Tales from the Borderlands, czy jak kto woli Opowieści z Pogranicza, to już siódma produkcja od Telltale Games, w którą miałam okazję zagrać. Tytuły wychodzące spod ich szyldu są dość specyficzne zarówno jeśli chodzi o grafikę, jak i gameplay.

Zrozumiałym jest fakt, iż nie wszyscy lubią przygodówki lub gry, w których więcej się słucha, niż działa. Jednak wydaje mi się, że większość z nas lubi się śmiać, a ten tytuł aplikuje nam naprawdę duże dawki tego jakże czasami deficytowego towaruZacznę troszkę niesztampowo, gdyż już na samym początku odpowiem na pytanie zawarte w tytule recenzji – tak, według mnie Tales from the Borderlands to najlepsza gra, która wyszła spod strzechy studia Telltale Games. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie poniżej.


Czy znajomość uniwersum Borderlands jest obowiązkowa?

Krótko i na temat – nie. Jeżeli chodzi o serię Borderlands nie skończyłam żadnej części, grałam troszkę w jedynkę, więc miałam jako takie pojęcie o przedstawionym świecie. Wiedziałam o kryptach, poznałam Claptrapa, pozwiedzałam Pandorę, miałam na sumieniu niejednego skaga, kojarzyłam postać Handsome Jacka i Hyperion. To tyle, nic więcej. Jeżeli powyższe wyliczenie nic Wam nie mówi, bez obaw – na początku pierwszego epizodu wszystko, co powinniście wiedzieć, jest Wam wyjaśnione.

Akcja toczy się po wydarzeniach z Borderlands 2, więc logicznym jest fakt, iż grając w Opowieści z Pogranicza skazujecie się na pewne spoilery z poprzednich części. Przyznam szczerze, że zbytnio mi to nie przeszkadzało. Ba! Nabrałam nawet ochoty na ponowne podejście do produkcji od 2K Games. Tak oto od jakiegoś czasu jesienne wieczory spędzam na Pandorze…


Prawda jest względna

Nie mam zamiaru psuć Wam zabawy opowiadając o fabule gry, ale napomknę chociaż o głównych i najważniejszych bohaterach. W produkcji przyjdzie nam sterować aż dwoma postaciami – Rhys’em i Fioną. Takie przedstawienie akcji było genialnym posunięciem, gdyż dzięki temu możemy poznać daną historię z dwóch różnych perspektyw. Naprawdę różnych. Tak dobitnie. Do cna. Ta rozbieżność często prowadziła do komicznych sytuacji, a gracza pozostawiała z poważnymi wątpliwościami co do właściwego przebiegu wydarzeń.

002_tftb

Oprócz wspomnianej niezgodności w relacjonowaniu zdarzeń, ta dwójka bohaterów różni się również wykorzystywanymi umiejętnościami. Rhys dzięki cybernetycznemu oku jest w stanie skanować otoczenie, co jest przydatne w zdobywaniu dodatkowych informacji oraz rozwiązywaniu technicznych usterek. Natomiast Fiona, jako znana w kręgach przestępczych oszustka, może kraść oraz używać ukrytego w rękawie małego pistolecika z trzema rodzajami nabojów.

O ironię zakrawa fakt, iż Fiona i Rhys tak naprawdę są do siebie bardzo podobni – do pewnego stopnia samolubni i będący w stanie zrobić niemal wszystko, by osiągnąć własny, ukryty cel. Dlatego też na swój sposób urocze jest to, jak bardzo zmieniają się na przestrzeni epizodów dzięki spotkanym na swojej drodze osobom i w rzeczywistości dzięki sobie nawzajem. Wszyscy z czasem tworzą zgraną paczkę i razem są gotowi na wszystko.


W to mi graj!

Jak przystało na produkcję od Telltale Games, więcej tu słuchania i gadania, niż klikania. Nie oznacza to jednak, że jest go mało. Ba! Powiedziałabym, iż interakcji z otoczeniem doświadczymy tu częściej niż w takim The Walking Dead. To samo tyczy się Quick Time Eventów, które potrafią trzymać gracza w napięciu. Jedna z najlepszych scen w grze, która czeka na Was w czwartym epizodzie, oparta jest głównie na samych QTE.

Tales from The Borderlands zapewnia naprawdę dużo atrakcji – zwiedzicie Pandorę, Hyperion, a nawet polecicie w kosmos. Fabuła wciąga i dostarcza sporo zwrotów akcji, dzięki którym często leżałam ze śmiechu. Każdy bohater jest świetnie nakreślony, napisany i przedstawiony – ma osobowość, przez co daną postać możemy pokochać lub znienawidzić. Warto wspomnieć o tym, że w trakcie rozgrywki przyjdzie nam spotkać wiele osobistości znanych z uniwersum Borderlands, ale weteranom nie będę psuć Wam zabawy.

Jeżeli zaś chodzi o tak zwane wybory i ich konsekwencje, czyli to, z czego Telltale słynie najbardziej – ani razu nie miałam dylematu moralnego. Z pewnością wynika to faktu, że jest to gra raczej komediowa, nie niesie ze sobą tak ogromnego ładunku emocjonalnego co The Walking Dead. Dialogi są napisane z jajem i przymrużeniem oka – w sam raz na jesienną chandrę. Kolejnym elementem, który wyróżnia ten tytuł spośród pozostałych produkcji studia to intra – każdy epizod oficjalnie rozpoczyna filmowy wstępniak ze świetnie dobraną muzyką.

001_tftb

Skoro już o muzyce mowa – dobór piosenek jest wprost mistrzowski! Moja playlista znacząco się powiększyła od czasu zagrania w Tales from the Borderlands. Dla ciekawskich – na Spotify utworzono fanowską listę z utworami pasującymi klimatem do Borderlands. Polecam! Kolejnym ważnym dźwiękowym aspektem, który zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie jest dubbing. Słychać, że osoby podkładające głos świetnie wpasowały się w dosyć charakterystyczny koloryt produkcji i wczuły się w odgrywane przez siebie postaci.

Opowieści z Pogranicza jako epizodyczna przygodówka naprawdę dały radę. Nadal upieram się, że jest to najlepszy tytuł od Telltale Games – humor, zwroty akcji, muzyka, bohaterowie – to wszystko współtworzy spójną i fenomenalną całość. Polecam każdemu na poprawę nastroju w jakiś deszczowy, jesienny weekend. Wydaje mi się, że weterani serii nie poczują się zawiedzeni, a świeżaki będą się świetnie bawić. Tytuł grą roku nie zostanie, ale w podsumowaniach z pewnością nie powinien zostać pominięty. Ach, zapomniałabym o najważniejszym – zakończenie ostatniego epizodu sugeruje powstanie kolejnego sezonu. Co prawda, nie został on oficjalnie potwierdzony przez twórców, jednak mam nadzieję, że prośby graczy zostaną wysłuchane.

8.0 Bardzo dobra
  • Grafika 7
  • Audio 10
  • Grywalność 6
  • Cena/jakość 7
  • Ogólne wrażenia 10
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.