W dzisiejszych czasach bardzo ciężko znaleźć grę, która oferuje jednocześnie przyjemną rozgrywkę i fabułę, która w pewien sposób poruszy odbiorcę. The Lion’s Song nie jest wyjątkiem, gdyż kosztem niezbyt rozbudowanego gameplayu opowiada wspaniałą historię. Mimo wszystko jest perełką w mule tytułów próbujących przekazać istotną wiadomość, a gubiących się w trakcie rozwoju.

W starożytności Arystoteles mówił o koncepcji katharsis, czyli oczyszczeniu, odreagowaniu, uwolnieniu od trosk po zakończeniu przedstawienia. Czasy, w których żyjemy, oferują nam sztukę w kinach, teatrach, operach, mamy ją na wyciągnięcie ręki. Jest ona dla nas czymś pospolitym, normalnym. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że i gry stały się dziedziną sztuki oraz nośnikiem emocji. The Lion’s Song jest tego najlepszym przykładem.


Konkretnie o konkretach

The Lion’s Song po raz pierwszy ujrzało światło dzienne podczas Ludum Dare w 2014 roku. Tematem przewodnim tego game jamu były połączone światy. Gra, która w ówczesnej postaci opowiadała historię Welmy, czyli bohaterki pierwszego epizodu, zebrała świetnie opinie. Zajęła pierwsze miejsce w kategorii Nastrój i Grafika oraz czwarte wśród wszystkich projektów. Warto zaznaczyć, że w ciągu 72 godzin nad tytułem pracowała jedna osoba – Stefan Srb, znany w Internecie pod pseudonimem leafthief. Trzeba przyznać, że efekt trzydniowej pracy jednego człowieka robi wrażenie. Pierwszą wersję The Lion’s Song możecie pobrać stąd. Ostateczna forma produkcji powstała dzięki wspólnemu wysiłkowi członków studia Mi’pu’mi Games.

Tytuł to przygodówka 2D typu point’n’click, utrzymana w pikselowej oprawie graficznej, a do gry potrzeba jedynie myszki. Jest podzielona na cztery epizody, każdy trwający ponad godzinę. Nie wymaga od gracza zbyt dużego kombinowania. Podobnie jak w produkcjach Telltale Games, nie ma tu rozbudowanego gameplayu, jest go nawet mniej, ale ważna jest historia. Wymaga uważnego słuchania, w końcu to zbiór krótkich opowieści. W związku z tym, że epizody nie trwają zbyt długo, a połączenia między nimi są czasem subtelne, to warto rozłożyć sobie zabawę na kilka wieczorów. Fabuła wciąga, gdyż główni bohaterowie dają się lubić od pierwszego wejrzenia. Owa sympatia sprawia, że gracz pragnie ich wesprzeć w procesie twórczym, szukaniu inspiracji, a – co najważniejsze – w poznawaniu samego siebie.


Historia historii

The Lion’s Song opowiada historie artystów i naukowców w Austrii, dokładnie w Wiedniu, w początkach XX wieku. Głównymi bohaterami są Wilma Dörfl – studentka akademii muzycznej, Franz Markart – młody malarz oraz Emma Recniczek – matematyczka. Każdy z epizodów poświęcony jest danej postaci, oprócz ostatniego, który przedstawia ich dalsze losy i ponownie je splata. Na pierwszy rzut oka są to bohaterowie niezależni, nic ich nie łączy. Jednak w miarę rozwoju wypadków i podejmowanych przez gracza decyzji ich ścieżki się przecinają.

Warto wspomnieć, iż podczas rozgrywki poznamy elitę wspaniałych umysłów początków XX wieku. Odwiedzimy galerię Gustava Klimta oraz wylądujemy na kozetce u doktora Freuda. Ponadto poznamy realia tamtych czasów, w których żyło ówczesne społeczeństwo. Wysoka śmiertelność wśród chorych na gruźlicę, zalążki emancypacji kobiet w profesorskich środowiskach uniwersyteckich, szczególnie jeśli chodzi o przedmioty ścisłe, czy ostatecznie wybuch I wojny światowej.

By nie psuć frajdy z poznawania wspaniałych bohaterów The Lion’s Song, nie będę opisywać ich historii. Zapewniam jednak, że każda z opowieści wciąga, inspiruje i w pewnym stopniu na pewno porusza jakąś strunę. Wszystkie epizody trzymają poziom, nie ma gorszego czy lepszego. Z ciekawością i uwagą obserwuje się otoczenie, by wyłapać powiązania z pozostałymi historiami. Produkcja pokazuje, jak niespodziewanie mogą się przecinać ścieżki z ludźmi, którzy są w naszym życiu na moment, ale zostawiają trwały ślad. Ponadto uświadamia, że trzeba przeglądać się w lustrze oczami innych, gdyż często jesteśmy zbyt krytyczni wobec samych siebie.


Audiowizualne wodotryski

Po produkcji nie należy spodziewać się graficznych wodotrysków wylewających się z ekranu. Jednak pikselowa grafika w perspektywie 2D utrzymana w technice sepii dodaje klimatu tytułowi. Zdecydowanie nie zachodzi tu zjawisko przerostu formy nad treścią, a często mamy z tym do czynienia, szczególnie w większych produkcjach.

Istotnym dla warstwy estetycznej gry jest epizod drugi, w którym poznajemy Franza Markarta. Jest on młodym malarzem z niezwykłym darem – potrafi widzieć warstwy osobowości ludzi. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak monolog Shreka o cebuli i ograch, ale jest to bardziej skomplikowane. Pokazanie, jak Franz widział owe warstwy, było sporym wyzwaniem dla autorów. By móc urzeczywistnić swoje wyobrażenia, twórcy inspirowali się dziełami Edvarda Muncha, Marcela Duchampa czy animacjami autorstwa Satoshiego Kona.

Co zaś tyczy się muzyki, to ścieżka dźwiękowa The Lion’s Song nie imponuje liczbą utworów. Mimo wszystko robi wrażenie ze względu na tytułową kompozycję, która pojawia się wiele razy na przestrzeni czterech epizodów. Można ją usłyszeć w różnych aranżacjach, dzięki czemu w żadnym stopniu gracz nie czuje się nią znudzony. Celem Mi’pu’mi Games było nie tylko przeniesie emocji na pięciolinię, ale również powiązanie muzyki z fabułą gry, by ewoluowała wraz z opowiadaną historią. Kompozytor ponadto połączył współczesne brzmienie z tym z początków XX wieku. Efekt końcowy jest dosyć imponujący.


Zakończenie recenzji nie powinno być niczym innym niż zachęceniem do sprawdzenia produkcji. The Lion’s Song jest jednym z tych tytułów, które zmuszają do myślenia i uświadamiają o istotności pewnych kwestii. Jak to bywa z dobrymi kawałkami sztuki, może istnieć wiele interpretacji produkcji i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Poznanie tego tytułu utrzymało mnie w przekonaniu, że świetne gry nie muszą być wielkie. Tak zresztą głosi motto na oficjalnej stronie studia Mi’pu’mi Games. Jeżeli nadal nie jesteście przekonani do The Lion’s Song, mam dla Was dobrą wiadomość. Pierwszy epizod jest dostępny na Steamie zupełnie za darmo. Dlatego jeśli się wahacie, możecie sami sprawdzić, czy tytuł przypadnie Wam do gustu.

8.4 Trzeba zagrać

PLUSY:
+ opowieść
+ bohaterowie
+ muzyka
+ oprawa graficzna
+ wybory

MINUSY:
- za mało gameplayu

  • Grafika 9
  • Audio 9
  • Grywalność 7
  • Cena/Jakość 8
  • Ogólne wrażenia 9
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.