Czego oczekujecie czytając dopiero co wydaną książkę? Czy jest to świeżość pomysłów, ciekawe postacie w dziwnym świecie, a to wszystko rzucone w wir szalonej fabuły? Jeśli tak, to trafiliście we właściwe miejsce.

Nie ukrywam, że do „Pyłu Ziemi” podchodziłem bardzo pozytywnie nastawiony, a to za sprawą licznych książek polskich pisarzy, utrzymanych w podobnym klimacie. Bardzo cenię sobie twórczość Lema, którego można uznać za prekursora polskiej fantastyki, jednak lata lecą, świat się zmienia, a nowe pokolenie twórców doskonale odnajduje się w nowej rzeczywistości. Jednym z nich jest autor omawianej książki, czyli Rafał Cichowski.

Zacznijmy więc od początku, który rzuca nas prosto w chaos, z którego nie sposób za wiele się dowiedzieć. Poznajemy dwójkę głównych bohaterów, Lilo i Reza, którego to oczami prowadzona jest narracja. Skąd oni w ogóle się wzięli? Z wielkiej arki zwanej Yggdrasil, zbudowanej przez ludzi, by uratować swój gatunek przed zagładą, bowiem Ziemia staczała się po równi pochyłej ku zagładzie. Nasza dwójka wysłana została w celu odnalezienia Biblioteki Snów, w której przechowywana jest cała historia Ziemi. Wydawałoby się, że w tym momencie można by książkę zakończyć, wszyscy żyli długo i szczęśliwie… Jednak po przybyciu na Ziemię okazuje się, że nie jest ona martwym pustkowiem, a wręcz przeciwnie. Ludzkość przeżyła na Ziemi i stworzyła zadziwiająco różnorodne środowiska, od barbarzyńców żyjących w lasach przez wiktoriański Londyn aż po niesamowicie rozwinięte miasto Aurora, znajdujące się na biegunie. Każde miejsce, w jakie zabiera nas fabuła, posiada własną historię, klimat i problemy. W Londynie Lilo i Rez poznają zarządcę miasta, Jacka Nothinga i jego przyjaciela, doktora Hilariusa. To właśnie wokół tej czwórki orbitować będzie cała późniejsza fabuła.

Gdy nie ma prądu. Recenzja książki „Pył Ziemi” Rafała Cichowskiego

Postacie są niezwykle ważnym i jednocześnie dobrym aspektem książki. Każda z nich posiada swoją historię, charakter i motywy, którymi się kieruje, dzięki czemu są bardzo przekonujące we wszystkim, co robią. Podobnie jest ze światem, który w miarę odkrywania staje się coraz bardziej ciekawy i pokręcony. Gdy jesteśmy gdzieś w połowie książki, akcja zaczyna się zagęszczać, a wszystkie brakujące trybiki, jakie ukrył przed nami Cichowski, wskakują na swoje miejsce. Właściwie na początku dostajemy umiarkowaną ilość emocji, jednak po pewnym niefortunnym dla naszych bohaterów zdarzeniu wszystko przyśpiesza i zdecydowanie podnosi ciśnienie krwi czytelnikowi. Oderwanie się w tym momencie od czytania jest właściwie niemożliwe. Rzadko zdarza mi się taka sytuacja, ale drugą połowę książki przeczytałem w jedną noc!

No dobrze, wiemy już, że świat książki, jak i wydarzenia w niej opisane, to bardzo solidnie wykonane elementy, co jednak z warstwą fantastyki naukowej, jaką autor stara nam się przekazać? Również nie zawodzi! Zauważyłem motywy podobne nieco do „Ghost in The Shell” (oczywiście tego dobrego, z roku 1995), bo również tutaj dostajemy wizję człowieka ulepszonego za pomocą technologii, do tego stopnia, że jest właściwie nieśmiertelny. Książka w kilku miejscach bardzo dobrze skłania do refleksji nad taką rzeczywistością. Mamy też Omninet, który jest rozwinięciem Internetu, tyle że działa bezpośrednio w mózgu człowieka, jak i kontrolującą wszystko sztuczną inteligencję. Na całe szczęście w książce nie ma żadnych błędów logicznych związanych z tą całą technologią. Dzięki temu nic nie burzy wizji autora i można lepiej wczuć się w świat przedstawiony. Z ciekawszych rzeczy pojawią się również elementy mechaniki kwantowej oraz planeta jako jedno żywe stworzenie. Robi wrażenie!

Wiadomo jednak, że nawet najlepsza książka może zostać zrujnowana słabym zakończeniem. Na szczęście uniknięto również tego i, pomimo że dość długie, zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące. Rozwiązuje wszystkie najważniejsze wątki, jednocześnie pozostawiając nas w momencie względnej niewiedzy, co stanie się później. Takie końcowe niedomówienie przywodzi mi na myśl filmy Christophera Nolana, który wykorzystuje podobny trick. W obu przypadkach jest to zabieg pozytywny, który pozostawia pewną swobodę w interpretacji czytelnikowi.

Gdy nie ma prądu. Recenzja książki „Pył Ziemi” Rafała Cichowskiego

Język, jakim napisany jest „Pył Ziemi”, również należy zaliczyć na plus, bo nie stanowi bariery, od której ktoś mógłby się odbić. Humor, którego jest sporo, bywa bardziej bądź mniej cenzuralny, ale za każdym razem jest zabawny i niewymuszony. Jedynym wyzwaniem, jakiemu nie podołałem, jest rozszyfrowanie wymowy słowa „Yggdrasil’’. Warto nadmienić, że książka dość luźno żongluje pomiędzy wydarzeniami na Ziemi a Yggdrasil, co przy nieuważnym czytaniu może wprowadzać chwilową dezorientację. Jednak w ogólnym rozrachunku „Pył Ziemi” jest bardzo przyjemny w odbiorze.

I tak właśnie powinna wyglądać dobra fantastyka! Przyjemna w obiorze, zawierająca bogaty, rozbudowany świat i zabierająca emocje czytelnika na przejażdżkę rollercoasterem. Wizja Rafała Cichowskiego była bardzo ambitna, jednak wystarczyło mu umiejętności i wyobraźni, by ją zrealizować, za co należą się ogromne brawa. Czekam na kolejne dzieła sygnowane jego nazwiskiem i mam ogromną nadzieję, że kolejny raz odda w nasze ręce fantastykę najwyższych lotów.

Podziel się.

O autorze

Można powiedzieć, że jestem skrajnym racjonalistą, który do myślenia używa mózgu, a sercu zostawia pompowanie krwi. Z tego powodu najbardziej cenię sobie czyste myśli wyrażone w jak najprostszej formie i wszelki minimalizm. Cały czas przyswajam nowe i poszerzam swoje horyzonty o kolejne dziedziny. Jestem ogromnym fanem Gwiezdnych Wojen, filmów Christophera Nolana i książek Dmitrija Glukhovskiego.