Jeśli chcesz uratować piękny świat, stworzyć herosa, który będzie jednoosobową armią i zmiecie w pył dziesiątki wrogów na raz, to źle trafiłeś. Tu bohaterstwo rodzi się w bólach. Świat jest mroczny i straszny. Żeby zatriumfować, będziesz musiał przepłynąć morze krwi, potu i łez.

Instalując NiOha, oczekiwałem sieczki z elementami zręcznościowymi i zarzynania kolejnych hord przeciwników jednym cięciem katany. Nie mając doświadczenia z serią Dark Souls, myślałem, że pogłoski o rzekomym bardzo wysokim poziomie trudności można włożyć między bajki. Niestety, szybko okazało się, że najzwyczajniej w świecie się przeliczyłem. Trafiłem do świata, w którym należy nastawić się na cierpliwość i przygotować na powtarzanie walk dziesiątki razy, a potyczka z trzema wrogami na raz niemal zawsze kończy się śmiercią.


Nieczysta wojna

Przygoda dzieje się na przełomie XV i XVI wieku i początkowo wprowadza gracza w europejski konflikt pomiędzy Anglią a Hiszpanią. Królowa Elżbieta I, która jest o krok od przegrania wojny, dowiaduje się o kryształach Amrity, posiadających wielką moc. Wynajmuje więc piratów, którym powierza zadanie ich zdobycia. Gdy im się to udaje, władczyni przyzywa dzięki nim siły nieczyste, które dziesiątkują armadę hiszpańską, a następnie pozbywa się swoich najemników.

Jednym z nich jest główny bohater, William, który trafia do niedoli i zostaje osadzony w Londyńskiej Wieży. Udaje mu się uciec z więzienia z pomocą swojego ducha opiekuńczego – potężnej istoty, z którą jest związany. Ostatecznie spotyka jednak na swej drodze Edwarda Kelly’ego, który kradnie jego ducha, dzięki czemu poznaje położenie magicznej krainy Zipangu, która słynie z Amrity.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź

William, czując się odpowiedzialnym za zaistniałą sytuację i widząc zbliżający się koniec świata, rusza za antagonistą w pościg. Tak trafia do pogrążonej w wojnie Japonii. Aby osiągnąć swój cel, przyjdzie mu się zmierzyć z setkami wrogów, którymi są najeźdźcy, nieumarli i Yokai – uporczywe demony, które zrobią wszystko, by jego podróż szybko dobiegła końca.


Marynarz, który stał się samurajem

Po krótkiej przygodzie w Londynie gracz dostaje szybki kreator tworzenia bohatera. Na start należy wybrać dwie bronie, którymi będzie się specjalizował. Arsenał jest dosyć pokaźny, a jest nim: katana, dwie katany, topór, włócznia, kusarigama i tonfa. Styl walki każdą z broni jest inny. Topór zadaje duże obrażenia, ale zabiera większą część energii KI i jest powolny, włócznia pozwala trzymać wrogów na dystans, a katany są w miarę szybkie, ale zadają mniejsze obrażenia.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź

Następnie dochodzi do wyboru ducha opiekuńczego. Do wyboru jest Kato, Isonade i Daiba-Washi. Pierwszy z nich to wilk żywiołu ognia, który zwiększa zadawane obrażenia, drugi to delfin – żywioł wody, odpowiadający za dostrzeganie wrogów, a ostatni, jastrząb – żywioł wiatru, zwiększa zwinność bohatera. Pomagają one też podczas walk. Po doładowaniu ich Amritą istnieje możliwość użycia mocy swojego ducha, podczas której trwania postać jest nieśmiertelna i zadaje zwiększone obrażenia.

Po dokonanych wyborach William ląduje na plaży i rozpoczyna swój pościg, podczas którego, niestety, fabuła zaczyna blaknąć. Podczas przeczesywania zniszczonej wioski można pozyskać mnóstwo Amrity ze zwłok jej mieszkańców. Udostępnia ona ich wspomnienia, które są jednak chaotyczne i ciężko skleić z tego spójną całość.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź

Walka, co tu dużo mówić, do łatwych nie należy i, jak już wspomniałem, przeciwników należy pozbywać się pojedynczo. Gdy jednak trafimy na, powiedzmy – trzech, żeby nie umrzeć, należy biegać po dostępnym obszarze, po czym atakować w momencie, kiedy jeden z wrogów jest najbliżej, mając nadzieję, że jego partnerzy nie zdążą dobiec do protagonisty i najzwyczajniej w świecie go zaszlachtować.

Pomimo swej trudności NiOh przynosi jednak dużo frajdy (dopóki śmierć nie zacznie przytrafiać się zbyt często). Lejąca się na ekranie krew, która brudzi broń i samego bohatera, nadaje grze realizmu. Każda potyczka jest inna i wymaga obserwacji ruchów wroga, zanim przejdziemy do ofensywy. Najtrudniejsze do pokonania są masywne demony Yokai, z którymi często jeden błąd kończy się śmiercią. Są one też skłonne do pozostawiania po sobie pewnej sfery Yokai, w której regeneracja KI jest spowolniona. Można się jej pozbyć poprzez użycie oczyszczenia po udanym ataku, ale nie jest to proste zadanie. Raz, że odpowiedni przycisk trzeba wcisnąć w odpowiednim momencie, a dwa, kiedy całe skupienie absorbuje walka, często się o tym zapomina.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź

Dużą frajdę sprawia posługiwanie się bronią dystansową. Celowanie na padzie do najłatwiejszych nie należy, ale jeśli wróg nie widzi bohatera, można go sprawnie usunąć, strzelając doń w głowę z łuku lub broni palnej. Łuki zadają mniejsze obrażenia, ale celując, William może się przemieszczać, czego nie może już robić, gdy dzierży sztucera.

W NiOhu, w zależności od wroga i obranej taktyki, należy również wybrać pomiędzy trzema stylami walki. Jest pozycja wysoka, w której ataki są najskuteczniejsze, ale obrona ograniczona, pozycja średnia, dobra do obrony, i niska, w której najefektywniejsze są uniki, a ataki są najmniej skuteczne. Nie warto co chwila zmieniać broni, ponieważ walcząc jedną zdobywa się poziom umiejętności posługiwania się nią.

Podczas grania cały czas należy obserwować pasek KI, który zmniejsza się po zablokowanych uderzeniach, wyprowadzonych atakach czy otrzymanych obrażeniach. Kiedy spadnie do zera, przez kilka sekund William nie jest w stanie się ruszyć, przez co staje się łakomym kąskiem dla przeciwników.


Świątynia Kodamy – azyl, który nie trafia się często

Świątynie są pewnego rodzaju checkpointami. Przy nich następuje zmartwychwstanie po często zdarzającej się śmierci oraz uzdrowienie bohatera. Kiedy wróci się do Kodamy odnowić pasek zdrowia, do życia wracają wszyscy wrogowie, którzy kilka sekund wcześniej zginęli tragiczną śmiercią.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź

W Chramach można też rozwijać bohatera. Nie ma tu klasycznych awansów. Wszystko rozchodzi się o przewijającą się przez całą grę Amritę, która pozyskiwana jest w trakcie walki za pomocą specjalnych kamieni, które wypadają z zabitych wrogów lub poprzez niszczenie niepotrzebnego ekwipunku. Wymienia się ją wtedy na polepszanie statystyk. Każdy kolejny awans atrybutu kosztuje coraz więcej. Kiedy protagonista umiera, pojawia się w tym miejscu grób, z którego można odzyskać Amritę. Jeśli postać umrze przed dojściem do niego, zniknie ona bezpowrotnie i całe „expienie” należy rozpoczynać od początku.

Przeczesując Japonię, warto uważnie badać każdą lokację. Raz na jakiś czas można natknąć się na małe zielone stworki, które są Duchami Kodamy. Odesłanie ich do Chramu sprawia, że można nałożyć na Williama Błogosławieństwo Kodamy. Jest ich kilka i każdy kolejny duch ulepsza jedno z nich. Dzięki błogosławieństwu można zwiększyć szansę na znalezienie mikstur leczniczych lub wydobywać więcej Amrity podczas potyczek.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź


Mrok Japonii nadaje jej piękna

NiOh nie jest produkcją, w której zadaniem jest uratowanie cukrowej krainy, i często ma się do czynienia z potworami, zniszczeniem i masą trupów. Cały ten mrok i brutalność nadają Japonii wyrazistości. Można bowiem odczuć atmosferę wojny, w której kraj jest pogrążony, a perspektywa zwycięstwa jest schowana daleko za horyzontem.

Wszystko doskonale podkreśla oprawa audiowizualna, a może bardziej ta wizualna część – grafika jest piękna i tyczy się zarówno dobrze odwzorowanych postaci, jak i terenu, po którym się poruszamy. Pojedynki również są realistyczne i różnego rodzaju ekwilibrystyczne wymachy wcale nie są przesadzone.

Z muzyką jest trochę gorzej. Ta lecąca w tle podczas „normalnej” rozgrywki potrafi po prostu zniknąć, kiedy koncentrację w całości pochłania kolejny raz przechodzenie danego momentu. Staje się bardziej wyrazista i przyspiesza podczas starć z bossami, którzy pojawiają się na koniec każdej misji głównej. Często jednak kończy się szybciej, niż się zaczyna, ponieważ pierwsze podejścia do super demonów kończą się szybką śmiercią. Ułatwieniem byłoby po śmierci z bossem rozpoczynać od walki z nim. Niestety, William i tak trafia do Chramu i rozpoczyna żmudną drogę, aby ponownie stanąć oko w oko ze swym nemezis.

Recenzja: NiOh (PC). Odłóż klawiaturę, bez pada nie podchodź


NiOh pozostał grą dla konsolowych wyjadaczy

Typowo japońska gra pozostała z typowym japońskim założeniem. Mimo udostępnienia jej na PC dziewięć miesięcy po premierze, nie zrobiono nic, żeby przystosować ją do posiadaczy desktopów. Bez pada nie ma co nawet rozpoczynać przygody. Niemożliwe jest prowadzenie rozgrywki za pomocą myszki i klawiatury. Można co prawda próbować grać samą klawiaturą, ale liczba przycisków do opanowania i brak możliwości ich zmiany sprawia, że ta forma zabawy jest niemożliwa do realizacji.

Nie jest to więc produkcja dla osób, które pada trzymają od święta i łatwo się irytują, ponieważ przy NiOhu naprawdę można osiwieć, wyłysieć i doprowadzić do pęknięcia kilku żył. Może i gry w ostatnim czasie stały się zbyt łatwe, ale Team Ninja poszedł w drugą stronę i stworzył potwora bardzo wymagającego. Ze względu na dość chaotycznie poprowadzoną fabułę gra może odstraszyć też tych, którzy nie interesują się kulturą Japonii. Jeśli jednak lubicie wyzwania i dobrze gracie na padzie, czeka na Was wiele godzin nauki mechanik gry i test umiejętności.

7.6 Dobra

PLUSY:
- Piękna i mroczna Japonia
- Postacie historyczne
- Olbrzymie możliwości rozwoju bohatera
- Realizm pojedynków...

MINUSY:
- ...które bywają jednak zbyt wymagające
- Chaotyczna fabuła
- Rzadko spotykane checkpointy
- Częste zgony niemiłosiernie irytują

  • Grafika 9
  • Audio 6.5
  • Grywalność 7
  • Cena/jakość 7.5
  • Ogólne wrażenia 8
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Adrian Czech

Bardzo lubię ratować świat, dlatego jestem wielkim fanem wszelkiej maści RPG-ów (choć nigdy nie tknąłem serii The Elder Scrolls), Mass Effecta i twórczości Blizzarda, ale serie Grand Theft Auto i Max Payne również nie są mi obce. Od dziecka kibic Realu Madryt. Nadmiar czasu lubię spożytkować na podróżach, książkach, serialach i filmach. No i w ciemno łykam kolejne odcinki Dragon Balla oraz ekranizacje ze stajni Marvela.