub Jasonem Stathamem. Nie jest to też klip do utworu Soboty pod tytułem „Z buta wjeżdżam”. To po prostu High Hell, czyli najnowszy FPS malutkiego Devolver Studio. Znajdziemy w nim mnóstwo akcji, wszystko to, co wymieniłem wcześniej, i uzbrojone… szympansy.


Opowieść o… właściwie o czym, do diabła?!

W grze próżno jest szukać jakiegokolwiek wprowadzenia do historii, którą chcą przekazać twórcy z Devolver. Można ją poznać tylko i wyłącznie czytając opis ich najnowszej produkcji. Trochę szkoda, ponieważ bardzo nie lubię być od razu rzucanym do boju. Jest to poważny minus, ale dalej jest już tylko lepiej.

Akcja High Hell rozgrywa się w piekle. Bardzo malowniczym, komiksowym i pełnym drapaczy chmur. Gracz wciela się w pewnego rodzaju łowcę (lub łowczynię), który za pomocą naprawdę dużego blastera rozprawia się z więźniami piekła. Minusem jest to, że do dyspozycji mamy tylko jedną broń, nie licząc glana, którym sprawnie otwieramy wszystkie drzwi.

Totalna rozwałka w podniebnym piekle. Recenzja: High Hell

„Z buta wjeżdżam…”

Misji do zrealizowania jest dwadzieścia. W ich trakcie oprócz walki z narkomanami, siłaczami na sterydach, szalonymi naukowcami, trzeba niszczyć dowody, ratować szympansy oraz kraść czy niszczyć statuetki należące do władcy piekła, zwanego BO$$em. Jednym z zadań jest nawet zniszczenie przekaźnika, który odpowiada za dostarczanie do piekła Internetu! Gra miała z początku być dużo mniejszą produkcją.

Oryginalnie w High Hell zadaniem graczy miało być jedynie otwieranie drzwi kopniakiem i palenie worków z kokainą, ale przez to musielibyśmy się zmagać z jakimiś dziwnymi ograniczeniami wiekowymi. Dlatego dorzuciliśmy do gry klasyczną przemoc i arsenał broni” – przyznał Fork Parker, CFO Devolver Digital.

Totalna rozwałka w podniebnym piekle. Recenzja: High Hell

On czy ona? Oto jest pytanie


Ciężka praca łowcy

Jak to w piekle bywa, egzystencja do najłatwiejszych nie należy. Dzieło Devolver Digital ma dosyć wysoki poziom trudności. Większość przeciwników jest do zabicia jednym strzałem, ale protagonista nie jest niezniszczalny. Wystarczą tak naprawdę trzy celne strzały przeciwników i rozpoczynamy misję od nowa.

Za wyeliminowanie wroga otrzymujemy jego duszę, która nas leczy, ale jest to bardzo znikoma ilość dodatkowego życia. Apteczki pojawiają się naprawdę bardzo rzadko, więc szczególnie późniejsze etapy robią się bardzo zręcznościowe, a nawet zmuszają do myślenia i opracowywania strategii.

Co pięć misji na drodze łowcy staje zdecydowanie trudniejszy przeciwnik. Nie licząc finalnego BO$$A, bardzo uciążliwy jest Hellbot, którego słaby punkt udało mi się odkryć dopiero po dwudziestu minutach walki, którą rozpoczynałem na nowo jakieś piętnaście razy.

Warto też wspomnieć o pomysłowych i interaktywnych przerywnikach podczas ładowania się kolejnych misji. W ich trakcie na przykład rzucamy rozmaite przedmioty do kosza, wrzucamy parówki na patelnię czy mażemy niedawno skradziony obraz BO$$a.

Totalna rozwałka w podniebnym piekle. Recenzja: High Hell

Zbliżamy się do kwatery głównej

Grafika i muzyka może się szczególnie nie wyróżniają, ale są miłe zarówno dla oka, jak i ucha. Audio pokrywa się z ciągłą akcją na ekranie i jest dobrym uzupełnieniem całości. Obraz mimo swej prostoty cieszy swoją komiksowością i nasyceniem barw.


Po uratowaniu piekła odchodzimy w chwale

High Hell jest grą przyjemną i można się przy niej naprawdę dobrze bawić. Narastający poziom trudności zmusza czasami do myślenia, ale nie frustruje. Takie piekło naprawdę potrafi odstresować i ucieszyć gracza, ale niestety tylko na jakieś dwie godziny. Po przejściu gry raczej do niej nie wrócimy, ale czas w niej spędzony z pewnością nie jest czasem straconym.

Totalna rozwałka w podniebnym piekle. Recenzja: High Hell

Koniec z Wi-Fi. Jesteśmy tu po to, by odpokutować winy, a nie dobrze się bawić

Recenzja na podstawie wersji PC. Grę udostępniła firma Devolver Digital.

7.0 Niezła

PLUSY:
- Narastający poziom trudności
- Czasami zmusza do myślenia
- Urozmaicone misje
- Miła dla oka

MINUSY:
- Brak wprowadzenia do historii
- Jedna broń
- Krótka i raczej niezachęcająca do ponownego zagrania

  • Grafika 7
  • Audio 7
  • Grywalność 7
  • Cena/Jakość 7
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Adrian Czech

Bardzo lubię ratować świat, dlatego jestem wielkim fanem wszelkiej maści RPG-ów (choć nigdy nie tknąłem serii The Elder Scrolls), Mass Effecta i twórczości Blizzarda, ale serie Grand Theft Auto i Max Payne również nie są mi obce. Od dziecka kibic Realu Madryt. Nadmiar czasu lubię spożytkować na podróżach, książkach, serialach i filmach. No i w ciemno łykam kolejne odcinki Dragon Balla oraz ekranizacje ze stajni Marvela.