Przygodę z grami rozpoczęłam od Pegasusa, ominęły mnie hity wydane na Amigę, bo i sam komputer jest ode mnie starszy o jakieś 10 lat. Niestety, nie było mi dane zagrać w takie tytuły, jak Chaos Engine czy Zombies Ate My Neighbors. Tower 57 jest oddaniem hołdu grom retro, a nawet arcade.

Dlatego też najlepiej będą bawić się ci, którzy być może wychowali się na wymienionych tytułach. Produkcja studia Pixwerk będzie wówczas dla nich niejako wehikułem czasu. Osoby, które nie krzywią się na widok pixelowej grafiki, lubią wyzwania i żałują, że nie dorastały w latach 80., również nie będą zawiedzione. Cała reszta raczej ominie produkcję szerokim łukiem.


Uwaga na fruwające kończyny

Gra rozpoczyna się od wyboru trzech z sześciu dostępnych bohaterów. Każdy z nich wyróżnia się używanym arsenałem broni oraz zdolnościami specjalnymi. Nie jest to jednak tworzenie drużyny, gracz przełącza się między bohaterami, ale nie odbywa się to na jego widzimisię. Zmiany postaci dokonuje w specjalnie do tego przeznaczonych budkach lub automatycznie, w momencie śmierci bohatera. Skoro o umieraniu mowa, jeśli któryś z kompanów polegnie na polu walki, to jest to definitywny koniec.

Recenzja: Tower57

Przynajmniej na dłuższą chwilę. Możliwe jest jego wskrzeszenie, ale jedynie w przypadku gdy w ekwipunku znajduje się specjalnie do tego przeznaczony przedmiot. Wówczas należy udać się do specjalisty, osobliwego NPC-a, którego znalezienie nie zawsze należy do łatwych. Dlatego dobra rada – nie gińcie! Jednak zupełnie jak w świecie wykreowanym przez G. R. R. Martina, o zgon wcale nietrudno. Tower 57 posiada bardzo ciekawy element mechaniki, polegający na utracie kończyn. Brzmi dziwnie i bardzo w klimacie Gwiezdnych Wojen, ale to naprawdę urozmaica rozgrywkę. Bo przykładowo z jedną nogą można jeszcze strzelać, ale bez ręki to jest już w zasadzie po zawodach.

Bardzo ogólnie i zwięźle rzecz ujmując, zabawa polega na pokonywaniu wrogów, często będąc ograniczonym czymś w rodzaju areny, na poszczególnych etapach gry. Logika za tym stojąca nie wygląda na skomplikowaną, ale wdrożenie jej życie jest znacznie trudniejsze. Tower 57 potrafi wyprowadzić z równowagi swoim poziomem trudności.


Wybudujemy wieżę

Choć fabuła nie jest mocną stroną tytułu, to jest dobrym tłem i nadaje cel podróży gracza przesiewającego hordy przeciwników. Zakończenia są co najmniej dwa (tyle widziałam) i naprawdę potrafią zaskoczyć, dlatego warto jednak cierpliwie podążać do mety. Twórcy wykreowali dieselpunkowy świat, który nawet w szesnastu bitach zachęca do eksploracji. Muzyka sprawia, że można przenieść się w czasie do momentów, gdy grało się na Pegasusie, albo naprawdę starych komputerach.

Recenzja: Tower57

Tower 57 pozwala na zabawę online z przyjaciółmi, więc jeśli nie radzicie sobie w pojedynkę, to nadzieja w drużynie z prawdziwego zdarzenia. Tytuł został wydany przez 11 bit studios i pojawił się na komputerach osobistych, konsolach oraz… Amidze. Nie wiem, kto jeszcze posiada w domu ten relikt przeszłości, ale trzeba przyznać, że jest to miły gest ze strony twórców. W końcu to właśnie gry na Amigę stanowiły inspirację do powstania Tower 57.


Jak już wspomniałam na samym początku, produkcja od Pixwerk nie jest dla wszystkich. Zapaleńcy i doświadczeni gracze na pewno się nie zawiodą, ale reszta graczy szybko się zniechęci. Tytuł oferuje przyjemną podróż w czasie, która trwa jednak zdecydowanie za krótko. Mnie przygoda zajęła ponad cztery godziny, a i tak często ginęłam. Irytująco i żenująco często. Jedno z zakończeń aż prosi się o kontynuację, więc mam nadzieję, że twórcy powrócą kiedyś do tytułu.

W związku z tym, że wydawcą jest polska firma, to liczyłam na pełną lokalizację, nie brałam innego scenariusza pod uwagę. Niestety, gra jest spolszczona w jakichś siedemdziesięciu procentach, zupełnie jak Spotify na Linuksie. Nie wiem, z czego to wynika, i lekko kłuje w oczy. Nie trafiłam na żadne bugi, ale zdarza się, że przejścia są za wąskie, niewidzialna arena za mała i wówczas ciężko jest sterować bohaterem. Jest to szczególnie irytujące w sytuacjach walki z dużą liczbą wrogów. Podsumowując, jeśli należycie do jednej z wymienionych grup, to Tower57 na pewno Wam się spodoba.

Recenzja na podstawie wersji PC. Klucz do gry udostępniła firma GOG.

7.2 Spróbujcie!

PLUSY:
+ Muzyka
+ Grafika
+ Miły powrót do przeszłości
+ Historia...

MINUSY:
- ...która mogłaby być bardziej rozwinięta
- Projekt poziomów czasem utrudnia rozgrywkę
- Krótka

  • Grafika 7
  • Audio 8
  • Grywalność 7
  • Cena/Jakość 7
  • Ogólne wrażenia 7
  • Ocena użytkowników (0 głosów) 0
Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.