Sonic Forces wyczekiwałam przeokrutnie i wiązałam z nim ogromne nadzieje – Nintendo wypuściło w tym roku masę świetnych tytułów, w tym kolejnego udanego Mario, więc Sonic nie mógł być gorszy. A jednak jest. Tak naprawdę ciężko mi wymienić choć jedną dobrą rzecz w tej grze.

No dobrze, na początku bawiłam się wyśmienicie. Na pierwszym poziomie, znaczy. Co prawda design w menu nie nastrajał pozytywnie, bo bardziej przypominał stylistykę Persony niż Sonica, a takie niedopasowanie mi nie leży, ale przymknęłam na niego oko, byłam w końcu całkowicie napalona na grę. Gdy przechodziłam przez pierwszą planszę, będącą nawiązaniem do klasycznych Soniców, byłam zachwycona. Czułam w niej duch retro wymieszany z nowoczesnością, hołd do klasyki. Szaleńczy pęd niebieskiego jeża był niesamowity… nie na długo.


HAI YAI FORCES

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Tworzenie własnej postaci mogło być ciekawe, niestety nie ma ona większego znaczenia, a Sonikiem gra się o wiele przyjemniej

Bo później zaczęła się „fabuła”. Sonic został pokonany, jego pozostali przyjaciele utworzyli ruch oporu, a do szczęścia potrzebowali tylko mnie – czyli mojego awatara. Możliwość stworzenia własnej postaci w tym uniwersum to świetny smaczek, dopóki owym awatarem nie zaczynamy grać – okazuje się, że od Sonica jest znacznie wolniejszy, nie daje takiego poczucia satysfakcji i ma po prostu jakieś koślawe mechaniki. A może to plansze mają koszmarny level design?

To drugie też, a raczej przede wszystkim. Projekt poziomów to największy problem Sonic Forces; wszystkie złości i żale można by zignorować, gdyby chociaż grało się w to przyjemnie. Najpierw każą się człowiekowi wzbijać w przestworza i zbierać ringi, by później spadł i nie znalazł pod sobą żadnej platformy, co oznacza koniec gry i prawdopodobnie powrót do początku, bo checkpointy rozsiane są hulaj dusza. A możecie być pewni, że często będziecie rozpoczynać grę od nowa – chociażby przez to, że levele mają tak dużo szczegółów, tak bardzo są efektowne, że można się pomylić, czy ta spadająca kula ognia jest naprawdę i trzeba jej uniknąć, czy może to tylko ozdobnik.

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Starcia z bossami i przerywniki na małe quick-time eventy są toporne i powtarzalne

Z jednej strony ciągle wymaga się od gracza, by pędził jak najszybciej, a z drugiej karze wolno poruszającymi się platformami, przez które trzeba przejść. Poziomy w czterech przypadkach na pięć polegają na powtarzaniu bliźniaczych sekwencji, o walkach z bossami nie wspominając. I chyba najgorsze – przed końcem etapu zazwyczaj jest jakiś wyskok w górę, krótki przerywnik, bombardowanie przeciwników, a później powrót na ziemię, rozpęd i… po trzech sekundach meta. Zero satysfakcji, maksimum irytacji.


Run Sonic Run

Za każdy ukończony poziom otrzymujemy nagrody w postaci ubrań dla naszego awatara. Do wykonania mamy także dzienne misje, za które również kompletujemy szafę. Kończy się to tym, że w garderobie mamy setki kostiumów, które prócz wyglądu nie dają absolutnie nic, a pokonywanie plansz nudzi. W końcu jedyne wynagrodzenie to kolejne ubrania.

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Postacie wykonane są naprawdę ładnie i dokładnie, czego nie można już powiedzieć o obiektach z drugiego planu

Nie zachęca również tocząca się w tle bezsensowna fabuła – problem w tym, że nie dla dzieci. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby historia była skierowana do dzieci. Ta jest po prostu bzdurna, a jej targetem nie są ani dorośli gracze, ani ci mniejsi. Ani fani Sonica, ani niedoświadczeni. Miks postaci nie ma najmniejszego sensu. W grze spotykamy chyba wszystkich bohaterów z uniwersum, bez wytłumaczenia gramy starym i nowym Sonikiem. Okropnie wyglądają także cutscenki – o ile postacie faktycznie wykonane są świetnie, o tyle od całej reszty krwawią oczy. Tekstury i bryły są koszmarnej jakości, a efekty wybuchów to często brzydko przeklejone gotowce. Dialogi w pewnym momencie się przewija, bo nie da się ich słuchać i czytać.

Nie da się słuchać również muzyki. W końcu wyciszyłam dźwięk w telewizorze, bo już nie mogłam znieść tego – przepraszam, ale muszę kolokwialnie – rycia bani. Głowa mi pękała od wrzeszczących wokalów, pseudo-rocka i innych głośnych zabiegów. Soundtrack powodował u mnie ciągłą dezorientację i bardzo niezdrowe uczucie. Jak cała reszta gry.

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Zgadza się, Sonicu, takie poziomy powinny odejść już w niepamięć

Recenzja: Sonic Forces. Nie tak epickie, jak Susumu Hirasawa

Szkoda, że całości nie możemy przejść grając z perspektywy trzeciej osoby


To ja wracam na pustynię

Gracze narzekają, że Sonic Forces jest za krótkie. Dla mnie paradoksalnie to największa zaleta produkcji. Odetchnęłam z ulgą, że ukończyłam ją w kilka godzin i nie muszę już do niej wracać. Nielogiczna fabuła, irytująca ścieżka dźwiękowa, zauważalne cięcia po kosztach i przede wszystkim niedopuszczalny dla profesjonalistów level design skutecznie zniechęcają do dalszej rozgrywki.

Szkoda, że w tym roku Sonic się nie rozpędził.

Recenzja w oparciu o wersję na PS4. Kopię gry dostarczył polski wydawca – Cenega.

5.0 Słaba

PLUSY:
+ Ślicznie wykonane postacie
+ Etapy „zza pleców” dają niesamowite poczucie szybkości
+ Czas gry

MINUSY:
- Fabuła kierowana do nikogo
- Koszmarny, niedopuszczalny level design
- Irytująca muzyka, gwarantująca ból głowy
- Brzydkie cutscenki
- Powtarzalność, schematy, nuda, brak odpowiednich nagród i satysfakcji

  • Grafika 5.5
  • Audio 4
  • Grywalność 4.5
  • Cena/jakość 6
  • Ogólne wrażenia 5
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Aleksandra Olszar

Choć do idealisty mi daleko, niczym prawdziwy romantyk wierzę, że mam w tym świecie do spełnienia jakąś ważną rolę. Jestem fanatyczną miłośniczką trylogii Mass Effect (serio, bardziej nawiedzonego maniaka nie znajdziecie) i wyznaję zasadę, że gracz ma tyle żyć, w ile gier zagrał. Wszystkie moje pasje miały początek już we wczesnym dzieciństwie, a ja jako duże dziecko do dziś rozwijam się w ich kierunku.