Chciałabym móc tak powiedzieć, ale niestety – to nie Marvel. Oglądając Legion Samobójców miałam nieustanne wrażenie, że studio wykupiło sobie licencję na uniwersum DC i postanowiło zrobić z niego swój film, na dodatek całkiem dobry. Produkcja jednak bezsprzecznie stoi pod szyldem DC, choćbym jak tego nie chciała.

No i trochę poplątałam już na wstępie. Żeby nie było wątpliwości – nie trawię Marvela, w ogóle nie lubię historii o superbohaterach. DC zawsze lepiej znosiłam, ponieważ niczego nie przedstawiało czarno-biało i było bardziej mroczne oraz życiowe, jeśli można tak określić losy gości bijących się w cosplayu.

Sęk w tym, że jak na odwiecznych konkurentów Marvela, wyszło bardzo słabo. Legion Samobójców to po prostu kapitalne widowisko i świetna rozrywka, ale cholernie słaby fabularnie film.


Tak płytkich postaci nie widziałam nigdy

Pewnie się zastanawiacie, co właściwie w tym miejscu robi recenzja filmu. Warcraft Warcraftem, bo jest oparty na growym uniwersum, ale Legion Samobójców? Cóż, we wrześniu tego roku na konsolach PlayStation 4 oraz Xbox One pojawi się zremasterowana antologia Batmana, poza tym kilka dni temu odbyła się premiera pierwszego epizodu Mrocznego Rycerza od Telltale.

Jeżeli zatem nigdy nie mieliście do czynienia z tymi przygodami i nie jesteście obeznani w komiksach, przydałoby się nadrobić braki wiedzy i poznać trochę wydarzeń z przeszłości bohaterów. Niestety Legion Samobójców nie jest dobrą okazją ku temu – to raczej z wyżej wymienionych gier powinniście się uczyć, by móc spokojnie obejrzeć film.

To jest gorsze od schematów. Wiecie dlaczego? Bo w schematach chodzi o to, że dany bohater jest alegorią czegoś, reprezentuje sobą dane stanowisko. Postacie w filmowym Suicide Squad są słabe, bo reprezentują sobą wyłącznie nudę i przewidywalność do bólu. Harley Quinn jako jedyna uratowała produkcję – cała reszta, z Deadshotem na czele, ciągnęła go na dno. Okej, przyznaję, humor był świetny i nie raz musiałam powstrzymywać się w kinie od śmiechu, ale to nie wystarczy.

Recenzja: Legion Samobójców – Marvel dał czadu!

Bez Harley Legion Samobójców byłby totalną klapą

Reżyserzy nie potrafili się zdecydować, czy pójść bardziej w stronę poważną, czy może w stronę komedyjki z przesłaniem. Tak à propos Deadshota, to na nim zawiodłam się najbardziej, bo miałam co do niego ogromne oczekiwania. Cóż, niestety była to chyba jedna z najgorszych ról Willa Smitha.

Spłycono także postać Jokera, który to z kolei był zbyt mało „Jokerowy”. Spłycono wszystkie backstory, a z diabelsko złych złoczyńców (złych złoczyńców! Czy widzicie, jak źli powinni być?) zrobiono idealistów, którym po prostu nie ułożyło się w życiu. Szkoda, miałam ochotę na coś na poziomie trylogii Dartha Bane’a, chciałam obejrzeć historię z perspektywy prawdziwego zła. No ale 13+ do czegoś zobowiązuje.

Recenzja: Legion Samobójców – Marvel dał czadu!

Większość postaci jest tak przewidywalna, że to aż boli


Tak złego poprowadzenia akcji nie widziałam nigdy

Szczerze mówiąc, nigdy nie przepadałam za filmami. O wiele bardziej wolę seriale, bo choć często są one zapychane toną niepotrzebnych i nudnych odcinków, to pozwalają lepiej zżyć się z postaciami, wciągnąć się w fabułę i oferują więcej punktów kulminacyjnych, a co za tym idzie – więcej przeżyć.

Legion Samobójców nie ma ani tego, ani tego, ani tamtego. Przez trzy czwarte filmu miałam wrażenie, że akcja dopiero się rozkręca, a jakiekolwiek więzi między postaciami zaczynają się dopiero pojawiać – i wcale nie mówię, że to źle! Wręcz bardzo dobrze. Przyjemnie się obserwuje powoli zachodzące relacje. Niestety nagle ktoś się kapnął: „ej, ludzie, mamy jeszcze dwadzieścia minut filmu, a musimy jeszcze rozwiązać akcję!”, no i wszystko się posypało.

Uwaga, mistrz Painta nadchodzi.

Recenzja: Legion Samobójców – Marvel dał czadu!

Tak widzę Legion Samobójców

Nagle wszyscy stają się przyjaciółmi na śmierć i życie, a jeszcze pięć minut temu byli dla siebie obcymi ludźmi. Nagle pojawia się ostateczna walka z bossem, tu się biją, tam umierają, tu już koniec, a o tych umarłych nie ma nawet słowa wspomnienia ani minuty żałoby – a przecież byli najlepszymi przyjaciółmi i drugą rodziną, heloł. Jak to się mówi – łatwo przyszło, łatwo poszło.

Legion Samobójców to masa niedokończonych wątków – twórcy tą produkcją sprzedają fanom solidnego liścia w twarz, po czym stwierdzają z uśmiechem, że ciąg dalszy nastąpi. I oby tym razem nie było gorzej.


Legion Samobójców ani trochę nie rozczarowuje

Wiecie, co w tym filmie jest niesamowite? Że mimo wszystko ogląda się go cudownie, bo bawi i relaksuje, a po napisach końcowych wstaje się z dobrym humorkiem i mówi do siebie: „rany, jakie to było głupie” 😀 Takiej produkcji jeszcze nie oglądałam!

Jest przewidywalna do bólu, to prawda. Jest bezsensowna do bólu, to prawda. Jest dziecinna do bólu i aż się prosi o remake w wersji dla dorosłych, to też prawda (bez dubbingu i Borysa Szyca w roli Jokera, błagam…).

Choć ponarzekałam sobie sporo i mam ogromny problem z wystawieniem ostatecznej oceny, Legion Samobójców po prostu mnie kupił – może swoim głupkowatym humorem, a może to Harley Quinn skradła moje serce. Nie wiem. Wiem na pewno, że z jakiegoś powodu mam ochotę przy tej produkcji postawić malutkie serduszko i powinnam dodać ją do swojej listy guilty pleasures.

Pozostaje mi powiedzieć jedynie tyle – jeśli nie lubicie wyrzucać pieniędzy w błoto, a do kina chodzicie tylko na największe hity, Legion Samobójców nie jest dla Was. Ale jeśli przepadacie za Marvelowskim stylem lub po prostu macie ochotę obejrzeć spoko film na dużym ekranie, jak najbardziej polecam.

Widzę w nim wady, ma dużo wad – ale cenię go mimo wszystko, a nie za wszystko 🙂

7.0 Warto dać szansę

TL;DR Dobry jak na Marvela, słaby jak na DC – co kto woli.

  • Ocena użytkowników (2 głosów) 7.8
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.