Gdybym miała napisać najlepszą recenzję Lost Grimoires: Stolen Kingdom, skopiowałabym mój poprzedni tekst o innej grze wydanej przez studio Artifex Mundi i podmieniłabym w kilku miejscach tytuł produkcji. Bo analogicznie właśnie to robi katowicka ekipa ze swoimi grami.

I muszę z przykrością przyznać, że jestem już tym zabiegiem zmęczona. Porównanie może nietrafne, ale w sierpniu intensywnie ogrywam również Personę 5 oraz Oxenfree. Różnica jest kolosalna. Oczywistości są oczywiste, ale wspominam o tym z konkretnego powodu. Cały czas utrzymuję stanowisko, że Artifex Mundi składa się z niezwykle utalentowanych ludzi, którzy jednak tworzą swoje gry na jedno kopyto.

Co się dziwić, jeśli nowe tytuły są wypuszczane co trzy tygodnie z założenia? Graficy pośpiesznie rysują podobne plansze, kompozytorzy bazują na tych samych brzmieniach, a o ciekawych scenariuszach można pomarzyć.


Ctrl+c, ctrl+v, śmieszny kot

Kopiuj-wklej. Recenzja: Lost Grimoires: Stolen Kingdom (PS4)

System alchemii odrobinę urozmaica grę

Lost Grimoires: Stolen Kingdom niedawno ponownie ujrzało światło dzienne, tym razem na PlayStation 4. Czym jest ta produkcja? To standardowa HOPA (Hidden Objects Puzzle Adventure – skupiamy się na sekwencjach z szukaniem ukrytych obiektów, zagadkach logicznych i historii w tle; wszystko to robimy podziwiając ręcznie malowane grafiki), której akcja rozgrywa się w realiach pseudośredniowiecznych. Świat badamy oczyma młodej adeptki alchemii, która właśnie powróciła do swych rodzinnych stron po zakończeniu nauki w akademii. Szybko okazuje się, że w domu coś jest ewidentnie nie tak – a raczej ktoś, bo na piętrze pałęta się nieproszony gość.

W miarę postępu akcji okazuje się, że przeszłość bohaterki skrywa mroczną tajemnicę, a miasto strzeżone przez magiczne golemy i uroczego kota jest w niebezpieczeństwie. Wszystkiemu towarzyszą oczywiście doskonale znane nam głosy z poprzednich gier studia i tak samo sztywny dubbing. Emocje jak na grzybach, jednak nie fabułą i postaciami żyje Artifex.

Artifex żyje grafiką, klimatem i czasem zagadkami. Również tym razem studio wspięło się pod tymi względami na wyżyny i wykonało swoją pracę niemalże perfekcyjnie, gdyby nie pewne mankamenty. Lost Grimoires: Stolen Kingdom wprowadza trochę nowości, jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki, ale nie ma tu nic, co fana gier HOPA by zaskoczyło. Jeżeli zatem tak jak ja lubicie przygodówki Polaków i gracie w nie często, to w końcu się Wam znudzi. Szansę jednak warto dać.

Kopiuj-wklej. Recenzja: Lost Grimoires: Stolen Kingdom (PS4)

Niech Was nie zwiedzie ta słodka kreatura, uprzykrza życie tak samo jak każdy kot


Katowickie rymy

Pierwszą nowością jest system alchemii. Nie ma w nim niczego skomplikowanego, musimy po prostu znaleźć przepis, a następnie zebrać wszystkie składniki, dzięki czemu wytworzymy potrzebny przedmiot do rozwiązania danej zagadki. Jest to jednak na pewno rzecz, która sprawia, że Lost Grimoires nie zlewa się aż tak z innymi tytułami Artifexu. Druga taka rzecz to… rymowanki. Duża część zagadek jest wierszowana, nawet podczas sekwencji z ukrytymi obiektami!

Szkoda jedynie, że nikt nie pokusił się o lepsze tłumaczenie, które nie raz wywołuje uśmiech politowania. Cieszę się jednak, że w przeciwieństwie do na przykład Dark Arcany zagadki są bardzo logiczne, mają sens, nie są wciskane na siłę i dają satysfakcję z rozwiązywania. Na ostrą krytykę zasługują natomiast animacje. Do przeskalowanych i nie zawsze wyraźnych plansz w wydaniach konsolowych już się przyzwyczaiłam, ale nie mogę przeboleć animacji twarzy: zero emocji, sztuczne ruchy ust, pełna amatorka. Wstyd, bo byle student grafiki zrobiłby to lepiej. To wszystko można było zrobić lepiej.


Profesjonaliści bez ambicji

Lost Grimoires: Stolen Kingdom to bardzo przyjemna i relaksująca produkcja, jak każda gra studia Artifex Mundi. Poleciłabym ją każdemu niewymagającemu graczowi lub dziecku czy starszej osobie – to właśnie z moją babcią najczęściej zagrywam się w przygodówki point’n’click. Jednak z perspektywy kogoś, kto oczekuje od tytułu czegoś więcej poza kopiuj-wklej z poprzedniczki, jest mi przykro, że ekipa z Katowic nie ma na tyle ambicji, by z bardzo dobrych fundamentów zrobić prawdziwe arcydzieło. Czy nie lepiej byłoby wydawać gry raz na kilka miesięcy, ale ciekawsze i bardziej dopracowane?

Czy warto zagrać? Nie teraz – w sierpniu czeka na nas masa ciekawszych tytułów. Można spróbować podczas sezonu ogórkowego. No i jeśli zastanawiacie się nad platformą, to tylko Xbox lub PlayStation. Mimo przeskalowanego i nie zawsze pięknego obrazu jest najwygodniej. Ja na przykład pobijam rekordy w jak najszybszym rozwiązywaniu plansz z hidden objects! Mój obecny wynik to kilka sekund.

6.6 Może być

PLUSY:
+ to bardzo relaksująca produkcja
+ system alchemii wprowadza powiew świeżości
+ ma śliczne grafiki
+ ma śmiesznego kota
+ fabuła mogłaby być interesująca...

MINUSY:

- ...gdyby był lepszy voice acting, nadający emocji
- i gdyby było lepsze tłumaczenie, które nie wytrącałoby z klimatu
- nie mogę znieść powtarzalności w grach Artifexów, po kilkunastu produkcjach odpadam
- dlaczego te animacje są tak przeskalowane i brzydkie?

  • Grafika 8
  • Audio 6
  • Grywalność 7
  • Cena/Jakość 6
  • Ogólne wrażenia 6
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.