Wiedźmin 3: Dziki Gon nareszcie u nas zawitał! Premiera jednej z najbardziej oczekiwanych gier roku już za nami. Na chwilę obecną mam za sobą ponad 100 godzin rozgrywki, wykonany wątek główny oraz większość zadań pobocznych.

Dlatego też uważam, że to najwyższy czas by podzielić się z Wami recenzją Wiedźmina 3, na którego czekałam cztery lata, a od dwóch śledziłam wszelkie informacje udostępniane przez deweloperów. Warto nadmienić, iż grałam w wersję PC, zarówno z patchami, jak i bez. Po napisach końcowych ogarnęła mnie radość zmieszana z lekką dozą strachu. Dlaczego tak się stało, zapytacie. To dłuższa historia, na którą mam przyjemność Was zaprosić. Miłego czytania!

Chcesz uzupełnić wiedzę o uniwersum? Koniecznie zajrzyj do naszych artykułów o Geralcie, jego świecie, o grach, modach, książkach i… praktycznie wszystkim!

Wiedźmin 3: Dziki Gon - co my na to?

Zaczynajmy!


W3: Dziki Gon – trudne acz miłe początki

Zacznę trochę nietypowo, bo nie od samej rozgrywki, ale od instalacji. Niektórzy gracze mieli problemy z płytami, przez co zostali zmuszeni do ściągnięcia cyfrowej wersji Dzikiego Gonu z platformy GOG Galaxy. Osobiście takich trudności nie uświadczyłam, jednakże instalacja trwała dosyć długo, porównywalnie do GTA V (chociaż w pudełku mamy cztery, a nie sześć płyt). Zapewniony przez RED-ów day-one-patch pobrał się stosunkowo szybko i obyło się bez niespodzianek. Dodatkowo warto nadmienić, iż cdp.pl wywiązało się z danej obietnicy – grę w paczkomacie odebrałam przed północą 18 maja. Dobra robota!

Wiedźmin 3: Dziki Gon - co my na to?

Widoki z początku gry, choć trochę zaskakujące, są niezwykle miłe dla oka zarówno męskiej, jak i damskiej części graczy 😉

Jak na początek gry przystało, Dziki Gon wita nas samouczkiem, który został wprowadzony w niezwykle sprytny i pomysłowy sposób. Nadmienię, że fani sagi z pewnością się nie zawiodą – nawiązań do książkowych przygód Geralta jest multum, ale o tym nieco później. W odróżnieniu od Wiedźmina 2, nauka sterowania przedstawiona jest bardzo szczegółowo i satysfakcjonująco. Bieganie po murach czy trening idealnie przygotowują nas do rozpoczęcia historii Białego Wilka. Na początku rozgrywki wybieramy jeden z czterech dostępnych poziomów trudności. Na dwóch ostatnich podczas medytacji zdrowie nie regeneruje się.

Wiedźmin 3: Dziki Gon - co my na to?

Poziom trudności można zmieniać w trakcie gry

Nie uważam się za pro-gracza, najważniejsza jest dla mnie opowieść, ale mieczem również lubię pomachać, więc wybór padł na „Krew, pot i łzy”. Jednak po pierwszej grupie ghuli miałam dość – pomimo naprawdę dobrego samouczka, nie byłam w stanie przyzwyczaić się do uników, a ciągłe turlanie nie miało większego sensu. Dlatego też zmieniłam poziom na „Miecz i opowieść” i na nim ukończyłam pierwsze podejście do gry. Na klawiaturze i myszce potrzeba czasu, aby w pełni ogarnąć ruchy i ciosy Geralta podczas walki. Podsumowując – nie ma lekko.

Wiedźmin 3: Dziki Gon - co my na to?

Większa grupka potworów na każdym poziomie może być zabójcza, warto o tym pamiętać

Samouczek nie skończył się jednak na nauce sterowania – za każdym razem, gdy Geralt znajduje jakiś przepis, olej, czy ulepszenie, gra pokazuje jak to wykorzystać. To samo tyczy się rozwoju postaci, zleceń i misji pobocznych. Przez jakiś czas jesteśmy prowadzeni za rękę, ale nie uważam tego za wadę, wręcz przeciwnie – przy takim ogromie świata i dostępnych aktywnościach, wprowadzenie detal po detalu jest niezbędne. Poza tym Wiedźmin 3: Dziki Gon to RPG, a w przypadku tego gatunku drobne wskazówki są mile widziane. Jeśli jednak jesteście weteranami i nie lubicie podpowiedzi, elementy interfejsu można wyłączyć.

10.0 Arcydzieło!
  • Oprawa graficzna 10
  • Oprawa audio 10
  • Grywalność 10
  • Cena/jakość 10
  • Pozostałe wrażenia 10
  • Ocena użytkowników (1 głosów) 10
1 2 3
Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.